Zaskakujące słowa matki marynarza z krążownika „Moskwa”. „Nie żyją wszyscy, którzy kierowali okrętem i pełnili wartę”

- Ostatni raz rozmawiałam z nim 14 kwietnia. Mój syn jest marynarzem, żołnierzem poborowym. (…) Zrozumcie mnie jako matkę, ja po prostu posiwiałam ze strachu. To jest coś strasznego, nawet wrogowi nie życzę takiego losu. (...) Syn powiedział mi, że krążownik został trafiony trzema rakietami. Część personelu ewakuowano fregatą Makarow, innych ocalałych przewieziono do Sewastopola na Krymie. Otrzymali wtedy telefony, ponieważ zostali, proszę wybaczyć, tylko w spodenkach i koszulkach. Mieli tam wszystko [na krążowniku - przyp. red.], telefony, dokumenty - relacjonowała rozmówczyni Radia Swoboda.
Według matki żołnierza syn przekazał jej, że na okręcie znajdowało się około 510 osób, spośród których co najmniej 40 zginęło. - Nie żyją wszyscy, którzy przebywali na pokładzie i pomoście bojowym (mostku kapitańskim), czyli osoby kierujące okrętem i pełniące wartę. Uderzenie nastąpiło właśnie w tym miejscu. Wielu rannych ma urwane kończyny - powiedziała.
Krążownik Moskwa, flagowy okręt Floty Czarnomorskiej i jeden z najważniejszych rosyjskich okrętów wojennych, zatonął 14 kwietnia w wyniku uderzenia ukraińskimi pociskami manewrującymi Neptun. Dzień później rosyjski opozycjonista Ilja Ponomariow przekazał doniesienia o uratowaniu jedynie 58 członków załogi okrętu.
Komentarze
Dron wleciał do Bułgarii od strony Rumunii. Wybuchł przy strategicznym gazociągu

Turyści podchodzą pod granicę z Rosją. Straż Graniczna wydała komunikat

Europa miała rezygnować z rosyjskiego gazu. Dane mówią co innego

Rosjanie zyskali ważną informację. Generał zabiera głos po incydencie z rakietą Ch-101

Senat USA przyjął projekt ustawy Grahama o sankcjach wobec Rosji i Iranu
