Krzysztof "Toyah" Osiejuk: Czy Leszek Miller ma jeszcze szansę dostać robotę w Kancelarii Prezydenta?

Otóż od paru dni mam bardzo silne wrażenie, że pierwszy błąd, jaki Prezydent popełnił kompletując swój gabinet, był taki, że, skoro już tak trudno było mu zawieść przyjaciół i musiał im dać im po stanowisku, osobą sobie najbliższą nie uczynił Leszka Millera.
Dziwnie się czuję zabierając się do tej notki, a to z tego mianowicie powodu, że niemal wszystko, o czym tu mam zamiar pisać, jest oparte z jednej strony na zasłyszanych plotkach, a z drugiej, na mojej intuicji. Zostaliśmy jednak w tych dniach postawieni w takiej sytuacji, że nie widzę innej możliwości, jak tylko zdać się na to, co albo podejrzewam, albo ktoś, komu wierzę, mi opowiedział.
Otóż jakiś czas temu miałem okazję rozmawiać z pewnym niższej rangi działaczem Prawa i Sprawiedliwości, który dostąpił tego zaszczytu, że od czasu do czasu ma okazję przebywać w najbliższym towarzystwie Prezesa. Przy którejś z okazji zapytałem mojego znajomego, czy Prezes go na co dzień rozpoznaje, na co "mój" działacz opowiedział mi, że co do tego on nie ma pewności, ale faktycznie raz się zdarzyło, że ten w przelocie wykonał w stosunku do niego gest, świadczący o tym, że może jednak tak. Przy okazji, znajomy mój opowiedział mi, jak to zdarzyło mu się brać udział w tak zwanym "grillu z prezesem Kaczyńskim" zorganizowanym przez Kluby "Gazety Polskiej" i układ był taki, że przy samym grillu siedział Prezes z Tomaszem Sakiewiczem i z paroma najważniejszymi członkami Redakcji, natomiast wokół organizowały się odpowiednio większe lub mniejsze kręgi złożone z tych, co mieli nadzieję na to, że przyjdzie taki moment, że uda się do prezesa podejść i zagadać. Najczęściej bez rezultatu.
Zapytałem więc znajomego, czy to znaczy, że Sakiewicz należy do najbardziej zaufanych znajomych Prezesa i na to usłyszałem odpowiedź, której się w sumie spodziewałem, a mianowicie, że Prezes nie ufa nikomu. Nikomu. Jest dla wszystkich uprzejmy, z każdym jest gotów pogadać, a nawet współpracować, natomiast nikt nie może liczyć na to, że potrafi go sobie na zawsze zdobyć. Włącznie z Sakiewiczem, który, jeśli nawet przeżywa aktualnie swój dobry okres, to wcale nie ze względu na swoje osobiste walory, lecz na polityczny interes, który Jarosław Kaczyński zawsze znakomicie rozpoznaje.
Ponieważ znam jeszcze parę osób, które są zdecydowanie lepiej poinformowane od każdego z nas, przy innej okazji dowiedziałem się, że Jarosław Kaczyński jest odgrodzony od świata przy pomocy pewnej pani, która jeszcze w głębokim PRL-u była sekretarką u samego Przewodniczącego Rady Państwa Henryka Jabłońskiego, a dziś pozostaje w stosunku do Prezesa osobą bezgranicznie oddaną i lojalną. Jeśli ktokolwiek z nas zapragnie kontaktu z Prezesem, nie może nie przejść wcześniej przez barierę w osobie tej kobiety. To ona bowiem i nikt inny decyduje o tym, kto dostanie upragniony karnet. Ona, podobnie jak Prezes, jest osobą niezwykle uprzejmą, kontaktową, inteligentną, jednak przez to, że ten ją obdarzył pełnymi kompetencjami odnośnie organizacji jego spotkań, dzierżącą władzę całkowitą.
Słuchałem owej historii i jednocześnie myślałem sobie, że przede mną wiadomość wręcz fantastyczna. Oto, z jednej strony, Jarosław Kaczyński, a więc człowiek, który w swoim ręku trzyma wszystkie klucze do przyszłości Polski, na osobę sobie najbliższą wybrał nie któregoś z bohaterów tak zwanej "rewolucji Solidarności", a więc z towarzystwa wręcz przesiąkniętego różnorakimi zobowiązaniami, a tym samym niemal z automatu agenturą, lecz kogoś, kto poza lojalnością wobec swojego szefa nie ma nic, a na tym, jak działa System zna się, jak nikt inny. I to jest coś niezwykle pięknego. Z drugiej natomiast strony, owa historia potwierdziła moje podejrzenia i nadzieje, że nawet jeśli System przejrzy na wylot wszystkie nasze przedsięwzięcia, to do Jarosława Kaczyńskiego nie zbliży się nawet na centymetr. Z tego powodu, że on, jak już wspomnieliśmy, nie jest niczyim przyjacielem, a w ten sposób całą odpowiedzialność za wynik swojej misji bierze na siebie i tylko na siebie. A to, jak oni szydzą choćby z jego kota, słuszność mojej tezy jedynie potwierdza.
