Szukaj
Konto

Rzym Mussoliniego bez ideologii: piękno, które wciąż zachwyca

20.04.2026 17:06
Rzym Mussoliniego bez ideologii: piękno, które wciąż zachwyca
Źródło: Tysol.pl | Autor: Monika Małkowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Plac, rzeźby, drzewa
Komentarzy: 0
A gdyby tak, patrząc na architekturę i sztukę z czasów Mussoliniego, zapomnieć o doktrynie faszyzmu? Poważnie, chcę wam przewrócić świadomość do góry nogami. Żadnej polityki, tylko analiza formy, funkcjonalności i przystawalności do historii narodu.
Co musisz wiedzieć:
  • Architektura i sztuka z czasów Benita Mussoliniego mogą być oceniane pod kątem estetyki i funkcjonalności, niezależnie od ideologii, która im towarzyszyła.
  • W ocenie autorki inwestycje urbanistyczne i artystyczne faszystowskich Włoch cechowały się wysoką jakością, rozmachem oraz umiejętnym łączeniem nowoczesności z dziedzictwem starożytnego Rzymu.
  • Tekst zwraca uwagę, że projekty takie jak kampus La Sapienza czy kompleks Foro Italico pokazują, że architektura miała służyć zarówno organizacji życia społecznego, jak i budowaniu tożsamości oraz kultu siły i harmonii ciała.

Co Włosi zawdzięczają Il Duce w przestrzeni miejskiej i w zakresie sztuk wizualnych? Okazuje się, że dużo. Propaganda faszystowska dawno nie formatuje umysłów, za to inwestycje powstałe z jej ducha czy nakazu mają się świetnie.

 

Bez ideologii

Powie ktoś: tak nie można. Nie da się odseparować faszystowskich kreacji od idei faszyzmu. Na pewno? A gdy staje się wobec dzieł średniowiecznych, czy rozczytuje się je poprzez przekaz biblijny? Przekaz pozostaje tajemnicą, a mimo to trwamy w zachwycie. Także obcując z kreacjami twórców renesansu, nie analizuje się ich pod kątem idei humanizmu, tylko zachwyca się pięknem. I tak dalej przez epoki, pomijamy programowy background, bo… stał się nieaktualny bądź niezrozumiały. Sprawdza się łacińska sentencja „ars longa, vita brevis”. Najczęściej z architekturą i twórczością plastyczną minionych epok kontaktujemy się „niewinnie”, pozapolitycznie. Chyba tylko socrealizm jednoznacznie kojarzy się nam z polityką, jako że chwytamy konteksty. Centrum Warszawy wciąż szpeci monument sprezentowany nam przez Stalina, by ugruntować „przyjaźń polsko-radziecką” – zaś w istocie stanowi symbol uległości PRL-u wobec wszechpotężnego sąsiada ze wschodu. Ten „dar” jest kiczowaty, trudno adaptowalny do współczesnych potrzeb i coraz bardziej stylistycznie rażący w nowoczesnym otoczeniu.

 

Wizjonerzy na start

Co innego we Włoszech. W czasie 21 lat rządów faszystów przebudowano centra większości miast w Italii, a także wzniesiono nowe osiedla i budynki użyteczności publicznej. Tam nic nie było po taniości. Projekty, materiały i wykonawstwo na najwyższym poziomie. Duce interesował się architekturą, zdając sobie sprawę z jej potencjału kształtującego świadomość mas. Umiał wybrać utalentowanych architektów, urbanistów i artystów, którzy, owszem, odpowiadali na jego zapotrzebowania, ale mieli światłe, odważne wizje oraz świadomość odpowiedzialności przed narodem. Ich dzieła są rozsiane po całych Włoszech, z największym zagęszczeniem w Rzymie i Mediolanie (dworzec kolejowy!). Kształty pojedynczych gmachów i całych kompleksów, rozmach planowania, futurystyczna uroda nadal nic estetycznie nie straciły. Co więcej, choć na wskroś nowoczesne (w latach 20. i 30.), idealnie korespondują z zabytkowymi budowlami. Decydującą kwestią są: prostota, proporcje, elegancja i funkcjonalizm. Że trochę ponad ludzką skalę, wbrew włoskiej zasadzie „a misura d’uomo”? Włoscy architekci dowiedli, że monumenty jak dla Gargantui mogą być zgrabne i gwarantować użytkownikom komfort.

