Szukaj
Konto

Islandia mówi „nie” negocjacjom z UE. Mądry Islandczyk przed szkodą

Kampania "nei takk" przed referendum na Islandii
Źródło: Wikipedia | Autor: Rémih | Licencja: CC BY-SA 4,0 | Kampania "nei takk" przed referendum na Islandii
Islandczycy niewielką większością odrzucili możliwość wznowienia negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską. Przeciw zagłosowało 52,8 proc. uczestników referendum, za – 47,2 proc. Islandia już dziś korzysta z jednolitego rynku poprzez EOG i należy do strefy Schengen, ale pozostając poza UE zachowuje większą samodzielność m.in. w polityce rybołówstwa. Dariusz Lipiński przekonuje, że właśnie dlatego wynik referendum był przejawem politycznego pragmatyzmu.
Co musisz wiedzieć:
  • 52,8 proc. Islandczyków zagłosowało przeciw wznowieniu negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską, a 47,2 proc. opowiedziało się za ich wznowieniem.
  • Islandia pozostaje poza UE, ale uczestniczy w Europejskim Obszarze Gospodarczym i strefie Schengen, dzięki czemu jest silnie zintegrowana z europejskim rynkiem.
  • Jednym z najważniejszych argumentów przeciwników członkostwa pozostaje obawa o utratę samodzielności w polityce rybołówstwa, mającej szczególne znaczenie dla islandzkiej gospodarki.

Mechanizm wstępowania do Unii Europejskiej (a wcześniej jej poprzedniczek) był zawsze ten sam: zdroworozsądkowy. Przyszłe państwo członkowskie rezygnowało na rzecz szerszej wspólnoty z części swojej suwerenności – w dość precyzyjnie określonych obszarach – w zamian uzyskując określone korzyści. Zdroworozsądkowość przejawiała się w tym, że korzyści przeważały nad stratami. Nie znam wyjątku od tej reguły.

 

Wyniki referendum na Islandii dotyczącego powrotu do negocjacji nt. członkostwa w UE

  • 52,8% – przeciw
  • 47,2% – za
  • 82,6% – frekwencja

 

Nieatrakcyjna Unia Europejska

29 sierpnia Unia Europejska okazała się nieatrakcyjna dla Islandczyków do tego stopnia, że w referendum odmówili nie tylko akcesji – o tym na razie nie było mowy – ale nawet samego tylko wznowienia przerwanych kilkanaście lat temu negocjacji dotyczących członkostwa. Postąpili tak właśnie dlatego, że w ich przypadku powyższa reguła nie zadziałałaby. Islandczycy okazali zdrowy rozsądek.

Nawet bez członkostwa w Unii Islandia ma dziś dostęp do jednolitego rynku w ramach Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG) i do wielu unijnych programów, należy do strefy Schengen i korzysta ze swobodnego przepływu osób. Z tych powodów musi stosować się do prawa unijnego, ale będąc poza Unią nie ma wpływu na jego kształtowanie i fakt ten przytaczany był jako główny argument za akcesją wyspy.

Jeśli jednak przyjrzeć się mu bliżej, dostrzega się od razu jego złudność. Gdyby znalazła się w Unii, Islandia byłaby najmniejszym państwem członkowskim, jej ludność stanowi mniej więcej dwie trzecie populacji najmniejszej w Unii Malty. To około 0,08% populacji Unii Europejskiej, co w części „demograficznej” zasady podwójnej większości w Radzie Unii Europejskiej, wymagającej poparcia państw reprezentujących łącznie co najmniej 65% populacji Unii, byłoby kroplą w morzu i nie miało żadnego wpływu na podejmowane decyzje. Podobnie w Parlamencie Europejskim: zasiadałoby tam sześciu islandzkich posłów, a na każdego z nich przypadałoby stu dwudziestu z pozostałych państw członkowskich. Trudno doprawdy uznać, że północnoatlantycka wyspa miałaby jakikolwiek realny wpływ na kształt unijnego prawa.

Islandia jest już członkiem NATO

Inne argumenty za akcesją Islandii są jeszcze bardziej złudne. Unia, na przykład, miałaby dawać Islandii „gwarancje bezpieczeństwa”. W jaki sposób organizacja niebędąca sojuszem militarnym, której członkami są także państwa neutralne, a nawet mające neutralność zapisaną w konstytucji, miałaby gwarantować bezpieczeństwo, pozostaje tajemnicą autorów tego „argumentu”. Zresztą Islandia jest członkiem NATO, a silniejszych gwarancji nikt jej nie da.

 

Wysokie koszty akcesji do Unii Europejskiej

To tyle, jeśli chodzi o rubrykę „korzyści”, jak widać nie jest ona obszerna. Inaczej z kosztami. Wchodząc do Unii Islandia musiałaby zaakceptować wspólną politykę rybołówstwa i inne obszary, których nie obejmuje EOG, otworzyć dla Unii swoje ogromne łowiska ryb, stosować się do unijnych regulacji w tym zakresie. Jednym słowem musiałaby przekazać do Brukseli władzę nad najważniejszą gałęzią swej gospodarki, oddać swą suwerenność w stopniu nieproporcjonalnie większym niż uczyniły to inne państwa członkowskie. Unia uzyskałaby kontrolę nie tylko nad zasobami i rybołówstwem Islandii, ale i znaczną kontrolę polityczną nad wyspą.

Warto przypomnieć mało pamiętany fakt z przeszłości. W roku 1973 Grenlandia stała się członkiem Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, poprzedniczki Unii, jako część Królestwa Danii. Po uzyskaniu autonomii opuściła Wspólnotę w roku 1985. Głównym powodem była właśnie wspólna polityka rybołówstwa: mieszkańcy Grenlandii chcieli odzyskać kontrolę nad swoimi wodami i zasobami rybnymi. To doświadczenie znane jest mieszkańcom sąsiedniej Islandii. Trawestując przysłowie można powiedzieć, że okazali się mądrzy przed szkodą.

[Tytuł, lead, sekcja "Co musisz wiedzieć" i śródtytuły od Redakcji]

[Dariusz Tadeusz Lipiński - polski polityk, fizyk, nauczyciel akademicki i samorządowiec, poseł na Sejm V i VI kadencji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 03.09.2026 19:14
Źródło: Tysol.pl