Szukaj
Konto

Aleksandra Jakubiak OV: Twórcza siła patriotyzmu

elektrownia, inżynier
Źródło: pixabay.com | Autor: TungArt7! | Licencja: pixabay | Budowa, zdjęcie poglądowe
„Ustanowię granice twego kraju od Morza Czerwonego do morza filistyńskiego, od pustyni aż do Rzeki” (Wj 23, 31).

11 lipca

11 lipca to dzień, który jakoś na stałe figuruje w moim mentalnym kalendarzu. Związany jest z obydwiema moimi babciami. Jednak miała na imię Olga, więc tego dnia obchodziła imieniny, znam też uroczą, małą cerkiew św. Olgi, w której co roku 11 lipca odbywają się koncerty.

Druga z moich babć symbolicznie miała z 11 lipca znacznie mniej przyjemne skojarzenia. Wychowywała się w Bieszczadach i na słowo „UPA” do śmierci pojawiały się w jej oczach strach i furia. Opowiadała o całych latach, kiedy wszyscy w domu spali w ubraniach z torbami przy łóżkach i wyznaczonym młodszym rodzeństwem pod opieką. Na alarm podrywali się z łóżek, brali na ręce wyznaczone im młodsze dziecko i biegli do pokotu, by nie zostawiać śladów, a potem wodą sięgającą do kolan tak długo, dopóki starczyło sił w mięśniach i płucach, przynajmniej kilka kilometrów.

Ów lęk nigdy do końca jej nie minął. Ten strach był cieniem, który kładł się na następnych pokoleniach. Nie dlatego, że wiele się o tych wydarzeniach mówiło, ale ponieważ jakąś formę skrywanej neurotyczności przekazuje się w domowym środowisku.

 

Szacunek i tożsamość

W tej krótkiej refleksji nie chodzi mi jednak o to, by skupiać się na dramatycznych skutkach ludobójstwa, które niczym tsunami uderzyło we wschodnie ziemie i którego kręgi tworzą się na powierzchni życia w czasie i przestrzeni po dziś dzień. Tak jest i każdy to wie, nie ma sensu babrać się w tej wiedzy dla samego nakręcania spirali swoich emocji. Prawda jest prosta - ofiary wymagają pamięci i szacunku, są częścią naszej tożsamości i dobrze by było, aby informacje o tych wydarzeniach były powszechnie znane na całym świecie. Nie dla zemsty, ale w celu prewencyjnym. Chociażby po to, by nikomu nie przychodziło do głowy gloryfikowanie zbrodniarzy, a ewentualne próby ich wybielania wiązały się z infamią. 

 

Patriotyzm to siła pozytywna

Piszę to wszystko, by podkreślić, że tamto ludobójstwo nie jest dla mnie czymś obcym lub że łatwo mówi się o czymś, co nas nie dotyka. Dotyka. Tylko, że od pewnego czasu mam wrażenie, że gdy mówimy o patriotyzmie, to tematy, które poruszamy są w większości negatywne: kto chce nas okraść, napaść wyprzedać, oszukać, spotwarzyć, zniszczyć, zmiażdżyć, wyludnić. Oczywiście, że o takich sprawach trzeba mówić, jednak niezmiernie ważne, by pamiętać, że patriotyzm to coś znacznie więcej niż hasła, niż elegie, że to nie wrogość, nie niekończące się polityczne teorie, nie dawanie sobie po pysku przy świątecznym obiedzie, nie poczucie wyższości, jedni nad drugimi, drudzy nad trzecimi etc. Rdzeniem patriotyzmu nie jest nienawiść, tylko ugruntowana wokół Czwartego Przykazania miłość. Patriotyzm to siła pozytywna.

 

Bliscy patrioci

Przy okazji zapowiedzi wszczęcia procesu beatyfikacyjnego norweskiej pisarki i patriotki Sigrid Undset, rozmyślałam trochę o bliskich mi w sercu XX-wiecznych polskich patriotach - niektórzy z nich są znani, inni mniej. Każdy ma na pewno osoby, które z patriotyzmem najbardziej identyfikuje. Pewnie znajdują się wśród nich żołnierze, może jacyś mężowie stanu, wielcy artyści, społecznicy. To jednak, co ich łączy, to siła budowania, działanie pozytywne.

Myślałam o trzech takich postaciach: Ignacym Paderewskim, Arturze Rubinsteinie i moim ulubionym hrabim Władysławie Zamoyskim. Jest rzeczą wręcz nieprawdopodobną, ile - w wciągu siedemdziesięciu jeden lat życia - człowiek ów zbudował, założył, powołał.

 

Hrabia Zamoyski

Spoglądając na jego życie z boku, można powiedzieć, że wiele spraw nie ułożyło się po jego myśli, po wielokroć nie dostał się na wymarzone studia, nie założył rodziny, był w poważnych tarapatach prawnych, walcząc z niemieckimi bankami, zabrano mu wiele ziem, zawrotnej kariery wojskowej, niczym jego ojciec - również Władysław - nie zrobił. A jednak przeszedł do pamięci jako wielki dobrodziej polskiego narodu - twórca, budowniczy, darczyńca, np. właśnie dzięki niemu Polska ma w swoich granicach Tatry. Tę ziemię wykupił i zapisał II Rzeczpospolitej.

Fundował i powoływał do życia zakłady, szkoły, towarzystwa sportowe, artystyczne i charytatywne etc. Co ciekawe, sam, jako arystokrata i wielki właściciel ziemski, nie lubił zbytków, prowadził skromne życie, oszczędzał na niekoniecznych wydatkach, jadał w tanich barach, jeździł w najtańszej klasie. Mimo że był jednym z najbogatszych Polaków, uważał siebie bardziej za opiekuna swych ziem i mieszkających na nich ludzi, niż ich pana i władcę. Anonimowo wspomagał najbardziej potrzebujących.

Zaraz przed śmiercią przekazał w darze Polsce swój majątek. Przy całym dramatyzmie czasów, w których żył (1853-1924), własnych porażek, trudnych okoliczności, jest postacią na wskroś pozytywną. 

O ludziach takich jak hrabia Zamoyski, pragnę pamiętać. Nie po to, by uciekać od widzenia i słyszenia zła, ale by to, co mi drogie, miało szansę stać się siłą wznoszącą, nie ciągnącą w dół. Myślę, że gdybyśmy połowę czasu, który przesiadujemy w sieci, nakręcając się nienawistnymi wiadomościami, spędzali, poznając historie wspaniałych patriotów i ich życiowych dróg, to nasza miłość ojczyzny miałaby się znacznie lepiej.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 12.07.2026 20:28
Źródło: Aleksandra Jakubiak OV