 

Szerokiej drogi!

Mussoliniemu chodziło o przywrócenie wielkości Rzymu jak z czasów imperatorów i to mu się udało. Duce nadzorował plan regulacyjny miasta, opracowany przez grupę architektów (1930–1931), który przewidywał przebudowę zabytkowego centrum, w tym liczne wyburzenia, a celem była poprawa płynności ruchu kołowego Rzymu i… pozbycie się „brudnej malowniczości”. Fakt, niszczono stare kamienice, ale mieszkańców przenoszono do nowych i wygodniejszych osiedli na przedmieściach. Poza tym ta dewastacja służyła też odsłanianiu antycznych ruin. To, co powstało we Włoszech – głównie w Rzymie – między połową lat 20. a latami 50. (bo część budowli dokończono po II wojnie) sprawdza się do tej pory i wciąż wywołuje efekt „wow” (albo „mamma mia”). Te kolumnady i podcienia; wysokie, acz wygodne schody; fasady obłożone trawertynem; drzwi jak pałacowe wrota; długie przestronne podejścia; perspektywy pozwalające oczom patrzeć w dal. Mieszanka modernizmu, klasycyzmu i racjonalizmu.

Do tej prostoty pasuje zdobnictwo w stylu art déco, a także nurt zrodzony we Włoszech jeszcze wiele lat przed faszyzmem – futuryzm. Jestem pewna, że większość turystów zwiedzających Rzym nie ma pojęcia, iż korzysta z duktów wybudowanych dzięki signore Benito. Choćby w ścisłym centrum – w latach 1928–1930 zrealizowano nową szeroką ulicę, biegnącą od Piazza Venezia (gdzie Mussolini miał biuro) do Circus Maximus; w 1932 r. ukończono Via dell’Impero, szeroką aleję od Piazza Venezia do Koloseum.

 

Wiedza racjonalnie podana

Doskonałym przykładem rozmachu, racjonalizmu i utylitarności jest kampus uniwersytecki La Sapienza (1932–1935), zlokalizowany w południowo-wschodniej części Wiecznego Miasta. Miasteczko tworzy zespół potężnych i maksymalnie uproszczonych budynków dedykowanych poszczególnym dziedzinom wiedzy. Opracowało je jedenastu architektów pod kierownictwem Marcello Piacentiniego, w ścisłym kontakcie z Mussolinim. Dodajmy, że Uniwersytet La Sapienza, założony w 1303 (!), to największa w Europie placówka edukacyjna i jedna z największych na świecie, gdzie rocznie uczy się 140 tys. studentów, a wykłada ponad 8000 pedagogów.

Co do kampusu, oddanego do użytku w 1938 r. – jest idealnie symetryczny, doskonale rozplanowany, tak, by nikt nie zgubił się w wielkiej przestrzeni miasteczka. Architekci kampusu antycypowali współczesne reguły informacji wizualnej samą logiką projektu. Na teren miasteczka prowadzi budynek-brama z potężną kolumnadą, takie Propyleje uniwersyteckie (na wzór świątyń starożytnej Grecji). Środkowy plac w kształcie dużej litery T otaczają geometryczne, całkowicie pozbawione ozdób, surowe bryły instytutów poszczególnych nauk. Dziedziniec zamyka klasycyzujący budynek Rektoratu, jedyny dekorowany płaskorzeźbami. Przed wysokimi schodami prowadzącymi do Rektoratu zbudowano niewielki basen, w wodzie którego odbija się centralnie ustawiony pomnik kobiety trzymającej nad głową rózgi albo wiązki liktorskie. Ich symbolika sięga czasów Etrusków, potem została przejęta przez starożytnych Rzymian i… tak, tak, od słowa „fasci” (wiązka) pochodzi termin „faszyzm”. Tak czy siak, kampus wciąż żyje, sprawdza się i imponuje sensownym projektem.

