Tadeusz Płużański: Nie zapominajmy o Jastrzębiu

Z uczestnikami strajku w „Manifeście Lipcowym”, który otworzył drogę do porozumienia Jastrzębskiego jest jeden problem – wielu opuściło Śląsk po brutalnych represjach stanu wojennego, a jeżeli zostali, na ogół nie uczestniczą w życiu politycznym. Los nie był dla nich łaskawy. Ich dziadowie brali udział w powstaniach śląskich, ojcowie byli przymusowo wcielani do Wehrmachtu, a potem doświadczali gehenny powojennych obozów dla Niemców, mimo że czuli się Polakami.
/ maps google
 
Łatwiej było tym, którzy przybyli tu z innych regionów Polski w poszukiwaniu pracy, ale ich władza ludowa też nie oszczędzała. W wolnej Polsce nie przyjęli postawy roszczeniowej, przestrzegają jednak przed odejściem od ideałów Sierpnia, które mają w sercu. O jedno mają pretensje – że Porozumienie Jastrzębskie, jedno z trzech porozumień Sierpnia, choć podpisane 3 września, jest dziś pomijane, że o Jastrzębiu się nie pamięta. Zmieniło się to dopiero niedawno. W 27. rocznicę podpisania Porozumienia Jastrzębskiego prezydent Lech Kaczyński nadał ordery uczestnikom tamtych wydarzeń, za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce.
 
Czesław Kłosek: - W porównaniu z górnikami z kopalni „Wujek”, my jesteśmy zapomniani, wystarczy spojrzeć na ich pomnik i nasz pomniczek. Nie chodzi tu o liczbę ofiar, ale o sam fakt, że władza strzelała do ludzi. Nam udało się przeżyć, im nie – czysto medyczny przypadek. Wszyscy dziwią się: „Tak poszarpany i żyjesz”. Teraz jest ostatni moment, aby mówić o tym, co tu się stało, o porozumieniu, o Jastrzębiu. Przypominać, że to był ogromny ruch społeczny, zapoczątkowany przez zwykłych ludzi. Nie wszyscy potrafili skonsumować to zwycięstwo i o nic trzeba szczególnie pamiętać.

Grzegorz Stawski: - Dzięki strajkom na Śląsk, które objęły całą masę zakładów, nastąpił zwrot w negocjacjach w Gdańsku i Szczecinie. Gdyby ich nie było, porozumienia podpisane przez Wałęsę i Jurczyka mogły inaczej wyglądać. Tam były tradycyjne miejsca sprzeciwu społecznego, Śląsk w tak wyraźny sposób wcześniej nie występował. Władza bała się, że strajk będzie się dalej rozszerzał, co groziło ogromnymi stratami gospodarczymi.
Uczestnicy tamtych wydarzeń zgadzają się, że Porozumienie Jastrzębskie odebrało władzy możliwość rozmycia sukcesu gdańskiego, stanowiło przypieczętowanie zrywu. Po 31 sierpnia partia poczuła się już pewnie, potrzebny był dalszy nacisk. Gdyby nie strajki jastrzębskie, mogło nie dojść do powstania Solidarności.

Euzebiusz Bogdanik: - Przełomowe momenty nacisku na władzę w 1980 r., podobnie zresztą, jak w 1988 r. przed okrągłym stołem to był Śląsk. Pomijając te wydarzenia, podcinamy jeden z głównych filarów Solidarności w Polsce i korzenie całego Związku.

Zdaniem Grzegorza Stawskiego głównym powodem deprecjonowania Porozumienia Jastrzębskiego jest kontrowersyjna, podstawiona przez władze osoba Jarosława Sienkiewicza: - On dopiero pod koniec strajku został przewodniczącym komisji negocjacyjnej, gdzie pełnił w zasadzie funkcję reprezentacyjną. Niekwestionowanym przywódcą strajku był Stefan Pałka, który po wyrzuceniu Sienkiewicza został szefem regionu. Drugą niezwykle ważną osobą był Tadeusz Jedynak, najtwardszy negocjator po naszej stronie, który wprowadził zasadę, że nie przechodzimy do następnego punktu, zanim nie zakończymy poprzedniego. Dzięki niemu górnictwo miało wolne soboty i niedziele, zapisy dotyczące emerytur.
 
 
 
W Sierpniu 1980 nastroje strajkowe objęły całą Polskę. Nieprzypadkowo jednak ognisko zapalne znalazło się w Jastrzębiu. Tu, obok huty „Katowice”, było największe skupisko robotnicze w regionie.

W nocy z 27 na 28 sierpnia rozpoczyna się strajk w KWK „Manifest Lipcowy” w Jastrzębiu, zatrudniającej ok. 5500 pracowników. Między drugą a trzecią zmianą do załogi zebranej w cechowni przemawia Stefan Pałka, informując o wydarzeniach na Wybrzeżu. Spontaniczne kompletowany jest Komitet Strajkowy. Ostatecznie wybranych zostaje 20 osób, m. in. Stefan Pałka (przewodniczący), Tadeusz Jedynak, Kazimierz Włodarek, Janusz Jarliński.

