Szukaj
Konto

Jak zając zrobił nas w jajo? O cichej zamianie baranka na symbol płodności i komercji

04.04.2026 06:28
Jak zając zrobił nas w jajo? O cichej zamianie baranka na symbol płodności i komercji
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Krzysztof Karnkowski | Licencja: Tygodnik Solidarność | Zajączek i baranek
Komentarzy: 0
Nietrudno zauważyć, że w ostatnich latach to zając stał się symbolem Świąt Wielkanocnych, wypierając baranka. Jeszcze niedawno cukrowy lub czekoladowy (z białej czekolady) baranek był obowiązkowym przedświątecznym zakupem, a także elementem święconki. Teraz królują uszy słuchami zwane – same albo z przyległościami, o których poniżej.
Co musisz wiedzieć:
  • Współczesna kultura stopniowo zastępuje chrześcijański symbol baranka wielkanocnego świeckim i komercyjnym wizerunkiem zająca.
  • Popularność zająca wiąże się z wpływami kulturowymi (m.in. niemiecką tradycją, symboliką płodności oraz komercjalizacją świąt), które przesuwają akcent z religii na konsumpcję i rozrywkę.
  • Motyw zająca rozrasta się także poza Wielkanoc, nabierając nowych znaczeń (erotycznych, popkulturowych i subkulturowych), co zdaniem autora świadczy o szerszych przemianach obyczajowych i ideowych.

Zwyczaj ustawiania baranka na stole w Wielkanoc wprowadził papież Urban V w XIV wieku. U nas przyjął się znacznie później, dopiero w XVII stuleciu. Nazywano go „Agnuszek” (od Agnus Dei); wykonywano z masła, ciasta, cukru, masy solnej, gipsu, szkła, porcelany, wełny, plastiku. Ale najpopularniejsze były te cukrowe.

 

Banicja baranka

Mam ich całą kolekcję i zawsze uśmiecham się, patrząc na ich niezbyt doskonałe kształty oraz odręcznie, koślawo rysowane mordki. I zawsze przypomina mi się anegdota o debiucie słynnego neoklasycznego rzeźbiarza Antonia Canovy, który uratował prestiż weneckiego patrycjusza. Notablowi ktoś nawalił i nie dostarczył zamówionej ozdoby stołu, a tu goście walą. Canova zapobiegł wizerunkowej katastrofie: chwycił grudę masła i z tego surowca wykonał postać baranka. Rzeźba zachwyciła gości, autorowi zaś otworzyła wrota do kariery. Co ciekawe – całkiem niedawno znalazłam youtube’owy instruktarz, jak zrobić baranka z masła na Wielkanoc (pożądane gumowe rękawiczki i wspomaganie ciepłą wodą). Czyli – nie wszędzie tradycja zaginęła. Jednak ogólnie baranek przestał być „trendy”. Dlaczego? Za bardzo przypominał, o co chodzi w Świętach Wielkanocnych – bo przecież to chrześcijański symbol Jezusa Chrystusa, który jako niewinny, pokorny i łagodny Baranek dobrowolnie poddał się Męce. Tymczasem „postępowi Europejczycy” usiłują wyeliminować ślady religijności choćby w postaci tradycyjnych symboli. Stąd zmiana warty – z baranka na zająca. Cytuję za Wiki:

„Świeckiego symbolu Wielkiejnocy, święta chrześcijan”.

 

Nowy bohater Wielkanocy

Warto przyjrzeć się przedświątecznej ofercie dużych marketów, dyskontów, Empików, a nawet lokalnych sklepików czy kwiaciarni. Wszędzie królują zające w skali od gigantów do liliputów; od takich w wersji białej (albinosy? To chyba króliki?), po swojemu siedzących na pupie, aż do takich uczłowieczonych, stojących na „nogach” (skokach), ubranych w spodenki i kabaciki. Te niby-ludzkie uśmiechają się do świata, wystawiając okazałe siekacze, a oczka zdobią im zalotnie podwinięte rzęsy. Zajęczyce mają między uszkami kokardki, samce – czapeczki. Kicz wizualny i mentalny.