 

Przywrócony kult ciała

Starożytny Rzym dbał o zrównoważony rozwój człowieka – cielesny i intelektualny. Il Duce też. Niejako przeciwwagą dla La Sapienzy jest wzniesiony po przeciwnej stronie Rzymu, w dzielnicy północno-zachodniej, gigant dedykowany sportowi. Za inspirację posłużyły fora z czasów Cesarstwa Rzymskiego. Foro Italico, pierwotnie zwane Foro Mussolini, zaczęto budować w 1928 r., a zakończono dekadę później. Najważniejszy obiekt w tym zespole to Stadio Olimpico z 1932 r., rozbudowany w 1952 r. i powtórnie przebudowany oraz zadaszony w 1990 r. na potrzeby Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Olimpico może pomieścić 82 456 widzów, a oprócz futbolu rozgrywane są tu zawody lekkoatletyczne. Poza stadionem są baseny (jest ich pięć, otwarte i kryte) oraz korty tenisowe. Trudno nie podziwiać wizjonerskiej koncepcji całej dzielnicy. Trasa zaczyna się już po prawej stronie Tybru. Na drugi brzeg rzeki przechodzi się po pięknym moście Duca d’Aosta, zbudowanym w latach 30. I wtedy staje się oko w oko przed prawie 18-metrowym, śnieżnobiałym obeliskiem Mussoliniego. To dar ludności Carrary dla Wodza. Nie było łatwo znaleźć tak idealnie czysty, pozbawiony przebarwień i rys kamień, z którego wycięto wysoki blok. Kroniki filmowe relacjonowały skomplikowany i mozolny proces transportu kamienia do Rzymu, a proces ten przywoływał na pamięć budowę piramid. Na pomniku wyryto napis „Mussolini Dux”, którego skucie w 2015 r. postulowała związana z lewicą przewodnicząca Izby Deputowanych, ale… po „oburzonej burzy”, którą rozpętały jej słowa, zarzucono ten pomysł. Obrońcy status quo uznali, że obelisk to „pomnik historii, narodowe dobro i świadectwo kontynuacji narodowego bytu”. Przyznaję im rację, bo tylko w całości koncepcja tego miejsca się tłumaczy.

Za obeliskiem rozciąga się Piazzale dell’Impero, szeroki trakt-plac (piazzale to po prostu wielki, rozległy plac), dziś nazwany Viale del Foro Italico. Za nawierzchnię służy tu seria czarnych mozaik (jedna ze starożytnych technik, którym Duce przywrócił świetność); zreinterpretowano w nich sceny z historii Włoch oraz umieszczono odniesienia do sportu. Moją faworytą jest dłoń ze stoperem. Na zamknięciu trasy mamy Fontannę Sfery, dużą białą marmurową kulę na kwadratowym podeście, umieszczoną w niewielkim basenie także otoczonym mozaikami. Kompozycja abstrakcyjna i nowatorska.

 

Najpiękniejsze tyłeczki sportowców

Największe wrażenie sprawia antykizujący Stadio dei Marmi (Stadion Marmurów), wzniesiony z prawej strony mozaikowego duktu. Służy jako obiekt treningowy, zwłaszcza dla potrzeb lekkoatletyki. Jego koronę wieńczy 59 marmurowych statui reprezentujących poszczególne dyscypliny sportu. Te czterometrowe posągi fundowały poszczególne prowincje włoskie, co symbolizowało jedność faszystowskich Włoch. I naprawdę naród mógł być dumny z tak urodziwych chłopców o silnej budowie i jędrnych jak jabłuszka tyłeczkach. Ragazzi też byli zagrożeni: w 1959 r., przed igrzyskami olimpijskimi w Rzymie, parlament dyskutował ich rację trwania przy stadionie. Na szczęście zwyciężyły głosy przemawiające na korzyść urody i historycznej wartości rzeźb. Przerobiono nieliczne, o najbardziej prowokacyjnej wymowie. I dzielne zuchy zostały na stanowiskach.

