Wykorzystywanie podwładnych do prywatnych prac i terror pracowników, czyli "dobra zmiana" w PGE

Według relacji obecnych i byłych pracowników, po porannym podpisaniu listy w GPO przychodziła do kierownika zmiany osoba wyznaczona przez zarząd i wskazywała kilku pracowników, którzy jechali na posesję Zawady w Zawidowie i układali chodniki z kostki granitowej. Niektórzy mieli pielęgnować zieleń. Pracownicy mieli też remontować mieszkanie Zawady w Zgorzelcu. Podobnie jak Zawada miała postępować Stella Gosk
- pisze red. Andrzej Berezowski na łamach najnowszego "TS". Redakcja dotarła do osoby, która odpowiedzialna była za transport w GPO. Mówi ona, że woziła pracowników do pracy na terenie posesji Sławomira Zawady oraz materiały do wykańczania: worki z kostką granitową, płyty granitowe, podsypkę betonową. Dziennikarz rozmawiał też z osobą, która przez kilka dni pracowała u Sławomira Zawady. - Najpierw my tam robiliśmy po godzinach, czy jakoś tak. A później w czasie pracy w GPO zaczęliśmy tam jeździć. Podpisywaliśmy listę, lufa i do prezesa. Robiliśmy chodniki. Parę razy tak było. Później pracownicy GPO jeździli tam non stop. Non stop - mówi.
Do redakcji "TS" włynęły pisma, w których proszące o zachowanie anonimowości osoby potwierdzają, że w godzinach pracy w GPO niektórzy pracownicy wykonywali czynności na prywatnych posesjach członków zarządu. - "Pracowałem przeszło rok czasu w GPO, w tym czasie ani jednego dnia nie spędziłem w GPO oprócz podpisywania umowy i robienia badań lekarskich, natomiast cały czas byłem między budową w domu w Bogatyni dla pani Gosk oraz remontu kawalerki w Zgorzelcu dla pana Zawady. Kierownikiem, który wydawał mi polecenia i odbierał ode mnie prace, był mąż pani Gosk, pan Jarek" - pisze jedna z nich. Inna twierdzi z kolei: "W dziale Usług Komunalnych zatrudniony został pracownik, który widniał na liście obecności, ale fizycznie nikt go w zakładzie nie widział. Lista obecności była na koniec miesiąca zabierana i wracała z podpisem tego pracownika. Było polecenie, aby ustawić tego pracownika na drugie zmiany. Tak, żeby w przypadku kontroli nie można było stwierdzić, czy jest, czy nie ma go w pracy".
Premie
Za prace na posesji Zawady pracownicy dostawali niewielką gratyfikację, na przykład obiad. Jednocześnie otrzymywali premie w GPO
- pisze Andrzej Berezowski. Jeden z pracowników GPO opisuje to następująco: Wiadomo mi było, że ta osoba pracuje u pani Gosk przy budowie domu, a wynagrodzenie pobiera z zakładu. (...) W nagrodę były pisane dla nich wnioski premiowe. Natomiast inni pracownicy, którzy wyróżniali się swoją pracą, ale nie pracowali u pani prezes lub u prezesa, nie dostawali premii.
Żądanie zwrotu 60 tys.
Jednak kwestia "wykorzystania" pracowników do prywatnych prac to nie jedyna sprawa, jaka potencjalnie obciąża konto Sławomira Zawady.
- czytamy w "TS". Zawada, gdy przechodził do PGE, miał niewykorzystany urlop w GPO. Za ten urlop wypłacono mu ekwiwalent w wysokości ok 60 tys. złotych. Obecny zarząd GPO twierdzi, że tylko w przypadku rozwiązania umowy o pracę można wypłacić ekwiwalent za zaległy urlop i domaga się zwrotu pieniędzy. Zawada bowiem nie odszedł z GPO. Jest na bezpłatnym urlopie, który wykorzystuje na prace w PGE.
Pracownicy terroryzowani w GPO
To nie koniec kontrowersji. Jerzy Wiśniewski, wiceprzewodniczący rady w Bogatyni, w rozmowie z "TS" stwierdził, że relacje panujące w GPO pomiędzy pracodawcą i pracownikami, w czasie kiedy prezesem była Stella Gosk można określić jako terror. Wśród samych pracowników GPO opinie o atmosferze w pracy są podobne - wielu z nich twierdzi, że atmosfera w firmie była fatalna.
Nieraz też pracownicy musieli przychodzić w sobotę do zakładu, aby dokończyć robotę
- informuje Andrzej Berezowski.
Zaniżanie ilości śmieci w gminie
Jakość gospodarowania odpadami w gminie Bogatynia w latach 2012-2016 badał Dolnośląski Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska i wykazał liczne nieprawidłowości.
