Znajomy policjanta: Opowiadał mi znajomy policjant o rekrutacji

A że z małej miejscowości pochodził, gdzie "Wielki Świat" to raczej z telewizji i z kaset VHS (tak, tak, były takie) był znany a i do biznesu ciągot mu nie wpojono, no to do Urzędów wszelakich się udawał, z których jak się łatwo domyślić, z tzw. "kwitkiem", czyli ze zdziwieniem czy wręcz politowaniem go odprawiano. Pracy szukał pewnej i stałej, jak to kiedyś mówiono - państwowej.
Cóż było robić, pozostawały …służby. A, że potencjalny kandydat, był z wykształcenia magistrem, miał zdany w wojsku egzamin oficerski, był ideałów pełny, zdrowy i sprawny, to do dzieła. I tak to, po odprawieniu z kolejnymi kwitkami z różnych formacji (a to za duże wykształcenie i etatów dla oficerów nie mają, a to za małe doświadczenie, a to podanie na samo dno setek podań), trafił do miejscowej Komedy Miejskiej Policji. Akurat potrzebowali, funkcjonariuszy, a z pracą było niełatwo i iluś tam chętnych na jedno miejsce było. Poczytał zatem co trzeba, dokumenty potrzebne zgromadził i udał się do komórki kadrowej wspomnianej Komendy.
"Czego?"
Zaganiany Dyżurny, po wysłuchaniu w jakim celu się w Komendzie znalazł, wskazał mu telefon wiszący na ścianie korytarza i podał numer wewnętrzny. Otóż znajomy mój dokładnie znał warunki umożliwiające wstąpienie w szeregi Policji, a jednymi z ważniejszych były: uregulowany stosunek do służby wojskowej (tak, tak, był taki), średnie wykształcenie i minimum 175 cm wzrostu, wtedy jeszcze…No więc z bijącym sercem, pewny swojej przyszłej kariery jako, co najmniej i od razu, oficera śledczego albo nawet komendanta (no przecież był magistrem, a wtedy - wierzcie lub nie - aż tak wielu takich nie było) dzwoni. Telefon odebrała pani z kadr. Nieważne, że "słucham" zabrzmiało jak "czego". No więc mój znajomy mówi: "…dzień dobry, chciałem się dowiedzieć, jakie muszę spełniać warunki, aby się dostać do Policji…". "…No więc (pani na to): uregulowany stosunek do służby wojskowej, średnie wykształcenie i minimum 175 cm wzrostu…". "…A co jak się ma wyższe wykształcenie?...". I tu zniecierpliwienie, żeby nie powiedzieć pogarda, ustąpiła konsternacji: "…no to…, no to…(no czekam na te propozycję na komendanta), no to…też trzeba mieć 175 cm wzrostu…"…
Aha... "…To ja jeszcze pomyślę, dziękuję…". No chyba w komendanty od razu mnie nie wezmą, pomyślał mój znajomy. Ale pół roku później składał już uroczystą przysięgę.
p.s. Wszelkie podobieństwa do sytuacji, czasu i osób prawdziwych są… a sami sobie skończcie…
Ukrainiec wiózł plakaty propagujące nazizm. Szybka akcja Policji
Ukrywał się 16 lat. Policja znalazła go w nietypowym miejscu
Tajemnicza śmierć aktorki. Nowe informacje w sprawie Magdaleny Majtyki

Incydent w pobliżu Pałacu Prezydenckiego. Zatrzymano dwóch mężczyzn