Skoro już plotkujemy, to chciałbym wspomnieć rozmowę z człowiekiem, który od wielu lat mieszka poza Polską, ale swego czasu miał okazję znać wszystkich bardziej wyróżniających się członków trójmiejskiej socjety i wedle jego relacji śp. Lech Kaczyński od pierwszego dnia, jak stał się postacią wystarczająco publiczną, by budzić zainteresowanie Systemu, został objęty pełną inwigilacją w postaci całej sieci towarzyskich relacji, z których przyjaźń ze znanym nam aż nazbyt dobrze Januszem Kaczmarkiem była zaledwie drobnym elementem. Z opowieści, jaką usłyszałem od mojego znajomego, wynika, że ponieważ Lech Kaczyński, w odróżnieniu od swego brata, był osobą bardzo towarzyską, miał do ludzi większe zaufanie, znacznie łatwiej przechodził z ludźmi na ty, no i oczywiście miał też znacznie więcej przyjaciół, System nie miał najmniejszego problemu, by zbliżyć się do niego na wyciągnięcie choćby i noża. To wszystko są oczywiście niepotwierdzone plotki, ale ja osobiście jestem bardzo chętny, by je traktować poważnie, pamiętając choćby czas, kiedy to w różnych latach jednymi z najważniejszych ludzi przy Lechu Kaczyńskim były tak fantastyczne osoby, jak Michał Kamiński, Elżbieta Jakubiak, Joanna Kluzik-Rostkowska, Piotr Kownacki, czy Ewa Ziomecka.
Dziś Lech Kaczyński, przygnieciony smoleńską mgłą, oczywiście już nie żyje, natomiast my znów mamy swojego prezydenta, cudownego wręcz Andrzeja Dudę i, jak niestety wiele na to wskazuje, stoimy wobec dokładnie tego samego problemu, co przed laty. A ja go mogę opisać tylko w jeden sposób. Otóż od paru dni mam bardzo silne wrażenie, że pierwszy błąd, jaki Prezydent popełnił kompletując swój gabinet, był taki, że, skoro już tak trudno było mu zawieść przyjaciół i musiał im dać im po stanowisku, osobą sobie najbliższą nie uczynił Leszka Millera. Jestem pewien, że Miller, jako aktualnie na bezrobociu, byłby po pierwsze lojalny, po drugie wybitnie kompetentny, no a przede wszystkim zadbałby o to, by do jego szefa nie miała dostępu post-solidarnościowa agentura. I jeśli ktoś myśli, że to żart, niech się puknie w czoło.
Jutro jadę do Warszawy, gdzie od wczoraj trwają targi książki Historycznej. Od godziny 10 rano będę obecny na stoisku nr 11, podpisując książki i służąc rozmową na każdy temat, może z wyjątkiem ponadczasowych wartości współczesnej polskiej powieści. Jeśli ktoś nie jest w stanie przjść, zapraszam na mój blog www.toyah.pl, gdzie znajdują się linki do moich wszystkich książek. Dziękuję.
Otóż jakiś czas temu miałem okazję rozmawiać z pewnym niższej rangi działaczem Prawa i Sprawiedliwości, który dostąpił tego zaszczytu, że od czasu do czasu ma okazję przebywać w najbliższym towarzystwie Prezesa. Przy którejś z okazji zapytałem mojego znajomego, czy Prezes go na co dzień rozpoznaje, na co "mój" działacz opowiedział mi, że co do tego on nie ma pewności, ale faktycznie raz się zdarzyło, że ten w przelocie wykonał w stosunku do niego gest, świadczący o tym, że może jednak tak. Przy okazji, znajomy mój opowiedział mi, jak to zdarzyło mu się brać udział w tak zwanym "grillu z prezesem Kaczyńskim" zorganizowanym przez Kluby "Gazety Polskiej" i układ był taki, że przy samym grillu siedział Prezes z Tomaszem Sakiewiczem i z paroma najważniejszymi członkami Redakcji, natomiast wokół organizowały się odpowiednio większe lub mniejsze kręgi złożone z tych, co mieli nadzieję na to, że przyjdzie taki moment, że uda się do prezesa podejść i zagadać. Najczęściej bez rezultatu.
Zapytałem więc znajomego, czy to znaczy, że Sakiewicz należy do najbardziej zaufanych znajomych Prezesa i na to usłyszałem odpowiedź, której się w sumie spodziewałem, a mianowicie, że Prezes nie ufa nikomu. Nikomu. Jest dla wszystkich uprzejmy, z każdym jest gotów pogadać, a nawet współpracować, natomiast nikt nie może liczyć na to, że potrafi go sobie na zawsze zdobyć. Włącznie z Sakiewiczem, który, jeśli nawet przeżywa aktualnie swój dobry okres, to wcale nie ze względu na swoje osobiste walory, lecz na polityczny interes, który Jarosław Kaczyński zawsze znakomicie rozpoznaje.