Czesław Kłosek: - Mimo apelu dyrekcji, żeby się nie gromadzić, w cechowni zebrało się 2 tysiące górników z nocnej zmiany. Kiedy chcieliśmy już zjechać na dół, na kwietnik przed cechownią wyskoczył Stefan Pałka i powiedział, żebyśmy zostali, bo drugi raz tak się nie zbierzemy.
- Wyprowadzenie ludzi z cechowni to był psychologicznie świetny manewr, bo tam było mnóstwo świateł, wszyscy byli widoczni, a na placu widać było tyko Stefana, reszta stała w półmroku, była anonimowa. To dawało szansę, że strajk się utrzyma – podkreśla Grzegorz Stawski. – Dyrekcja w różny sposób próbowała rozbić strajk. Na odprawie dozoru dyrektor wściekał się: „Brać za mordę swoje załogi, zjeżdżać na dół oddziałami, rozwalać to wszystko”. I wtedy nie wytrzymałem, coś we mnie pękło. Miałem 25 lat, pracowałem od niedzieli do niedzieli w imię tego, że jakiś idiota zaplanował 200 mln ton węgla. Ile można dostawać po pysku i nie reagować? Człowiek ma swoją godność. Odwróciłem hełm daszkiem do tyłu i powiedziałem: „Panie dyrektorze, wypowiadam panu posłuszeństwo, idę do tych ludzi, z którymi na co dzień pracuję, tam jest moje miejsce”. Z dwoma kolegami poszliśmy do strajkujących jako delegacja dozoru. Stefan Pałka przedstawił nas. To był jeden z dwóch momentów w życiu, kiedy się bałem. Bałem się, jak nas górnicy przyjmą. Wtedy był totalny konflikt między górnikami a dozorem, bo my przykręcaliśmy śrubę, ale oni nie wiedzieli, że nas też dyrekcja ciśnie. Przywitano nas oklaskami. W Komitecie Strajkowym pilnowałem spraw dozoru.
Górnicy „Manifestu” pamiętają pierwsze postulaty: wolne soboty i niedziele, zniesienie czterobrygadówki, buty, gumowe rękawice, zupy i pralnia. Takie pierwsze bolączki.

Czesław Kłosek: - Odwaga stanięcia tej nocy była nieporównywalna do tego, co jest teraz. Dzisiaj każdy chłystek może stanąć i powiedzieć, ze mu się premier nie podoba. Wtedy wiedzieliśmy, że podobnie myślimy. Patrzyłem tylko, czy za mną są inni. W grudniu, kiedy zaczęli do nas strzelać, też rozejrzałem się dookoła. W pewnym momencie można było zrobić krok do przodu i zostać samemu.
 
 
 
Drugiego dnia dla strajkujących z „Manifestu Lipcowego” dołączyła delegacja z kopalni „Borynia” w Jastrzębiu i powstał pierwszy na Śląsku Międzyzakładowy Komitet Strajkowy z przewodniczącym Jarosławem Sienkiewiczem. W skład MKS, jako przedstawiciele „Manifestu Lipcowego”, wchodzą: Stefan Pałka, Tadeusz Jedynak, Kazimierz Włodarek, Janusz Jarliński, Grzegorz Stawski. Pod koniec negocjacji z komisją rządową w MKS Jastrzębie było już 56 strajkujących załóg, w tym 28 z kopalń.

Czesław Kłosek: - Ludzie nie spali po nocach. Cały czas staliśmy na placu, utrzymywaliśmy szpaler, żeby delegacja rządowa czuła nasz oddech, presję kilku tysięcy ludzi. Dzisiaj, kiedy ktoś mówi, że wystarczyło przespać się na styropianie, to ja odpowiadam, że styropianu nie mieliśmy. To była zwykła dykta, rozkładana z pudeł.

Warunkiem dalszych rozmów MKS było podanie przez władze do publicznej wiadomości, że Śląsk strajkuje i popiera postulaty Wybrzeża.
Czesław Kłosek: - Dopiero trzeciego dnia powiedziano, że coś się u nas dzieje, że podpisaliśmy porozumienie, ale my wtedy nic nie podpisaliśmy. Na placu zrobił się wieki szum, bo z jednej strony wicepremier Aleksander Kopeć mówił nam, że ma dobre zamiary, a telewizji zobaczyliśmy coś zupełnie innego.
Kiedy strajkujący dowiedzieli się, że informacja o Jastrzębiu ukazała się tylko w śląskim wydaniu dziennika, wysłali delegację do Gdańska, która przywiozła 21 postulatów.

- Do postulatów Wybrzeża dołączyliśmy swoje, typowo socjalne – podwyższenie płac, deputat węglowy, dodatki stabilizacyjne, karta górnika, emerytura po 25 latach – wymienia Grzegorz Stawski. – Młody człowiek, który czyta dziś te postulaty, nie zrozumie, co to znaczy zwiększyć podaż mięsa, podnieść jego jakość, nie zatrudniać pracowników na rzecz kierownictwa zakładu pracy, płacić dodatki szkodliwe, że te rzeczy mogą nie być realizowane. Wiele z nich obowiązuje jednak do dziś, jako ewangelia dla działalności związków zawodowych w górnictwie.
Stawski podkreśla również, że Porozumienie Jastrzębskie było jedynym podpisanym bez doradców: - To było wyłącznie nasze dzieło, od początku do końca, a przecież nie mieliśmy wykształcenia prawniczego, ekonomicznego. Może to również jest przyczyna jego deprecjonowania, „bo cóż ci robole mogli mądrego wymyślić?”.

