[Tylko u nas] Marek Budzisz: Opowiedzmy światu wstydliwą historię antysemityzmu w ZSRR. Oto przykłady
![[Tylko u nas] Marek Budzisz: Opowiedzmy światu wstydliwą historię antysemityzmu w ZSRR. Oto przykłady](https://tysol.pl/storage/files/2026/3/1/9a3b803c-e095-407f-8ef0-e88cd7072aca/42552.jpg?p=article_hero_mobile)
9 maja 2018, w wielkiej manifestacji, jaka przeszła ulicami Moskwy w związku z obchodami uroczystości tzw. nieśmiertelnego pułku, wziął udział, idąc zresztą na czele pochodu, izraelski premier Binjamin Netanjahu. Niósł on, podobnie jak wszyscy jej uczestnicy wizerunek jednego z bohaterów II wojny światowej. W jego przypadku był to konterfekt Wolfa Wileńskiego. Jako, że w dyplomacji nic nie dzieje się przypadkowo, a w rosyjskiej szczególnie, warto poświęcić nieco uwagi losom tego weterana.
Urodził się on w 1919 roku w okolicach Kowna, na Litwie i był litewskim obywatelem, podoficerem armii litewskiej. Po aneksji kraju przez Sowietów, jak to zabawnie stwierdzają rosyjskie opracowania "dostał pracę" przy budowie linii kolejowej w okolicach Taszkientu, w Uzbekistanie. I to chyba wówczas, można tak przypuszczać, ten podoficer litewskiej armii i obywatel okupowanego państwa, chcąc się zapewne ratować wstąpił na służbę w Armii Czerwonej, przeszedł wraz z nią szlak bojowy. Odznaczył się niemałymi zasługami, bo dostał oficjalny tytuł Bohatera ZSRR. Losy tak go rzuciły, że wyzwalał, czego wielu Litwinów tak dziś by zapewne nie nazwało, własną ojczyznę walcząc w okolicach m.in. w okolicach Pojegów, miasta w zachodniej Litwie w radziwiłłowskim rejonie Taurogów. Po wojnie ten kawaler dwóch orderów Lenina i innych odznaczeń został w armii, skończył Akademię im. Frunzego, dowodził pułkiem a następnie dywizją Armii Czerwonej stacjonującej w Estonii. Potem, będąc, jak można przypuszczać, sowieckim generałem a przynajmniej pułkownikiem, został szefem katedry wojskowości na Uniwersytecie Wileńskim. W 1972 roku odszedł na emeryturę, a w 1983, po 11 latach starań i wielu odmowach wyemigrował do Izraela, gdzie żył do 1992 roku. W Izraelu dostał też tytuł honorowego pułkownika tamtejszej armii. Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden element biografii Wulfa Wileńskiego. Otóż z tego powodu, że zdecydował się na emigrację do Izraela w ZSRR uznany został, chyba nieoficjalnie, za zdrajcę. I w rezultacie nie umieszczono jego nazwiska w oficjalnym, wydanym w latach 1987 - 88, rejestrze bohaterów II wojny światowej. To pierwszy z wielu przykładów, jak izraelski premier, maszerujący zresztą w tym pochodzie z wpiętą w klapę "wstążką św. Jerzego" będącą w wielu krajach tzw. obszaru postsowieckiego zakazaną manifestacją wielkorosyjskiego szowinizmu, lekceważy, w imię doraźnych, politycznych korzyści, długą tradycję antysemityzmu w ZSRR, do której dzisiejsi władcy Kremla, z oczywistych powodów też nie mają ochoty się przyznawać.
