Mieczysław Gil dla "TS": Niemiecka układanka

Komentarzy: 0
Udostępnij:
Pomimo wygranej w Konrad-Adenauer-Haus, berlińskiej siedzibie CDU, nie widać było euforii. To gorzkie zwycięstwo. Od 1949 r. chadecy nie uzyskali tak niskiego poparcia wyborców jak teraz. Rysująca się jako najbardziej realna „jamajska koalicja” w istocie oznacza wielką egzotykę. I nie o barwy partyjnych flag tu chodzi, a o ich ideowy program. Bo jak pogodzić centroprawicę z lewicowymi liberałami i równie lewicowymi Zielonymi? Na razie powyborczy szok spowodowany sukcesem Alternatywy dla Niemiec (AfD) skupia całą uwagę komentatorów.
Mieczysław Gil
Trzeba pamiętać, że ostatnia kadencja wielkiej koalicji z SPD mocno uwierała obie strony. Socjaldemokratów - bo ich pomysły socjalne kanclerz Merkel z właściwym sobie talentem sprzedała jako swoje. Z pewnością przysporzyło to jej sympatię w środowiskach liberalnych, ale też spowodowało przesunięcie partii w lewo i w tę próżnię po prawej stronie sceny politycznej z impetem weszła AfD.
Choć tego nikt w Niemczech głośno nie powie, to właśnie Angela Merkel jest matką sukcesu tej partii. Gdyby nie jej polityka otwartych drzwi, istniejąca od 2013 r. AfD w dalszym ciągu dogorywałaby na marginesie życia politycznego Niemiec. Tymczasem nie tylko urosła w siłę, ale i zradykalizowała się. Dziś jako trzecia siła wchodzi do Bundestagu (z wynikiem lepszym od przyszłych koalicjantów CDU). I choć po wyborach liderzy AfD cieniują swoje wypowiedzi, to jednak wypowiedziane przez wiceszefa partii Alexandra Gaulanda zapewnienie, że "do nas należy przyszłość", ścina krew w żyłach. By nie drażnić twardej opozycji, Merkel będzie zabiegała o sprawniejszą relokację imigrantów, głównie poprzez wprowadzenie we wszystkich unijnych krajach jednakowego socjalu. Co to oznacza choćby dla Polski, nietrudno sobie wyobrazić. I tu kreśli się linia przyszłego ostrego sporu pomiędzy naszymi krajami.
Jest to zresztą nie jeden spór, jaki rysuje się na horyzoncie. Prezydent Francji forsuje swój plan reformy strefy euro, który stoi w głębokiej sprzeczności z pryncypiami liberałów z FDP, którym najprawdopodobniej przypadnie ministerstwo finansów. Ta bowiem partia wielkiego kapitału i układania się z Putinem domaga się zaprzestania finansowego wspierania krajów południa. Kanclerz nie pozwoli sobie na to, by się z nią skonfliktować. A prezydenta Macrona udobrucha się realizacją jego projektu w sprawie pracowników delegowanych (to akurat w Niemców nie uderza, tylko w Polaków). Trudno uznać całą tę układankę za element integrujący. Nie tylko Niemcy, ale i Europę.
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (40/2017) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.
Trzeba pamiętać, że ostatnia kadencja wielkiej koalicji z SPD mocno uwierała obie strony. Socjaldemokratów - bo ich pomysły socjalne kanclerz Merkel z właściwym sobie talentem sprzedała jako swoje. Z pewnością przysporzyło to jej sympatię w środowiskach liberalnych, ale też spowodowało przesunięcie partii w lewo i w tę próżnię po prawej stronie sceny politycznej z impetem weszła AfD.
Choć tego nikt w Niemczech głośno nie powie, to właśnie Angela Merkel jest matką sukcesu tej partii. Gdyby nie jej polityka otwartych drzwi, istniejąca od 2013 r. AfD w dalszym ciągu dogorywałaby na marginesie życia politycznego Niemiec. Tymczasem nie tylko urosła w siłę, ale i zradykalizowała się. Dziś jako trzecia siła wchodzi do Bundestagu (z wynikiem lepszym od przyszłych koalicjantów CDU). I choć po wyborach liderzy AfD cieniują swoje wypowiedzi, to jednak wypowiedziane przez wiceszefa partii Alexandra Gaulanda zapewnienie, że "do nas należy przyszłość", ścina krew w żyłach. By nie drażnić twardej opozycji, Merkel będzie zabiegała o sprawniejszą relokację imigrantów, głównie poprzez wprowadzenie we wszystkich unijnych krajach jednakowego socjalu. Co to oznacza choćby dla Polski, nietrudno sobie wyobrazić. I tu kreśli się linia przyszłego ostrego sporu pomiędzy naszymi krajami.
Jest to zresztą nie jeden spór, jaki rysuje się na horyzoncie. Prezydent Francji forsuje swój plan reformy strefy euro, który stoi w głębokiej sprzeczności z pryncypiami liberałów z FDP, którym najprawdopodobniej przypadnie ministerstwo finansów. Ta bowiem partia wielkiego kapitału i układania się z Putinem domaga się zaprzestania finansowego wspierania krajów południa. Kanclerz nie pozwoli sobie na to, by się z nią skonfliktować. A prezydenta Macrona udobrucha się realizacją jego projektu w sprawie pracowników delegowanych (to akurat w Niemców nie uderza, tylko w Polaków). Trudno uznać całą tę układankę za element integrujący. Nie tylko Niemcy, ale i Europę.
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (40/2017) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 05.10.2017 19:55
Komentarze
[Felieton "TS"] Mieczysław Gil: Walka o krzyż
08.05.2020 22:20