Czesław Kłosek: - Było dużo huraoptymistycznych postulatów, wynikających z nastroju chwili. Zdarzało się, że nad jakąś sprawą dyskutowaliśmy po kilak godzin, a potem okazywało się, że trzeba to w ogóle odrzucić. Nie wiedzieliśmy wtedy, co jest realne, a co nie. Jednak jeśli oni odrzucali nasze postulaty bez jakiejkolwiek dyskusji, to przy innych sprawach, nawet jeśli przedstawiali jakieś argumenty, my mówiliśmy: nie. To były ciągłe przepychanki. Próbowałem przeforsować postulat o przywróceniu nazwy „Zofiówka”, ale ktoś powiedział: „Daj spokój, mamy ważniejsze sprawy”. Nazwa „Zofiówka” powróciła w 1990 r. Po długiej dyskusji władza zapewniła bezpieczeństwo dla przywódców strajku.
Grzegorz Stawski: - To była gotowa lista proskrypcyjna w stanie wojennym, z pełnymi danymi personalnymi, adresami, imionami rodziców.
W Jastrzębiu głównym postulatem, a zarazem punktem spornym nie były wolne związki zawodowe – to podpisano w Gdańsku – ale wolne soboty.

- Nie chodziło nam o tzw. gierkowskie soboty, których było 12 czy 14 w roku, ale o wszystkie soboty i niedziele dla górnictwa – tłumaczy Grzegorz Stawski. – Nie kwestionowaliśmy konieczności wydobycia w soboty, ale na zasadach pełnej dobrowolności, za konkretne wynagrodzenie.
 

3 września 1980 r., po trwających ponad dobę negocjacjach, o godz. 5.00 zostaje podpisane porozumienie między MKS przy „Manifeście Lipcowym” a komisją rządową. Protokół gwarantuje realizację postulatów porozumień gdańskich i szczecińskich, postulatów załóg strajkujących dotyczących spraw branżowych, płacowych i socjalno-bytowych, wprowadzenia od 1 stycznia wszystkich wolnych sobót i bezwzględnego przestrzegania zasady dobrowolności pracy w dniach ustawowo wolnych. W imieniu MKS protokół podpisało 14-osobowe prezydium, w tym Jarosław Sienkiewicz (przewodniczący), Stefan Pałka i Tadeusz Jedynak (wiceprzewodniczący). Stronę rządową reprezentował wiceprezes Rady Ministrów Aleksander Kopeć. MKS przekształca się w Międzyzakładowy Komitet Robotniczy.

Grzegorz Stawski pilnował przepisywania porozumienia: - Tekst dyktował niejaki Puszczewicz ze strony rządowej. Kiedy zobaczyłem, że w miejsce wynegocjowanego zapisu o wszystkich wolnych sobotach i niedzielach, chce wpisać soboty gierkowskie, kazałem go odsunąć. Tuż przed końcem negocjacji porozumienie było zagrożone. Jakiś funkcjonariusz SB chciał podpalić plac drzewa na kopalni „Moszczenica”, ale został złapany przez nasze straże. W momencie podpisania kilku dziennikarzom wypadły kabury spod koszul. Niewielu zachodnich dziennikarzy zdążyło przyjechać z Gdańska do Jastrzębia, chyba nie wiedzieli, gdzie to nasze miasto się mieści. Skończyliśmy około godziny 5 nad ranem. Po podpisaniu porozumienia śpiewaliśmy hymn. To nie było wymuszone, ale spontaniczne, aż ciarki przechodziły po plecach. Po tamtej stronie też było wzruszenie, szczególnie nie krył tego Kopeć. Na zewnątrz było czarno od ludzi, człowiek na człowieku.

Euzebiusz Bogdanik był po drugiej stronie płotu: - Wszyscy czekali, bo porozumienie miało być podpisane wieczorem. Przez głośniki usłyszeliśmy komunikat wicepremiera Kopcia i przewodniczącego Sienkiewicza o zakończeniu strajku. Była euforia, „Jeszcze Polska” i inne pieśni patriotyczne i kościelne. Dopiero wtedy poczuliśmy zmęczenie.

Porozumienie przekroczyło marzenia strajkujących – osiągnęli wszystko, co chcieli. Przede wszystkim nie spodziewali się, że władza zaakceptuje wolne soboty, niedziele i emerytury. Była jednak świadomość, że to dopiero początek, że pod groźbą rozszerzenia strajku komisja rządowa poszła na dużo większe ustępstwa, niż mogła, że teraz trzeba będzie walczyć o dotrzymanie porozumienia. Młodsi pamiętali 1970 i 1976 r., starsi 1956 r.. Pierwsze poważne ostrzeżenie przyszło w marcu, kiedy w Bydgoszczy pobito Jana Rulewskiego.

Grzegorz Stawski: - 1981 r. to było ciągłe naruszanie porozumienia, straszenie ludzi: „jeśli nie przyjdziesz w sobotę będziesz miał bumelę”. Stefan Pałka miał ciężki wypadek samochodowy, ja też wylądowałem z kierowcą w rowie. A potem przyszedł stan wojenny – do dacha chłopcy salutować, a dół fedrować. Zakłady zostały zmilitaryzowane i dyskusje się skończyły.