Inny, nie mniej wymowny, a dziś powracający przykład. W ubiegłym roku Rosjanie zorganizowali w Warszawie (tak, właśnie tak!) światową premierę filmu w reżyserii Konstantina Chabienskiego Sobibór. Niedługo potem stał się on rosyjskim kandydatem do Oskara. Jednym z zasadniczych elementów towarzyszącej temu przedsięwzięciu oficjalnej moskiewskiej narracji jest z jednej strony podkreślanie roli rosyjskiego oficera, z drugiej zaś argumentowanie, że tylko jedna z trzech grup uciekinierów, którzy wyzwolili się z niemieckiego obozu śmierci przeżyła. Dlaczego? Po dwie pozostałe zostały albo wymordowane przez antysemickich Ukraińców, albo wydane niemieckim oprawcom przez współdziałających z nimi Polaków. Piszę o tym, nie tylko po to aby udowadniać, że rosyjskie antypolskie natarcie propagandowe przygotowywane było dużo wcześniej. Chodzi też o to, że Polska nie wykorzystuje, w trwającej dyskusji argumentów, którymi dysponuje. Weźmy choćby pod uwagę postać samego organizatora powstania, czyli Aleksandra Peczerskiego, rosyjskiego oficera żydowskiego pochodzenia, jeńca, który po tym jak dostał się do niewoli i próbował z niej zbiec wysłany został przez Niemców właśnie do Sobiboru. Tam zorganizował, lub precyzyjnie całą sprawę ujmując współorganizował powstanie. Jak oceniają historycy tylko dzięki jego oficerskiemu przygotowaniu plan powstania i ucieczki mógł się powieść. Z polskiego punktu widzenia upamiętnienie losu jego i innych więźniów jest też ważne z innego powodu. Przede wszystkim, dlatego, że Peczerski to ofiara stalinowskich represji i "zapomniany bohater", o którym w samej Rosji, do lat dziewięćdziesiątych, czyli do momentu śmierci, mieszkającego w Rostowie nad Donem przywódcy powstania, mało, kto słyszał. Tak samo jak mało, kto słyszał, a powinien, że po tym jak przebił się wraz z uciekającymi przez linię niemiecko - rosyjskiego frontu, wcale nie spotkały go honory i uznanie. Wręcz przeciwnie. Trafił do karnego batalionu, będąc, jak wszyscy inni, którym udało się wydostać z niemieckiej niewoli, oskarżonym o zdradę ZSRR. Po wojnie nie było lepiej. Rozpoczęte przez Stalina antysemickie czystki dotknęły i jego. Aresztowania, zakaz wyjazdu poza granice ZSRR (a miał być jednym ze świadków w Norymberdze), kilkuletnie pozostawanie bez pracy, to los tego zapomnianego przez świat bohatera. Czy z punktu widzenia polskich interesów, które winny, w tym przynajmniej obszarze polegać na próbie opowiedzenia prawdziwej, czyli całej, historii naszej części świata losy Peczerskiego i całego obozu w Sobiborze nie są gotowym scenariuszem pasjonującej opowieści?
