Szukaj
Konto

Prawo kontra narracja

Donald Tusk
Źródło: PAP | Autor: (amb) PAP/Paweł Supernak | Licencja: PAP | Donald Tusk
W polskiej polityce, a szczególnie po stronie rządzącej, coraz rzadziej chodzi o fakty, a coraz częściej o ich wygodną interpretację. Spór wokół ślubowania sędziów Trybunału Konstytucyjnego jest tego podręcznikowym przykładem.
Co musisz wiedzieć:
  • Trwa spór polityczno-prawny dotyczący procedury ślubowania sędziów Trybunału Konstytucyjnego i roli prezydenta w tym procesie
  • W Sejmie dokonano nawet nielegalnego "zaprzysiężenia" sędziów Trybunału Konstytucyjnego wbrew i bez obecności Prezydenta RP
  • Konflikt wpisuje się w szerszy spór o interpretację prawa i granice działania instytucji państwowych w Polsce

 

Dwie strony tej samej sceny – prezydencki minister i szef resortu sprawiedliwości – mówią o prawie, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że tylko jedna z nich próbuje trzymać się jego litery, podczas gdy druga testuje jego granice.

 

Dwie strony

  • Z jednej strony mamy konkret: chaos legislacyjny i brak terminowego wyboru sędziów przez parlament. W tej sytuacji – jak tłumaczy Zbigniew Bogucki – „prezydent zmuszony przez parlament (…) postanowił o wyborze dwojga sędziów”. To nie jest polityczna fantazja, tylko reakcja na realny problem, który ktoś wcześniej stworzył. Trudno mówić o „uzurpacji”, gdy działania są odpowiedzią na bezczynność lub błędy innych instytucji.
  • Z drugiej strony pojawiają się mocne słowa o łamaniu prawa i zapowiedzi postępowań karnych. Tyle że za tymi deklaracjami nie idzie przekonująca odpowiedź na kluczowy zarzut: czy można uznać za ważne ślubowanie, które – jak podkreśla Bogucki – „nie ma tutaj żadnego aktu, który można by uznać za ślubowanie”? Jeśli sama procedura budzi wątpliwości, to problem nie znika od samego nazwania go „legalnym”.

Najbardziej niepokojące nie jest jednak to, kto głośniej krzyczy. W demokracji spory są naturalne. Groźniejsze jest to, że coraz częściej zamiast rozstrzygać je na gruncie jasnych zasad, próbuje się je rozwiązywać przez presję instytucjonalną. Gdy jedna strona sięga po argument siły – w postaci śledztw czy politycznego nacisku – druga odpowiada twardo: „mnie te groźby (…) naprawdę nie przestraszą”. I w tym momencie dyskusja o prawie zamienia się w demonstrację odporności.

 

Stoimy na granicy

To chwila, w której obywatel zaczyna się gubić. Bo jeśli jedni mówią o procedurach, a drudzy o ich „interpretowaniu”, to trudno rozpoznać, gdzie kończy się prawo, a zaczyna polityka.

Stoimy dziś na granicy między państwem prawa a państwem uznaniowości. I problem nie polega na tym, że ktoś chce przejść na drugą stronę. Problem w tym, że coraz więcej decyzji podejmuje się tak, jakby most już nie był potrzebny. Bo jeśli prawo staje się tylko narzędziem w sporze, to prędzej czy później przestaje być punktem odniesienia dla kogokolwiek.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 29.04.2026 21:50
Źródło: Tysol.pl