Andrzej Gajcy ujawnia: Tak Tusk chce się pozbyć Hołowni

- Karol Nawrocki złoży przysięgę prezydencką przed Zgromadzeniem Narodowym 6 sierpnia
- Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego stwierdziła ważność wyborów prezydenckich, w których wygrał kandydat wspierany przez Prawo i Sprawiedliwość
- - Jedno jest pewne: "polityczny zamach trwa nadal". Ale już nie przeciw prezydentowi. Teraz wymierzony jest w tych, którzy nie chcieli grać w niebezpieczną grę. W Hołownię, w Kosiniaka-Kamysza, w Polskę 2050. Może wkrótce także w PSL - twierdzi autor.
Gdy marszałek Sejmu Szymon Hołownia zapowiedział, że 6 sierpnia zbierze się Zgromadzenie Narodowe, by zaprzysiąc Karola Nawrockiego na prezydenta RP, stało się coś absolutnie fundamentalnego. Ta decyzja sprawiła, że "nie wydarzyło się to, co miało się wydarzyć" - nie doszło do nieuznania wyborów. Misterny plan, knuty po cichu w rządowych gabinetach, by zakwestionować legitymację wybranego prezydenta i podważyć wynik demokratycznego głosowania, legł w gruzach.
Ten ruch - formalny, niemal ceremonialny - wstrząsnął politycznym układem. W jednej chwili z twarzy rządzącej koalicji zniknął uśmiech. Donald Tusk i jego zaplecze, od tygodni nakręcający atmosferę spisku, sfałszowanych wyborów i "ruskiego tropu" w zwycięstwie Nawrockiego, zrozumieli, że przegrali. A skoro przegrali - ktoś musi za to zapłacić.
- ZUS wydał pilny komunikat
- Warszawa szykuje się na oblężenie. Kultowy zespół zagra w weekend na Narodowym
- Dzieciom zakazano zabaw na zewnątrz. Niemcy bezradni, problem już jest Polsce
- Burza w Pałacu Buckingham. Nowe fakty o królu Karolu III ujawnione po czasie
- Komunikat dla mieszkańców woj. kujawsko-pomorskiego
- Nie żyje Joanna Kołaczkowska. Legenda polskiego kabaretu
- IMGW wydał ostrzeżenie przed burzami. Alerty w kilku województwach
- Instytut Pileckiego wywołuje nowy skandal wokół komunistycznego bandyty Maksymiliana Schnepfa
- Trybunał przyznał rację opiekunom. Rząd Tuska blokuje wyrok, a świadczeń nie ma
- W ramach procedury readmisji Niemcy przysyłają imigrantów bez dokumentów, a ci i tak trafiają do Polski
"Głównym winowajcą ma być Szymon Hołownia"
W polityce lojalność kosztuje. Zdrada - jeszcze więcej. A kto nie zna ceny sprzeciwu wobec Donalda Tuska, ten prędzej czy później się o niej przekona. Tyle że w Platformie obowiązuje zasada niezmienna od lat: "Tusk nie wybacza".
"Donald Tusk nigdy nie wybacza zdrady" - wie to każdy, kto choć raz zbliżył się do niego. Dziś premier nie udaje, że nic się nie stało. Jego wpisy w mediach społecznościowych brzmią nie jak komunikaty, lecz jak ultimatum: utrzymanie koalicji jest trudne i przebudowa rządu wymaga odwagi i lojalności. Przekaz jest jasny: albo jesteś z nami, albo jesteś przeciw nam.
Zdradzie przypisano konkretne twarze. Głównym winowajcą ma być Szymon Hołownia, który - zamiast dołączyć do "frontu oporu" - wybrał państwowość ponad partyjną lojalność. Wtórował mu w tych działaniach od samego początku lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, dla którego także scenariusz podważania wyników wyborów należał do tych z gatunku szalonych i niezwykle groźnych.
To oni - według politycznych kulis - zatrzymali coś, co dziś coraz częściej nazywane jest nie "kryzysem konstytucyjnym", lecz "planowanym zamachem stanu". A jeśli tak rzeczywiście było, to polityczne konsekwencje ich wolty wbrew linii partii rządzącej, mogą być dla nich bardzo bolesne.
Dla Tuska - to zdrada.
Dla Giertycha - to wyrok.
Dla Silnych Razem - to moment, by "jechać z k...".
I już się zaczęło. Kuluary huczą od plotek o szantażach, groźbach i stawianym ultimatum. Według relacji Tusk miał zapowiedzieć, że "odbierze Hołowni partię", a jeśli dojdzie do wcześniejszych wyborów - to nie wejdzie ona do Sejmu. Paść miały także warunki: bezwzględna lojalność i posłuszeństwo. Hołownia miał odpowiedzieć krótko: "Jeśli tak się stanie, to będziesz siedział".
