“Szkoda kuli na takich jak ty”. 15. rocznica śmierci kard. Kazimierza Świątka

- 21 lipca br. mija 15 lat od śmierci dawnego metropolity mińsko-mohylewskiego kard. Kazimierza Świątka;
- Duchowny był osobą represjonowaną przez dwudziestowieczne systemy totalitarne;
- Papież odznaczył go nagrodą „Fidei Testis”, przyznaną mu przez Instytut im. Pawła VI; Francja Legią Honorową.
Z ojcem nie spotkaliśmy się nigdy
Kazimierz Świątek urodził się 21 października 1914 w mieście Valga w Estonii w rodzinie polskiej. - Przychodzi rewolucja październikowa. Wraz z całą rodziną mojej mamy, jej rodzicami, siostrami i bratem zostaliśmy wywiezieni jako element polski, widocznie nieco podejrzany, na daleką Syberię, w okolice Tomska, nie dojeżdżając do Krasnojarska - wspominał w wywiadzie dla KAI, opublikowanym - zgodnie z wolą Kardynała - dopiero po jego śmierci.
Ojciec pochodził z Pińczowa w kieleckiem, które było pod zaborem rosyjskim, więc musiał odbywać służbę wojskową w armii carskiej. W chwili wybuchu I wojny światowej przebywał w Estonii lub na Łotwie. Tam zapoznał się z Polką z Wileńszczyzny. Pobrali się, Kazimierz był drugim dzieckiem (o dwa lata młodszym od brata). Urodził się już po tym, jak ojciec został zmobilizowany na front. - Nie zdążył mnie więc zobaczyć. Nie spotkaliśmy się nigdy…
Na Syberii Świątkowie byli do 1921 roku. Dopiero po traktacie ryskim [marzec 1921 r. - KAI], kiedy nastała możliwość repatriacji, cała nasza rodzina przesuwała się stopniowo na Zachód. Trwało to dosyć długo, bo dopiero w 1922 r. przekroczyliśmy w Stołpcach granicę Polski z 1918 r”.
Przestali się śmiać
Osiedlili się na ówczesnych Kresach. Jako gimnazjalista Kazimierz wstąpił do Sodalicji Mariańskiej. Po maturze postanowił zgłosić się na trzydniowe rekolekcje w Pińsku. - Na zakończenie prefekt zabrał nas na wycieczkę po mieście. Zaczęliśmy od pińskiej katedry, żeby nawiedzić grób biskupa Zygmunta Łozińskiego, który zmarł w 1932 i został tam pochowany. Zeszliśmy do podziemi. Trumna była zamurowana, ale pozostawiono mały otwór, żeby można jej było dotknąć. Prefekt zachęcał nas by to zrobić i pomodlić się o jakąś łaskę za wstawiennictwem Biskupa, którego już dzień po jego śmierci uznano go za Sługę Bożego i kandydata na ołtarze. Uklęknąłem, położyłem rękę na trumnie i poprosiłem o dwie łaski: żebym w całym swoim życiu był wiernym sługą Chrystusa (choć wówczas myśl o kapłaństwie nawet przez myśl mi nie przeszła) i żeby moja mama żyła jak najdłużej. Kiedy wyszedłem z tych podziemi poczułem, że coś się ze mną stało. Miałem już zaawansowane plany związane z filologią polską na uniwersytecie w Wilnie. Byłem wysportowanym, ruchliwym młodym chłopakiem. O kapłaństwie nigdy nie myślałem. I kiedy powiedziałem kolegom, że zamierzam zostać księdzem wybuchnęli śmiechem. Byli przekonani, że żartuję, bo oczywiście wszyscy uwielbialiśmy kawały. Zapewniłem, że mówię serio, dodając, że to musi być tylko seminarium w Pińsku. Przestali się śmiać.
Mogiła niedaleko Piłsudskiego
We wrześniu 1933 r. wstąpił do seminarium duchownego. Trzy lata później, będąc klerykiem, a jednocześnie harcerzem pojechałem na obóz harcerski w stronę Dukszt. Bardzo był ciekaw jak wyglądają miejsca, które znał z dziecinnych lat. - Zatrzymaliśmy się w Wilnie i poszliśmy na cmentarz na Rossie, żeby zobaczyć niedawno urządzone mauzoleum z sercem Piłsudskiego i ciałem jego matki. Stanęliśmy nad tym grobem, były śpiewy itd. Coś mnie tknęło, odszedłem nieco od mauzoleum i poszedłem pomiędzy groby polskich legionistów. Niedługo szedłem: dziewiąta mogiła, w drugim rzędzie licząc od grobu Piłsudskiego, czytam: Jan Świątek. Mój ojciec. To było moje pierwsze spotkanie z ojcem...
