Prof. Marek Jan Chodakiewicz dla "TS": Śp. Zbig

Zmarły ponad 20 lat temu profesor John N. Hazard, jeden z twórców i pionierów amerykańskiej sowietologii, kiedyś mi powiedział ni z tego ni z owego: „Wunderkind! [to była jego ksywa dla mnie] Nie bardzo nam się podobało, że Polak ma tak poważne stanowisko w amerykańskiej administracji i tak duży wpływ na sprawy rosyjskie”.
Chodziło naturalnie o Zbigniewa Brzezińskiego. Hazard wywodził się ze śmietanki WASP - Białych Anglosaskich Protestantów. On sam był raczej postępowy i liberalny, z jednym zastrzeżeniem: uważał, że gospodarzami Ameryki powinni być ludzie tacy jak on. Innych traktował jako gości w USA. I w tym Zbiga.
Hazarda szczególnie irytowali antykomunistyczni emigranci, których pomysły zagrażały równowadze między Waszyngtonem a Moskwą. Rzucali bowiem wyzwanie obronnej przecież doktrynie ograniczania, starali się znaleźć jakąś formułę, aby ugrać coś dla pozostających w niewoli milionów nieszczęśników za Żelazną Kurtyną. Takim był właśnie Zbig Brzeziński. Takim go widziały elity amerykańskie.
Opowiem z subiektywnej perspektywy, jaki był. Profesor Brzeziński uważał się za Amerykanina i Polaka. Żałował, że nie spędził wojny w ojczyźnie, bo, jak mi powiedział, na pewno służyłby w Szarych Szeregach. Sądził, że najlepszym sposobem, by przysłużyć się Polsce, jest zostanie Amerykaninem, aby wpływać na tutejsze elity z najwyższego poziomu. Wykładał na Harvardzie, a potem na Uniwersytecie Columbia. Związał się z Demokratami, służył jako Doradca do spraw Bezpieczeństwa Narodowego w Białym Domu. Pytałem go raz, w jaki sposób udawało mu się tyle osiągnąć, mimo opozycji sekretarza stanu, ultraliberalnego naiwniaka Cyrusa Vance'a. Zbig odparł: "Jak było coś ważnego do przeprowadzenia, wysyłaliśmy go na wizytę zagraniczną w odległe strony, aby nam nie przeszkadzał".
Po ukończeniu swojej kadencji pozostał w Waszyngtonie, gdzie stał się guru w sprawach polityki zagranicznej Demokratów. Uczył w School of Advanced International Studies (SAIS) przy Johns Hopkins University. Pisał książki, z których donośnie brzmiał konsensus amerykańskich elit, nie tylko postępowych. Traktowany był z szacunkiem przez obie strony ideowe w Waszyngtonie. I to nawet wtedy, gdy otwarcie twierdził, że największym mężem stanu jakiego spotkał, był papież Jan Paweł II.
Naturalnie konserwatyści w wielu sprawach nie zgadzali się z nim. W podejrzliwy sposób podchodzili do jego członkostwa i uczestnictwa w wielu inicjatywach i instytucjach globalistycznych i transnacjonalistycznych. Nie ufali mu: Zbig grał w grę władzy zbyt dobrze. Ponadto uznawali jego politykę sowiecką za pozorowaną, a jego samego za alibi Demokratów, aby mogli oni dalej ugłaskiwać Kreml.
Po 1989 r. Zbig doszedł do wniosku, że czerwony układ trzeba uznać, ponieważ komuna przepoczwarzyła się w postkomunę i otrzymała legitymizację demokratyczną. Uważał, że kluczem do bezpieczeństwa Polski jest włączenie kraju w układ międzynarodowego bezpieczeństwa, a w tym w NATO - nawet jeśli nie ma dekomunizacji ani dezubekizacji. Takie rzeczy według niego były wtórne do uznania Polski za integralną część Zachodu. Stąd wspierał członkostwo Polski w UE i uważał, że Polska nie powinna prowadzić żadnej spektakularnej polityki, która w jakikolwiek sposób odróżniałaby ją od innych członków NATO i Unii. Był przeciwnikiem głośnego upominania się o swoje, bezsilnego popisywania się na arenie międzynarodowej. Polska miała siedzieć cicho, działać zakulisowo. Była to polityka zakamuflowania Warszawy, wzmocniona przekonaniem o słuszności giedroyciowego wspierania nacjonalizmów państw postsowieckich jako bariery przed zakusami Moskwy.