Czesław Kłosek: - Jaruzelski poprosił o 90 dni spokoju, a wyszła z tego noc stanu wojennego i 10 lat represji i zastoju.
Zdaniem Czesława Kłoska Sierpień przyszedł 25-30 lat za późno, bo społeczeństwo było bardzo zdeprawowane po 40 latach komunizmu i nie miało już przyzwoitości pokolenia przedwojennego. W grudniu 1981 r. Kłosek ledwo uszedł z życiem. Dzisiaj skończył się dla niego czas protestu, a zaczął czas kompetencji.
 
Grzegorz Stawski:
Pracownik dozoru, sztygar kopalni „Manifest Lipcowy”. Kiedy z ramienia MKS Jastrzębie podpisywał porozumienie z władzą miał 25 lat. Członek Prezydium MKR Solidarność w Jastrzębiu. Od 13 grudnia 1981 r. internowany, m.in. w Uhercach w Bieszczadach. Wielokrotnie zatrzymywany i zwalniany z pracy. W sierpniu 1988 r. współorganizator strajku w KWK „Manifest Lipcowy”, członek Prezydium MKS i rzecznik prasowy. W 1989 r. uczestnik obrad „Okrągłego Stołu” w zespole ds. gospodarki i polityki społecznej. Po reaktywacji „Solidarności” w 1989 r. pełnił wiele funkcji związkowych. W 1995 r. wiceprzewodniczący Wojewódzkiego Sztabu Wyborczego Lecha Wałęsy w wyborach prezydenckich. Od 1996 r. prowadzi własną działalność gospodarczą. W kwietniu 2007 r. odznaczony przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.
 
Czesław Kłosek:
Uczestnik strajków 1980 r., ranny podczas pacyfikacji kopalni „Manifest Lipcowy” 15 grudnia 1981 r. (rana postrzałowa szyi z wlotem w podbródek, pocisk tkwi do dziś w trzonie kręgu szyjnego, z kopalni wyjechał ostatnią sanitarką, po długim oczekiwaniu, gdyż karetki pogotowia nie były dopuszczane do rannych), uczestnik strajków 1988 r. Dziś nie może pracować na dole, jest na rencie. Oskarżyciel posiłkowy w procesie morderców z „Wujka” i „Manifestu Lipcowego”. W 1994 r. rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Śląskim, doradzał kolegom z kopalni „Zofiówka” (dawny „Manifest Lipcowy”). Specjalizuje się w prawie pracy i prawie europejskim.
 
Euzebiusz Bogdanik:
W sierpniu 1980 r. maszynista lokomotyw spalinowych, obsługiwał transport kolejowy w kopalniach i między kopalniami. 13 grudnia uniknął internowania, schował związkowy sztandar, zabezpieczył dokumenty finansowe. Uczestnik grudniowych strajków w swoim macierzystym zakładzie – kopalni „Moszczenica” w Jastrzębiu. Potem wiceprzewodniczący Komisji Zakładowej Solidarności w „Manifeście Lipcowym”, delegat na śląskie zjazdy „S”, od 1989 r. na rencie, ale nadal czynny w życiu publicznym – m.in. w komitetach obywatelskich, radny w Jastrzębiu.
 

 

POLECANE
Kaczyński odpowiedział Tuskowi. Padły mocne słowa z ostatniej chwili
Kaczyński odpowiedział Tuskowi. Padły mocne słowa

"Wbrew temu, co próbują wmówić społeczeństwu niektórzy, my chcemy wygrać w uczciwych wyborach – i to uczynimy" – zapowiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński odnosząc się w ten sposób do wpisu premiera Donalda Tuska.

Rodriguez zwróciła się do Trumpa. Zwrot o 180 stopni z ostatniej chwili
Rodriguez zwróciła się do Trumpa. Zwrot o 180 stopni

Tuż po ataku USA na Caracas wiceprezydent Wenezueli Delcy Rodriguez przyjęła buntowniczą postawę. Teraz nastąpił zwrot o 180 stopni – tymczasowa prezydent kraju wzywa Waszyngton do nawiązania stosunków "pełnych szacunku".

Groźny wypadek w Małopolsce. Trwa akcja ratunkowa z ostatniej chwili
Groźny wypadek w Małopolsce. Trwa akcja ratunkowa

W miejscowości Stadniki w powiecie myślenickim (woj. małopolskie) doszło do groźnego wypadku. Osobowy bus wjechał do rowu. Kierowca jest poważnie ranny – informuje w poniedziałek rano RMF FM.

26 państw UE wydało wspólne oświadczenie ws. Wenezueli z ostatniej chwili
26 państw UE wydało wspólne oświadczenie ws. Wenezueli

Poszanowanie woli narodu wenezuelskiego pozostaje jedynym sposobem na rozwiązanie kryzysu w Wenezueli - podkreślono w wydanym w niedzielę oświadczeniu, które poparło 26 państw członkowskich Unii Europejskiej, bez Węgier. UE wezwała w nim do przestrzegania prawa międzynarodowego.

Jak wypadli Polacy w Innsbrucku? Tomasiak znów w czołówce Wiadomości
Jak wypadli Polacy w Innsbrucku? Tomasiak znów w czołówce

Kacper Tomasiak był ósmy, Dawid Kubacki - 30., Maciej Kot - 38., a Kamil Stoch - 41. w trzecim konkursie narciarskiego Turnieju Czterech Skoczni w Innsbrucku. Wygrał Japończyk Ren Nikaido. Drugie miejsce zajął prowadzący w imprezie i Pucharze Świata Słoweniec Domen Prevc.