Ponieważ znam jeszcze parę osób, które są zdecydowanie lepiej poinformowane od każdego z nas, przy innej okazji dowiedziałem się, że Jarosław Kaczyński jest odgrodzony od świata przy pomocy pewnej pani, która jeszcze w głębokim PRL-u była sekretarką u samego Przewodniczącego Rady Państwa Henryka Jabłońskiego, a dziś pozostaje w stosunku do Prezesa osobą bezgranicznie oddaną i lojalną. Jeśli ktokolwiek z nas zapragnie kontaktu z Prezesem, nie może nie przejść wcześniej przez barierę w osobie tej kobiety. To ona bowiem i nikt inny decyduje o tym, kto dostanie upragniony karnet. Ona, podobnie jak Prezes, jest osobą niezwykle uprzejmą, kontaktową, inteligentną, jednak przez to, że ten ją obdarzył pełnymi kompetencjami odnośnie organizacji jego spotkań, dzierżącą władzę całkowitą.
Słuchałem owej historii i jednocześnie myślałem sobie, że przede mną wiadomość wręcz fantastyczna. Oto, z jednej strony, Jarosław Kaczyński, a więc człowiek, który w swoim ręku trzyma wszystkie klucze do przyszłości Polski, na osobę sobie najbliższą wybrał nie któregoś z bohaterów tak zwanej "rewolucji Solidarności", a więc z towarzystwa wręcz przesiąkniętego różnorakimi zobowiązaniami, a tym samym niemal z automatu agenturą, lecz kogoś, kto poza lojalnością wobec swojego szefa nie ma nic, a na tym, jak działa System zna się, jak nikt inny. I to jest coś niezwykle pięknego. Z drugiej natomiast strony, owa historia potwierdziła moje podejrzenia i nadzieje, że nawet jeśli System przejrzy na wylot wszystkie nasze przedsięwzięcia, to do Jarosława Kaczyńskiego nie zbliży się nawet na centymetr. Z tego powodu, że on, jak już wspomnieliśmy, nie jest niczyim przyjacielem, a w ten sposób całą odpowiedzialność za wynik swojej misji bierze na siebie i tylko na siebie. A to, jak oni szydzą choćby z jego kota, słuszność mojej tezy jedynie potwierdza.
Skoro już plotkujemy, to chciałbym wspomnieć rozmowę z człowiekiem, który od wielu lat mieszka poza Polską, ale swego czasu miał okazję znać wszystkich bardziej wyróżniających się członków trójmiejskiej socjety i wedle jego relacji śp. Lech Kaczyński od pierwszego dnia, jak stał się postacią wystarczająco publiczną, by budzić zainteresowanie Systemu, został objęty pełną inwigilacją w postaci całej sieci towarzyskich relacji, z których przyjaźń ze znanym nam aż nazbyt dobrze Januszem Kaczmarkiem była zaledwie drobnym elementem. Z opowieści, jaką usłyszałem od mojego znajomego, wynika, że ponieważ Lech Kaczyński, w odróżnieniu od swego brata, był osobą bardzo towarzyską, miał do ludzi większe zaufanie, znacznie łatwiej przechodził z ludźmi na ty, no i oczywiście miał też znacznie więcej przyjaciół, System nie miał najmniejszego problemu, by zbliżyć się do niego na wyciągnięcie choćby i noża. To wszystko są oczywiście niepotwierdzone plotki, ale ja osobiście jestem bardzo chętny, by je traktować poważnie, pamiętając choćby czas, kiedy to w różnych latach jednymi z najważniejszych ludzi przy Lechu Kaczyńskim były tak fantastyczne osoby, jak Michał Kamiński, Elżbieta Jakubiak, Joanna Kluzik-Rostkowska, Piotr Kownacki, czy Ewa Ziomecka.
Dziś Lech Kaczyński, przygnieciony smoleńską mgłą, oczywiście już nie żyje, natomiast my znów mamy swojego prezydenta, cudownego wręcz Andrzeja Dudę i, jak niestety wiele na to wskazuje, stoimy wobec dokładnie tego samego problemu, co przed laty. A ja go mogę opisać tylko w jeden sposób. Otóż od paru dni mam bardzo silne wrażenie, że pierwszy błąd, jaki Prezydent popełnił kompletując swój gabinet, był taki, że, skoro już tak trudno było mu zawieść przyjaciół i musiał im dać im po stanowisku, osobą sobie najbliższą nie uczynił Leszka Millera. Jestem pewien, że Miller, jako aktualnie na bezrobociu, byłby po pierwsze lojalny, po drugie wybitnie kompetentny, no a przede wszystkim zadbałby o to, by do jego szefa nie miała dostępu post-solidarnościowa agentura. I jeśli ktoś myśli, że to żart, niech się puknie w czoło.
Jutro jadę do Warszawy, gdzie od wczoraj trwają targi książki Historycznej. Od godziny 10 rano będę obecny na stoisku nr 11, podpisując książki i służąc rozmową na każdy temat, może z wyjątkiem ponadczasowych wartości współczesnej polskiej powieści. Jeśli ktoś nie jest w stanie przjść, zapraszam na mój blog www.toyah.pl, gdzie znajdują się linki do moich wszystkich książek. Dziękuję.

