Marcin Bąk: Wojny plemienne - ciąg dalszy

Przemoc w polityce nie pojawiła się wraz z Donaldem Trumpem
Obecna jest z nami od zawsze. Jeśli przyjąć dosłownie tezę Carla von Clausewitz’a o tym, ze wojna jest to kontynuacja polityki, tylko prowadzona innymi narzędziami, to by oznaczało, że przemoc jest czymś wręcz nieuniknionym a walka stanem w pewien sposób naturalnym, chwilowo tylko przerywanym przez okresy względnego pokoju. Mieliśmy do czynienia z aktami przemocy czy to w dziejach politycznych Europy, czy innych kontynentów. Czym, jak nie zamachem politycznym był mord dokonany na Juliuszu Cezarze w idy marcowe 44 roku przed Chrystusem? Istnieje jednak subtelna różnica, między zamachem dokonanym na znienawidzonym polityku a rozciąganiem swojej nienawiści politycznej na wszystkich współobywateli, którzy tego polityka popierają. W takim wypadku już można mówić o powrocie do czasów wojen plemiennych.
Plemię a naród
Plemię jest niewątpliwie strukturą starszą, bardziej pierwotną w stosunku do państwa, czy narodu. Wydaje się, że istniało już u zarania naszego gatunku. Rozróżnianie między swoimi, czyli członkami plemienia a obcymi jest chyba jedną z najstarszych form konstytuowania swojej tożsamości. Czasy, gdy ludzkość żyła w systemie plemiennym nie należały na pewno do sielanki. Trochę wiemy na ten temat ze źródeł historycznych, trochę wiedzy dostarczają nam badani etnograficzne prowadzone od XIX wieku wśród tak zwanych ludów pierwotnych. W wielkim uproszczeniu – inna moralność obowiązywała w stosunku do członków własnego plemienia inna wobec obcych. Członków własnego plemienia, obojętnie czy się ich lubiło czy nie, traktowano jak ludzi. Członków obcych plemion, już niekoniecznie, co zachowało się reliktowo w licznych językach gdzie termin określający ogólnie ludzi jest zarazem synonimem nazwy własnego plemienia – na przykład w słowie German. To bardzo ważna konstatacja, przypomnienie, że w trybie funkcjonowania plemiennego ludźmi w pełnym sensie tego słowa pozostają wyłącznie członkowie naszego plemienia. Członkowie plemion obcych to nie- ludzie albo przynajmniej istoty o niepewnym człowieczeństwie. Wojny plemienne toczyły się chyba wszędzie od zarania dziejów. Czasem przybierały bardziej krwawy charakter, czasem kończyły się na wygnaniu słabszej strony i zajęciu jej terytorium. Czasem podbite plemię było asymilowane, czasem zamieniane w ludność służebną. Wojny plemienne zostały dość dobrze opisane i przebadane w XIX wieku w Ameryce na licznych przykładach wojen toczonych przez Indian. Walki toczone przez szczepy z Wielkich Równin przybierały często formę rytualnego turnieju, gdzie krwi lało się stosunkowo niewiele za to gestów i symboli było dużo. Indianie z lasów wokół Wielkich Jezior potrafili być wobec swoich sąsiadów okrutni – napadać wioski, eksterminować pokonanych, porywać dzieci. To kłóci się zresztą nieco z naszym wyobrażeniem szlachetnych dzikusów. Naród jest wspólnotą młodszą niż plemię, powstawał stosunkowo długo i istnieją różne teorie na temat samej jego genezy. Dla nas ważne jest przy tych rozważaniach, że w założeniu naród ma stać ponad plemionami, znosić wzajemne podziały i stanowić strukturę wyższego rzędu, czerpiącą nieraz z plemiennej symboliki lecz wolną od plemiennych ograniczeń. To, co obserwujemy w życiu politycznym wielu państw Zachodu może być oceniane jako powrót do czasów wojen plemiennych. Nie są to już klasyczne plemiona znane dzięki pracom etnograficznym czy dzięki zapiskom kronikarzy ale nowe struktury, powołane do życia dzięki inżynierii społecznej wspieranej przez media w warunkach tak zwanej demokracji liberalnej. To samo, co popycha obywateli amerykańskich do strzelania w prezydenta/kandydata i zrywania kontaktów z rodziną mająca inne preferencje polityczne, działa też i w Polsce. Podobnie jak w dawnych wojnach plemiennych przedstawiciel wrogiego plemienia, nie tylko jego wódz ale każdy przedstawiciel, nie jest traktowany jako autentyczna, pełnowartościowa jednostka ludzka. Skoro zaś to nie są ludzie, tylko jakieś istoty człekopodobne, to łatwość do uruchomienia w sobie pokładów agresji, z gotowością do mordu włącznie – wydatnie wzrasta. Jest to zjawisko wysoce destrukcyjne dla kondycji państwa, dla jego bezpieczeństwa no i dla bezpieczeństwa samych obywateli.
Plemię plemieniu nierówne
Plemiona nie są jednak symetryczne pod względem wzajemnej nienawiści i zdolności do agresji. Badania przeprowadzone w 2019 roku przez Centrum Badań nad Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego wykazały jasno, że nienawiść, jaką odczuwają zwolennicy partii lewicowo-liberalnych wobec prawicy jest wyraźnie większa niż w odwrotnym kierunku. Jednocześnie ci sami ludzie, wyborcy Koalicji, Lewicy czy Zielonych, sami siebie uważają za tych bardziej tolerancyjnych i otwartych na świat. Tak to po raz kolejny sprawdza się mądrość wyrażona w ewangelicznym passusie o drzazdze w oku swego bliźniego... Nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie temperatura wojen plemiennych miała się w istotny
sposób obniżyć. Niestety.
Komentarze
Trump: Wkrótce będziemy mogli przywrócić sankcje na rosyjską ropę

Stała baza wojsk USA w Polsce? Tusk ujawnia plan rządu

Izrael wściekły na decyzję Trumpa. Porozumienie nazywa katastrofą
Prezydent Nawrocki spotkał się z liderem Republikanów w Senacie

USA - Iran: wojna inna od poprzednich







