Zuzanna Czajkowska - "Miała w sobie odwagę, stając w prawdzie, za co nieraz słono płaciła"

- Śp. Zuzanna z pewnością miała piękne i bogate życie. Tak można powiedzieć o osobie, która przeżyła życie godnie. To życie było służbą ludziom i ojczyźnie. Nie brakowało w nim momentów trudnych, a nawet dramatycznych - mówił w homilii ks. Michał Kotowski z żoliborskiej parafii. Zmarłą pożegnał red. Wojciech Gąssowski. - To była mistrzyni polskiego słowa. Czasem dwie godziny rozmawialiśmy przez telefon, aż słuchawka była gorąca. Mówiła piękne rzeczy, literackim językiem. Logiczny umysł, jasny do końca. Trafne oceny, serce patriotyczne i ojczyzna, to są jej słowa - podkreślił.
Zuzanna Czajkowska była warszawianką. Urodziła się 9 listopada 1930 roku. Jej ojciec Aleksander Czajkowski w przedwojennej Polsce był cenionym handlowcem. Wychowywała się w rodzinie o silnych korzeniach katolickich i patriotycznych. Kiedy wybuchło Powstanie Warszawskie, stanęła do walki z niemieckim okupantem. Zaledwie czternastoletnia była członkiem służb pomocniczych pod Politechniką Warszawską. W 1948 roku rozpoczęła studia na Wydziale Filologii Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Występowała jako aktorka i tancerka na deskach Teatru Polskiego.
Po wojnie jej rodzina osiedliła się w Białymstoku. Pewnego dnia, kiedy odwiedzała dom rodzinny, wtargnęli do niego funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa.
Opowiada o nim syn Zuzanny Aleksander Czajkowski-Ładysz:
Brak paragrafu nie przeszkodził komunistom skazać w procesie politycznym obu kobiet. Wyrok ogłoszony zaocznie został unieważniony w 1989 roku...- Władza komunistyczna szukała sposobu na babcię. Podstawiono do jej pracy kobietę, która miała donosić na nią. Pewnego razu babcia powiedziała jej, że Moskale stanęli na linii Wisły i czekali aż Warszawa się wykrwawi. To wywołało późniejsze wtargnięcie do mieszkania w Białymstoku. Zaleźli tam list z Ameryki. Ponadto w brulionie matki [Zuzanny] oprócz wspomnień z Powstania Warszawskiego był także krótki wierszyk o Stalinie.
Z więzienia Zuzanna wyszła po dwóch latach w 1952 roku. Została z niczym. Władza nałożyła na nią zakaz pracy i studiów. Ostatecznie jednak pozwolono ją zatrudnić. Swoją karierę dziennikarską zaczynała w mrocznych czasach stalinizmu. Zadebiutowała w czerwcu 1952 roku w białostockiej mutacji "Życia Warszawy". Przez 28 lat związana była ze "Słowem Powszechnym", zaczynając w oddziale w Białymstoku. Z czasem, bo w 1954 roku, przeniesiono ją do stołecznej redakcji. Tu Zuzanna Czajkowska spełniała się jako reporterka, publicystka, redaktorka działu kulturalnego, a także recenzentka muzyczna. Przeprowadzała wywiady w języku francuskim, angielskim i niemieckim. Kiedy powstał "Tygodnik Solidarność", rozpoczęła z nim współpracę jako redaktor dokumentalista. Nieprzerwanie pracowała do ostatniego dnia przed delegalizacją "TS". Komuniści bacznie kontrolowali jej poczynania, a za pracę zawodową, popieranie Solidarności i wartości, którymi się w życiu kierowała, była nękana.
Zuzanna Czajkowska wszechstronnie zajmowała się kulturą. Pracowała jako tłumaczka, scenarzystka, autorka publikacji i książek ("W kręgu Eugenii i Zbigniewa Troczewskich", "Bal na Piccadilly"). Mając doświadczenie pracy w teatrze, gdzie także poznała dobrze operę, została doskonałą recenzentką Koncertów Chopinowskich. "To był mój wielki świat. Miałam wrodzoną inklinację, a potem miałam szansę zająć się muzyką. Piękne wspomnienia zawdzięczam Jerzemu Waldorffowi. Był wobec mnie niezwykle miły i serdeczny. Kiedy założył Sekcję Krytyków, Publicystów i Recenzentów Muzycznych Stowarzyszenia Polskich Artystów Muzycznych, zaprosił mnie do pracy jako sekretarza. To znaczy, że w środowisku krytyków muzycznych uznawano moją fachowość i panowało przekonanie, że jestem dziennikarzem piszącym uczciwie" - mówiła w wywiadzie udzielonym w maju 2016 roku Błażejowi Torańskiemu ze Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Praca Zuzanny Czajkowskiej była doceniana. Otrzymała nagrody m.in. "Filmu", "Kierunków", "Słowa Powszechnego", Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich. W ubiegłym roku została odznaczona srebrnym medalem Gloria Artis za całokształt pracy i wkład w kulturę.
Syn o matce
Aleksander Czajkowski-Ładysz: - Mama zawsze starała się być człowiekiem uczciwym, często aż do bólu. Żyła w prawdzie i tą prawdę przekazywała innym. Była przy tym osobą dość apodyktyczną, a jednocześnie miała ogromną wiedzę, którą imponowała. Miała swoje zdanie i potrafiła je obronić. Miała w sobie odwagę, stając w prawdzie, za co nieraz słono płaciła. Nie przejmowała się tym, ponieważ miała silny kręgosłup moralny.
Izabela Kozłowska
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (11/2017) dostępnego także w wersji cyfrowej tutaj

Komentarze
Gdy władza nie chce pamiętać

Za nami niezwykły happening pt. "Żywy Znak dla Powstania Warszawskiego 2026"

Polityka historyczna dla wszystkich, oprócz Polski

"Obrona godności człowieka". Modlitwa przy pomniku Gloria Victis

Bp Balcerek: Warszawa była spragniona wolności

