Benedykt XVI wieszczył rychłą apokalipsę? Miliarder głosi kontrowersyjne tezy

- Lista ważnych informacji
Peter Thiel, który niedawno sam wygłaszał w Rzymie kameralne wykłady na temat eschatologii i natychmiast został oblężony przez paparazzi, a także żartobliwie oskarżony przez księdza o „herezję polityczną przeciwko liberalnemu konsensusowi”, w swoim tekście rysuje fascynujące podobieństwa między obecną sytuacją na świecie a teologicznym dziedzictwem Josepha Ratzingera.
Ukryte przekonania Benedykta?
Znany milioner z branży technologicznej pisze: „Nie przyjechałem do Rzymu, by próbować być bardziej katolicki niż papież; miałem jednak nadzieję, że nawet jako protestant będę bardziej katolicki niż przeciętny katolik. Aby sprostać temu wymaganiu, jak wyjaśniłem w moich wykładach, trzeba słuchać papieża Benedykta nie tylko wtedy, gdy przemawiał `ex cathedra`, ale także wtedy, gdy mówił `sotto voce`. Słyszy się, jak szepcze, a potem woła: `Świat się kończy`”.
Według Thiela Benedykt XVI był przekonany, że żyje w czasach ostatecznych [teologia katolicka utrzymuje, że żyjemy w czasach ostatecznych od śmierci Chrystusa - przyp. red.]. Jak uważa, to stwierdzenie szokuje wielu, ponieważ papież zaczął mówić wprost dopiero w ostatnich latach życia, po swojej rezygnacji i gdy jego sojusznicy w Watykanie zostali już zepchnięci na margines. „Nigdy nie dowiemy się, dlaczego czekał. Być może obawiał się, że narazi na szwank swój autorytet, który opierał się na jego błyskotliwości akademickiej, a nic nie sprawia, że nauka wydaje się mniej poważna niż kazania o końcu świata. Patrząc na to z życzliwością, Benedykt mógł wierzyć, że jego apokaliptyczne przepowiednie staną się samospełniającymi się proroctwami, które zaniepokoją jego wiernych i zrażą ich do Kościoła”, pisze założyciel PayPala i innych firm technologicznych.
A przecież, jak twierdzi Thiel, szczera dyskusja na temat apokalipsy trafiłaby w czuły punkt zwłaszcza wśród dzisiejszej młodzieży. Młodzi ludzie i tak martwią się o zagrożenia egzystencjalne, takie jak sztuczna inteligencja, zmiany klimatyczne, załamanie demograficzne i broń jądrowa. Benedykt mógłby pokazać im biblijną perspektywę, która mimo wszystko dodaje odwagi: „Nie lękajcie się!” (Mt 24,6).
Przeciw awerroistycznej wizji świata
Następnie Thiel odwołuje się do pracy habilitacyjnej Josepha Ratzingera z 1957 roku poświęconej teologii historii św. Bonawentury. Thiel śledzi historyczne podobieństwa. Bonawentura zwalczał awerroistyczną ideę, zgodnie z którą historia toczy się w nieskończoność, nie dochodząc nigdy do boskiego końca. Uważał to za „pierwotną herezję” i istotę apokaliptycznego potwora. Podczas gdy Tomasz z Akwinu nauczał, że moment końca jest całkowicie niepoznawalny (przez co świadomość eschatologiczna schodziła na dalszy plan), Bonawentura opowiadał się za czujną interpretacją znaków czasu.
Ratzinger zawsze sympatyzował z Bonawenturą, ale przez dziesięciolecia trzymał się ostrzeżenia swojego promotora, Gottlieba Söhngena: obrazy apokaliptyczne są jak powódź, którą trudno opanować. Nawet Mozart nie potrafiłby sprawić, by trąbka brzmiała niepozornie.
Thiel pisze: „Niezależnie od ewentualnych ograniczeń, przedstawiona przez Ratzingera interpretacja Bonawentury dowiodła jego geniuszu. Przekłada ona średniowieczną głębię myśli Bonawentury na język zrozumiały dla współczesnego umysłu. W rozważaniach Ratzinger wydaje się podejmować wyjaśnienie kwestii, które Kościół przez wieki zaniedbywał, kwestii sięgających aż do tajemniczego sedna chrześcijaństwa. W tym rdzeniu leży problem, któremu Ratzinger poświęcił ostatnią część swojego traktatu: jak i kiedy nastąpi koniec świata?”.
