Mercosur: Większe ziarna i tańsze kurczaki
Co musisz wiedzieć?
- UE podpisała umowę handlową budzącą wiele kontrowersji z krajami Ameryki Łacińskiej Mercosur
- Kiedy Ursula von der Leyen mówiła o powstaniu największej strefy wolnego handlu na świecie, nie wspomniała, że tak naprawdę zwycięzców umowy Mercosur będzie dwóch – Niemcy i Rosja.
- Po brexicie rząd Wielkiej Brytanii zdecydował się na dywersyfikację źródła dostaw żywności, wybierając właśnie Mercosur.
Rolnicy w całej Europie protestują, bo znajdą się w sytuacji nierównej konkurencji wobec tańszych produktów, które nie muszą spełniać wyśrubowanych unijnych norm zdrowotnych. To jednocześnie otwarcie europejskiego rynku dla objętych sankcjami gospodarek Rosji i Białorusi.
Rosja sprzedaje pod stołem
Kiedy Ursula von der Leyen, chwaląc się końcem ponaddwudziestoletnich negocjacji pomiędzy Mercosur a Unią Europejską, mówiła o powstaniu największej strefy wolnego handlu na świecie, nie wspomniała, że tak naprawdę zwycięzców tej umowy będzie dwóch – Niemcy i Rosja. Niemcy, bo zniesienie ceł na niemiecki przemysł pozwoli odbudować coraz gorzej radzące sobie z chińską konkurencją koncerny samochodowe i przemysłowe. Rosja, bo w ramach innego bloku – BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i Afryka Południowa oraz kilkanaście innych krajów z Afryki i Azji) – będzie mogła, za pośrednictwem krajów Mercosur, legalnie dostarczać do Europy swoje produkty objęte sankcjami, w tym nawozy i paliwa, które już dzisiaj płyną do Ameryki Łacińskiej. Zapowiedzi unijnych urzędników, że importowana z Ameryki Łacińskiej żywność będzie skrupulatnie kontrolowana pod względem wypełniania unijnych norm, w większości są nieprawdziwe. Tu eurokraci zrównali zasady bezpieczeństwa żywności obowiązujące w Mercosur i UE – choć zasady te w obu przypadkach mówią o czymś zupełnie innym.
Słowa von der Leyen o sukcesie umowy omijają jeszcze jedną kwestię – traktat jest sukcesem, jednak niekoniecznie dla Europy. To sukces Mercosur zdobywającego kolejny europejski rynek.
To sukces, którego boją się dzisiaj nie tylko rolnicy z Polski, Francji, Hiszpanii czy Włoch. Boją się go również rolnicy niemieccy, którzy najlepiej wiedzą, z czym będą musieli konkurować.
Albion zalany mięsem z Brazylii
Większość klientów Pueblito Paisa Cafe w londyńskim Seven Sisters w południowej części Tottenhamu to Latynosi – głównie Kolumbijczycy, ale równie łatwo znaleźć tam emigrantów z Urugwaju, Brazylii czy Paragwaju. Choć z nazwy jest kawiarnią, tak naprawdę miejsce to jest latynoską jadłodajnią, w której za względnie małe pieniądze można się najeść do syta, a idąc wąskim korytarzem, można trafić do centrum społecznościowego, gdzie z równą łatwością można kupić południowoamerykańskie ozdoby, co tanie kurczaki, kukurydzę oraz ziemniaki w setkach odmian, które trudno znaleźć w innych częściach Londynu. Można też znaleźć pracę, jeżeli po nierzadko wielotygodniowej podróży trafisz do Londynu, aby poprawić swoje życie i status społeczny.
Przy kilkunastu stolikach, w większości pustych w ciągu dnia, zawsze można spotkać Latynosa, który wyjaśni ci, dlaczego to właśnie Ameryka Łacińska jest najlepszym miejscem na świecie – nawet jeżeli kłóci się to z jego obecnością w Londynie. To przede wszystkim kuchnia – lubią mówić, siedząc nad dziwnie wyglądającą zupą z dużymi kawałkami kurczaka i wszechobecną w tej kuchni kukurydzą. To sancocho, zupa podobna do rosołu, choć zdecydowanie gęstsza i wypełniona kawałkami mięsa, nie tylko drobiowego. Większe kawałki mięsa należy jeść rękami wyciągając je wprost z gorącego wywaru. W dobrym tonie jest zachwycić się ich smakiem – z perspektywy Polaka dość dziwnym i egzotycznym, choć bezspornie nie można powiedzieć, że są niedobre. Bywalcy Pueblito Paisa często dokupują do zupy empanadas, czyli rogaliki nadziewane mięsnym lub warzywnym farszem. Również one są posiłkiem dla biednych – w cenie niewiele wyższej od herbaty, dla południowoamerykańskich imigrantów na dorobku stanowią główny posiłek w ciągu dnia.
