[Felieton "TS"] Karol Gac: Remontowy imposybilizm
![[Felieton "TS"] Karol Gac: Remontowy imposybilizm](https://tysol.pl/storage/files/2026/3/1/164cfaea-4950-433e-947b-75eb22b96274/32208.jpg?p=article_hero_mobile)
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Nieustanne remonty są nieodłączną częścią życia. To coś, co łączy metropolie, mniejsze miasta i małe miejscowości. Odnoszę jednak wrażenie, że duża część z nich nie ma żadnego uzasadnienia, a wiele jest przeprowadzanych bez ładu i składu.
Tak się złożyło, że od urodzenia mieszkam w Warszawie. A od kilku już lat przy jednej z najważniejszych inwestycji stolicy. Szczegóły pominę, bo nie są istotne. Dużo ważniejsze są bowiem mechanizmy, które - wydaje się - są niestety uniwersalne. Być może uznają Państwo, że felieton ma wydźwięk malkontencki albo jest to zwykła prywata. Może i słusznie, nie mnie oceniać. Choć narzekać mi się zdarza, bo i komu nie?
Rzecz w tym, że obok tej dużej inwestycji, przy której mieszkam, prowadzone są także prace - nazwijmy to - porządkowe. A to trzeba nową ścieżkę rowerową zbudować, a to drzewa zasadzić, a to chodnik wymienić. Nic szczególnego, nawet niespecjalnie trudnego. I tu zaczyna się prawdziwa przygoda.
Początek był imponujący. Remont hucznie zapowiedziała wiceprezydent Warszawy. Ale proszę się nie dziwić, bo działo się to przed wyborami samorządowymi. A jak wiadomo, wówczas nie ma rzeczy niemożliwych. Znalazły się więc brakujące pieniądze. Optymizm władz był tak duży, że podano nawet nierealny termin remontu. Nic tam, kto by się takimi szczegółami przejmował.
Jak to w życiu bywa, władze i dziennikarze się rozjechali, a mieszkańcy wrócili do szarej rzeczywistości. Dość powiedzieć, że za inwestycję wzięła się raczej mała liczba robotników, choć pracy było stosunkowo sporo. Mijały sobie dni, tygodnie, nawet miesiące, a postępów generalnie nie było widać. Choć przepraszam, z ogólnym demontażem i rozwaleniem wszystkiego poszło raczej sprawnie.
Termin się zbliżał, ale na budowie było jakoś dziwnie spokojnie. I wiecie, Państwo, co? Nie zgadniecie. Nie zdążyli! Remont szedł z takim impetem i werwą, że wykonano 10 proc. (!) planu. A potem przyszła zima, więc cały ten syf zostawiono. Mieszkańcy musieli się więc borykać z wyrwanym asfaltem, stertami gruzu, górami piachu, wystającymi kablami i innymi przyjemnościami. Ostatecznie termin przesunięto o ponad osiem miesięcy.
W błędzie jest jednak ten, kto myśli, że nastąpiła jakakolwiek refleksja. Zarząd Dróg Miejskich oczywiście nie miał sobie nic do zarzucenia. Znalazł nawet ciekawe wymówki. No, ale zima minęła, a remont trzeba było dokończyć. I teraz najciekawsze: schemat się powtarza. I podejrzewam, że z podobnym skutkiem.
Inwestycja zapewne kiedyś skończy. Zresztą musi. Rzecz w tym, że naprawdę niewiele trzeba było, aby całość wyglądała zupełnie inaczej. To tylko jeden z wielu przykładów. Pewnie tysięcy, albo i dziesiątek tysięcy. W miejsce Warszawy można podstawić dowolne miejsce w Polsce. Będzie podobnie, choć zapewne nawet gorzej. Dlaczego? Wciąż nie potrafię tego zrozumieć. I chyba nie tylko ja.
Karol Gac
Autor jest dziennikarzem dorzeczy.pl.
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (19/2019) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.
Rzecz w tym, że obok tej dużej inwestycji, przy której mieszkam, prowadzone są także prace - nazwijmy to - porządkowe. A to trzeba nową ścieżkę rowerową zbudować, a to drzewa zasadzić, a to chodnik wymienić. Nic szczególnego, nawet niespecjalnie trudnego. I tu zaczyna się prawdziwa przygoda.
Początek był imponujący. Remont hucznie zapowiedziała wiceprezydent Warszawy. Ale proszę się nie dziwić, bo działo się to przed wyborami samorządowymi. A jak wiadomo, wówczas nie ma rzeczy niemożliwych. Znalazły się więc brakujące pieniądze. Optymizm władz był tak duży, że podano nawet nierealny termin remontu. Nic tam, kto by się takimi szczegółami przejmował.
Jak to w życiu bywa, władze i dziennikarze się rozjechali, a mieszkańcy wrócili do szarej rzeczywistości. Dość powiedzieć, że za inwestycję wzięła się raczej mała liczba robotników, choć pracy było stosunkowo sporo. Mijały sobie dni, tygodnie, nawet miesiące, a postępów generalnie nie było widać. Choć przepraszam, z ogólnym demontażem i rozwaleniem wszystkiego poszło raczej sprawnie.
Termin się zbliżał, ale na budowie było jakoś dziwnie spokojnie. I wiecie, Państwo, co? Nie zgadniecie. Nie zdążyli! Remont szedł z takim impetem i werwą, że wykonano 10 proc. (!) planu. A potem przyszła zima, więc cały ten syf zostawiono. Mieszkańcy musieli się więc borykać z wyrwanym asfaltem, stertami gruzu, górami piachu, wystającymi kablami i innymi przyjemnościami. Ostatecznie termin przesunięto o ponad osiem miesięcy.
W błędzie jest jednak ten, kto myśli, że nastąpiła jakakolwiek refleksja. Zarząd Dróg Miejskich oczywiście nie miał sobie nic do zarzucenia. Znalazł nawet ciekawe wymówki. No, ale zima minęła, a remont trzeba było dokończyć. I teraz najciekawsze: schemat się powtarza. I podejrzewam, że z podobnym skutkiem.
Inwestycja zapewne kiedyś skończy. Zresztą musi. Rzecz w tym, że naprawdę niewiele trzeba było, aby całość wyglądała zupełnie inaczej. To tylko jeden z wielu przykładów. Pewnie tysięcy, albo i dziesiątek tysięcy. W miejsce Warszawy można podstawić dowolne miejsce w Polsce. Będzie podobnie, choć zapewne nawet gorzej. Dlaczego? Wciąż nie potrafię tego zrozumieć. I chyba nie tylko ja.
Karol Gac
Autor jest dziennikarzem dorzeczy.pl.
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (19/2019) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 11.05.2019 00:08
Komentarze
Narodziny wolności słowa - fenomen "Tygodnika Solidarność"
24.03.2026 11:53

