Początek Polski. Hel, jakiego nie znają turyści

- Półwysep Helski oferuje bardzo zróżnicowane atrakcje.
- Hel to ważny obszar historyczny z licznymi fortyfikacjami i Muzeum Obrony Wybrzeża.
- Na Półwyspie można połączyć plażowanie z aktywnym wypoczynkiem.
Hel możemy odkrywać ciągle na nowo, a każdy sezon ma swoje komercyjne „hity” – od różowych nadmuchiwanych flamingów po bransoletki z bursztynem i kotwicą. Na Półwyspie możemy, pokonując niewielkie odległości pomiędzy poszczególnymi miasteczkami, zmieniać klimat, styl, a nawet epokę.
Pierzaste koguciki i diabelski młyn
I tak – zaczynamy od dużego, turystycznego Władysławowa, z mnóstwem straganów, „pierzastych kogucików, baloników na druciku”, stolikami do cymbergaja, diabelskim młynem, szeroką bazą noclegową i zazwyczaj tańszymi niż w głębi Półwyspu kwaterami. „Władek” ma też opinię imprezowni, co niektórych przyciąga, a innych odstrasza. Wbrew pozorom jednak nie jest to wcale miejsce, w którym nie można odpocząć. Lasy są tu tak samo piękne, jak w innych nadmorskich miejscowościach, plaże szerokie i czyste, a dużym atutem tej miejscowości jest jej położenie geograficzne – stąd jest po prostu wszędzie najbliżej. Jeśli chcemy wpaść nad morze tylko na chwilę, początek Półwyspu jest dobrym miejscem, w którym możemy bezpłatnie zaparkować przy okolicznym zagłębiu handlowym i pójść na plażę obejrzeć zachód słońca.
Zaraz za „Władkiem” leżą legendarne Chałupy uwiecznione w piosence Zbigniewa Wodeckiego. Mural upamiętniający wybitnego artystę widnieje zresztą na peronie miejscowej stacji kolejowej. Wodecki ma też w Chałupach własny skwer. Nad Zatoką Pucką, przy ulicy Kaperskiej, znajduje się grająca ławeczka, gdzie można posłuchać utworów Pana Zbyszka. Rozbrzmiewają tutaj takie hity, jak „Pszczółka Maja”, „Rzuć to wszystko, co złe”, „Zacznij od Bacha”, „Lubię wracać tam, gdzie byłem” oraz oczywiście „Chałupy welcome to”. Na skwerze stoi także pomnik muzyka, a pod nim cytat z jednego z wywiadów z Wodeckim.
„Co robić? Uświadomić sobie, że jutra może już nie będzie. Nauczyć się żyć chwilą, która jest. To znaczy przyjąć, że wszystko to, co było, to było, ale już tego nie ma, a to, co będzie, tak naprawdę nie musi się zdarzyć. A więc bawić się tak, jakby to był ostatni dzień naszego życia. Taka postawa dotyczy zresztą nie tylko zabawy. To ideał życia w ogóle”
– mówi do nas z – wierzymy – lepszego świata Pan Zbyszek.
Chałupy to mekka surferów. Nad Zatoką rozciąga się baza noclegowo-namiotowo-kempingowa, z której korzystają amatorzy sportów wodnych. Klimat raczej dla ludzi młodszych lub mających kryzys wieku średniego – trawa, dredy, bębny, wspólne łazienki, domki z tektury, imprezowe wieczory. Ale też fajne knajpy z dobrymi śniadaniami, tańce na dechach, klimatyczne lampeczki i palmy. W Chałupach jest też czterogwiazdkowy hotel z jacuzzi cieszący się dobrymi opiniami i kosmicznymi cenami. Od strony pełnego morza znajduje się z kolei słynna plaża nudystów, gdzie „można spotkać golasa, jak na plaży w Mombassa”.
Wioska dla emerytów
Bardziej powściągliwi plażowicze mogą bezpiecznie odpoczywać na plaży w kolejnej helskiej miejscowości – Kuźnicy. O ile Chałupy według obiegowej opinii to miejsce dla młodzieży, o tyle z kolei Kuźnica ma – pozytywną! – opinię wioski dla emerytów. Baza noclegowa jest tutaj mniejsza, klimat dużo spokojniejszy, a miejscowość zachowała jeszcze coś z klimatu dawnej osady rybackiej.
Kolejna stacja na helskim szlaku to klasyk, czyli Jastarnia. Wybierana chyba najczęściej i bardzo lubiana przez turystów. Nic dziwnego, tutaj każdy może znaleźć coś dla siebie – od zwiedzania klimatycznej dziewiętnastowiecznej chaty rybackiej (w centrum Jastarni, tuż obok kościoła – który, swoją drogą, także warto odwiedzić i zobaczyć jego oryginalny rybacki wystrój, np. żyrandole w kształcie kotwic i ambonę w formie łodzi) poprzez spacery w porcie, po zabawę w klubach. Jastarnia jest duża, ale nie przytłaczająca. Jest tu wiele knajp z pysznym jedzeniem, atrakcji dla dzieci, molo, szkółki surferskie oraz piękne tereny spacerowe.
