Szukaj
Konto

Cezary Krysztopa: Psychoza polskiego kibica

Cezary Krysztopa: Psychoza polskiego kibica
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Cezary Krysztopa
Moje pierwsze doświadczenia z piłką nożną to 1982 rok. Wielki mundial w Hiszpanii. Miałem wtedy osiem lat. Tata kupił mi album na naklejki ze zdjęciami z kolejnych meczów. Znałem przebieg prawie każdego meczu na pamięć jeszcze wiele lat później, a „Entliczek, pentliczek, co zrobi Piechniczek” nucę czasem do dzisiaj. Ówczesne trzecie miejsce Polski na mundialu to chyba najlepsze co mnie jako „kapciowego kibica” w życiu spotkało.
Co musisz wiedzieć:
  • Wieloletnie niepowodzenia reprezentacji Polski sprawiły, że wielu kibiców ogarnęło zniechęcenia oraz obojętność.
  • Autor uważa, że źródłem problemów polskiej piłki jest brak zgranej drużyny i słabość krajowego systemu szkolenia oraz ligi.

To było piękne. Wokół szarość, bida i stan wojenny. W sklepach nie było nic, ale piłkarsko Polska była potęgą. Pamiętam, jak po każdym golu Tata kładł się na plecach i walił piętami w ścianę do sąsiada, a z drugiej strony to samo robił sąsiad. Cztery lata później, podczas mundialu w Meksyku, musieliśmy już z Mamą zabierać Tacie telewizor, bo niósł go na balkon, żeby wyrzucić z drugiego piętra. To nawet nie była zła drużyna. Trochę miała pecha, trochę jej nie poszło. I ostatecznie wyszło, jak wyszło.

Potem było już tylko gorzej. Zdarzało się, że Polska miewała nawet dobrych i utalentowanych piłkarzy. Nigdy jednak nie stanowili już wystarczająco dobrej drużyny. No, prawie nigdy, z jakimiś wyjątkami, jak Igrzyska Olimpijskie w Barcelonie, podczas których reprezentacja trenowana przez Janusza Wójcika zaczęła, zaskakując chyba nie tylko mnie, wygrywać i ostatecznie zdobyła srebrny medal.

 

Lata zawiedzionych nadziei

Niestety na dłuższą metę okazało się to wyjątkiem potwierdzającym regułę. Reprezentacja Polski w piłce nożnej miewała dobrych, czasem świetnych piłkarzy, ale z nielicznymi wyjątkami, nie stanowiła drużyny i nie bardzo umiała wygrywać. Nie jestem specjalistą, ale wydaje mi się, że było to skutkiem słabości polskiej ligi. Piłkarze może i byli świetni, ale jeden grał „po niemiecku”, inny „po włosku”, a jeszcze inny, najczęściej najmłodszy, „po polsku”. Każdy grał na co dzień w innej lidze, każdy uczył się innego systemu w innej „kulturze piłkarskiej”. Trenerzy z polskiej ligi okazywali się za słabi, a trenerzy zagraniczni nie bardzo rozumieli, o co w tym wszystkim chodzi. I tak to trwa do dzisiaj. Po raz kolejny nie zakwalifikowaliśmy się na mundial i po raz kolejny możemy kibicować wszystkim, tylko nie naszym.

Polska piłka nożna wpędza polskich kibiców w rodzaj jakiejś psychozy. Tyle lat zawiedzionych nadziei, zrywów i upadków, a ostatecznie zawsze na koniec „nic się nie stało, Polacy nic się nie stało”. I ten czarny dowcip, który chyba najlepiej opisuje stan psychiczny przeciętnego polskiego kibica, o standardowych trzech meczach polskiej reprezentacji – „mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor, a potem do domu”.

To, że trwa kolejny mundial, dziś obchodzi mnie więc umiarkowanie. W ogóle, o tym, że polska reprezentacja grała jakiś mecz, dowiaduję się najczęściej po fakcie. Jestem już tą nędzą zmęczony.

Ale może kiedyś, kiedy pokażą przez czas jakiś, że potrafią grać, to się jeszcze zastanowię.

[Śródtytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 28.06.2026 09:37
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 25/2026, oprac. Ludwik Pęzioł