"Proroctwo" Ratzingera
Thiel przypomina również o „proroctwie” Benedykta z 1969 roku oraz o „przeciwniku” w Watykanie. W 1969 roku Ratzinger przepowiedział w radiu dzisiejszy kryzys Kościoła: Kościół stanie się mały, straci wiele przywilejów i będzie musiał niemal zaczynać od nowa, za to będzie bardziej duchowy i wolny od politycznych wpływów. „Z dzisiejszego kryzysu wyłoni się Kościół jutra, Kościół, który wiele stracił. Stanie się mały i będzie musiał mniej więcej zaczynać od podstaw. ... Kościół będzie Kościołem o silniejszym wymiarze duchowym, który nie będzie rościł sobie prawa do misji politycznej”.
"Oparcie się mocy Antychrysta"
Jako papież, Benedykt XVI wysyłał następnie coraz wyraźniejsze sygnały w tej sprawie. W 2007 roku poprosił kardynała Giacomo Biffiego o wygłoszenie medytacji wielkopostnych na temat opowiadania Władimira Sołowjowa o Antychryście i pochwalił jego „precyzyjną diagnozę naszej dzisiejszej sytuacji”. W swojej encyklice „Spe Salvi” Benedykt XVI zacytował Immanuela Kanta, ostrzegając, że reżim Antychrysta rozpocznie się, gdy chrześcijaństwo przestanie być godne miłości. Wreszcie w 2018 roku w wywiadzie udzielonym Peterowi Seewaldowi Benedykt stwierdził, że współczesne społeczeństwo formułuje „antychrześcijańskie credo”. Kto się temu sprzeciwia, ten zostaje społecznie ekskomunikowany. Wezwał do modlitwy za Kościół, aby mógł on oprzeć się „duchowej mocy Antychrysta”.
Peter Thiel pisze następnie w swoim artykule o Hansie Küngu i zadaje pytanie: czyżby Antychryst przebywał w Tybindze? W tym kontekście przywołał postać rosyjskiego filozofa Sołowjowa. Według niego Antychryst nie był potworem w sensie wizualnym, lecz wysoce wykształconym, filantropijnym i liberalnym teologiem.
Dla Benedykta i jego bliskiego przyjaciela, filozofa Roberta Spaemanna, ta fikcyjna sylwetka miała realne cechy: Hans Küng i jego projekt „etyki światowej”. Antychryst Sołowjowa obiecuje pokój na świecie i krytykuje Chrystusa za to, że dzieli ludzkość na dobro i zło. Światowy etos Künga wymaga konsensusu religii dla przetrwania na ziemi, pomija jednak apokalipsę, sąd ostateczny i radykalne naśladowanie Chrystusa. Thiel przypomina, że Ratzinger w swojej słynnej debacie z Jürgenem Habermasem w 2004 roku nawet sam nie obalił tez Künga, lecz po prostu odesłał do krytycznego eseju Roberta Spaemanna.
Dzisiaj Ratzinger, Spaemann i Küng nie żyją. Według Thiela wyobrażenie, że Antychryst siedzi i pisze na klawiaturze na uniwersytecie, wydaje się w naszym dzisiejszym, zubożonym intelektualnie świecie niemal nostalgiczne. Na koniec Thiel wyraził niewielką krytykę pod adresem Benedykta, ponieważ zbyt długo wierzył, że debaty akademickie zmieniają świat, podczas gdy rzeczywistość już dawno wyprzedziła erudycję.
