Remigiusz Okraska: Powracająca fala nieszczęść

- Na przełomie sierpnia i września wróciła fala zwolnień grupowych.
- Przyczyn kryzysu autor upatruje przede wszystkim w wysokich kosztach energii, przenoszeniu produkcji za granicę i słabnącym popycie.
To oczywiście nie był przypadek ani poprawa sytuacji. Warto pozwolić ludziom wziąć należny urlop, aby nie płacić później za niego ekwiwalentu. Na przełomie sierpnia i września znowu ruszyła fala zwolnień. Wracamy do tuskowej rzeczywistości.
W Koszalinie zostanie zlikwidowany zakład przetwórstwa rybnego duńskiej firmy Espersen. Na bruk już trafiło 300 osób. Wkrótce znajdzie się tam kolejnych 350 osób. To tragedia dla miasta i okolicy.
Grupa Erbud podjęła decyzję o likwidacji zakładu swojej spółki zależnej MOD21. W Ostaszewie pod Toruniem zajmowała się ona budownictwem modułowym. Nowoczesny zakład działał zaledwie cztery lata. Pracę straci 130 osób.
Niemal 500 osób zwolni wielki producent urządzeń sanitarnych i ceramiki użytkowej – Cersanit. Ponad 200 z nich straci zatrudnienie w niewielkim Krasnymstawie. Pozostałe zwolnienia odbędą się w zakładach tej firmy w Starachowicach, Opocznie, Radomiu i Wałbrzychu.
W Sosnowcu zostanie zlikwidowany zakład firmy GRAMMER z branży motoryzacyjnej. Z 300-osobowej załogi część ma dostać ofertę pracy w innym zakładzie tego właściciela w Bielsku-Białej, co oznacza 2–3 godziny dojazdów codziennie.
Zwalnia nie tylko przemysł. W Krakowie, w centrum operacyjnym HSBC – dużej korporacji z sektora finansowego – tym razem na bruk trafią 134 osoby. To w ciągu zaledwie roku już trzecia redukcja zatrudnienia. W sumie ubyło 600 miejsc pracy w tym podmiocie.
Rząd to wie
Wymieniam największe i najbardziej spektakularne przypadki tylko z ostatnich dwóch tygodni. Scenariusz jest wszędzie podobny: droga energia, przenoszenie produkcji do innych krajów, słabnący popyt konsumentów.
Przyzwyczailiśmy się do takich wieści, odkąd znowu rządzą liberałowie. Jedyny ich pomysł na gospodarkę to brak pomysłu. Nawet w pandemii, nawet w obliczu wojny nie było takich fal zwolnień, do których dochodzi od roku 2024. I raczej się nie skończą.
Rząd to wie. W długoterminowej prognozie trendów Ministerstwo Finansów przyznało niedawno, że spodziewa się, iż poziom bezrobocia nie spadnie poniżej 6% aż do roku 2030.
Liberał gorzej niż nieudacznik
Gdy Prawo i Sprawiedliwość kończyło rządzić, poziom bezrobocia wynosił 5%. I nawet gdyby nic nie robić, a jedynie nie pogarszać sytuacji, powinno ono od tamtej pory stale spadać.
Każdy miesiąc to odchodzenie na emerytury osób urodzonych w rocznikach wyżu demograficznego. Każdy miesiąc to wchodzenie na rynek pracy osób z czasów, gdy dzieci rodziło się dwa, trzy razy mniej niż w pokoleniu ich rodziców i dziadków. Gdyby nie Tusk, powinniśmy mieć obecnie bezrobocie na poziomie 3,5% – góra 4%.
Nawet gdyby rządził nami nieudacznik, to sama demografia powinna zbijać bezrobocie każdego miesiąca i każdego kolejnego roku.
Niestety jest jeszcze gorzej – rządzi nami liberał, czyli skrzyżowanie głupca z dywersantem.
[Śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]