Warto też przypomnieć, w kontekście wypowiedzi Władimira Putina, iż Rosja była zawsze po "dobrej stronie mocy" los, polskich obywateli, więźniów łagrów, polityków Bundu, Wiktora Altera i Henryka Ehrliaha, którzy po tym jak wydostali się po interwencjach polskiej ambasady w Kujbyszewie z sowieckiego łagru zaproponowali Stalinowi powołanie Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego, który został ostatecznie powołany do życia w lutym 1942 i na czele którego postawiony został znany aktor Salomon Michoels. Tylko, że wcześniej pomysłodawcy tego przedsięwzięcia, na którym Stalinowi chcącemu pozyskać wsparcie diaspory żydowskiej, głównie amerykańskiej, zostali aresztowani i potajemnie, najprawdopodobniej w grudniu 1941 roku straceni. Zresztą los Michoelsa, po tym jak przestał być Stalinowi potrzebny nie był wcale lepszy. Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, najprawdopodobniej zamordowany przez KGB, w styczniu 1948 roku. Jego likwidacja stała się początkiem kampanii wymierzonej w instytucje kulturalne i edukacyjne rosyjskich Żydów. 17 listopada zlikwidowano wszystkie wydawnictwa publikujące w języku jidysz (hebrajski już wcześniej, jako język "burżuazyjny" był już wcześniej niemile widziany przez władze) oraz placówki kulturalne i edukacyjne. W latach 1948 - 53 aresztowano i skazano na wieloletnie wyroki więzienia, jak pisze w swej monografii poświęconej sytuacji Żydów w ZSRR Zvi Gitelman "setki przedstawicieli żydowskich środowisk kulturalnych - pisarzy, aktorów, artystów, rzeźbiarzy, muzyków i dziennikarzy". Rozpoczęta wówczas kampania walki z "nacjonalistycznym odchyleniem" miała głównie antysemicki odcień, bo jak napisał jeden z badaczy "70 % tych, którzy podlegali krytyce w prasie było pochodzenia Żydowskiego". Zakończenie w lipcu 1952 roku wielkiego procesu antysyjonistycznego, w którym kilkanaście osób skazanych zostało na śmierć, a wyroki wkrótce potem wykonano, zbiegło się z kolejną, tym razem już ostatnią stalinowską falą represji o wyraźnie antysemickim obliczu. Chodzi oczywiście o kampanię, szerzej znaną pod hasłem "spisku lekarzy", której celem, jak dziś uważają historycy, była deportacja wszystkich Żydów do łagrów zlokalizowanych na Syberii. Tylko śmierć Józefa Stalina spowodowała wstrzymanie przygotowywanych deportacji, na potrzeby, których zamówione było już tysiące wagonów kolejowych.
Chruszczowowska odwilż też nie oznaczała natychmiastowej zmiany sytuacji obywateli ZSRR pochodzenia żydowskiego. Zlikwidowane instytucje kulturalne nie zostały nigdy odbudowane, pierwsza książka w języku jidysz została opublikowana dopiero w 1959 roku, a do upadku Chruszczowa w 1964 wydano tylko 6 książek w tym języku. Nie przywrócono też żadnej zlikwidowanej wcześniej szkoły z wykładowym językiem jidysz. Represje nie miały takiej skali jak za czasów Stalina, ale warto pamiętać, że ofiarami dwóch wielkich kampanii - walki z religią oraz walki z nadużyciami gospodarczymi byli głównie rosyjscy Żydzi. Benjamin Pinkus, autor pracy Sowiecki rząd i Żydzi w latach 1948 - 1967, obliczył, że tylko w latach 1960 - 1964 ukazało się w rosyjskiej prasie ponad 300 artykułów atakujących judaizm. Jeśli idzie o walkę z nadużyciami gospodarczymi, to, jak szacuje ten sam historyk, z grupy 117 osób skazanych na śmierć z tego powodu w 512 procesach, 78 % było Żydami.
Za czasów Breżniewa mieliśmy do czynienia z "antsyjonistycznymi" kampaniami po wojnie 6-dniowej, sowieckie władze szerzyły propagandę, że wolnościowe i opozycyjne ruchy, zarówno w Związku Sowieckim jak i w krajach obozu, organizowane są głównie przez ludzi o korzeniach żydowskich. Na to nakładały się "trudności" w zakresie emigracji do Izraela, czego los Wulfa Wileńskiego jest najlepszą egzemplifikacją. I znów, gdyby nie zaangażowanie Polski w operację Most, wyjazd setek tysięcy Żydów z obszarów byłego ZSRR, tworzących dziś znaczącą i wpływową mniejszość w Izraelu, nie byłby rzeczą łatwą.
Jaki wniosek płynie z tego skrótowego, siłą rzeczy, przedstawienia żydowskich losów w ZSRR. Otóż najlepszym orężem w debacie historycznej jest prawda, nawet bolesna i trudna do akceptacji. Jeśli jej nie opowiemy, angażując w tym celu wszystkie posiadane możliwości, budując sprawną "maszynę narracyjną", to możemy być pewni, że Władimir Putin, chętnie opowie o naszej historii, przemilczając, niektóre wstydliwe aspekty, własnej.