Znana wokalistka przekazała niepokojące wieści. Fani nie będą zachwyceni Wiadomości
Znana wokalistka przekazała niepokojące wieści. Fani nie będą zachwyceni

Polska wokalistka rockowa Urszula musiała w ostatniej chwili odwołać zaplanowany na 5 stycznia 2026 koncert kolędowy we Wrzesińskim Ośrodku Kultury. Powodem okazały się problemy zdrowotne po intensywnym sylwestrze. Artystka, która niedawno wystąpiła w Sylwestrowej Mocy Przebojów w Polsacie, poinformowała o tym fanów na swoim profilu na Facebooku.

Rekordowo niska punktualność. Deutsche Bahn w kryzysie Wiadomości
Rekordowo niska punktualność. Deutsche Bahn w kryzysie

Niemieckie koleje Deutsche Bahn zakończyły 2025 rok kolejnym pogorszeniem punktualności w segmencie dalekobieżnym, osiągając historycznie niski poziom.

IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższym czasie Wiadomości
IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższym czasie

Jak informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, niemal cała Europa będzie w zasięgu niżów znad Morza Północnego i Tyrreńskiego. Wyże będą kształtować pogodę nad Skandynawią i w Europie Wschodniej. Północna Polska będzie pod wpływem rozległego układu niżowego znad Morza Północnego, zaś pogodę nad południową częścią kraju będzie kształtować klin wyżu znad Ukrainy. Będzie napływać powietrze pochodzenia arktycznego.

Joan Garcia bohaterem Barcelony. Szczęsny nie krył uznania Wiadomości
Joan Garcia bohaterem Barcelony. Szczęsny nie krył uznania

Barcelona wygrała sobotni mecz z Espanyolem, a jednym z bohaterów spotkania był Joan Garcia. 24-letni bramkarz kilkukrotnie uratował swój zespół przed stratą gola i miał ogromny udział w zwycięstwie.

Zderzenie z policyjnym radiowozem w Kaliszu. Pięć osób rannych Wiadomości
Zderzenie z policyjnym radiowozem w Kaliszu. Pięć osób rannych

W sobotni wieczór, 3 stycznia, po godzinie 20.00 na ulicy Wrocławskiej w Kaliszu doszło do groźnego wypadku drogowego. W zdarzeniu rannych zostało pięć osób, w tym dwóch funkcjonariuszy Wydziału Ruchu Drogowego. Zniszczony policyjny samochód to nowa Cupra warta blisko 400 tys. zł.

REKLAMA

Tadeusz Płużański: Nie zapominajmy o Jastrzębiu

Z uczestnikami strajku w „Manifeście Lipcowym”, który otworzył drogę do porozumienia Jastrzębskiego jest jeden problem – wielu opuściło Śląsk po brutalnych represjach stanu wojennego, a jeżeli zostali, na ogół nie uczestniczą w życiu politycznym. Los nie był dla nich łaskawy. Ich dziadowie brali udział w powstaniach śląskich, ojcowie byli przymusowo wcielani do Wehrmachtu, a potem doświadczali gehenny powojennych obozów dla Niemców, mimo że czuli się Polakami.
/ maps google
 
Łatwiej było tym, którzy przybyli tu z innych regionów Polski w poszukiwaniu pracy, ale ich władza ludowa też nie oszczędzała. W wolnej Polsce nie przyjęli postawy roszczeniowej, przestrzegają jednak przed odejściem od ideałów Sierpnia, które mają w sercu. O jedno mają pretensje – że Porozumienie Jastrzębskie, jedno z trzech porozumień Sierpnia, choć podpisane 3 września, jest dziś pomijane, że o Jastrzębiu się nie pamięta. Zmieniło się to dopiero niedawno. W 27. rocznicę podpisania Porozumienia Jastrzębskiego prezydent Lech Kaczyński nadał ordery uczestnikom tamtych wydarzeń, za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce.
 
Czesław Kłosek: - W porównaniu z górnikami z kopalni „Wujek”, my jesteśmy zapomniani, wystarczy spojrzeć na ich pomnik i nasz pomniczek. Nie chodzi tu o liczbę ofiar, ale o sam fakt, że władza strzelała do ludzi. Nam udało się przeżyć, im nie – czysto medyczny przypadek. Wszyscy dziwią się: „Tak poszarpany i żyjesz”. Teraz jest ostatni moment, aby mówić o tym, co tu się stało, o porozumieniu, o Jastrzębiu. Przypominać, że to był ogromny ruch społeczny, zapoczątkowany przez zwykłych ludzi. Nie wszyscy potrafili skonsumować to zwycięstwo i o nic trzeba szczególnie pamiętać.

Grzegorz Stawski: - Dzięki strajkom na Śląsk, które objęły całą masę zakładów, nastąpił zwrot w negocjacjach w Gdańsku i Szczecinie. Gdyby ich nie było, porozumienia podpisane przez Wałęsę i Jurczyka mogły inaczej wyglądać. Tam były tradycyjne miejsca sprzeciwu społecznego, Śląsk w tak wyraźny sposób wcześniej nie występował. Władza bała się, że strajk będzie się dalej rozszerzał, co groziło ogromnymi stratami gospodarczymi.
Uczestnicy tamtych wydarzeń zgadzają się, że Porozumienie Jastrzębskie odebrało władzy możliwość rozmycia sukcesu gdańskiego, stanowiło przypieczętowanie zrywu. Po 31 sierpnia partia poczuła się już pewnie, potrzebny był dalszy nacisk. Gdyby nie strajki jastrzębskie, mogło nie dojść do powstania Solidarności.