Stąd Zbig popierał polityków w kraju, którzy dali się ucywilizować według tych wytycznych, na przykład Radka Sikorskiego. Resztę uważał za naiwnych prowincjuszy, których nieprzemyślane awantury mogą spowodować katastrofę geopolityczną. Mówiłem mu, że jego formuła sprowadza się do tego, że dopuszcza się do zamrożenia układu postkomunistycznego, a ludzie władzy w Polsce będą pozostawali na kolanach przed Berlinem, Waszyngtonem i Moskwą. "A z kim chcesz robić tam prawdziwą politykę?" - odparł.
Brakowi kadr i ekspertyz nad Wisłą Zbig starał się od początku zaradzić. Ściągał na studia do siebie w SAIS rozmaitych pielgrzymów z Polski. Jeden z absolwentów przyspieszonego kursu doktorskiego u Zbiga był też jednym z niewielu w rządzie RP, który rozumiał, dlaczego trzeba wywalić Armię Czerwoną z Polski. Suwerenność!
Zbig kibicował nam od dawna. Był przekonany o kluczowej konieczności badań nad historią Polski bez politycznej poprawności. Nie upubliczniał swych myśli. Pisał prywatne listy do mnie, czasami dzwonił, wyjątkowo spotykaliśmy się. Ucieszył się z moich prac o Międzymorzu: uważał, że zbudowanie silnego bloku państw jest kluczowe dla bezpieczeństwa regionu. Rozumiał i popierał moją rolę kamikadze i lodołamacza w odkłamywaniu historii Polski. Naturalnie na temat pewnych moich sympatii politycznych zgadzaliśmy się nie zgadzać.
Na koniec anegdota. Umówieni byliśmy na lunch chyba z 12 lat temu: Zbig, John Lenczowski - nasz rektor w IWP, ambasador Tom Melady i ja. Prof. Brzeziński przyszedł niewiele spóźniony. Zirytowany trochę, położył raczej głośno na stół gazetę "The Washington Post". "Czy panowie czytaliście wstępniaka krytykującego film "Pasja" Mela Gibsona? Że niby antysemicka? No, nie wiem. W tej chwili jest w USA moda na przepraszanie. Jako Polakowi ciągle mi się dyktuje, że muszę przeprosić za antysemityzm. Nie ma znaczenia, że z antysemityzmem nie mam nic wspólnego, a mój dziadek był sędzią w Przemyślu, który endeków do więzienia wsadzał za antyżydowskie burdy. Ponadto, jako że jestem biały, wymaga się ode mnie, żebym przeprosił za niewolnictwo czarnych w Ameryce. I nie ma znaczenia, że moi przodkowie lądowali w łańcuchach na Syberii właśnie jako niewolnicy. W związku z tą modą na przepraszanie ciekaw jestem, kto w końcu nas przeprosi za ukrzyżowanie Chrystusa?".
Profesor Zbigniew Kazimierz Brzeziński - RIP.
Marek Jan Chodakiewicz
Washington, DC, 3 June 2017
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (23/2017) dostępnego także w wersji cyfrowej tutaj.
Hazarda szczególnie irytowali antykomunistyczni emigranci, których pomysły zagrażały równowadze między Waszyngtonem a Moskwą. Rzucali bowiem wyzwanie obronnej przecież doktrynie ograniczania, starali się znaleźć jakąś formułę, aby ugrać coś dla pozostających w niewoli milionów nieszczęśników za Żelazną Kurtyną. Takim był właśnie Zbig Brzeziński. Takim go widziały elity amerykańskie.
Opowiem z subiektywnej perspektywy, jaki był. Profesor Brzeziński uważał się za Amerykanina i Polaka. Żałował, że nie spędził wojny w ojczyźnie, bo, jak mi powiedział, na pewno służyłby w Szarych Szeregach. Sądził, że najlepszym sposobem, by przysłużyć się Polsce, jest zostanie Amerykaninem, aby wpływać na tutejsze elity z najwyższego poziomu. Wykładał na Harvardzie, a potem na Uniwersytecie Columbia. Związał się z Demokratami, służył jako Doradca do spraw Bezpieczeństwa Narodowego w Białym Domu. Pytałem go raz, w jaki sposób udawało mu się tyle osiągnąć, mimo opozycji sekretarza stanu, ultraliberalnego naiwniaka Cyrusa Vance'a. Zbig odparł: "Jak było coś ważnego do przeprowadzenia, wysyłaliśmy go na wizytę zagraniczną w odległe strony, aby nam nie przeszkadzał".
Po ukończeniu swojej kadencji pozostał w Waszyngtonie, gdzie stał się guru w sprawach polityki zagranicznej Demokratów. Uczył w School of Advanced International Studies (SAIS) przy Johns Hopkins University. Pisał książki, z których donośnie brzmiał konsensus amerykańskich elit, nie tylko postępowych. Traktowany był z szacunkiem przez obie strony ideowe w Waszyngtonie. I to nawet wtedy, gdy otwarcie twierdził, że największym mężem stanu jakiego spotkał, był papież Jan Paweł II.
