Szukaj
Konto

Piotr Skwieciński: Realne zagrożenie dla Kościoła płynie ze strony przeciwników Trumpa

Piotr Skwieciński: Realne zagrożenie dla Kościoła płynie ze strony przeciwników Trumpa
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Piotr Skwieciński
Jeśli właśnie łyka cię tyranozaur, ale na chwilę przestaje, bo nagle dostał czkawki, gdyż z niejasnych powodów wbił mu się rogiem w brzuch oszalały triceratops, to dostrzeżesz oczywiście wariactwo tego drugiego potwora, ohydę jego zrogowaciałego kołnierza i smród, bijący z paszczy. Ale czy twoją pierwszą reakcją będzie wznoszenie jak najgłośniejszych okrzyków manifestujących oburzenie tymi cechami dinozaura? No nie wiem. Wiedzą to natomiast liczni katoliccy publicyści (nazwisk nie wymienię, bo chodzi raczej o zjawisko), którzy ostatnio udzielają na to pytanie twierdzącej odpowiedzi.
Co musisz wiedzieć:
  • Zdaniem autora krytykowane „ekscesy” Donalda Trumpa wobec katolicyzmu są groteskowe, ale nie stanowią realnego, głównego zagrożenia dla Kościoła.
  • Autor zarzuca części katolickich publicystów brak proporcji i wyolbrzymianie roli Trumpa jako wroga religii.
  • Takie przedstawianie Trumpa może służyć wygodnemu dopasowaniu się do dominującej narracji, podczas gdy faktyczne zagrożenia dla religii płyną z innych środowisk.

Chodzi mi oczywiście o falę komentarzy wywołanych przez ekscesy Donalda Trumpa (i jego otoczenia) na – mówiąc umownie – katolickim odcinku, czyli o upowszechnianie własnych wizerunków jako Jezusa. O formę (bo treść – to inna sprawa) prezydenckich polemik z Leonem XIV. O sugerowanie przez Departament Wojny, że relacje Waszyngtonu z Watykanem można by przeorganizować na wzór okresu niewoli awiniońskiej (kiedy królowie Francji utrzymywali na swoim terenie antypapieży), itd., itp. To wszystko – tak jak i inne wyskoki oraz działania Trumpa – budzi zażenowanie, pomieszane z rozbawieniem i – jednak – jakiegoś rodzaju strachem (bo niezrównoważona psychicznie głowa jądrowego supermocarstwa to, umówmy się, nie jest coś, do czego przyzwyczaiłaby nas historia). To są wszystko, powtórzmy, rzeczy groteskowe i głęboko rozczarowujące. Tylko że należy je – tak jak wszystko – widzieć we właściwych proporcjach. Rozmaici katoliccy publicyści, o których mowa, na wyścigi dają ostatnio dowody, że ten dar jest im obcy.

Jeśli poważnie potraktować ich wywody, to prezydent USA jawi się nagle jako główne zagrożenie i dla katolicyzmu, i szerzej – dla chrześcijaństwa, i może w ogóle dla religii jako takiej. Można odnieść wrażenie, że Trump zdemaskował się jako coś w rodzaju Godzilli, która nieoczekiwanie wychynęła z morza i zaraz rozdepcze kopułę Bazyliki św. Piotra. Albo jako jakiś dawny satrapa, który za chwilę ogłosi się głową chrześcijaństwa, nieposłusznych biskupów aresztuje i uczyni Kościół częścią swojej państwowej machiny.

 

Podwójna ekstrawagancja

No cóż, żyjemy w kulturze przesady i każdy ma prawo do swojego jej rodzaju. Tylko że głoszenie tego rodzaju tez w dzisiejszym świecie zachodnim, w którym – tak się akurat składa – rząd dusz sprawują raczej wrogowie religii uważający ją za przesąd godny śmietnika historii, przeciwnicy związanej z wiarą tradycyjnej kultury (i są w trakcie łykania tradycjonalistów, jak ów tyranozaur z tytułu), wydaje się być szczególnego rodzaju ekstrawagancją. Ekstrawagancją podwójną. Bo po pierwsze Trump, choćby i chciał, nie byłby w stanie zrealizować planów, wymyślonych przez wzmożonych publicystów, a po drugie – realne zagrożenie dla Kościoła pochodzi ze strony dokładnie przeciwnej.

Można by na tej ekstrawagancji postawić kropkę, ale jednak tego nie zrobię, bo wyczuwam w tym pewien zamysł. Nagłe odkrycie w Trumpie (który skądinąd sam pogrąża się w morzu groteski, zmuszając nawet najwierniejszych do zwątpienia) jeszcze wroga wiary pozwala odkrywającym na bardzo komfortowe spozycjonowanie się. W latach 80. pewien PZPR-owski publicysta pisał o „polskim kształcie pluralizmu”, który miał polegać na tym, że można było popierać władzę komunistów, kierując się różnymi pobudkami. Preferowany dziś kształt pluralizmu polegać ma na tym, że wszyscy mają widzieć w Trumpie inkarnację najwyższego Zła, ale mogą mieć ku temu różne powody. Wizja Trumpa-Antychrysta pozwala na bezproblemowe wpisanie się w ten obraz. A w Europie – i w Polsce – wciąż częściej opłaca się być w zgodzie z kreatorami tej wizji niż z jej przeciwnikami.

Dlatego najważniejsze, że triceratopsowi cuchnie z paszczy. I bardzo proszę pamiętać, że nigdy nie twierdziłem inaczej.

[Tytuł, śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 03.05.2026 20:33
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 17/2026, oprac. Ludwik Pęzioł