[Tylko u nas] Tadeusz Płużański: Bolszewicy czytają polską prasę

Na takie dictum bolszewicy się denerwują. Jeszcze bardziej czerwienieją. Bo przecież ich miało być na wierzchu, a Wyklęci na zawsze w bezimiennych dołach. Wolna Polska zepchnięta pod ziemię. I tak w "Przeglądzie" czytam: "Przodownik! Tadeusz Płużański na ten tytuł zasłużył setkami tekścików o historii na opak. Dla Płużańskiego "Ogień", "Bury" i podobni mordercy cywilów, kobiet i dzieci to bohaterowie.
Rycerze wielkiej sprawy. A trup tu czy tam nijak honoru im nie odbiera".
I zgoda. "Ogień" i "Bury" to bohaterowie. Im bardziej zwyciężają z zaświatów (bo jeszcze nie zza grobu), tym bardziej wścieka to bolszewię. Wydawało się zresztą, że czerwoni faszyści znają tylko "edukatora" Makarenkę. A tu proszę, można ich wychować polską lekturą. I nie zamknięci we współczesnej Berezie (choć to ich miejsce) i tam przymuszani do czytania, ale czytają sami z siebie. I uczą się, że Żołnierze Wyklęci to Rycerze wielkiej sprawy. Brawo!
Komunista czyta polską prasę. Chcą Państwo kolejnego dowodu? "Ma też Płużański inną pasję. Donosik tu, donosik tam. Najświeższy jest w "Tygodniku Solidarność". Cytujemy dosłownie: "To nie państwo polskie uważa działania »Burego« na ludności białoruskiej za zbrodnię wojenną, tylko charge d’affairs w Mińsku Marcin Wojciechowski - wieloletni dziennikarz »Gazety Wyborczej«, a w latach 2013-2015 rzecznik prasowy MSZ, kiedy szefami dyplomacji byli kolejno: Radosław Sikorski i Grzegorz Schetyna".
Tak, bo charge d’affairs brzmiał jak białoruska propaganda. Porównajmy głos MSZ Białorusi i MSZ Polski (Wojciechowskiego). Białorusini napisali, że upamiętnienie wyklętych to "obraza pamięci ofiar" i "gloryfikacja nazizmu", a kpt. Romuald Rajs "Bury" i jego ludzie mają na sumieniu "setki zabitych i okaleczonych cywilów, winnych jedynie bycia Białorusinami". A Wojciechowski: "Strona białoruska doskonale wie, że państwo polskie uważa działania "Burego" na ludności białoruskiej za zbrodnię wojenną (…) Konkluzję w tej sprawie wydały odpowiednie polskie instytucje jeszcze w latach 90. i nikt jej nie cofnął."
Komunikat IPN
Zdania te nie są prawdziwe. Przypomnę zatem panu charge d’affairs i wyrywającemu - niechlujnie - z kontekstu słowa (kiedyś prócz słów wyrywano paznokcie) "Przeglądowi" komunikat instytucji państwa polskiego - Instytutu Pamięci Narodowej z marca 2019 r.: "«Bury» nie działał z zamiarem zniszczenia (ani w całości, ani w części) społeczności białoruskiej lub też społeczności prawosławnej zamieszkałej na terenie Polski w jej obecnych granicach". Komunikat jest oparty na badaniach naukowych: wspomnianego Michała Ostapiuka, Kazimierza Krajewskiego, Grzegorza Wąsowskiego, Mariusza Bechty i Wojciecha Muszyńskiego. Dwaj ostatni historycy napisali: "Tło (…) akcji podziemia narodowego miało charakter polityczny i wiązało się z czynnym poparciem lokalnej ludności dla reżimu komunistycznego".
Te słowa powinny szczególnie wybrzmieć w rocznicę największej bitwy Polaków z bolszewikami na Mazurach po zakończeniu II wojny światowej. 16 lutego 1946 r. rankiem 140 żołnierzy 3. Brygady Wileńskiej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego kpt. Romualda Rajsa "Burego" zostało zaatakowanych przez czerwonych: prawie półtora tysięczny oddział NKWD, "ludowego" Wojska Polskiego i funkcjonariuszy UB. Po polskiej stronie zginęło około dwudziestu partyzantów, dziewięciu potem udało się pochować, a współcześnie spoczęli w Panteonu Niezłomnych Żołnierzy Wyklętych w Orłowie.
Dariusz Jarosiński w miesięczniku "Nasza Historia" napisał: "15 lutego 2015 r. Orłowo uroczyście pochowało Żołnierzy Wyklętych. Tłum był tak wielki, że nie wszyscy chętni znaleźli miejsce w niewielkiej świątyni. Przed kościołem, w idealnie równych szeregach, ustawili się rekonstruktorzy z grup historycznych. Ich obecność przywodziła wydarzenia sprzed 70 lat - chłopcy w mundurach z "tamtego czasu", z lornetkami na piersiach, z bronią, granatami za pasami". Jakże zasłużony w odkłamywaniu historii badacz i popularyzator cytował dalej słowa syna kpt. Romualda Rajsa "Burego": "Żegnam bohaterskich żołnierzy i cieszę się, że mają własny grób. Miejsce pochówku mojego ojca do dziś jest nieznane, ale mam nadzieję, że jeszcze przed śmiercią znajdę Jego szczątki i będę mógł zapalić świeczkę na Jego grobie" - mówił Romuald Rajs, emerytowany nauczyciel akademicki Uniwersytetu Przyrodniczo-Technologicznego w Bydgoszczy.
Im bardziej Wyklęci wracają, tym bolszewicy bardziej czerwienieją. Ostatni już dowód z "Przeglądu": "Czytelnicy pytają, co on bierze? Nie pamiętamy jakiegoś pogrzebu prominenta z PRL, by obyło się bez ujadania Tadeusza Płużańskiego. Na zmianę lżenie nieboszczyków i toporne kłamstwa. I tak setki razy. Zombie przy nim to pastelowe figurki. Płużański mógłby zrobić światową karierę w horrorach o nieboszczykach. Albo i nie. Bo za robienie bohaterów z "Ognia", "Burego" i podobnych im zbrodniarzy ich piewcom nie podaje się ręki".
Pamiętamy słynne określenie: "Z komunistami się nie rozmawia, do komunistów się strzela"? Za kolaborację z obcymi, za zdradę. Szczególnie za to, co czerwoni faszyści zrobili z polskimi żołnierzami walczącymi z Niemcami i bolszewikami. Bo ci ostatni skazali kpt Romualda Rajsa na karę śmierci w pokazowym pseudo-procesie w białostockim kinie "Ton" i zamordowali 30 grudnia 1949 r.
Cześć pamięci kpt. "Burego"! Cześć pamięci Żołnierzy Wyklętych!
A mordercom i ich uczniom: hańba!
Pożar w Niemczech. Tesle stanęły w ogniu
Pożar hali w Gdańsku. Spłonęło 1,5 tys. rowerów elektrycznych