A co z Kosiniakiem-Kamyszem? Jego rola jest bardziej dyskretna, ale równie kluczowa. To on od początku mówił wprost, że podważanie wyborów to droga do katastrofy. To on wsparł decyzję Hołowni o zwołaniu Zgromadzenia Narodowego. To jego - jak głoszą plotki - próbowano szantażować rzekomymi taśmami obyczajowymi z czasów pierwszego małżeństwa. Czy Tusk je ma? Nie wiadomo. Ale politycy PO i PSL powtarzają: "Coś na Władka musi mieć. I musi to być coś grubego, skoro Donald ma na niego takie trzymanie".
Plan ma być następujący: Szymon Hołownia ma zostać ukarany, jego partia - Polska 2050 - rozbita, upokorzona i zniszczona. Takie sygnały płyną od kilku dni od polityków Platformy, które są następnie szybko dystrybuowane dalej, aby dotarły do wszystkich 33 posłów Polski 2050. A nocne rozmowy Hołowni z Kaczyńskim to tylko wygodny pretekst, choć traktowany jako koronny dowód na zdradę.
Tajemnicze spotkanie
Spotkanie w domu europosła PiS Adama Bielana, choć samo w sobie tajemnicze i bulwersujące, ma stać się medialnym gwoździem do trumny Hołowni. A raczej: gwoździem wykutym specjalnie dla niego przez politycznych kowali Platformy. Czy w czasie rozmowy lub rozmów z PiS-em (ta miała nie być jedyna) rzeczywiście rozmawiano o spisku? Czy padły nazwiska Radosława Sikorskiego, Rafała Trzaskowskiego, a może Kosiniaka-Kamysza jako potencjalnych premierów po Tusku? A może samego Hołowni, na poparcie którego zgodziłby się sam Jarosław Kaczyński, gdyby doszło do próby obalenia Tuska?
Tego nie wiadomo. Ale wiemy, że nie bez powodu przeciek do mediów o tym spotkaniu dotarł niczym lot błyskawicy do mediów sprzyjających obozowi władzy. Pewna plotka głosi, że za nim stał sam Adam Bielan, który już niejednokrotnie w swojej politycznej przeszłości wykonywał dla Jarosława Kaczyńskiego misję rozbijania partii, osłabiania jej lidera, by na końcu doprowadzić do jej marginalizacji i upadku.
W przypadku Hołowni i jego partii to może być właśnie taki scenariusz, bowiem nikt przy zdrowych zmysłach nie wyobraża sobie jakiejkolwiek koalicji czy współpracy na linii Kaczyński - Hołownia. A liderowi PiS na rękę jest granie na kryzys w koalicji i robienie z jednego z koalicjantów zdrajcy. A tym spotkaniem właśnie taki efekt udało się w zasadzie uzyskać.
Roman Giertych - nieformalny "numer dwa" w Platformie i głos emocji Tuska - nazwał Hołownię "dzieckiem we mgle". Wyrok zapadł. Plan? Taki sam jak niegdyś w przypadku Nowoczesnej Ryszarda Petru.
Nie byłoby tej historii bez jeszcze innego ważnego aktora - Michała Kamińskiego. Dziś senator PSL wraca w tej opowieści jako szara eminencja, duch z przeszłości PiS. Potrafi czarować i uwodzić ludzi, omotać, by uzyskać polityczny cel. Warto przypomnieć, że Kamiński wywodzi się z PiS i razem z Adamem Bielanem przed laty tworzyli duet spin doktorów Kaczyńskiego. Jego rola? Mentora, zausznika Hołowni, prowokatora. To on - mówią plotki - miał wciągnąć Hołownię w orbitę PiS-u i zaciągnąć do domu Bielana. Dlaczego?
Bo "Misiek", jak wciąż mówią o nim niektórzy w PiS, sam ma marzyć podobno o powrocie na polityczne łono Nowogrodzkiej, gdzie wciąż jednak pamiętają jego zdrady i wieszczenia o końcu PiS-u, ale - jak wiadomo - polityczne grzechy bywają odpuszczane w zamian za spektakularne przysługi. A "głowa" Hołowni na tacy to przysługa idealna.
Plan Tuska
W tej całej politycznej układance najważniejsze jest jednak to, co planuje Donald Tusk. A plan ma być prosty: "rozbić Polskę 2050 i zagarnąć jej posłów". Innymi słowy lider PO widzi okazję, by Hołowni się pozbyć. A będąc precyzyjnym, zabrać mu partię lub ją zwyczajnie jak dobrą przystawkę pożreć.