W ten sposób Kazimierz dowiedział się, że jego ojciec był legionistą. - Kiedy wyszedł ze szpitala, nie mógł odnaleźć żony ani nikogo z rodziny. W tym czasie Piłsudski tworzył Legiony. I właśnie przy zdobywaniu Wilna, w podarunku dla "Dziadka", na jego imieniny, ojciec zginął od kuli bolszewickiej.
Doprowadzali do obłędu
8 kwietnia 1939 przyjął święcenia kapłańskie z rąk ówczesnego biskupa pińskiego Kazimierza Bukraby, następcy biskupa Łozińskiego. Pierwszą nominację otrzymał na wikariusza do Płużany, miasta powiatowego województwa brzeskiego. Od razu musiał objąć całą parafię, bo miejscowy proboszcz został zmobilizowany do armii polskiej jako kapelan wojskowy.
Przez jego parafię przechodziły masy ludzi uciekających przed Niemcami. 21 kwietnia 1941 r. w nocy, do pokoju ks. Świątka wtargnęło KGB. Po dokładnej rewizji przewieźli go samochodem do więzienia w Brześciu. W ciągu dwóch miesięcy był nieustannie przesłuchiwany. Umieszczono go w maleńkiej izolatce. Na ścianach widział mnóstwo napisów typu “Żegnaj, Ojczyzno”.
Przypisywano mu rozmaite przestępstwa. Akt oskarżenia zawierał cztery artykuły z kodeksu karnego ZSRR. Trzy, dotyczące m.in. szpiegostwa i dywersji, przewidywały karę śmierci przez rozstrzelanie a jeden – za propagandę antyradziecką – 10 lat ciężkiej pracy w obozach
Funkcjonariusz KGB powiedział mu pierwszego dnia: “dla ciebie życia już nie ma, takich to się rozstrzeliwuje, tylko kuli szkoda”. Na dwa miesiące, jakie tam spędził, 59 nocy zeszło księdzu Świątkowi na ‘badaniach’. Zabierano go wieczorem, a o 5-6 rano z powrotem wrzucano do celi.
- Najgorsze było nawet nie bicie, ale przesłuchania. Siadało wieczorem dwóch czy trzech i zadawało pytania. Pytali o coś, ja odpowiadałem, że to nieprawda, na co oni to: gowori prawdu, swołocz [mów prawdę, ścierwo]. I tak w kółko, przez 10 godzin. Doprowadzali do obłędu. Kiedy jeden się zmęczył, to na jego miejscu siadał kolejny. Siedziałem na stołku (umocowanym do podłogi - na wszelki wypadek, gdyby przesłuchiwanemu coś przyszło do głowy...) a więc bez oparcia, z rękoma na kolanach – i tak bez ruchu przez 10 godzin.
Gdy rozmawiam z rządem
Siedział w celi nr 140, ostatniej w korytarzu. - Najgorszemu wrogowi nie życzę przeżycia takiej nocy. Kiedy orientowałem się, że otwierają się drzwi innej celi, mimo woli odczuwałem ulgę: a więc nie po mnie przyszli... Przyznaję się do tego, to jest instynkt samozachowawczy. Myślałem: wiem, że i po mnie przyjdą, ale tę noc jeszcze przeżyję.
Nie miał wątpliwości, że dla KGB jego kapłaństwo było okolicznością zdecydowanie obciążającą. - To była kwestia zasadnicza! Chodziło o ich ateizm, bezbożnictwo, które było maskowane wymyślaniem jakiegoś tam szpiegostwa itd. Ilu księży w ten sposób zginęło!
Jedno z najbardziej dramatycznych przesłuchań miało miejsce przed 22 czerwca 1941 roku, a więc atakiem Niemców na ZSRR. - To była piekielna noc. Kagiebiści usiedli dookoła i jeden za drugim zadawali pytania. Dwóch z bardzo bliska patrzyło na wyraz twarzy starając się odgadnąć, czy mówię prawdę czy nie. Trwało to gdzieś do pół do szóstej rano. Pamiętam, że kiedy już świtało, jeden z przesłuchujących, major Lewin, Żyd podszedł do mnie i mówi: do niczego się nie przyznałeś, to żywy stąd już na pewno nie wyjdziesz. Miałem nad nimi przewagę: byłem wierzący i wciąż modliłem się do Ducha Świętego, żeby mnie prowadził, oświecał co mam mówić i jak postępować. Pomagało mi to i wtedy i teraz, na przykład gdy rozmawiam z rządem… - mówił w 1996 roku.
