Ile wart jest immunitet, którym straszy Donald Tusk? Niewiele. Dziurawa tarcza byłego premiera

Gdy w końcu wymiar sprawiedliwości zapukał do drzwi byłego premiera, ten z miejsca ostrzega – ani kroku dalej, mam immunitet! Tyle, że jego pistolet nabity jest ślepakami..
Dobrego PR nigdy nie można było Platformie odmówić. Potrafiła postawić na nogi kogo tylko chciała, żeby medialny przekaz dnia zgadzał się z ich oczekiwaniami. Wydaje się jednak, że możliwości spindoktorów Platformy się kończą.
Z Gdańska, a nie Magdeburga
Wieczorem, 10 listopada 1918 r. specjalnym pociągiem do Warszawy przyjechał Józef Piłsudski, wypuszczony kilka dni wcześniej z twierdzy w Magdeburgu.
Wieczorem 16 kwietnia 1917 r. specjalnym pociągiem z Helsinek do Petersburga przybył z emigracji w Szwajcarii Włodzimierz Lenin. Witany na peronie przez oczekujący tłum robotników i żołnierzy.
Rankiem 19 kwietnia 2017 r. rejsowym Pendolino z Gdańska do Warszawy w otoczeniu Pawła Grasia i dziennikarzy przyjechał Donald Tusk. Do kogo bardziej podobny?
Przewodniczący Rady Europejskiej witany był zarówno przez zwolenników, jak i przeciwników. Następnie w otoczeniu jednych i drugich przemaszerował do siedziby prokuratury zeznawać jako świadek. Chodzi o prowadzone śledztwo dotyczące tajnej współpracy polskiego kontrwywiadu z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa (FSB), na którą zgodę wydał rząd PO-PSL. Na razie żadne zarzuty nikomu nie zostały postawione. Niemniej sam Tusk po wyjściu z prokuratury zapowiedział, że jeśli będzie czuł, że jest taka potrzeba, to skorzysta z przysługującego mu immunitetu. - Mój urząd objęty jest pełnym immunitetem zgodnie z prawem europejskim. Skorzystam z immunitetu wtedy, kiedy dojdę do wniosku, że celowo wykorzystywane są sprawy przeciwko mnie po to, aby utrudnić lub uniemożliwić mi sprawowanie funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale jeśli tak, to nie będę się wahał - zapowiedział w rozmowie z dziennikarzami przed drzwiami prokuratury.
Zbawca z Brukseli
Atmosferę wokół przyjazdu Donalda Tuska podkręcano już od kilku dni. Do przybycia na peron Dworca Centralnego nawoływała aktorka Krystyna Janda. W internecie zwoływali się zarówno jego zwolennicy, jak i przeciwnicy. To wszystko prawdopodobnie po to, by przykryć kwestię samych zeznań i umowy między Służbą Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) a rosyjską (FSB).
Zorganizowanie happeningu ma też zapewne pomóc Donaldowi Tuskowi w ewentualnym powrocie do polskiej polityki. Nie od dziś wiadomo, że jego marzeniem jest prezydentura. Niektórzy zresztą twierdzą, że swoim przyjazdem Tusk rzucił rękawicę Grzegorzowi Schetynie. Damą, o którą walczą, ma być Platforma Obywatelska, a ściślej przywództwo w partii. - Schetyna walczy o przywództwo, a Tusk przyjeżdża pociągiem na jeden dzień i mu je odbiera - komentuje w wywiadzie dla wPolityce.pl Jan Pietrzak. Zupełnie innego zdania jest prof. Norbert Maliszewski, zajmujący się zachowaniami politycznymi: - Dla Grzegorza Schetyny bardzo wygodny byłby start Donalda Tuska w wyborach prezydenckich, więc ewentualny spór to polityczna mrzonka - tłumaczy.
Sam Tusk w typowy dla siebie sposób skomentował zamieszanie, jakie wywołał: "Drzewo zetną, bażanta zastrzelą, ale Was nie zmogą. Dzięki za Wasze «Sto lat» - najpiękniejsze, jakie w życiu słyszałem" - napisał na Twitterze.
Tarcza z dziurką
Przewodniczący Rady Unii Europejskiej ma zamiar zasłaniać się przysługującym mu immunitetem. Problem w tym, że nie bardzo ma czym. Dość wyraźnie kwestię immunitetu wyjaśnia "Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej" w swoim Protokole 7. Artykuł 11 stanowi, że "Na terytorium każdego Państwa Członkowskiego i bez względu na ich przynależność państwową, urzędnicy i inni pracownicy Unii (…) korzystają z immunitetu jurysdykcyjnego co do dokonanych przez nich czynności służbowych, a obejmującego również słowa wypowiedziane lub napisane; korzystają oni z tego immunitetu również po zakończeniu pełnienia funkcji". Z tej definicji wynika wprost, że immunitet, który obejmuje Donalda Tuska, jest de facto immunitetem stanowiska, a nie osoby go piastującej. Poza tym działa dopiero od momentu objęcia funkcji w Brukseli. Nie jest to więc list żelazny, który zwalnia od wszelkiej odpowiedzialności. Jedynie od tego, co dana osoba robi na stanowisku, które piastuje z ramienia UE. Potwierdza to m.in. Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości: - To immunitet, który chroni osobę piastującą tę funkcję wyłącznie w zakresie działań podejmowanych w ramach jego urzędu, natomiast nie obejmuje on zdarzeń, które miały miejsce wcześniej. Zdaniem niektórych ekspertów, aby Tusk mógł skutecznie skorzystać z immunitetu, musiałby zrezygnować z polskiego obywatelstwa, ale abstrahując, czy tak jest czy nie - nie chcę w tej chwili wypowiadać się w sposób wiążący - to przedmiot analiz. Jedno jest pewne. Donald Tusk nie może zasłaniać się immunitetem i nie powinien wywoływać histerii wokół swojej osoby w sytuacji, kiedy realizuje swoje obowiązki wobec polskiego państwa - mówił w "Gościu Wiadomości" TVP Info.
