Szukaj
Konto

Dlaczego Zełenski sprowokował wojnę z Polską?

Wołodymyr Zełenski
Źródło: "X" Wołodymyr Zełenski | Autor: Nieznany | Licencja: "X" Wołodymyr Zełenski | Wołodymyr Zełenski
Nie, ukraiński Żyd Zełenski nie jest wielkim miłośnikiem OUN/UPA. Nie, Polska nie jest jakimś strasznym wrogiem dla Zełenskiego. O co więc chodzi w całej burzy, którą prezydent Ukrainy z premedytacją wywołał, a jakiej nie było w relacjach ukraińsko-polskich od wielu lat? Powodów jest kilka. Zacznijmy od mniej ważnych, a skończmy na najważniejszym.
Co musisz wiedzieć:
  • Relacje Polski i Ukrainy znalazły się w centrum debaty po serii kontrowersji dotyczących symboli państwowych, polityki historycznej oraz wzajemnych gestów dyplomatycznych.
  • Autor uważa, że działania Wołodymyra Zełenskiego mogą wynikać zarówno z bieżącej sytuacji międzynarodowej, jak i wewnętrznych wyzwań politycznych stojących przed władzami Ukrainy.
  • Zdaniem autora dalsza eskalacja napięć między Warszawą a Kijowem może utrudnić współpracę obu państw i negatywnie wpłynąć na relacje polsko-ukraińskie w przyszłości.

 

Zełenski czuje się pewnie

Zacznijmy więc od tego, że Zełenski czuje, że wojna zmierza w dobrą (a przynajmniej nie złą) dla niego stronę. Gdy widzi, że jednak porażki nie odniesie, staje się bardziej zuchwały. Oczywiście nie pamięta, że obecna sytuacja wynika z pierwszych miesięcy wojny, gdy polska pomoc uratowała Ukrainę, a polski ambasador był jedynym przedstawicielem Zachodu, który trwał na posterunku w Kijowie.

Dziś na froncie postępy rosyjskie są nikłe, w takim tempie to armia Putina ma szansę zająć do końca Donbas za jakieś 2-3 lata… Ukraińcy skutecznie ograniczają możliwości ofensywne Rosjan atakami dronowymi na zaplecze frontu. No i potężne szkody czynią uderzenia w infrastrukturę paliwową w głębi kraju – w Rosji można już mówić o poważnym kryzysie z zaopatrzeniem w benzynę. Skoro już nawet szef dyplomacji USA mówi senatorom, że karta w wojnie odwraca się na stronę Kijowa, to nie ma się co dziwić, że Zełenski czuje się pewniej i ostrzej gra z krajem kluczowym dla wsparcia dla Ukrainy w czasie wojny.

 

Dlaczego Zełenski robi to co robi?

Skoro wiemy, dlaczego Zełenski ma podstawy, by robić to, co robi, to idźmy dalej: dlaczego to robi? Pierwsza odpowiedź: zmiany sojuszy. Kijów postawił na Berlin już w 2023 roku. Pamiętacie słynną wojnę zbożową? To był pretekst. Zełenski szukał pretekstu do zaatakowania Polski, bo miał już deal z Niemcami. Aczkolwiek było to jeszcze przed zmianą warty w Białym Domu. Tak czy owak, dziś widać wyraźnie: władze Ukrainy wybrały Berlin, co oznaczało uderzenie w Warszawę. Nie ma wątpliwości, jest bliski sojusz Kijowa z Niemcami. Koszty muszą spadać na Polskę. Tak było w 2023 roku, tak jest i teraz.

Ale co tak naprawdę skłoniło Zełenskiego do jazdy po bandzie z Polakami? Problemy na własnym podwórku. Nie, nie chodzi o sytuację wojenną – jak wspomniałem, ona wygląda dla Kijowa najlepiej od paru lat. Co może Zełenskiego niekoniecznie… cieszyć. Dlaczego? Ano dlatego, że ewentualne zamrożenie konfliktu – gdy Putin uzna, że w tej chwili mu się to bardziej opłaci na jakiś czas – oznacza powrót prawdziwej krajowej polityki na Ukrainie. Koniec cenzurowania mediów i faktycznego braku opozycji (która oczywiście jest, ale z racji na wojnę nie może otwarcie atakować władzy). Nieuchronność wyborów prezydenckich i parlamentarnych. Przypomnę, gdyby nie wojna, Zełenski walczyłby o utrzymanie fotela prezydenckiego, a jego partia Sługa Narodu o utrzymanie bezwzględnej większości w parlamencie już w 2024 roku.

 

Co dla Zełenskiego oznacza zawieszenie broni?

Zawieszenie broni z Rosjanami oznaczać będzie, że Zełenski nie może dłużej odkładać wyborów. I wcale nie jest powiedziane, że będzie on w nich pewny zwycięstwa, a tym bardziej jego partia. Wiadomo, że gdyby starł się z byłym głównodowodzącym sił zbrojnych Ukrainy, generałem Załużnym, to mógłby przegrać. Ostatnie miesiące zresztą są dla Zełenskiego pasmem problemów na politycznej scenie. To, że korupcja na Ukrainie jest, a sytuacja wojenna jej wręcz sprzyja, to wiemy wszyscy. Ale afera z pobieraniem „prowizji” od kontraktów z Enerhoatomem (Mindicz gate) to była dla ekipy Zełenskiego bomba atomowa. Do tego stopnia, że poleciała głowa prawej ręki prezydenta, nazywanego wręcz „wiceprezydentem” szefa Biura Prezydenta Andrija Jermaka. To był ciężki cios dla Zełenskiego. A tymczasem afera zatacza coraz większe kręgi i może uderzyć w kolejnych bliskich współpracowników prezydenta. W kontekście możliwych wyborów nie jest to korzystne dla Zełenskiego.

A wiadomo, najłatwiej przykryć takie kłopoty jakąś zewnętrzną awanturką. Wojna z Polską taką właśnie jest – zwłaszcza, że grając taką kartą Zełenski osłabia swojego obecnie głównego rywala, Petra Poroszenkę, który wcześniej uchodził za większego „nacjonalistę” niż obecna głowa państwa.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 23.06.2026 20:44
Źródło: Tysol.pl