Zaraz za Jastarnią zaczyna się Jurata, czyli helski „Żoliborz” tudzież „Wilanów”. Miejscowość jest najbardziej snobistyczna na Półwyspie, najdroższa, najbardziej „ąę”, ale też po prostu piękna i bardzo klimatyczna. Są tu eleganckie przedwojenne kamienice położone w sosnowym lesie, jest nawiązujący do architektury modernistycznej hotel Lido z basenem, położony na plaży hotel Bryza, a także imponujące 320-metrowe molo. Jurata jest mała, ładna i droga. Zaraz za nią Półwysep rozszerza się i na kilkanaście kilometrów zamienia w leśne ostępy. Jeśli zdecydujemy się pokonać ten dystans plażą od strony pełnego morza, mamy właściwie gwarantowany święty spokój, pustkę, biały piasek, wydmy, czyściutką wodę i wspaniałe widoki, za sprawą których Hel bywa określany jako „polskie Malediwy”.
Co jednak robić na Półwyspie podczas niepewnej pogody? To zależy. Jeśli jedynie wieje – co nad morzem jest bardzo częste, możemy liczyć na wakacyjną żeglarską przygodę uwiecznioną w „Morskich opowieściach”:
„Jak pod Helem raz dmuchnęło, żagle zdarła moc nadludzka, patrzę – w koję mi przywiało nagą babę z Pucka!”.
Hel historyczny
Co jednak robić, kiedy żadna baba nie wylądowała w naszej koi, nie wieje, ale za to pada? Zwiedzać muzea. Bardzo ciekawym i pięknie położonym (w lesie między Juratą a Helem) obiektem jest Muzeum Obrony Wybrzeża imienia komandora Zbigniewa Przybyszewskiego, kawalera wojennego Orderu Virtuti Militari. Patron muzeum był bohaterskim obrońcą Helu, straconym niewinnie w 1952 roku w wyniku sfingowanego procesu przed stalinowskim sądem wojskowym. Ciało komandora zostało odnalezione na warszawskiej „Łączce” przez ekipę prof. Krzysztofa Szwagrzyka podczas prac ekshumacyjnych i pochowane z honorami wojskowymi na cmentarzu Marynarki Wojennej w Gdyni-Oksywiu.
– Musimy walczyć tak, żeby nasze pokolenie wiedziało, że my nie poddamy się, że walczyliśmy do końca, a jak zginiemy, to za naszą Ojczyznę, tak jak przysięgaliśmy bronić jej aż do śmierci
– mówił komandor w 1939 roku. Słowa dotrzymał, obrońcy Helu walczyli najdłużej, zadając straty Niemcom (łącznie z uszkodzeniem słynnego pancernika Schleswig-Holstein) i poddając się nie z własnej woli, ale na wyraźny rozkaz, który zapadł po kapitulacji Warszawy. Obrońcy Helu chcieli walczyć dalej, a komandor Przybyszewski pozostał ze swoimi żołnierzami mimo odniesionych ran, na własną rękę i wbrew zaleceniom lekarskim opuszczając szpital.
W Muzeum Obrony Wybrzeża znajdują się związane z komandorem eksponaty – jego mundur, zdjęcia z rodzinnego archiwum oraz kopie listów pisanych przez jego córkę do Bolesława Bieruta, kiedy bohater przebywał w stalinowskim więzieniu. Bierut nie wysłuchał prośby o łaskę, komandor Przybyszewski został zabity w mokotowskim więzieniu strzałem w tył głowy w grudniu 1952 roku.
„Słodko i zaszczytnie jest umrzeć za Ojczyznę. Gorzko, gdy w imię Ojczyzny mordują bohatera”
– głosi poświęcony mu napis w Muzeum Obrony Helu.
Helska placówka historyczna pozwala na niemal natychmiastowe przeniesienie się w czasie i wyobrażenie sobie warunków wojennych nie tylko dzięki licznym oryginalnym obiektom wojskowym znajdującym się na jej terenie, ale także za sprawą odtworzonych stanowisk wojskowych telegrafistów, lazaretu, koszar polowych etc. Cały Półwysep Helski jest zresztą usiany obiektami wojskowymi – bunkrami, bateriami kierowania ogniem etc. Decyzją prezydenta Ignacego Mościckiego został tu na początku lat 30. utworzony Helski Rejon Umocniony, który także po wojnie był zarządzany przez wojsko. Dopiero na początku lat dwutysięcznych Półwysep „przeszedł do cywila”.
