"Na trzy dni wyłączyłam telefon." Emilewicz mówi o "prawdziwym tsunami"

Synowie byłej wicepremier zostali przyłapani w miejscowości Suche niedaleko Poronina, jak jeździli na nartach wraz z profesjonalnymi narciarzami, mimo że nie posiadali ważnej licencji sportowej.
Do afery ze swoim udzialem była wicepremier odniosła się ponownie w rozmowie z tygodnikiem "Sieci". Polityk przyznała, że to, co wydarzyło się po publikacji, było dla niej prawdziwym tsunami.
Na trzy dni wyłączyłam telefon
- podkreśliła.
Emilewicz stwierdziła, że taka sytuacja zdarzyła jej się pierwszy raz w czasie pięciu lat pracy w administracji rządowej.
Próbowałam wytłumaczyć dzieciom, co się dzieje
- dodała.
Na pewno zasłużyłam na publiczny pręgierz, pod którym zresztą mnie i moją rodzinę postawiono. Jednak muszę podkreślić, że nie złamałam prawa. Złożenie mandatu byłoby nieadekwatne do skali przewinienia
- stwierdziła.
Korupcja w ukraińskim parlamencie. Działania służb NABU blokowane przez ochronę państwa
Afera SKOK Wołomin. 14 lat więzienia za "wypranie" setek milionów złotych
Skwieciński: Afera w NIK to tylko wierzchołek wielkiego problemu

Rokita o "aferze" wokół córki Tuska: "Jak dzwonisz do szefa mafii, to nie dziw się, że cię podsłuchują"