Konsumpcja już się rozpoczęła - i wygląda na to, że będzie brutalna. Bo Hołownia musi zapłacić. Za to, że Nawrocki zostanie prezydentem. Za to, że nie stanął po stronie Tuska. I za to, że - rzekomo - spiskował z PiS-em.
Do posłów Hołowni mają już trafiać pierwsze propozycje - stanowiska w rządzie, synekury w spółkach. PSL również nie próżnuje - walczy po cichu o każdą "szablę". A w tle - medialna nagonka. Pierwszym celem stała się minister Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, lojalna wobec Hołowni. Zarzut? Zatrudnienie 21-letniej córki w… partii. Nie w ministerstwie, nie w spółce Skarbu Państwa - a w partii. Ale zarzut nepotyzmu rzucono celowo - by ugodzić w wizerunek ugrupowania, które miało być "nową jakością".
To sygnał: "Możemy uderzyć w twoich ludzi. Możemy ich ubrudzić. I odsuną się od ciebie sami". Tusk już wcześniej tak grał - choćby przed dwudziestu laty z Zytą Gilowską, którą politycznie zniszczono za zatrudnienie… narzeczonej syna. Wtedy Gilowska była wielką gwiazdą PO, profesor ekonomii, znaną z dowcipu i elokwencji, mającą szansę zostać nawet premierem. Dlaczego ją zniszczono? Bo była zagrożeniem dla samego Donalda Tuska. Lista podobnych politycznych "egzekucji" jest długa. Dziś w kolejce stoi Polska 2050.
Plotki mówią, że przy nadchodzącej rekonstrukcji rządu to właśnie Polska 2050 ma stracić najwięcej. Przekaz wówczas ma być następujący: "Krzyczą, bo nie chcą oderwać się od stołków. A najbardziej przyspawał się Hołownia - do fotela marszałka".
To strategia powolnego gotowania żaby. Presja, która ma zniechęcić, zmęczyć, zdemotywować. A może nawet złamać. Jeśli któryś z posłów się złamie - Tusk z otwartymi ramionami ich przyjmie. Z ofertą, z uśmiechem - i z posadą. Taka ma być dla Hołowni kara: wybicie politycznych zębów i pozbawienia wszelkich ambicji.
"Szymon się zmienił"
Dziś Szymon Hołownia, choć nadal marszałek Sejmu, wygląda na polityka osaczonego. Krążą plotki o jego zmęczeniu, rozczarowaniu, chęci odejścia. Jego partia trzeszczy - Tomasz Zimoch zawieszony za krytykę lidera, inni milczą, ale zgrzytają zębami. Komunikacja w środku ugrupowania przypomina szum w tunelu - każdy coś słyszy, ale nikt nic nie rozumie.
Politycy Polski 2050 mówią: "Szymon się zmienił. Idzie w stronę dyktatury partyjnej". Miał podobno nie poradzić sobie z upokarzającym wynikiem w wyborach prezydenckich. A zwycięstwo Karola Nawrockiego tylko pogłębiło frustrację. Wtedy miał zrozumieć, że znajduje się na statku, z którego może szybko wypaść lub zostać wypchniętym.
Ale przecież to Hołownia - paradoksalnie - może był tym, który uratował państwo. Powstrzymał coś znacznie groźniejszego niż przegrane wybory - powstrzymał ustrojowy kryzys. Nie zgodził się podważyć demokratycznego werdyktu. I to stało się jego największym przewinieniem.
Bo może naprawdę planowano nie uznać wyniku? Może rzeczywiście Tusk i jego ludzie chcieli zatrzymać zaprzysiężenie Nawrockiego? Jeśli tak - Hołownia i Kosiniak-Kamysz "uratowali demokrację". Jeśli nie - i tak postąpili wbrew logice partyjnej, ale zgodnie z zasadą państwowej odpowiedzialności.
Jedno jest pewne: "polityczny zamach trwa nadal". Ale już nie przeciw prezydentowi. Teraz wymierzony jest w tych, którzy nie chcieli grać w niebezpieczną grę. W Hołownię, w Kosiniaka-Kamysza, w Polskę 2050. Może wkrótce także w PSL.
A gdy kurz opadnie, Karol Nawrocki wprowadzi się do Pałacu Prezydenckiego, a Platforma zliczy swoje porażki, historia może zapamięta nie tylko wybory. Zapamięta, że dwóch polityków odmówiło zabicia państwa w imię partyjnych interesów.
A zapłatą za ten akt odwagi - było wypowiedzenie im wojny przez ich własnych sojuszników. Bo w polskiej polityce najpierw zarzuca się zdradę, a potem ją wymusza
Tagi
Dwa ważne pytania dotyczące przyszłości Polski
Dwa najważniejsze pytania dotyczące przyszłości Polski
Karol Nawrocki spotkał się z Viktorem Orbanem. "Witam w Budapeszcie"