Euzebiusz Bogdanik: - Przełomowe momenty nacisku na władzę w 1980 r., podobnie zresztą, jak w 1988 r. przed okrągłym stołem to był Śląsk. Pomijając te wydarzenia, podcinamy jeden z głównych filarów Solidarności w Polsce i korzenie całego Związku.

Zdaniem Grzegorza Stawskiego głównym powodem deprecjonowania Porozumienia Jastrzębskiego jest kontrowersyjna, podstawiona przez władze osoba Jarosława Sienkiewicza: - On dopiero pod koniec strajku został przewodniczącym komisji negocjacyjnej, gdzie pełnił w zasadzie funkcję reprezentacyjną. Niekwestionowanym przywódcą strajku był Stefan Pałka, który po wyrzuceniu Sienkiewicza został szefem regionu. Drugą niezwykle ważną osobą był Tadeusz Jedynak, najtwardszy negocjator po naszej stronie, który wprowadził zasadę, że nie przechodzimy do następnego punktu, zanim nie zakończymy poprzedniego. Dzięki niemu górnictwo miało wolne soboty i niedziele, zapisy dotyczące emerytur.
 
 
 
W Sierpniu 1980 nastroje strajkowe objęły całą Polskę. Nieprzypadkowo jednak ognisko zapalne znalazło się w Jastrzębiu. Tu, obok huty „Katowice”, było największe skupisko robotnicze w regionie.

W nocy z 27 na 28 sierpnia rozpoczyna się strajk w KWK „Manifest Lipcowy” w Jastrzębiu, zatrudniającej ok. 5500 pracowników. Między drugą a trzecią zmianą do załogi zebranej w cechowni przemawia Stefan Pałka, informując o wydarzeniach na Wybrzeżu. Spontaniczne kompletowany jest Komitet Strajkowy. Ostatecznie wybranych zostaje 20 osób, m. in. Stefan Pałka (przewodniczący), Tadeusz Jedynak, Kazimierz Włodarek, Janusz Jarliński.

Czesław Kłosek: - Mimo apelu dyrekcji, żeby się nie gromadzić, w cechowni zebrało się 2 tysiące górników z nocnej zmiany. Kiedy chcieliśmy już zjechać na dół, na kwietnik przed cechownią wyskoczył Stefan Pałka i powiedział, żebyśmy zostali, bo drugi raz tak się nie zbierzemy.
- Wyprowadzenie ludzi z cechowni to był psychologicznie świetny manewr, bo tam było mnóstwo świateł, wszyscy byli widoczni, a na placu widać było tyko Stefana, reszta stała w półmroku, była anonimowa. To dawało szansę, że strajk się utrzyma – podkreśla Grzegorz Stawski. – Dyrekcja w różny sposób próbowała rozbić strajk. Na odprawie dozoru dyrektor wściekał się: „Brać za mordę swoje załogi, zjeżdżać na dół oddziałami, rozwalać to wszystko”. I wtedy nie wytrzymałem, coś we mnie pękło. Miałem 25 lat, pracowałem od niedzieli do niedzieli w imię tego, że jakiś idiota zaplanował 200 mln ton węgla. Ile można dostawać po pysku i nie reagować? Człowiek ma swoją godność. Odwróciłem hełm daszkiem do tyłu i powiedziałem: „Panie dyrektorze, wypowiadam panu posłuszeństwo, idę do tych ludzi, z którymi na co dzień pracuję, tam jest moje miejsce”. Z dwoma kolegami poszliśmy do strajkujących jako delegacja dozoru. Stefan Pałka przedstawił nas. To był jeden z dwóch momentów w życiu, kiedy się bałem. Bałem się, jak nas górnicy przyjmą. Wtedy był totalny konflikt między górnikami a dozorem, bo my przykręcaliśmy śrubę, ale oni nie wiedzieli, że nas też dyrekcja ciśnie. Przywitano nas oklaskami. W Komitecie Strajkowym pilnowałem spraw dozoru.
Górnicy „Manifestu” pamiętają pierwsze postulaty: wolne soboty i niedziele, zniesienie czterobrygadówki, buty, gumowe rękawice, zupy i pralnia. Takie pierwsze bolączki.

Czesław Kłosek: - Odwaga stanięcia tej nocy była nieporównywalna do tego, co jest teraz. Dzisiaj każdy chłystek może stanąć i powiedzieć, ze mu się premier nie podoba. Wtedy wiedzieliśmy, że podobnie myślimy. Patrzyłem tylko, czy za mną są inni. W grudniu, kiedy zaczęli do nas strzelać, też rozejrzałem się dookoła. W pewnym momencie można było zrobić krok do przodu i zostać samemu.
 
 
 
Drugiego dnia dla strajkujących z „Manifestu Lipcowego” dołączyła delegacja z kopalni „Borynia” w Jastrzębiu i powstał pierwszy na Śląsku Międzyzakładowy Komitet Strajkowy z przewodniczącym Jarosławem Sienkiewiczem. W skład MKS, jako przedstawiciele „Manifestu Lipcowego”, wchodzą: Stefan Pałka, Tadeusz Jedynak, Kazimierz Włodarek, Janusz Jarliński, Grzegorz Stawski. Pod koniec negocjacji z komisją rządową w MKS Jastrzębie było już 56 strajkujących załóg, w tym 28 z kopalń.