Tarcza immunitetu okazuje się więc dziurawa, ale Tusk stawiając się w prokuraturze 19 kwietnia, stara się pokazać, że nie ma nic do ukrycia. To może mu jednak nie wystarczyć, a immunitet może okazać się całkiem fikcyjny.
Maciej Chudkiewicz
Artykuł pochodzi z 17 numeru Tygodnika Solidarność
Z Gdańska, a nie Magdeburga
Wieczorem, 10 listopada 1918 r. specjalnym pociągiem do Warszawy przyjechał Józef Piłsudski, wypuszczony kilka dni wcześniej z twierdzy w Magdeburgu.
Wieczorem 16 kwietnia 1917 r. specjalnym pociągiem z Helsinek do Petersburga przybył z emigracji w Szwajcarii Włodzimierz Lenin. Witany na peronie przez oczekujący tłum robotników i żołnierzy.
Rankiem 19 kwietnia 2017 r. rejsowym Pendolino z Gdańska do Warszawy w otoczeniu Pawła Grasia i dziennikarzy przyjechał Donald Tusk. Do kogo bardziej podobny?
Przewodniczący Rady Europejskiej witany był zarówno przez zwolenników, jak i przeciwników. Następnie w otoczeniu jednych i drugich przemaszerował do siedziby prokuratury zeznawać jako świadek. Chodzi o prowadzone śledztwo dotyczące tajnej współpracy polskiego kontrwywiadu z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa (FSB), na którą zgodę wydał rząd PO-PSL. Na razie żadne zarzuty nikomu nie zostały postawione. Niemniej sam Tusk po wyjściu z prokuratury zapowiedział, że jeśli będzie czuł, że jest taka potrzeba, to skorzysta z przysługującego mu immunitetu. - Mój urząd objęty jest pełnym immunitetem zgodnie z prawem europejskim. Skorzystam z immunitetu wtedy, kiedy dojdę do wniosku, że celowo wykorzystywane są sprawy przeciwko mnie po to, aby utrudnić lub uniemożliwić mi sprawowanie funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale jeśli tak, to nie będę się wahał - zapowiedział w rozmowie z dziennikarzami przed drzwiami prokuratury.
Zbawca z Brukseli
Atmosferę wokół przyjazdu Donalda Tuska podkręcano już od kilku dni. Do przybycia na peron Dworca Centralnego nawoływała aktorka Krystyna Janda. W internecie zwoływali się zarówno jego zwolennicy, jak i przeciwnicy. To wszystko prawdopodobnie po to, by przykryć kwestię samych zeznań i umowy między Służbą Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) a rosyjską (FSB).
Zorganizowanie happeningu ma też zapewne pomóc Donaldowi Tuskowi w ewentualnym powrocie do polskiej polityki. Nie od dziś wiadomo, że jego marzeniem jest prezydentura. Niektórzy zresztą twierdzą, że swoim przyjazdem Tusk rzucił rękawicę Grzegorzowi Schetynie. Damą, o którą walczą, ma być Platforma Obywatelska, a ściślej przywództwo w partii. - Schetyna walczy o przywództwo, a Tusk przyjeżdża pociągiem na jeden dzień i mu je odbiera - komentuje w wywiadzie dla wPolityce.pl Jan Pietrzak. Zupełnie innego zdania jest prof. Norbert Maliszewski, zajmujący się zachowaniami politycznymi: - Dla Grzegorza Schetyny bardzo wygodny byłby start Donalda Tuska w wyborach prezydenckich, więc ewentualny spór to polityczna mrzonka - tłumaczy.
Sam Tusk w typowy dla siebie sposób skomentował zamieszanie, jakie wywołał: "Drzewo zetną, bażanta zastrzelą, ale Was nie zmogą. Dzięki za Wasze «Sto lat» - najpiękniejsze, jakie w życiu słyszałem" - napisał na Twitterze.
Tarcza z dziurką
Przewodniczący Rady Unii Europejskiej ma zamiar zasłaniać się przysługującym mu immunitetem. Problem w tym, że nie bardzo ma czym. Dość wyraźnie kwestię immunitetu wyjaśnia "Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej" w swoim Protokole 7. Artykuł 11 stanowi, że "Na terytorium każdego Państwa Członkowskiego i bez względu na ich przynależność państwową, urzędnicy i inni pracownicy Unii (…) korzystają z immunitetu jurysdykcyjnego co do dokonanych przez nich czynności służbowych, a obejmującego również słowa wypowiedziane lub napisane; korzystają oni z tego immunitetu również po zakończeniu pełnienia funkcji". Z tej definicji wynika wprost, że immunitet, który obejmuje Donalda Tuska, jest de facto immunitetem stanowiska, a nie osoby go piastującej. Poza tym działa dopiero od momentu objęcia funkcji w Brukseli. Nie jest to więc list żelazny, który zwalnia od wszelkiej odpowiedzialności. Jedynie od tego, co dana osoba robi na stanowisku, które piastuje z ramienia UE. Potwierdza to m.in. Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości: - To immunitet, który chroni osobę piastującą tę funkcję wyłącznie w zakresie działań podejmowanych w ramach jego urzędu, natomiast nie obejmuje on zdarzeń, które miały miejsce wcześniej. Zdaniem niektórych ekspertów, aby Tusk mógł skutecznie skorzystać z immunitetu, musiałby zrezygnować z polskiego obywatelstwa, ale abstrahując, czy tak jest czy nie - nie chcę w tej chwili wypowiadać się w sposób wiążący - to przedmiot analiz. Jedno jest pewne. Donald Tusk nie może zasłaniać się immunitetem i nie powinien wywoływać histerii wokół swojej osoby w sytuacji, kiedy realizuje swoje obowiązki wobec polskiego państwa - mówił w "Gościu Wiadomości" TVP Info.
Tarcza immunitetu okazuje się więc dziurawa, ale Tusk stawiając się w prokuraturze 19 kwietnia, stara się pokazać, że nie ma nic do ukrycia. To może mu jednak nie wystarczyć, a immunitet może okazać się całkiem fikcyjny.
Maciej Chudkiewicz
Artykuł pochodzi z 17 numeru Tygodnika Solidarność