Komentarzy: 0
3 kwietnia br. mija 45. rocznica ukazania się pierwszego numeru „Tygodnika Solidarność”. Pojawienie się ogólnopolskiego pisma reprezentującego dziesięciomilionowy związek zawodowy i ruch społeczny stanowiło istotny przełom w walce o wolność słowa w PRL. Z tej okazji publikujemy wyjątkowy odcinek podcastu "Przystanek Historia" w którym dr Sebastian Pilarski, dyrektor Biura Badań Historycznych Instytutu Pamięci Narodowej w rozmowie z red. Pawłem Lekkim, opowiada o narodzinach wolności słowa w czasach PRL-u.
Czytaj więcej
O Solidarności w sektorze kreatywnym. Nowy numer "Tygodnika Solidarność"
23.03.2026 20:00

Komentarzy: 0
Nowe wydanie Tygodnika Solidarność koncentruje się na jednym z najciekawszych, a zarazem najbardziej niedocenianych obszarów współczesnej gospodarki – sektorze kreatywnym. Temat numeru „Solidarni i kreatywni” to opowieść o pracownikach kultury, artystach i twórcach, którzy zamiast obiecywanej stabilizacji coraz częściej mierzą się z prekaryzacją, niskimi zarobkami i brakiem systemowego wsparcia.
Czytaj więcej
SAFE czy polski SEJF? Nowy "Tygodnik Solidarność"
16.03.2026 20:00

Komentarzy: 0
Czy Polska powinna finansować modernizację armii dzięki unijnej pożyczce SAFE, czy raczej oprzeć się na krajowym rozwiązaniu – tzw. polskim SEJF-ie? Spór o setki miliardów złotych na obronność stał się tematem numeru najnowszego wydania „Tygodnika Solidarność” (nr 11/2026). Publicyści i eksperci analizują konsekwencje obu rozwiązań – od bezpieczeństwa militarnego po przyszłość finansów publicznych.
Czytaj więcej
Idziemy PO was oszuści! - nowy numer "Tygodnika Solidarność"
09.03.2026 20:00

Komentarzy: 0
Mobilizacja środowisk społecznych i patriotycznych wokół Solidarności, spór o przyszłość Polski oraz konsekwencje decyzji obecnej władzy – to główne tematy najnowszego numeru „Tygodnika Solidarność” nr 10/2026. Wydanie koncentruje się na spotkaniu w historycznej Sali BHP Stoczni Gdańskiej, gdzie przedstawiciele wielu organizacji społecznych dyskutowali o wyzwaniach stojących dziś przed państwem i społeczeństwem.
Czytaj więcej
Dobry ETS to martwy ETS. Najnowszy numer "Tygodnika Solidarność"
02.03.2026 20:00