Czesław Kłosek: - Ludzie nie spali po nocach. Cały czas staliśmy na placu, utrzymywaliśmy szpaler, żeby delegacja rządowa czuła nasz oddech, presję kilku tysięcy ludzi. Dzisiaj, kiedy ktoś mówi, że wystarczyło przespać się na styropianie, to ja odpowiadam, że styropianu nie mieliśmy. To była zwykła dykta, rozkładana z pudeł.

Warunkiem dalszych rozmów MKS było podanie przez władze do publicznej wiadomości, że Śląsk strajkuje i popiera postulaty Wybrzeża.
Czesław Kłosek: - Dopiero trzeciego dnia powiedziano, że coś się u nas dzieje, że podpisaliśmy porozumienie, ale my wtedy nic nie podpisaliśmy. Na placu zrobił się wieki szum, bo z jednej strony wicepremier Aleksander Kopeć mówił nam, że ma dobre zamiary, a telewizji zobaczyliśmy coś zupełnie innego.
Kiedy strajkujący dowiedzieli się, że informacja o Jastrzębiu ukazała się tylko w śląskim wydaniu dziennika, wysłali delegację do Gdańska, która przywiozła 21 postulatów.

- Do postulatów Wybrzeża dołączyliśmy swoje, typowo socjalne – podwyższenie płac, deputat węglowy, dodatki stabilizacyjne, karta górnika, emerytura po 25 latach – wymienia Grzegorz Stawski. – Młody człowiek, który czyta dziś te postulaty, nie zrozumie, co to znaczy zwiększyć podaż mięsa, podnieść jego jakość, nie zatrudniać pracowników na rzecz kierownictwa zakładu pracy, płacić dodatki szkodliwe, że te rzeczy mogą nie być realizowane. Wiele z nich obowiązuje jednak do dziś, jako ewangelia dla działalności związków zawodowych w górnictwie.
Stawski podkreśla również, że Porozumienie Jastrzębskie było jedynym podpisanym bez doradców: - To było wyłącznie nasze dzieło, od początku do końca, a przecież nie mieliśmy wykształcenia prawniczego, ekonomicznego. Może to również jest przyczyna jego deprecjonowania, „bo cóż ci robole mogli mądrego wymyślić?”.

Czesław Kłosek: - Było dużo huraoptymistycznych postulatów, wynikających z nastroju chwili. Zdarzało się, że nad jakąś sprawą dyskutowaliśmy po kilak godzin, a potem okazywało się, że trzeba to w ogóle odrzucić. Nie wiedzieliśmy wtedy, co jest realne, a co nie. Jednak jeśli oni odrzucali nasze postulaty bez jakiejkolwiek dyskusji, to przy innych sprawach, nawet jeśli przedstawiali jakieś argumenty, my mówiliśmy: nie. To były ciągłe przepychanki. Próbowałem przeforsować postulat o przywróceniu nazwy „Zofiówka”, ale ktoś powiedział: „Daj spokój, mamy ważniejsze sprawy”. Nazwa „Zofiówka” powróciła w 1990 r. Po długiej dyskusji władza zapewniła bezpieczeństwo dla przywódców strajku.
Grzegorz Stawski: - To była gotowa lista proskrypcyjna w stanie wojennym, z pełnymi danymi personalnymi, adresami, imionami rodziców.
W Jastrzębiu głównym postulatem, a zarazem punktem spornym nie były wolne związki zawodowe – to podpisano w Gdańsku – ale wolne soboty.

- Nie chodziło nam o tzw. gierkowskie soboty, których było 12 czy 14 w roku, ale o wszystkie soboty i niedziele dla górnictwa – tłumaczy Grzegorz Stawski. – Nie kwestionowaliśmy konieczności wydobycia w soboty, ale na zasadach pełnej dobrowolności, za konkretne wynagrodzenie.
 

3 września 1980 r., po trwających ponad dobę negocjacjach, o godz. 5.00 zostaje podpisane porozumienie między MKS przy „Manifeście Lipcowym” a komisją rządową. Protokół gwarantuje realizację postulatów porozumień gdańskich i szczecińskich, postulatów załóg strajkujących dotyczących spraw branżowych, płacowych i socjalno-bytowych, wprowadzenia od 1 stycznia wszystkich wolnych sobót i bezwzględnego przestrzegania zasady dobrowolności pracy w dniach ustawowo wolnych. W imieniu MKS protokół podpisało 14-osobowe prezydium, w tym Jarosław Sienkiewicz (przewodniczący), Stefan Pałka i Tadeusz Jedynak (wiceprzewodniczący). Stronę rządową reprezentował wiceprezes Rady Ministrów Aleksander Kopeć. MKS przekształca się w Międzyzakładowy Komitet Robotniczy.