Naturalnie konserwatyści w wielu sprawach nie zgadzali się z nim. W podejrzliwy sposób podchodzili do jego członkostwa i uczestnictwa w wielu inicjatywach i instytucjach globalistycznych i transnacjonalistycznych. Nie ufali mu: Zbig grał w grę władzy zbyt dobrze. Ponadto uznawali jego politykę sowiecką za pozorowaną, a jego samego za alibi Demokratów, aby mogli oni dalej ugłaskiwać Kreml.
Po 1989 r. Zbig doszedł do wniosku, że czerwony układ trzeba uznać, ponieważ komuna przepoczwarzyła się w postkomunę i otrzymała legitymizację demokratyczną. Uważał, że kluczem do bezpieczeństwa Polski jest włączenie kraju w układ międzynarodowego bezpieczeństwa, a w tym w NATO - nawet jeśli nie ma dekomunizacji ani dezubekizacji. Takie rzeczy według niego były wtórne do uznania Polski za integralną część Zachodu. Stąd wspierał członkostwo Polski w UE i uważał, że Polska nie powinna prowadzić żadnej spektakularnej polityki, która w jakikolwiek sposób odróżniałaby ją od innych członków NATO i Unii. Był przeciwnikiem głośnego upominania się o swoje, bezsilnego popisywania się na arenie międzynarodowej. Polska miała siedzieć cicho, działać zakulisowo. Była to polityka zakamuflowania Warszawy, wzmocniona przekonaniem o słuszności giedroyciowego wspierania nacjonalizmów państw postsowieckich jako bariery przed zakusami Moskwy.
Stąd Zbig popierał polityków w kraju, którzy dali się ucywilizować według tych wytycznych, na przykład Radka Sikorskiego. Resztę uważał za naiwnych prowincjuszy, których nieprzemyślane awantury mogą spowodować katastrofę geopolityczną. Mówiłem mu, że jego formuła sprowadza się do tego, że dopuszcza się do zamrożenia układu postkomunistycznego, a ludzie władzy w Polsce będą pozostawali na kolanach przed Berlinem, Waszyngtonem i Moskwą. "A z kim chcesz robić tam prawdziwą politykę?" - odparł.
Brakowi kadr i ekspertyz nad Wisłą Zbig starał się od początku zaradzić. Ściągał na studia do siebie w SAIS rozmaitych pielgrzymów z Polski. Jeden z absolwentów przyspieszonego kursu doktorskiego u Zbiga był też jednym z niewielu w rządzie RP, który rozumiał, dlaczego trzeba wywalić Armię Czerwoną z Polski. Suwerenność!
Zbig kibicował nam od dawna. Był przekonany o kluczowej konieczności badań nad historią Polski bez politycznej poprawności. Nie upubliczniał swych myśli. Pisał prywatne listy do mnie, czasami dzwonił, wyjątkowo spotykaliśmy się. Ucieszył się z moich prac o Międzymorzu: uważał, że zbudowanie silnego bloku państw jest kluczowe dla bezpieczeństwa regionu. Rozumiał i popierał moją rolę kamikadze i lodołamacza w odkłamywaniu historii Polski. Naturalnie na temat pewnych moich sympatii politycznych zgadzaliśmy się nie zgadzać.
Na koniec anegdota. Umówieni byliśmy na lunch chyba z 12 lat temu: Zbig, John Lenczowski - nasz rektor w IWP, ambasador Tom Melady i ja. Prof. Brzeziński przyszedł niewiele spóźniony. Zirytowany trochę, położył raczej głośno na stół gazetę "The Washington Post". "Czy panowie czytaliście wstępniaka krytykującego film "Pasja" Mela Gibsona? Że niby antysemicka? No, nie wiem. W tej chwili jest w USA moda na przepraszanie. Jako Polakowi ciągle mi się dyktuje, że muszę przeprosić za antysemityzm. Nie ma znaczenia, że z antysemityzmem nie mam nic wspólnego, a mój dziadek był sędzią w Przemyślu, który endeków do więzienia wsadzał za antyżydowskie burdy. Ponadto, jako że jestem biały, wymaga się ode mnie, żebym przeprosił za niewolnictwo czarnych w Ameryce. I nie ma znaczenia, że moi przodkowie lądowali w łańcuchach na Syberii właśnie jako niewolnicy. W związku z tą modą na przepraszanie ciekaw jestem, kto w końcu nas przeprosi za ukrzyżowanie Chrystusa?".
Profesor Zbigniew Kazimierz Brzeziński - RIP.
Marek Jan Chodakiewicz
Washington, DC, 3 June 2017
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (23/2017) dostępnego także w wersji cyfrowej tutaj.