Piwo wędzone i paw albinos
Jeśli zapragniemy odpocząć od trudów zgłębiania niełatwej historii naszego kraju, z Muzeum Obrony Wybrzeża mamy niedaleko do Muzeum Helu, w którym znajduje się ekspozycja przyrodniczo-etnograficzna. Możemy tu oglądać regionalne rzeźby i inne artefakty wykonane przez kaszubskich artystów. Znajduje się tutaj także żywa część muzealnej ekspozycji – helska fauna i flora – ptaszarnia oraz ogród botaniczny. „Gwiazdą” tego miejsca jest paw – albinos.
Z kolei w samym mieście Hel położonym na końcu Półwyspu, w dawnym kościele ewangelickim mieści się Muzeum Rybołówstwa, w którym możemy obejrzeć stare łodzie (ciesząc się zapachem zbutwiałego drewna), sieci rybackie, gdzie możemy poznać historię i kulturę tego miejsca, a nawet wsiąść na bujający na wszystkie strony symulator rybackiego kutra i w trzy sekundy dostać choroby morskiej.
Hel to kolejna „porcja” ukrytych w lesie bunkrów, port żeglarski, w którym można spotkać czasem słynny historyczny żaglowiec „Zawisza Czarny” i poimprezować wspólnie z jego załogą w pubie „Kapitan Morgan”. W tym bardzo klimatycznym, kultowym wręcz już miejscu, w sezonie codzienne o godzinie 20.00 rozpoczyna się wieczór szantowy pod batutą człowieka – orkiestry (dosłownie, gra na gitarze i harmonijce jednocześnie, a przy tym pięknie śpiewa) – Pana Sławka. W pubie można napić się piwa… wędzonego, które – jakkolwiek źle brzmi nazwa tego „gatunku” – smakuje tu wyśmienicie. Z myślą o kierowcach tuż obok helskiego Urzędu Miasta w sezonie ustawiany jest alkomat, w którym za 5 złotych można sprawdzić swój stan trzeźwości i podjąć decyzję, czy wracać autem do kwatery czy machnąć na to ręką i śpiewać do rana.
"Pięćdziesiąt swetrów"
Odwiedzając Hel, warto także udać się na Cypel. Możemy się tam dostać spacerem (około pół godziny od stacji kolejowej) lub dojechać – jak panisko – meleksem za ok. 10 złotych. Polecam oczywiście to drugie rozwiązanie: wiatr we włosach, jagodzianka w dłoni, wyboje na drodze plus szalony kierowca – czego chcieć więcej, żeby poczuć klimat wakacji? Na Cyplu znajduje się Kopiec Kaszubów – trzymetrowy pomnik w symboliczny sposób oznaczający początek Polski. Tu możemy zrobić sobie zdjęcie, ale później powinniśmy szybko wracać, żeby zdążyć obejrzeć zachód słońca na plaży od strony Zatoki na tle Portu Wojennego i pomyśleć chwilę z wdzięcznością o tych, którzy z takim poświęceniem bronili dla przyszłych pokoleń tego pięknego kawałka Polski.
Hel to Polski początek i fragment wyjątkowy,
A droga na niego to tunel z drzew i las kempingowy,
Należy do Nadmorskiego Parku Krajobrazowego,
I był częścią dawnego konfliktu zbrojnego.W najwęższym punkcie Hel ma tylko 100 metrów,
To jak ułożenie obok siebie około pięćdziesięciu swetrów,
Na końcu jest na trzy kilometry szeroki,
To jakieś trzydzieści tysięcy i dwa kroki.Można tam zjeść dobrą rybkę, iść do fokarium czy pluskać się na plaży,
Albo iść w ciekawy las i czekać co się wydarzy,
Znajdziecie tam latarnię morską, piękny deptak i nawet zabudowania wojskowe,
Możecie też wybrać się w rejs statkiem i odkryć emocje nowe”
– pisze Marek Opaska, autor bajek i twórca projektu Bajkowy Tata.
A nieśmiertelny napis na budynku ośrodka wczasowego w Juracie podsumowuje sprawę Helu krótko: „Słońce i morze na wszystko pomoże”. I ja to potwierdzam.
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
To jedno z najpiękniejszych jezior w Polsce. Warto odwiedzić je latem

TOP 5 cech polis turystycznych – jak wybrać najlepszą ochronę?

Nieoficjalnie: zmiany w rządzie Donalda Tuska przed wakacjami

Wakacje Polaków w dobie inflacji. Gdzie szukać oszczędności, a na czym oszczędzać nie warto?

Nowa inwestycja pogrąży Półwysep Helski?