GPO zarzucono, że mógł błędnie nadawać kody odpadom. Takie błędne nadawanie kodów mogło służyć temu, aby GPO miało prawo samodzielnie przetwarzać odpady, a nie obowiązkowo kierować je do Regionalnej Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych w Trzebieniu, co wiązałoby się z większymi kosztami
- czytamy w tekście. Inspektorat podkreślił też, że trzeba wyjaśnić, dlaczego w roku 2011 gmina produkowała 8607 ton śmieci, rok później - 7635 ton, a w 2013 i 2014 roku - nieco powyżej 300 ton odpadów, czyli ponad 20-krotnie mniej niż wcześniej. Jednocześnie w 2015 roku raptownie ilość śmieci produkowanych w gminie znów się zwiększa i wyniosła 3533 ton. Na marginesie warto dodać, że dane te mogą być nieprecyzyjne - wg. dokumentów przetargowych w 2013 roku ilość odebranych od mieszkańców odpadów miała wynieść... 6200 ton.
Nieprawidłowości wykazane przez Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska obciążają zarówno zarząd GPO, jak również organ nadzoru, czyli burmistrza
- wskazuje "TS". Redakcja usiłowała dowiedzieć się, jak Sławomir Zawada odnosi się do przedstawionych powyżej informacji. Podobnie jak przy pisaniu poprzedniego artykułu dotyczącego PGE, mejla z pytaniami wysłaliśmy na adres rzecznika PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna. Pod dwóch dniach w chwili zamykania numeru otrzymaliśmy następującą odpowiedź:
"Przesłane w dniu 18 września br. pytania z redakcji «Tygodnika Solidarność» nie pozostają w związku z pełnieniem funkcji prezesa zarządu PGE GiEK przez Pana Sławomira Zawadę. Proponujemy skierować pytania pod właściwy adres".
Wysłaliśmy też pytania do p. Stelli Gosk na adres firmy, w której obecnie pełni funkcję prezesa zarządu. Otrzymaliśmy podobną odpowiedź. Próbowaliśmy kontaktować się telefonicznie z Zawadą i Gosk, jednak po wybraniu wyboru w słuchawce można było usłyszeć: "nie ma takiego numeru"...
Nie możemy dalej tolerować tej sytuacji
Krajowy Sekretariat Górnictwa i Energetyki NSZZ Solidarność organizuje pikietę przed siedzibą Polskiej Grupy Energetycznej w Warszawie, która odbędzie się 5 października. Zdaniem związkowców w spółkach należących do grupy łamane są prawa pracownicze i związkowe.
W pikiecie wezmą udział członkowie Solidarności ze spółek węglowych oraz energetycznych. Jeśli pikieta nie przyniesie skutku, związkowcy zapowiadają ogólnopolską demonstrację przed siedzibą Ministerstwa Energii 19 października. Przewodniczący KSGiE Jarosław Grzesik w piśmie do premiera Mateusza Morawieckiego wskazuje: "Rada Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ Solidarność postanowiła, iż w przypadku dalszego braku reakcji ze strony rządu RP na ewidentne łamanie praw pracowniczych i związkowych w Grupie Kapitałowej PGE, 19 października br. przeprowadzona zostanie manifestacja przed budynkiem Ministerstwa Energii. Krajowy Sekretariat Górnictwa i Energetyki zwróci się o pomoc w zorganizowaniu manifestacji do Komisji Krajowej NSZZ Solidarność, tak aby miała ona zasięg nie tylko branżowy, lecz ogólnopolski".
Solidarność informowała rządzących o narastającym konflikcie społecznym w Grupie Kapitałowej PGE. Związkowcy zarzucają zarządom spółek energetycznego koncernu utrudnianie działalności związkowej, dyskryminowanie pracowników należących do Solidarności, a nawet próby zastraszania działaczy związkowych. "Tygodnik Solidarność" pisał o tej sprawie. Sprawa PGE była też poruszana przez związkowców w czasie spotkania Komisji Krajowej z premierem Mateuszem Morawieckim. Ale w tej sprawie rządzący nie zareagowali.
- Wysoko cenimy sobie wszystkie prospołeczne działania rządu premiera Mateusza Morawieckiego, a wcześniej premier Beaty Szydło. Tym bardziej bierność rządzących wobec antypracowniczych i antyzwiązkowych praktyk w PGE jest dla nas niezrozumiała. Nie możemy dalej tolerować tej sytuacji"
- podkreśla Jarosław Grzesik.


Komentarze
Jakie plany na wakacje? Nowy numer "Tygodnika Solidarnośc"

Dla władzy wszystko. Nowy numer "Tygodnika Solidarność"

Polski gen wolności. Nowy numer "Tygodnika Solidarność"

Fotoreporter „Tygodnika Solidarność” postrzelony na Marszu Niepodległości. Ruszył proces
Gdy praca wyczerpuje. Nowy numer "Tygodnika Solidarność"