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Data publikacji: 07.06.2017 12:08
Komentarze
Wysłannicy Trumpa bez przełomu w Moskwie. Bloomberg ujawnia plan Putina
07.09.2026 18:29

Komentarzy: 0
Wizyty wysłanników prezydenta USA, Steve'a Witkoffa i Jareda Kushnera, w Moskwie i Kijowie nie przyniosła przełomu, a przywódca Rosji Władimir Putin jest zdeterminowany, by kontynuować wojnę przeciw Ukrainie - podała w poniedziałek agencja Bloomberga, powołując się na osoby wtajemniczone w rozmowy.
Czytaj więcej
Rozmowy USA-Ukraina o zakończeniu wojny. Pierwsza runda zakończona
06.09.2026 17:41

Komentarzy: 0
W Kijowie zakończyła się pierwsza, trwająca około trzech godzin runda rozmów między ukraińską delegacją a przedstawicielami prezydenta USA Donalda Trumpa. Steve Witkoff i Jared Kushner po spotkaniu ocenili dyskusję jako ważną i merytoryczną. Wkrótce ma rozpocząć się kolejna, rozszerzona runda negocjacji.
Czytaj więcej
Pierwszy raz od dekad bez amerykańskich okrętów i samolotów. Ważne ćwiczenia NATO
06.09.2026 15:54

Komentarzy: 0
Na Islandii i północnym Atlantyku zakończyły się ćwiczenia NATO Northern Viking 2026. W manewrach, które trwały od 22 sierpnia do 3 września, uczestniczyło ponad 1200 żołnierzy i innych członków personelu wojskowego. Ćwiczenia prowadzone były przez siły amerykańskie we współpracy z Islandią, a udział w nich wzięli przedstawiciele kilku państw NATO, w tym Polski. Po raz pierwszy od dziesięcioleci w morskiej części ćwiczeń poświęconej zwalczaniu okrętów podwodnych zabrakło jednak amerykańskich okrętów i samolotów.
Czytaj więcej
Wysłannicy Trumpa w Moskwie. Biały Dom wydał komunikat
06.09.2026 08:15

Komentarzy: 0
Podczas wizyty w Moskwie, wysłannicy prezydenta USA, Steve Witkoff i Jared Kushner, omówili z Władimirem Putinem „znaczące plany na następne kroki” - poinformował w nocy z soboty na niedzielę urzędnik Białego Domu.
Czytaj więcej
Trump: Witkoff i Kushner przyniosą propozycję zakończenia wojny w Ukrainie
04.09.2026 21:25

Komentarzy: 0
Wysłałem Steve'a Witkoffa i Jareda Kushnera z propozycją zakończenia wojny w Ukrainie - poinformował w piątek prezydent USA Donald Trump. Nie sprecyzował jednak, kiedy ma dojść do spodziewanej wizyty wysłanników prezydenta w Kijowie i Moskwie.
Czytaj więcej