Jednak mało komu przychodzi do głowy, że to także drenaż ideologiczny. Postępująca laicyzacja zachodnich społeczeństw (do których tak ochoczo się przyznajemy) przybiera rozmaite formy. Szczególnie widoczne to jest przed katolickimi świętami, zwłaszcza tymi najważniejszymi w roku. Aspekt duchowy zanika, ważniejsza staje się zaś perspektywa komercyjna, zabawowo-rozrywkowa. No i kulinarna. A przede wszystkim – prezenty, prezenty, prezenty! O ile Boże Narodzenie i choinka zawsze kojarzyły się (zwłaszcza dzieciakom) z podarkami, to Wielkanoc takich atrakcji nie oferowała. Aż nagle się zmieniło.

 

Zwierzę mocy

Do akcji wkroczył zając, taszcząc w łapkach gifty dla całej rodziny, ze szczególnym uwzględnieniem najmłodszych. Ten zwyczaj wywodzi się z Niemiec, a w Polsce kultywowany był/jest na Śląsku, Pomorzu Zachodnim i w Wielkopolsce. Według tej tradycji szarak spaceruje z koszykiem pełnym drobnych upominków i łakoci, które to prezenciki podrzuca w pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych w plecionkach wyścielonych pociętą na paski zieloną bibułką, ukrytych w domach lub ogrodach. Do rozlicznych zasług zająca dopisuje się również dystrybucję pisanek, obraz spopularyzowany dzięki kartkom pocztowym z życzeniami z okazji Wielkanocy. 

Co więcej, w ostatnich czasach odżywa panteistyczny system wierzeń (kult sił natury, duchów i przodków) i oto znów pojawia się ON – zając jako zwierzę mocy, silnie połączone z księżycem poprzez 28-dniowy okres ciąży. Szarak pochodzący ze stepów Bliskiego Wschodu rozprzestrzenił się na całą Europę dzięki swemu wyjątkowemu darowi do szybkiego rozmnażania się, przez co zawsze kojarzony był z bóstwami miłości i płodności jak Ozyrys czy Eros. Innymi słowy – wracamy do pogaństwa.

 

Symboliczne uszy

Z symboliką zająca od czasów wczesnochrześcijańskich łączy się jajko. Uniwersalny, pierwotny symbol życia, odrodzenia, płodności i początku. Jednak i ten symbol przechwyciła komercja. Otóż jajko też może mieć w środku coś fajniejszego niż żółtko. Każdy zna Kinder Niespodziankę. Wprowadziła ją na zachodnie rynki włoska firma Ferrero w 1974. W Polsce czekoladowe jajko z zabawką w środku zadebiutowało 18 lat później i jego kariera trwa do tej pory. W bieżącym sezonie często ukryte są w nich (jajach) wesołe zajączki – dość paskudne, kiczowate figurki zantropomorfizowanych szaraków w różnych kolorach. Jest jeszcze inny wariant jajeczno-zajęczego miksu – jajka zwieńczone słuchami szaraka. Takie durnostojki do ozdoby wielkanocnego stołu. Ale po co cała sylwetka jaja czy zająca – wystarczą same uszy i już wiadomo, o co chodzi. Możemy sobie zafundować taki oto dekor na świąteczną wyżerkę:

„Stylowa i nietuzinkowa figurka przedstawiająca złote uszy zająca to wyjątkowa ozdoba, która przyciąga wzrok swoją minimalistyczną, ale wyrazistą formą. Wykonana z trwałej poliżywicy i pokryta eleganckim złotym wykończeniem idealnie wpisuje się w nowoczesne i świąteczne aranżacje wnętrz. To doskonały akcent dekoracyjny na Wielkanoc lub całoroczną ekspozycję”.

To jednak wciąż nawiązanie do tradycji. Zobaczmy, co kryje się za króliczymi uszami noszonymi na czapeczkach i opaskach, traktowanymi przez młode pokolenie jako modny element stylizacji.