Na zakończenie Thiel napisał: „Można wybaczyć akademikowi Benedyktowi, że wierzył, iż jego świat będzie trwał wiecznie; dla chrześcijanina Benedykta było to jednak poważne błędne przekonanie. Platon, Arystoteles i filozofowie pisali między wierszami o odwiecznych pytaniach. Pisali nie tylko dla swoich błyskotliwych współczesnych, ale dla ludzi wszystkich czasów i miejsc, którzy kochają myślenie. Potwierdzali oni wieczność świata i nie wątpili, że przyszłość przyniesie nowych uczniów, ludzi obdarzonych niezbędną inteligencją i czasem, by poświęcić się tej żmudnej, nigdy niełatwej, ale zawsze radosnej pracy interpretacji, która jest właściwa filozofowi. Jednak chrześcijanin wie, że nic nie trwa wiecznie, gdyż ten świat ma swój początek i koniec. Apokalipsa, objawienie wszystkich tajemnic i koniec wszelkich interpretacji, w końcu nadejdzie. Istnieje czas i miejsce na ezoterykę, której przeciwieństwem jest objawienie. Jednak nie w kwestiach dotyczących losu świata i naszych dusz. Bo gdy czas się kończy, a godzina jest późna: kto może wtedy jeszcze liczyć na zbawienie dzięki filozoficznej powściągliwości?”
Czy wnioski Thiela są uzasadnione?
Po lekturze artykułu Thiela warto zadać sobie pewne pytania np. na ile wyciąganie wniosków z cudzych wypowiedzi odbywa się poprzez filtr naszych własnych przekonań? Jako filozof Thiel z pewnością przyzwyczajony jest do analizy tekstów naukowych, ale na ile zaznajomiony jest on z typową terminologią teologii katolickiej, a na ile odczytuje zawarte w pismach stwierdzenia w kluczu teologicznym chrześcijańskiej denominacji, do której przynależy? Unaocznia się to choćby we wzmiankowanych powyżej "czasach ostatecznych", które Kościół katolicki interpretuje szeroko, jako okres po śmierci Chrystusa.
Dalej warto dokonać analizy papieskich słów, by odpowiedzieć sobie, czy idąc za impulsem nie jest łatwo ulec pewnej intelektualnej pokusie wyciągania wniosków pod skonstruowaną wcześniej tezę? Dostrzegania bardziej fragmentów, które nam pasują, a pomijania tych, które stanowią zaprzeczenie owej tezy.
Owszem, Benedykt XVI wielokrotnie mówił i pisał na tematy eschatologiczne, był on jednak przeciwnikiem tez katastroficznych. Zresztą żaden działający w zgodzie w nauczaniem Kościoła katolicki biblista nie odczytuje Apokalipsy literalnie. Z pewnością tak podstawowego błędu nie popełniał również jeden z najlepszych teologów swoich czasów, jakim był Joseph Ratzinger, przez lata pełniący funkcję prefekta ówczesnej Kongregacji ds. Nauki Wiary.
W przytaczanej powyżej encyklice "Spe salvi" papież pisze o apokalipsie, jako zapowiedzi ostatecznego zwycięstwa dobra nad złem, nie tworzy zatem scenariusza do thrillera science-fiction. Na lękowe przewidywania dotyczące końca świata Benedykt XVI odpowiadał zachętą do zachowywania w pamięci, kto stroi zarówno za trwaniem, jak i końcem znanej nam rzeczywistości. Twierdził on, że jeśli wierzymy w dobroć Ojca, nie powinniśmy się owego końca bać.
Na kartach Ewangelii, sam Jezus przyznawał, że nie zna daty końca świata, zapewne nie przewidywał jej również papież, który o "czasach ostatecznych" wspominał w kontekście powszechnego odchodzenia ludzi od Boga i kultury odwracającej się od zastanych wartości. Tym bardziej nie obsadzałby on w roli Antychrysta konkretnych osób.
Prawdą jest, że na długo przed końcem XX wieku Ratzinger mówił o małym i tracącym światowe wpływy, ale duchowo bliskim swoim korzeniom Kościele w Europie. Nie było to jednak wieszczenie dat i sposobów jego końca, a wyciąganie wniosków z kierunku światowych zmian.
Komentarze
Ewangelia na XXXIII Niedzielę Zwykłą z komentarzem [video]
Mariusz Paszko: Antychryst czy anty-chrystianizm?

To nie żart. Elita kremlowska chroni się przed końcem świata w klasztornym "klubie religijnym"

Papież Franciszek ujawnia sprawę spisku w Kurii Rzymskiej