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Data publikacji: 25.11.2016 16:00
Komentarze
PiS i Rozwój Plus: Separacja bez orzekania o winie
12.08.2026 21:07

Komentarzy: 0
Mogę występować w roli wyborczego kombatanta PiS, ponieważ głosuję na partię Jarosława Kaczyńskiego ponad 20 lat, w życiu wyborcy to całe wieki. Zatem obserwowałem wszystkie przewagi, ale także grzechy i zaniechania; odchylenia prawicowe i lewicowe; zdrajców i rewizjonistów; odejścia i powroty. Dużo tego było, nie narzekałem na brak emocji, nabawiłem się nadciśnienia, pozbyłem się złudzeń.
Czytaj więcej
Kolejne odejścia z PiS. Wybrali Rozwój Plus Morawieckiego
11.08.2026 17:14

Komentarzy: 0
Kolejne osoby związane z PiS przechodzą do organizacji Mateusza Morawieckiego. Jak ustaliła Wirtualna Polska, wypowiedzenia złożyło dwóch pracowników biura prasowego. Mają rozpocząć pracę dla Rozwoju Plus.
Czytaj więcej
Nowa odsłona sporu prezesa PiS z Komosą. Jarosław Kaczyński skierował pozew do sądu
11.08.2026 08:26

Komentarzy: 0
Nowa odsłona sporu Jarosława Kaczyńskiego ze Zbigniewem Komosą. Prezes Prawa i Sprawiedliwości skierował przeciwko aktywiście pozew, w którym domaga się 30 tys. zł oraz zakazu stawiania przez niego wieńców. Sprawa ma dotyczyć napisu umieszczonego na wieńcu podczas jednej z miesięcznic smoleńskich. Pierwsza rozprawa ma odbyć się 30 września.
Czytaj więcej
"To nigdy nie będzie twoja Polska". Miller ostro do Panczenko
10.08.2026 17:32

Komentarzy: 0
Natalia Panczenko mówiła podczas manifestacji o "swojej Polsce". Leszek Miller nie pozostawił jej słów bez odpowiedzi. Były premier opublikował komentarz, w którym napisał o "Wołyniu i kościach pomordowanych".
Czytaj więcej
Kto wygra walkę o duszę prawicy
09.08.2026 19:45

Komentarzy: 0
Rozpad PiS nie jest przede wszystkim wynikiem osobistych animozji, to raczej efekt procesu wyczerpywania się formuły głównych, polskich partii politycznych. Formacje Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska przestały być atrakcyjne dla niemal połowy wyborców. Nie ma już większego znaczenia, czy Mateusz Morawiecki został z Prawa i Sprawiedliwości wypchnięty, czy też od dawna planował swoje wyjście. Rozwód jest bolesny, choć obie strony robią wszystko, by nie spalić za sobą wszystkich mostów. Wśród polityków obu zwaśnionych dziś stron panuje przekonanie, że prędzej czy później nastąpi ponowne połączenie. Pewnie najistotniejsze jest, na jakich odbędzie się to warunkach.
Czytaj więcej