Komentarzy: 0
27 kwietnia 1960 r. w Nowej Hucie na ulice wyszły „resztki antyspołecznych szumowin, które dały o sobie znać w gorszących chuligańskich ekscesach” – nie przebierał w słowach Władysław Gomułka. Towarzysz Wiesław pozwolił sobie też na zbesztanie hutników: „To cały kraj wypruwa sobie żyły, a wy urządzacie zamieszki i chcecie budować kościoły?”.
Czytaj więcej
[Felieton "TS"] Mieczysław Gil: Następna będzie Afryka
29.04.2020 22:50

Komentarzy: 0
Doniesienia o 700 tysiącach zakażonych koronawirusem w Stanach Zjednoczonych budzą przerażenie. A co powiedzieć o wynikach raportu opublikowanego przez Komisję Gospodarczą Narodów Zjednoczonych ds. Afryki? Według ekspertów Komisji, o ile podjęte zostaną rygorystyczne środki zaradcze (co w przypadku Afryki nie jest możliwe do natychmiastowego zrealizowania) – zakażonych zostanie 122 mln osób, z czego umrze 300 tys.
Czytaj więcej
[Felieton "TS"] Mieczysław Gil: Doczekamy się reform?
22.04.2020 20:50
[Felieton "TS"] Mieczysław Gil: Meandry sprawiedliwości
17.04.2020 22:50

Komentarzy: 0
Sąd Najwyższy w Canberze, stolicy Australii, w siedmioosobowym składzie jednogłośnie uniewinnił kardynała George’a Pella. 78-letni duchowny w wieku 46 lat został biskupem pomocniczym Melbourne (1987-1996), a następnie arcybiskupem metropolitą tego miasta.
Czytaj więcej
[Felieton "TS"] Mieczysław Gil: Punkty zapalne
08.04.2020 22:50

Komentarzy: 0
Napływające z Włoch informacje napawają lekkim optymizmem. Zmasakrowany przez koronawirusa kraj odnotowuje spadającą liczbę nowych zakażeń. Nie znaczy to jednak, że już można odetchnąć z ulgą. W Polsce szczyt zachorowań nastąpi za dwa, trzy tygodnie. Rząd próbuje je zminimalizować poprzez wprowadzenie bardzo rygorystycznych zasad przebywania poza domem. Na ogół jest to dobrze przyjmowane przez społeczeństwo. Wypowiedź prof. Marka Chłaja o tym, że wdrażane przez władzę przepisy są ograniczeniem godności i praw obywatelskich (bo policja np. może nam nakazać publiczne obnażenie się), furory nie zrobiła.
Czytaj więcej