Marek Budzisz

Inny, nie mniej wymowny, a dziś powracający przykład. W ubiegłym roku Rosjanie zorganizowali w Warszawie (tak, właśnie tak!) światową premierę filmu w reżyserii Konstantina Chabienskiego Sobibór. Niedługo potem stał się on rosyjskim kandydatem do Oskara. Jednym z zasadniczych elementów towarzyszącej temu przedsięwzięciu oficjalnej moskiewskiej narracji jest z jednej strony podkreślanie roli rosyjskiego oficera, z drugiej zaś argumentowanie, że tylko jedna z trzech grup uciekinierów, którzy wyzwolili się z niemieckiego obozu śmierci przeżyła. Dlaczego? Po dwie pozostałe zostały albo wymordowane przez antysemickich Ukraińców, albo wydane niemieckim oprawcom przez współdziałających z nimi Polaków. Piszę o tym, nie tylko po to aby udowadniać, że rosyjskie antypolskie natarcie propagandowe przygotowywane było dużo wcześniej. Chodzi też o to, że Polska nie wykorzystuje, w trwającej dyskusji argumentów, którymi dysponuje. Weźmy choćby pod uwagę postać samego organizatora powstania, czyli Aleksandra Peczerskiego, rosyjskiego oficera żydowskiego pochodzenia, jeńca, który po tym jak dostał się do niewoli i próbował z niej zbiec wysłany został przez Niemców właśnie do Sobiboru. Tam zorganizował, lub precyzyjnie całą sprawę ujmując współorganizował powstanie. Jak oceniają historycy tylko dzięki jego oficerskiemu przygotowaniu plan powstania i ucieczki mógł się powieść. Z polskiego punktu widzenia upamiętnienie losu jego i innych więźniów jest też ważne z innego powodu. Przede wszystkim, dlatego, że Peczerski to ofiara stalinowskich represji i "zapomniany bohater", o którym w samej Rosji, do lat dziewięćdziesiątych, czyli do momentu śmierci, mieszkającego w Rostowie nad Donem przywódcy powstania, mało, kto słyszał. Tak samo jak mało, kto słyszał, a powinien, że po tym jak przebił się wraz z uciekającymi przez linię niemiecko - rosyjskiego frontu, wcale nie spotkały go honory i uznanie. Wręcz przeciwnie. Trafił do karnego batalionu, będąc, jak wszyscy inni, którym udało się wydostać z niemieckiej niewoli, oskarżonym o zdradę ZSRR. Po wojnie nie było lepiej. Rozpoczęte przez Stalina antysemickie czystki dotknęły i jego. Aresztowania, zakaz wyjazdu poza granice ZSRR (a miał być jednym ze świadków w Norymberdze), kilkuletnie pozostawanie bez pracy, to los tego zapomnianego przez świat bohatera. Czy z punktu widzenia polskich interesów, które winny, w tym przynajmniej obszarze polegać na próbie opowiedzenia prawdziwej, czyli całej, historii naszej części świata losy Peczerskiego i całego obozu w Sobiborze nie są gotowym scenariuszem pasjonującej opowieści?