Grzegorz Stawski pilnował przepisywania porozumienia: - Tekst dyktował niejaki Puszczewicz ze strony rządowej. Kiedy zobaczyłem, że w miejsce wynegocjowanego zapisu o wszystkich wolnych sobotach i niedzielach, chce wpisać soboty gierkowskie, kazałem go odsunąć. Tuż przed końcem negocjacji porozumienie było zagrożone. Jakiś funkcjonariusz SB chciał podpalić plac drzewa na kopalni „Moszczenica”, ale został złapany przez nasze straże. W momencie podpisania kilku dziennikarzom wypadły kabury spod koszul. Niewielu zachodnich dziennikarzy zdążyło przyjechać z Gdańska do Jastrzębia, chyba nie wiedzieli, gdzie to nasze miasto się mieści. Skończyliśmy około godziny 5 nad ranem. Po podpisaniu porozumienia śpiewaliśmy hymn. To nie było wymuszone, ale spontaniczne, aż ciarki przechodziły po plecach. Po tamtej stronie też było wzruszenie, szczególnie nie krył tego Kopeć. Na zewnątrz było czarno od ludzi, człowiek na człowieku.

Euzebiusz Bogdanik był po drugiej stronie płotu: - Wszyscy czekali, bo porozumienie miało być podpisane wieczorem. Przez głośniki usłyszeliśmy komunikat wicepremiera Kopcia i przewodniczącego Sienkiewicza o zakończeniu strajku. Była euforia, „Jeszcze Polska” i inne pieśni patriotyczne i kościelne. Dopiero wtedy poczuliśmy zmęczenie.

Porozumienie przekroczyło marzenia strajkujących – osiągnęli wszystko, co chcieli. Przede wszystkim nie spodziewali się, że władza zaakceptuje wolne soboty, niedziele i emerytury. Była jednak świadomość, że to dopiero początek, że pod groźbą rozszerzenia strajku komisja rządowa poszła na dużo większe ustępstwa, niż mogła, że teraz trzeba będzie walczyć o dotrzymanie porozumienia. Młodsi pamiętali 1970 i 1976 r., starsi 1956 r.. Pierwsze poważne ostrzeżenie przyszło w marcu, kiedy w Bydgoszczy pobito Jana Rulewskiego.

Grzegorz Stawski: - 1981 r. to było ciągłe naruszanie porozumienia, straszenie ludzi: „jeśli nie przyjdziesz w sobotę będziesz miał bumelę”. Stefan Pałka miał ciężki wypadek samochodowy, ja też wylądowałem z kierowcą w rowie. A potem przyszedł stan wojenny – do dacha chłopcy salutować, a dół fedrować. Zakłady zostały zmilitaryzowane i dyskusje się skończyły.

Czesław Kłosek: - Jaruzelski poprosił o 90 dni spokoju, a wyszła z tego noc stanu wojennego i 10 lat represji i zastoju.
Zdaniem Czesława Kłoska Sierpień przyszedł 25-30 lat za późno, bo społeczeństwo było bardzo zdeprawowane po 40 latach komunizmu i nie miało już przyzwoitości pokolenia przedwojennego. W grudniu 1981 r. Kłosek ledwo uszedł z życiem. Dzisiaj skończył się dla niego czas protestu, a zaczął czas kompetencji.
 
Grzegorz Stawski:
Pracownik dozoru, sztygar kopalni „Manifest Lipcowy”. Kiedy z ramienia MKS Jastrzębie podpisywał porozumienie z władzą miał 25 lat. Członek Prezydium MKR Solidarność w Jastrzębiu. Od 13 grudnia 1981 r. internowany, m.in. w Uhercach w Bieszczadach. Wielokrotnie zatrzymywany i zwalniany z pracy. W sierpniu 1988 r. współorganizator strajku w KWK „Manifest Lipcowy”, członek Prezydium MKS i rzecznik prasowy. W 1989 r. uczestnik obrad „Okrągłego Stołu” w zespole ds. gospodarki i polityki społecznej. Po reaktywacji „Solidarności” w 1989 r. pełnił wiele funkcji związkowych. W 1995 r. wiceprzewodniczący Wojewódzkiego Sztabu Wyborczego Lecha Wałęsy w wyborach prezydenckich. Od 1996 r. prowadzi własną działalność gospodarczą. W kwietniu 2007 r. odznaczony przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.
 
Czesław Kłosek:
Uczestnik strajków 1980 r., ranny podczas pacyfikacji kopalni „Manifest Lipcowy” 15 grudnia 1981 r. (rana postrzałowa szyi z wlotem w podbródek, pocisk tkwi do dziś w trzonie kręgu szyjnego, z kopalni wyjechał ostatnią sanitarką, po długim oczekiwaniu, gdyż karetki pogotowia nie były dopuszczane do rannych), uczestnik strajków 1988 r. Dziś nie może pracować na dole, jest na rencie. Oskarżyciel posiłkowy w procesie morderców z „Wujka” i „Manifestu Lipcowego”. W 1994 r. rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Śląskim, doradzał kolegom z kopalni „Zofiówka” (dawny „Manifest Lipcowy”). Specjalizuje się w prawie pracy i prawie europejskim.
 
Euzebiusz Bogdanik:
W sierpniu 1980 r. maszynista lokomotyw spalinowych, obsługiwał transport kolejowy w kopalniach i między kopalniami. 13 grudnia uniknął internowania, schował związkowy sztandar, zabezpieczył dokumenty finansowe. Uczestnik grudniowych strajków w swoim macierzystym zakładzie – kopalni „Moszczenica” w Jastrzębiu. Potem wiceprzewodniczący Komisji Zakładowej Solidarności w „Manifeście Lipcowym”, delegat na śląskie zjazdy „S”, od 1989 r. na rencie, ale nadal czynny w życiu publicznym – m.in. w komitetach obywatelskich, radny w Jastrzębiu.
 


 

Polecane