Parafia od Bugu po Ocean Spokojny
Odzyskał jednak wolność po napaści 22 czerwca 1941 Niemiec na ówczesny ZSRR. Powrócił do pracy duszpasterskiej w swej parafii prużańskiej, ale także prześladowali go także nowi najeźdźcy, a nawet skazali na śmierć. Tym razem uratowało mu życie ponowne wkroczenie na te ziemie w 1944 wojsk sowieckich. Ale niebawem został znów aresztowany. - Po pięciu miesiącach więzienia, mówią tak: nie będziemy się bawić w ciuciubabkę, podjęto decyzję w waszej sprawie i tylko nam kuli na was szkoda… Ześlemy was do obozów koncentracyjnych i to specjalnego reżimu. Przynajmniej będzie z was ta korzyść, że dla nas popracujecie: może miesiąc, może rok, może dwa. Ale zapewniamy was, że stamtąd żywym nie wyjdziecie. Będziecie tam do śmierci. I odczytali mi wyrok: 10 lat obozu - wspominał. Wyrok odbył najpierw w Marwińsku we wschodniej Syberii, a następnie w Workucie na Dalekiej Północy.
Wolność odzyskał 16 czerwca 1954, po czym zaraz powrócił na Białoruś. ‘1 grudnia 1954 r. dali mi tzw. "sprawkę” [zaświadczenie]", że mogę odprawiać nabożeństwa w katedrze pińskiej”. Był jedynym takim kapłanem na terenie całego ZSRR. - Przez pewien czas miałem parafię od Bugu aż po Ocean Spokojny. Owszem, posługiwali księża w Moskwie, ale działali na innych zasadach.
To było oszałamiające
16 października 1978 roku wieczorem wsiadł do taksówki na dworcu kolejowym w Brześciu. - Kierowca włączył radio. Dziennik. I pierwsza wiadomość: Dzisiaj na konklawe papieżem został wybrany Polak, Karol Wojtyła. To było oszałamiające. Zdawało się, że to nie może być prawda! No, ale to był fakt. W sowieckim samochodzie, w Brześciu, w taksówce…
Pod koniec lat osiemdziesiątych w ZSRR rozpoczął się proces stopniowej demokratyzacji i przywracania wolności religijnej. 11 kwietnia 1989 roku, wkrótce po 75. urodzinach ks. Świątka, Jan Paweł II mianował go wikariuszem generalnym diecezji pińskiej, a dwa lata później arcybiskupem nowo utworzonej diecezji mińsko-mohylewskiej i administratorem apostolskim diecezji pińskiej.
W lutym 1999 został pierwszym przewodniczącym pierwszej w dziejach Konferencji Biskupów Katolickich Białorusi. Urząd ten pełnił 7 lat.
Na konsystorzu 26 listopada 1994 Jan Paweł II włączył 80-letniego wówczas hierarchę w skład Kolegium Kardynalskiego jako pierwszego w historii obywatela Białorusi w tym gronie.
W 10 lat później – 27 września 2004 papież odznaczył go nagrodą „Fidei Testis” (Świadek Wiary), przyznaną mu przez Instytut im. Pawła VI. W 2006 roku prezydent Francji Jacques Chirac wręczył mu Legię Honorową. 14 czerwca 2006 kardynał ustąpił ze stanowisk arcybiskupa metropolity mińsko-mohylewskiego i przewodniczącego episkopatu swego kraju.
Zmarł 21 lipca 2011 roku w Pińsku w wieku 96 lat. Został pochowany, zgodnie ze swoją ostatnią wolą, w krypcie kościoła katedralnego Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Pińsku. Spoczywa tam jego poprzednik Sługa Boży bp Zygmunt Łoziński, który był dla niego wzorem i oparciem w pełnionej posłudze.
Tomasz Królak
Komentarze
Awionetka rozbiła się podczas lądowania. Jest nagranie z katastrofy

Tragiczne zdarzenie w Belgii. Nie żyje Polak
Nie żyje twórca związany z kultowym serialem „Przyjaciele”