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Tagi
Data publikacji: 29.04.2017 03:09
Komentarze
Czarnek ostro upomniał Mentzena. W tle spór o TK
03.11.2026 10:00
Karol Gac: Zima drożyzny
03.11.2026 06:00

Komentarzy: 0
Jeszcze nie zaczęła się zima, a już wiadomo, że może się ona okazać jedną z najdroższych w ostatnich latach. Ceny węgla rosną, pellet kosztuje fortunę, a sytuacja na europejskim rynku gazu zapowiada kolejne kłopoty. W momencie, w którym miliony Polaków zaczynają liczyć, ile będą musiały zapłacić za ogrzanie domów i mieszkań, rząd udaje, że problemu nie ma, a politycy żyją we własnym świecie, pogrążeni w coraz bardziej oderwanych od rzeczywistości rozgrywkach.
Czytaj więcej
Sławomir Jastrzębowski: Rządowy zespół Delbrücka
03.11.2026 06:00

Komentarzy: 0
„Nie krytykuj! Lecz!” Ja zaznaczam, ja się tutaj tylko tak zastanawiam nad sensownością podanego hasła. Wyłącznie. Ja nie chcę tu niczego przesądzać, ale zaniepokojenie jest. Może razem powinniśmy podumać, może nawet pomyśleć nad tym, bo przecież… Oczywiście wiemy, że premier nasz Donald Tusk jest kłamcą. Kłamcą namiętnym i doświadczonym. Weteranem, można powiedzieć. Przykładów jest co niemiara, nie ma co ukrywać. Byliśmy jednak przekonani, że to z powodu cynicznego, politycznego wyrachowania. A jeśli nie? A jeśli jest kłamcą patologicznym? Powiało grozą?
Czytaj więcej
Zastępcy Żurka uderzają w Tuska. Mowa o zbrojnej grupie przestępczej
02.11.2026 22:22

Komentarzy: 0
Pięciu zastępców Prokuratora Generalnego uderza w Donalda Tuska i Waldemara Żurka. W zawiadomieniu dotyczącym wydarzeń wokół TK mowa o podejrzeniu popełnienia wyjątkowo poważnych przestępstw.
Czytaj więcej
Tusk z azylem w Rosji? Miedwiediew: „Nie zostawiamy swoich ludzi w tyle”
02.11.2026 16:21

Komentarzy: 0
Dmitrij Miedwiediew, były prezydent Rosji, zamieścił na platformie X serię wpisów odnoszących się do sytuacji politycznej w Polsce. Najpierw ironizował na temat oskarżeń o rosyjską ingerencję, wspominając o „zamachu stanu w Polsce”. Następnie, w odpowiedzi na komentarz internauty dotyczący Donalda Tuska, napisał: „Nie zostawiamy swoich ludzi w tyle”. Słowa rosyjskiego polityka wywołują pytania o ich polityczny kontekst.
Czytaj więcej