- Incydent na granicy. Jest komunikat wojska
- Jak Polacy oceniają pół roku prezydentury Karola Nawrockiego? Jest sondaż
- Adient w Skarbimierzu planuje likwidację zakładu. Kilkaset osób straci pracę
- "Kryzys nie został zatrzymany". Solidarność pięciu największych spółek Grupy Azoty apeluje do prezydenta
- "I po krzyku". Joanna Jędrzejczyk podzieliła się wiadomością ze szpitala
Szefowa baru z dumą podkreśla, że wszystkie składniki pochodzą z Ameryki Łacińskiej, ojczyzn bywalców baru. Stąd ich cena – i smak, delikatnie inny od mięs kupowanych w sklepach czy europejskich lub azjatyckich restauracjach. Mięso, które trafia do Pueblito Paisa, jest częścią brytyjskiego importu z Mercosur, którego łączna wartość po brexicie przekracza dzisiaj nawet 2 miliardy funtów. Umowa Londynu z Mercosurem była koniecznością po nieudanych rozmowach handlowych z Unią Europejską, która jeszcze 15 lat temu i wcześniej była głównym dostawcą mięsa i produktów rolnych na Wyspy Brytyjskie. Dzisiaj argentyńska i urugwajska wołowina to podstawa kuchni w wielu restauracjach, nie tylko tanich barów jak Pueblito.
Kurczak smakuje inaczej
Paco, z którym kilka lat temu siedziałem przy stoliku, zajadając się kurczakiem z zupy, przekonywał mnie, że lepszego drobiu nie znajdę w całej Anglii. – My dbamy o zwierzęta, co się nie zawsze podoba – wyjaśniał między jednym a drugim kęsem. – Oczywiście dajemy im antybiotyki, a nasze rośliny, szczególnie kukurydza i soja, wymagają ogromnych ilości pestycydów, ale mamy taki klimat, że nie dbając o rośliny, stracilibyśmy połowę plonów. Sam powiedz, czy kukurydza ci nie smakuje? Nie czuć jej grzybami, a europejską nierzadko czuć. Z grzybem, jak już raz złapie twoje zboża, nie wygrasz inaczej, niż spryskując pola. Nie gnije nam to nawet w naszym klimacie, bo potrafimy uprawiać zboża.
Trudno mi ocenić smak kurczaka, bo w zupie znajdują się również inne mięsa i przyprawy, jakich w podobnej ilości nie zdarzyło mi się jeść w innych kuchniach w Polsce ani w Albionie. Bezspornie sprawia wrażenie zdrowego, ale jego największym atutem jest cena. Jadłem potrawę dużo tańszą niż najtańszy zestaw w nieodległym KFC, co dla imigranta na dorobku, którym wówczas byłem, miało ogromne znaczenie.
Po brexicie, który wyrzucił wielu z nas z powrotem do Polski i który zamknął handel między Europą Środkową i Wschodnią a Królestwem, rząd Albionu zdecydował się na dywersyfikację źródła dostaw żywności, wybierając właśnie Mercosur.
Przede wszystkim ze względu na ceny. Dzisiaj brazylijskie kawa i cukier, sok pomarańczowy, ryż, argentyńskie i urugwajskie mięso i pochodzące z niemal wszystkich krajów bloku pasze stanowią podstawę importu z Ameryki Łacińskiej.
Niemiecka chemia
To prawda, że latynoskie przepisy fitosanitarne są mocno liberalne i zezwalają praktycznie na wykorzystanie każdego środka ochrony roślin, również takich, które nawet dwie dekady temu uznano za szkodliwe dla ludzi, ale z drugiej strony większość z tych substancji produkowana jest przez cieszące się w Zjednoczonym Królestwie (oraz w Unii Europejskiej) zaufaniem konsumentów niemieckie firmy Bayer (Bayer Crop Science), znanej powszechnie nad Wisłą ze swojej aspiryny, czy BASF, koncernu chemicznego, który produkuje środki grzybobójcze oraz systemy ochrony plantacji kawowych na całym świecie. Choć koncern skupia się dzisiaj na produktach o wysokiej marży, pracuje nad nowymi rozwiązaniami cyfrowymi dla rolnictwa, a jego pierwszym polem doświadczalnym jest właśnie Ameryka Łacińska.
Kolejnym producentem chemii stosowanej w rolnictwie jest zarejestrowana w Szwajcarii Sygenta, należąca do chińskiego giganta państwowego Sinochem, który oprócz herbicydów i insekcydów produkuje nasiona zaprawiane pestycydami, czyli odporne na roślinne pasożyty „z urodzenia”. To pestycydy, które najtrudniej wykryć w importowanych ziarnach, a jednocześnie jedne z najniebezpieczniejszych dla zdrowia. Dlatego to właśnie w Ameryce Łacińskiej, a nie w Europie, Sinochem znalazł najważniejszy rynek zbytu, budując jednocześnie w Brazylii potężne centra badawcze i dystrybucyjne.