Warto też przypomnieć, w kontekście wypowiedzi Władimira Putina, iż Rosja była zawsze po "dobrej stronie mocy" los, polskich obywateli, więźniów łagrów, polityków Bundu, Wiktora Altera i Henryka Ehrliaha, którzy po tym jak wydostali się po interwencjach polskiej ambasady w Kujbyszewie z sowieckiego łagru zaproponowali Stalinowi powołanie Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego, który został ostatecznie powołany do życia w lutym 1942 i na czele którego postawiony został znany aktor Salomon Michoels. Tylko, że wcześniej pomysłodawcy tego przedsięwzięcia, na którym Stalinowi chcącemu pozyskać wsparcie diaspory żydowskiej, głównie amerykańskiej, zostali aresztowani i potajemnie, najprawdopodobniej w grudniu 1941 roku straceni. Zresztą los Michoelsa, po tym jak przestał być Stalinowi potrzebny nie był wcale lepszy. Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, najprawdopodobniej zamordowany przez KGB, w styczniu 1948 roku. Jego likwidacja stała się początkiem kampanii wymierzonej w instytucje kulturalne i edukacyjne rosyjskich Żydów. 17 listopada zlikwidowano wszystkie wydawnictwa publikujące w języku jidysz (hebrajski już wcześniej, jako język "burżuazyjny" był już wcześniej niemile widziany przez władze) oraz placówki kulturalne i edukacyjne. W latach 1948 - 53 aresztowano i skazano na wieloletnie wyroki więzienia, jak pisze w swej monografii poświęconej sytuacji Żydów w ZSRR Zvi Gitelman "setki przedstawicieli żydowskich środowisk kulturalnych - pisarzy, aktorów, artystów, rzeźbiarzy, muzyków i dziennikarzy". Rozpoczęta wówczas kampania walki z "nacjonalistycznym odchyleniem" miała głównie antysemicki odcień, bo jak napisał jeden z badaczy "70 % tych, którzy podlegali krytyce w prasie było pochodzenia Żydowskiego". Zakończenie w lipcu 1952 roku wielkiego procesu antysyjonistycznego, w którym kilkanaście osób skazanych zostało na śmierć, a wyroki wkrótce potem wykonano, zbiegło się z kolejną, tym razem już ostatnią stalinowską falą represji o wyraźnie antysemickim obliczu. Chodzi oczywiście o kampanię, szerzej znaną pod hasłem "spisku lekarzy", której celem, jak dziś uważają historycy, była deportacja wszystkich Żydów do łagrów zlokalizowanych na Syberii. Tylko śmierć Józefa Stalina spowodowała wstrzymanie przygotowywanych deportacji, na potrzeby, których zamówione było już tysiące wagonów kolejowych.
Chruszczowowska odwilż też nie oznaczała natychmiastowej zmiany sytuacji obywateli ZSRR pochodzenia żydowskiego. Zlikwidowane instytucje kulturalne nie zostały nigdy odbudowane, pierwsza książka w języku jidysz została opublikowana dopiero w 1959 roku, a do upadku Chruszczowa w 1964 wydano tylko 6 książek w tym języku. Nie przywrócono też żadnej zlikwidowanej wcześniej szkoły z wykładowym językiem jidysz. Represje nie miały takiej skali jak za czasów Stalina, ale warto pamiętać, że ofiarami dwóch wielkich kampanii - walki z religią oraz walki z nadużyciami gospodarczymi byli głównie rosyjscy Żydzi. Benjamin Pinkus, autor pracy Sowiecki rząd i Żydzi w latach 1948 - 1967, obliczył, że tylko w latach 1960 - 1964 ukazało się w rosyjskiej prasie ponad 300 artykułów atakujących judaizm. Jeśli idzie o walkę z nadużyciami gospodarczymi, to, jak szacuje ten sam historyk, z grupy 117 osób skazanych na śmierć z tego powodu w 512 procesach, 78 % było Żydami.
Za czasów Breżniewa mieliśmy do czynienia z "antsyjonistycznymi" kampaniami po wojnie 6-dniowej, sowieckie władze szerzyły propagandę, że wolnościowe i opozycyjne ruchy, zarówno w Związku Sowieckim jak i w krajach obozu, organizowane są głównie przez ludzi o korzeniach żydowskich. Na to nakładały się "trudności" w zakresie emigracji do Izraela, czego los Wulfa Wileńskiego jest najlepszą egzemplifikacją. I znów, gdyby nie zaangażowanie Polski w operację Most, wyjazd setek tysięcy Żydów z obszarów byłego ZSRR, tworzących dziś znaczącą i wpływową mniejszość w Izraelu, nie byłby rzeczą łatwą.