 

Seks na pierwszym planie

Chyba każdy zauważył młode dziewczyny „ozdobione” króliczymi uszkami doczepionymi do opasek na włosy. Tu dopiero zaczyna się mętlik znaczeniowo-ideologiczny. Jak wiadomo, trudno rozróżnić słuchy zająca i królika (a nawet i same zwierzątka). A to się właśnie tak zaczęło… od „Playboy Bunny”, czyli króliczków Playboya, słynnego (i w dobie PRL-u niedostępnego u nas) amerykańskiego erotyczno-publicystycznego magazynu założonego w 1953 roku przez Hugh Hefnera (1926–2017). Jego logo to główka króliczka z muszką, a znakiem firmowym – szampańskie zabawy w klubach z hostessami ubranymi w królicze kostiumy, co było szczytem szpanu, zwłaszcza w latach 70. W Polsce magazyn w wersji papierowej pojawił się w 1992 roku, jednak już 17 lat później wydawca naszej edycji zdecydował o wycofaniu się z rynku prasy. No i przez kilka lat w TVP emitowane były filmiki z seks-fantazjami, które dziś z pewnością nie miałyby szans zaistnieć ze względu na stawianie kobiet w podrzędnej roli dostarczycielek erotycznych uciech.

Ale, ale! Porządek w głowach wyznawców „Playboya” robił sam szef. Ubierał się w barwy „wolnościowca”: teoretycznie popierał kobiece prawa i wolność (aborcyjną oraz seksualną), prawa dla homoseksualistów, legalizację marychy. Tyle że był to seksoholik, poligamista, manipulator i ktoś żyjący na wzór szejka, mieszkający z wieloma kobietami, z którymi aktualnie uprawiał seks – ubezwłasnowolniając je w zamian za sporą kasę, luksusowe warunki, jednocześnie izolując od świata. Erotyczne imperium dziś nie istnieje, ale akcesoria – królicze uszka – wciąż funkcjonują. I ciekawe dlaczego młode kobiety deklarujące feministyczne przekonania zakładają te dodatki do stroju?

 

Od SPA do kawaii

Te zajęcze/królicze uszy to element zawłaszczony wielokulturowo. Przede wszystkim – przebieranki. A więc na Wielkanoc, dla dzieci i dorosłych, którym takie infantylności są miłe. To nie wszystko – słuchy na opasce służą też na Halloween, karnawał, imprezy cosplay. Headband z uszkami zaprowadzono też w salonach kosmetycznych i SPA – służą przytrzymywaniu włosów podczas zabiegów, podczas których fryzura mogłaby się zniszczyć, do tego są „urocze”. To jednak są konkretne okazje, momenty. Tymczasem są dziewczyny (rzadziej chłopcy), którzy noszą na co dzień królicze uszka w wersjach futrzanych, pluszowych, świecących LED, bo tego wymaga trend kawaii. To styl związany z nurtem kulturowym polegającym na postrzeganiu świata jako czegoś słodkiego, uroczego i pozytywnego. Ta cukierkowa moda narodziła się w Japonii w latach 70., lecz kilka kolejnych dekad starczyło, by zakorzeniła się na całym świecie. To wytłumaczalne: subkultura kawaii jest ucieczką przed dojrzałością, próbą pozostania dzieckiem czy niedorostkiem. Jest również próbą zwrócenia uwagi na choroby psychiczne, których coraz więcej pojawia się wśród młodzieży.

 

Portret w biegu

Wracając do zająca, podanego w całości, nie tylko sprowadzonego do słuchów: w jaki sposób wyposażony został w charyzmaty? Dlaczego stał się symbolem Świąt Wielkanocnych? Bo tak właściwie jest przeciwieństwem misterium Zmartwychwstania. To spadek po czasach pogańskich, kiedy stał się brutalnym symbolem płodności, witalności i szybkiego wiosennego odrodzenia. A jak go postrzegamy? Nie ma czystej kartoteki. Jego ulubione zajęcia to nawalić się i podupczyć. Typowy seksoholik, choć z wdziękiem. Uosabia szybkość, czujność, intuicję i skłonność do figli. Trochę tchórz, trochę konformista, wie, jak nie narażać się silnym. Ma jednak tupet i potrafi bezczelną uwagą zbić dominujące zwierzę z pantałyku. Gra ważniaka, kiedy nikt nie mówi mu „sprawdzam”. W myśliwskim żargonie funkcjonuje pod nazwą gach lub kot. Pierwsze miano to chyba aluzja do niewierności i płodności. To drugie powraca echem w kultowym „Misiu” Stanisława Barei w scenie polowania nakręcanej na użytek filmu „Ostatnia paróweczka hrabiego Barry Kenta”: z braku zająca na planie zastępuje go kot z doprawionymi uszami. W polu mistyfikacja się sprawdza, jednak szwindel ujawnia się, gdy kot-zając, umykając przed ogarami, wskakuje na drzewo…