Różnice w prawie
Unijne prawo precyzyjnie reguluje wykorzystywanie w uprawie hodowli środków chemicznych i antybiotyków. Części z nich, tych bardziej dostępnych, w Europie stosować po prostu nie można – przede wszystkim dlatego, że są szkodliwe dla ludzi, a wiele z nich może powodować raka. W przypadku regulacji znajdujących się w Mercosur wyśrubowane europejskie normy nie obowiązują.
Bezpieczeństwo żywności w Mercosur jest regulowane przez system norm, które mają na celu harmonizację przepisów między państwami członkowskimi. Głównym celem jest zapewnienie swobodnego przepływu towarów przy jednoczesnym zachowaniu wysokich standardów ochrony zdrowia konsumentów. Podstawowym dokumentem są w tym przypadku Rezolucje GMC regulujące substancje dozwolone i ich maksymalne stężenia. To również wymogi – znacznie bardziej liberalne niż europejskie – dotyczące spełniania norm zawartości metali ciężkich, toksyn i pozostałości pestycydów.
Latynosi rygorystycznie przestrzegają natomiast zasad etykietowania żywności – na każdym produkcie musi być umieszczona informacja o wartości odżywczej i alergenach (mają obowiązek wyróżnienia składników takich jak: pszenica, żyto, jęczmień, owies, skorupiaki, jaja, ryby, orzeszki ziemne, soja, mleko i orzechy). To także przepisy dotyczące opakowań z tworzyw sztucznych, metalu i szkła. Choć Mercosur opiera swoje bezpieczeństwo żywności na międzynarodowych standardach, w dużym stopniu bazując na przepisach FAO/WHO (Światowej Organizacji Żywości i Światowej Organizacji Zdrowia), normy te są znacznie mniej wyśrubowane niż obowiązujące rolników w Unii Europejskiej. Unijni producenci w podobny sposób mają rozwinięte jedynie identyfikowanie żywności, czyli systemu śledzenia drogi produktu „od pola do stołu”. Warto jednak pamiętać, że różnice w prędkości wdrażania wewnętrznych procedur i rezolucji GMC powodują, że urzędnicy południowoamerykańscy często dopuszczają do niedotrzymywania norm, z czego unijni negocjatorzy doskonale zdawali sobie sprawę. Tylko dwa z krajów Mercosur – Brazylia i Argentyna – wprowadziły obowiązkowe oznaczenia o nadmiarze cukrów, tłuszczów nasyconych i sodu (w przypadku Argentyny są to czarne ośmiokąty, zaś w przypadku Brazylii prostokąty z odpowiednimi napisami). Kwestie stosowania pestycydów i pozostałych (niedozwolonych w UE) środków ochrony roślin i zwierząt – choć są w Mercosur regulowane, przepisów tych nie zawsze się przestrzega. Efekt? Na liście substancji, które najczęściej pojawiają się w raportach Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności oraz w systemie wczesnego ostrzegania RASFF w odniesieniu do produktów z krajów Mercosur, znajdują się rakotwórczy glifosat występujący głównie w ziarnie soi, śrucie sojowej (pasze) oraz kukurydzy.
Niższe koszty produkcji
Kolejna substancja to karbendazym zakazany w Unii Europejskiej – ze względu na podejrzenia o działanie mutagenne i toksyczność dla rozrodczości – środek grzybobójczy. W imporcie do UE wykrywano go w owocach i warzywach, m.in. w papryce czy owocach cytrusowych. Insektycyd chloropiryfos doskonale zabezpieczający uprawy przed szkodnikami sześć lat temu został całkowicie wycofany z rynku unijnego ze względu na szkodliwy wpływ na rozwój układu nerwowego u dzieci. Kraje Mercosur stosują go w uprawach owoców pestkowych, skąd trafia również do przetworów z pomarańczy i cytryn. Stosowany w Mercosur masowo parakwat to bardzo silny herbicyd ekstremalnie toksyczny dla ludzi i wycofany w UE w 2007 roku, dziś używany w Ameryce Łacińskiej przy produkcji soi i bawełny.
To szczególnie lubiany tam herbicyd – dzięki jego stosowaniu poprawiono w Ameryce Łacińskiej produkcję z hektara roślin i obniżono koszty tej produkcji o ponad 70 proc. Przy stosowaniu tych środków produkcja rolna w Europie, w tym w Polsce, która zmuszona jest do stosowania środków naturalnych lub nowocześniejszych, nie toksycznych dla ludzi, jest kilkukrotnie droższa niż w Mercosur. To gotowy przepis na przegraną na rynku spożywczym, który właśnie został otwarty dla mięsa, zbóż i warzyw z Ameryki Południowej.




