Szukaj
Konto

Krwawe protesty w Bangladeszu: 105 osób zginęło podczas starć protestujących z policją

19.07.2024 19:45
protesty w Bangladeszu
Źródło: PAP/EPA.EPA/MONIRUL ALAM
Komentarzy: 0
Do ogromnej fali brutalności doszło podczas protestów w Bangladeszu.

105 osób zginęło podczas ataków policji na protestujących w Bangladeszu studentów, poinformowała a piątek agencja AFP w oparciu o informacje uzyskane w szpitalach. Agencja twierdzi, powołując się na lokalnego policjanta, że demonstranci uwolnili "setki" więźniów z zakładu penitencjarnego w leżącym o około 40 km. od Dhaki mieście Norszinhdi, a następnie podpalili więzienie.

Reakcja ONZ

Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka Volker Turk potępił piątkowe represje, krytykując "szczególnie szokujące i niedopuszczalne" ataki sił policyjnych na protestujących studentów. Jak podaje Associated Press, funkcjonariusze sił bezpieczeństwa w piątek otworzyli ogień do ponad 1000 osób, które zgromadziły się przed siedzibą państwowej telewizji BTV. Reporter agencji AP relacjonował, że policjanci strzelali do tłumu gumowymi kulami, użyto też granatów hukowych i gazu łzawiącego. Dzień wcześniej gmach telewizji został podpalony przez protestujących.

Czytaj także: Jacek Ozdoba: Ursula von der Leyen jest osobą, która przyśpieszy kryzysy europejskie

Czytaj także: Polska nie jest im nic winna: przywrócenie podwyższonych emerytur agentom PRL to nagradzanie zła

Protesty w Bangladeszu

W piątek władze zakazały wieców, procesji i zgromadzeń publicznych w stolicy. W czwartek odcięły dostęp do internetu. W środę wszystkie uniwersytety w Bangladeszu zawiesiły zajęcia i zamknęły akademiki.

Studenci protestują m.in. przeciwko kwotowemu systemowi naboru absolwentów wyższych uczelni na rządowe posady - zgodnie z nim 30 proc. stanowisk jest zarezerwowane dla krewnych osób, które walczyły w wojnie o niepodległość z 1971 r. Protestujący twierdzą, że system ten jest dyskryminujący, ale korzystny dla zwolenników premierki Sheikh Hasiny, która w tym roku po raz piąty stanęła na czele rządu.

Do rozpoczętych na początku miesiąca demonstracji dochodziło niemal codziennie, od poniedziałku przerodziły się one w gwałtowne starcia. Kryzys społeczny przerodził się w kryzys polityczny, a premierka dolała oliwy do ognia, porównując demonstrantów do pakistańskich "kolaborantów" z okresu wojny wyzwoleńczej w 1971 r. "Kpiny z nich były atakiem na ich godność. To był także sygnał, jak bardzo demonstranci nie mają żadnego znaczenia dla reżimu, który uważa się za stojący ponad prawem" - stwierdził Ali Riaz, profesor politologii na Uniwersytecie Illinois.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 19.07.2024 19:45
Źródło: PAP