 

My w roli zająca

W kanonie polskiego humoru żarty z długouchym bohaterem urosły niemal do osobnego gatunku literackiego. Śmieszy nas zastosowane w nich „odwrócenie ról”, a raczej praw natury. Zając, w realu zwierzątko słabe, strachliwe, narażone na pożarcie przez drapieżniki bądź stanie się myśliwskim trofeum, w kawałach bierze odwet na silniejszych. Ba, przeciwstawia się autorytetom symbolizowanym przez niedźwiedzia lub lwa. Powodzenie tych dowcipów łatwo daje się wytłumaczyć z psychologicznej perspektywy. To swego rodzaju opowieści o „małym wielkim człowieku”, bez szans na wywieranie wpływu na bieg wydarzeń – a tak czuje się większość z nas.

Podobnie jak zając nie dysponujemy władzą ani sprawczością, toteż mamy satysfakcję, gdy ktoś w podobnej do naszej sytuacji triumfuje nad silniejszym. Chętnie kibicujemy postaciom literackim czy filmowym, które wychodzą zwycięsko z różnych niekorzystnych dla siebie sytuacji dzięki sprytowi lub/i odwadze. Trochę to nawiązanie do walki Dawida z Goliatem – ale chyba coraz rzadziej przychodzi nam na myśl przypowieść biblijna. Chyba prędzej odnajdziemy motyw przewodni w większości bajek, w których biedny szewczyk czy pastuszek dzięki bystrości okazuje się godzien ręki pięknej królewny. Jednak w bajkach pozytywni i wygrywający bohaterowie wyposażeni są również w zalety charakteru: dobroć, empatię, prawdomówność, uczciwość czy odwagę.

 

Król riposty

W popularnych kawałach zamiast szewczyka na arenę wkracza szarak. Żaden ideał, wcale nie wzór do naśladowania w sensie propagowania tradycyjnych wartości. Nasz uchaty trickster funkcjonuje w wielu dowcipach jako najsprytniejsze zwierzątko, które daje radę (intelektualnie i poczuciem humoru) duuużym bydlakom, a nawet przechytrza lisa. Mój ulubiony kawał zajączkowy to ten o nadużywaniu spirytualiów przez szaraka, na co krzywo patrzy misiek, władca lasu, wymagający od wszystkich podległych mu zwierzątek trzeźwości. Jednak wstrzymywanie się od procentów nie pasuje zajączkowi. Olewa zarządzenia niedźwiedzia i zalewa pałę. I oto któregoś dnia miś po raz kolejny dostrzega szaraka w stanie totalnej fazy, ale nie w lesie, lecz… taplającego się w stawie. Już, już zaczyna napranego uchola sztorcować, gdy ten mu wypala:

„Prohibicję to możesz narzucać zwierzakom w lesie, ale od nas, rybek, się odwal!”.

Jednak szarak wie, kiedy odpuścić. I to też nauczka dla „zwykłego człowieka” – nie podskakuj, kiedy nie masz szans wygrać. Taka sytuacja: niedźwiedź łapie zajączka i trochę go miętosi. Uszak drze się w niebogłosy, strasząc misia: „Jak mnie nie wypuścisz i nie przeprosisz, to, to…”. „To co?” – zaciekawia się bury. „To trudno” – odpowiada. Kolejna scena – zajczyk w barze. Zamawia kawkę i ciasteczko. Ale musi iść na stronę, więc zostawia te dobroci na ladzie; po chwili wraca – a tu ktoś mu podprowadził łakoć. Sroży minę i gromkim głosem pyta: „Kto mi zeżarł ciastko? Pytam po raz ostatni – kto?”. Wtedy słyszy miśka: „Ja, a bo co?”. „Nic, nic. Popij sobie kawusią”.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 04.04.2026 06:28
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 13/2026, oprac. Ludwik Pęzioł