Jaki wniosek płynie z tego skrótowego, siłą rzeczy, przedstawienia żydowskich losów w ZSRR. Otóż najlepszym orężem w debacie historycznej jest prawda, nawet bolesna i trudna do akceptacji. Jeśli jej nie opowiemy, angażując w tym celu wszystkie posiadane możliwości, budując sprawną "maszynę narracyjną", to możemy być pewni, że Władimir Putin, chętnie opowie o naszej historii, przemilczając, niektóre wstydliwe aspekty, własnej.
Marek Budzisz


Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Data publikacji: 21.01.2020 22:25
Komentarze
Polskie lotnictwo poderwane w związku z rosyjskimi atakami. DORSZ wydało komunikat
20.08.2026 07:08

Komentarzy: 0
W związku z rosyjskimi atakami na Ukrainę polskie wojsko uruchomiło w czwartek siły odpowiedzialne za ochronę przestrzeni powietrznej. Dowództwo Operacyjne RSZ poinformowało o rozpoczęciu operowania lotnictwa wojskowego oraz postawieniu naziemnych systemów obrony powietrznej i rozpoznania radiolokacyjnego w stan gotowości.
Czytaj więcej
Ławrow grozi Wielkiej Brytanii. „Mamy prawo uznać to za udział w wojnie”
18.08.2026 21:59

Komentarzy: 0
Siergiej Ławrow zaostrza retorykę wobec Wielkiej Brytanii. Szef rosyjskiego MSZ oświadczył, że Moskwa może uznać brytyjskie zaangażowanie w ataki Ukrainy na cele w Rosji za bezpośredni udział w wojnie. Wypowiedź padła po doniesieniach „The Times”, według których Ukraina po raz pierwszy wykorzystała brytyjskie drony do uderzeń dalekiego zasięgu na terytorium Federacji Rosyjskiej.
Czytaj więcej
Jak święty z Niepokalanowa pokonał logikę Auschwitz
17.08.2026 09:33

Komentarzy: 0
Zbudował medialne imperium. Miał najnowocześniejsze maszyny drukarskie, własną bocznicę kolejową i plany lotniska. Hearst i Pulitzer mogliby uczyć się od niego zarządzania uwagą mas. A jednak ten franciszkański wizjoner przeszedł do historii nie z powodu milionowych nakładów swoich pism, lecz dzięki jednemu krokowi na żwirowym placu. Św. Maksymilian Kolbe wymyka się schematom. Zrozumiał dwudziesty wiek, zanim ten zdążył pokazać swoje najgorsze oblicze.
Czytaj więcej
Problemy z paliwem w Rosji. Regiony wprowadzają limity po ukraińskich atakach
16.08.2026 16:41

Komentarzy: 0
W kilku regionach Rosji wprowadzono ograniczenia dotyczące sprzedaży lub cen paliw. Działania podejmowane są w warunkach niedoborów i zakłóceń w rosyjskim sektorze paliwowym po kolejnych ukraińskich atakach na infrastrukturę naftową. O ograniczeniach informują m.in. „The Moscow Times” i „Kyiv Post”.
Czytaj więcej
Dugin wzywa Rosjan do opuszczania dużych miast. Mówi o ryzyku wojny nuklearnej
15.08.2026 19:12

Komentarzy: 0
Rosyjski filozof i ideolog Aleksandr Dugin wezwał do masowego przenoszenia mieszkańców dużych rosyjskich miast na wieś i do mniejszych miejscowości. Argumentował, że wojna Rosji z Zachodem jest – w jego ocenie – niemal nieunikniona, a przejście konfliktu do fazy nuklearnej „bardzo prawdopodobne”.
Czytaj więcej