[Felieton „TS”] Cezary Krysztopa: Spać!
![[Felieton „TS”] Cezary Krysztopa: Spać!](https://tysol.pl/storage/files/2026/2/28/28ca72d8-129b-4ed6-8590-c2aaeedbe28e/employee-6038877.png?p=article_hero_mobile)
Mama budziła mnie o 6.30. To były biedne lata osiemdziesiąte. Jeśli się któregoś dnia spóźniłem do sklepu, mogło na przykład zabraknąć mleka, a codziennie na śniadanie jedliśmy zupę mleczną (z makaronem, z ryżem, kluskami lanymi, zacierkami - wtedy miałem tego dosyć, dziś za maminą zupą mleczną łezka mi się w oku kręci). Dopiero kiedy wróciłem z zakupami i Mama zrobiła śniadanie, budziliśmy moją młodszą Siostrę. Potem trochę jej marudzenia przy jedzeniu i przerzucania kożucha z mleka do mojego talerza, ubieranie i mogliśmy zasuwać do szkoły. Bardzo długo, również jako nastolatek, dbałem o to, żeby nie kłaść się spać później niż o 23.00. Uwielbiałem czytać książki i gdybym sam sobie takiego reżimu nie narzucił, zapewne nie sypiałbym w ogóle. A że jako dziecko byłem dość chorowity, pomagało mi to też utrzymać się w miarę na chodzie.
No, ale później zdrowotnie trochę się ogarnąłem przy pomocy intensywnego biegania, a że w międzyczasie zostałem już nieco starszym nastolatkiem, to sami wiecie, co Wam będę tłumaczył, koledzy, koleżanki, winko w krzakach, ognisko… No i się dzienny harmonogram trochę rozregulował. Tym bardziej w wakacje, kiedy z jednej strony chciało się balować do rana, a z drugiej, żeby mieć na w miarę całe spodnie, trzeba było iść na 6.00 do pracy w cegielni, albo jeszcze wcześniej do pracy w lesie. W sumie to też jakoś działało. Ciężko pracując, człowiek nie zauważał nawet, kiedy miał kaca. A dobową dawkę snu dało się opędzić jakąś drzemką w ciągu dnia. Na studiach było to jeszcze bardziej skomplikowane, bo dochodziły projekty, kolokwia, w końcu sesja egzaminacyjna. Ostatecznie nauczyłem się pracować kilka dób z rzędu bez snu, co później tym bardziej przydało się przy balowaniu, ale też w pracy w biurach projektowych, w których tryb orki nie odbiegał zbytnio od trybu na studiach.
A potem urodziło się dziecko, później drugie dziecko, trzecie dziecko… I wiecie co? Mam dziś 48 lat i bardzo chce mi się spać. Na okrągło. Pracuję w domu, więc cokolwiek twórczego mogę zrobić dopiero, kiedy wszystkie małe i większe hałaśliwe diabły tasmańskie pójdą spać. Najczęściej oznacza to, że pracę kończę o 3.00 w nocy. Zanim zdążę dobrze zasnąć, ok. 7.00 budzi mnie Żona, żebym zajął się Najmłodszym, podczas gdy ona resztę zawozi do szkoły. Potem próbuję coś jeszcze dospać, co czasem się udaje, a czasem nie. Potem zasypiam (jako pasażer, nie mam prawa jazdy) w samochodzie, w tramwaju czy w kuchni. I kiedy tak sobie, jak teraz siedzę po 2.00 w nocy, skubiąc pestki, żeby nie zasnąć przy pisaniu felietonu, nie daje mi spokoju jedna zasadnicza, wręcz obsesyjnie powracająca myśl: "Krysztopa, ty kretynie, nie mogłeś się wyspać, kiedy miałeś na to czas?".
Komentarze
Ten kierunek bije rekordy wśród polskich turystów

Ten kierunek znów staje się hitem wakacji Polaków
Koniec taniej Bułgarii? Polacy przecierają oczy po wprowadzeniu euro

Marcin Bąk: Wakacje!