 

Awangarda nie przeszkadza

Jeszcze słowo o malarstwie. O ile nazizm uznał dokonania ekspresjonistów niemieckich za „sztukę zdegenerowaną”, o tyle faszyzm przeciwnie, wyróżnił futuryzm, równie awangardowy styl, jako oficjalny nurt w malarstwie i rzeźbie. Mussoliniemu pasował wylansowany w 1909 r. przez Marinettiego kult dynamiki miejskiego życia, szybkości, techniki i maszyn. Futuryści odrzucili tradycję i relikty przeszłości jako hamulce rozwoju, starając się w statycznych obiektach oddać ideę ruchu. W latach 20. i 30. to nadal działało. Za skrajny przykład futurystycznej, a właściwie abstrakcyjnej rzeźby wypada uznać podobiznę Mussoliniego w formie… ceramicznego izolatora elektrycznego (1933) autorstwa Renato Berteliego. To „Profilo continuo” (profil ciągły) – forma tak skonstruowana, że z każdego punktu widzenia układa się w profil Wodza. Ciekawy też jest „Portret Mussoliniego na tle Rzymu” Alfreda Ambrosiego (1930): podobizna Duce wpisana w architekturę i panoramę miasta, trochę na podobieństwo portretowych alegorii Arcimboldiego, tyle że „tkanką” twarzy Wodza są budynki i Tybr.

W opozycji do futuryzmu w 1923 r. powstał ruch artystyczny Novecento, co dosłownie oznacza „dziewięćset”, a tak Włosi nazywają lata 1900–1999, czyli po naszemu XX wiek. Ruch Novecento promował powrót do ładu, formy i klasycznych zasad malarskich. Kobiety u artystów wspomnianej tendencji przybrały na wadze, zyskały ciała zdolne do rodzenia potomstwa i często były przedstawiane z dziećmi, jako propagatorki macierzyństwa. Ten ukłon w stronę tradycji musiał się Mussoliniemu podobać. Faszyzm postulował tradycyjny podział społecznych ról: mężczyźni mieli pracować i walczyć, zaś kobiety – strzec domowego ogniska, rodzić i wychowywać progeniturę. W Novecento interesująca jest wizja człowieka, która oscyluje pomiędzy realistycznym, trochę zimnym wyobrażeniem, jak u Achille Funi, a postacią metafizyczną, przypominającą manekina pozbawionego twarzy. Z tych drugich przedstawień zionie melancholią. Osamotnione figury przebywają w niby-miejskich, pustych przestrzeniach o dramatycznych perspektywicznych skrótach – co znamy z prac Giorgia de Chirica.

 

E.U.R., czyli miasto idealne

Skoro mowa o de Chiriku – budowle widoczne na jego wczesnych obrazach zdają się antycypacją najbardziej fascynującego dokonania z czasów Mussoliniego: nowej dzielnicy Rzymu nazwanej E.U.R. (skrót od Esposizione Universale di Roma, wystawy światowej planowanej na rok 1942, na 20-lecie faszyzmu). Oddalona 7 km od centrum E.U.R. miała być wzorcowym ośrodkiem miejskim, po prostu idealnym urbanistycznym założeniem. Utopia? A czym jest Zamość, jak nie próbą realizacji renesansowego „miasta idealnego”? Do E.U.R. prowadzą Wrota Imperialne, od których odchodzi szeroka ulica o tej samej nazwie. Ikoną tego miejsca jest tzw. Kwadratowe Koloseum, czyli Palazzo della Civiltà Italiana.

Powstawał długo – zaczęty w 1938 r., otwarty, choć nieukończony, w 1940 r.; prace trwały jeszcze do 1943 r., a dokończono je po wojnie. Jego regularną, sześcienną bryłę „dziurawią” na każdym z sześciu pięter łukowate przejścia na galerie, zaś dolną kondygnację zdobi galeria neoklasycznych figur ponadnaturalnej wielkości, wykutych w karraryjskim marmurze. Naprawdę robi wrażenie. I uwodzi filmowców (takich jak Roberto Rossellini, Federico Fellini, Michelangelo Antonioni czy Peter Greenaway) jako naturalna scenografia. W „Kuszeniu doktora Antonia” Anita Ekberg wychodzi z plakatu i spaceruje po E.U.R. Warto zrobić to samo.

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 20.04.2026 17:06
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 15/2026, oprac. Ludwik Pęzioł