Hu, hu , ha, zima zła. Kilka puszek konserw i parę świeczek może nam się niebawem bardzo przydać...
18.01.2017 11:49

Komentarzy: 0
Udostępnij:
Na początku stycznia pogoda dała w kość Polakom. Przyzwyczajeni ostatnio do łagodnych i mało śnieżnych zim nie zdajemy sobie sprawy, że w przyszłości może czyhać na nas kolejna zima stulecia. Zwłaszcza, że poprzednia była w ubiegłym wieku.
Starsi czytelnicy "TS" mianem "zimy stulecia" określają zapewne przełom roku 1978/79. Po bardzo łagodnym grudniu w samej końcówce tego miesiąca nad Polskę napłynęły bardzo zimne masy powietrza arktycznego, które w zderzeniu z zalegającym do tej pory wilgotnym powietrzem morskim spowodowały nieczęstą sytuację - bardzo obfite opady śniegu połączone z dużymi mrozami. Fala ta przetoczyła się przez Polskę od północy. 29 grudnia zasypane było Pomorze, w Sylwestra natomiast stał już cały kraj. Sytuację pogarszał bardzo silny wiatr, który powodował wysokie zaspy.
Wiele miejscowości zostało odciętych od świata nawet na kilkanaście dni. Do sklepów nie docierało i tak kiepskie zaopatrzenie. Zamarzające zwrotnice i pękające szyny sparaliżowały komunikację kolejową - a co za tym idzie w elektrociepłowniach i elektrowniach zaczęło brakować węgla, a docierające transporty były zbrylone i zamarznięte. Przez trzy miesiące obowiązywał w całym kraju słynny "dwudziesty stopień zasilania" - co oznaczało wielogodzinne przerwy w dostawach prądu. Transport drogowy był niemal całkowicie sparaliżowany - w miastach autobusy jeździły w tunelach wykopanych w śniegu, poza miastami nierzadko drogi oczyszczały czołgi, gąsienicami kruszące zamarznięty na asfalcie zbrylony śnieg. W wielu szkołach zawieszono zajęcia. Sytuacja względnie unormowała się po mniej więcej dwóch tygodniach - lecz kolejnym efektem owej zimy była powódź, która wiosną nawiedziła znaczne rejony kraju.
Kraj skuty mrozem
W połowie następnego dziesięciolecia nasz kraj odwiedził kolejny żywioł - srogi mróz. Styczeń 1987 roku uznano za najzimniejszy w historii polskiej meteorologii. Średnia temperatura wyniosła wówczas poniżej - 10 stopni Celsjusza. 30 stycznia w Białymstoku zanotowano - 34, 6 stopnia - w wielu innych miejscowościach temperatura również spadła trzydzieści stopni poniżej zera. Efektem były przede wszystkim perturbacje w ruchu kolejowym - pękały szyny. W wielu miastach dochodziło też do awarii sieci wodociągowych i ciepłowniczych. Znacząco wzrosła też liczba pożarów - wielu Polaków dogrzewało domy, jak tylko mogło - co powodowało nie tylko przeciążenia sieci energetycznej, lecz również zaczadzenia i pożary.
Szykujmy się na powtórkę
W ostatnich dziesięcioleciach nie mieliśmy do czynienia z tak ekstremalnymi warunkami - lecz nie oznacza to, iż podobne zagrożenia odeszły do lamusa. W niedawnym numerze pisma "Science Advances" opublikowano wyniki prac zespołu klimatologów z uniwersytetu Yale, kierowanego przez dr Wei Liu. Wynika z nich, że w najbliższych latach Europie grozi gwałtowne ochłodzenie klimatu, wywołane przez - co pozornie paradoksalne - globalne ocieplenie. Na skutek topnienia lodów na Grenlandii może dojść do wyhamowania tempa cyrkulacji oceanicznej na Atlantyku. AMOC (Atlantycka Południkowa Cyrkulacja Wymienna) polega na układzie prądów morskich, przenoszących ciepłe wody z okolic równika na północ, oraz głębszego, przeciwnie skierowanego zimnego i gęstego prądu. Wynikiem zaburzenia może być dość gwałtowne (w ciągu kilku zaledwie lat) wychłodzenie Europy Północnej. Średnia temperatura w tym rejonie świata może spaść aż o 7 stopni, zwiększy się też znacznie wilgotność powietrza - a to oznacza obfite opady śniegu zimą i porę deszczową latem.
Czy możemy się obronić?
Stara prawda głosi, że z naturą człowiek jeszcze nigdy nie wygrał - więc pozostaje się przystosować do ewentualnych zmian. Powtórka z roku 1979, czyli wielkie śnieżyce i spory mróz byłyby obecnie dla Polaków bardzo uciążliwe - choć nie w takim stopniu, jak prawie czterdzieści lat temu. Mamy znacznie zmodyfikowaną sieć transportu drogowego, więcej sprzętu odśnieżającego (choć znacznie mniej czołgów). Sieć kolejową czekałaby jednak powtórka z tamtych lat - a paraliż ruchu pociągów oznaczałby kłopoty dla ciepłowni i elektrowni. Podobne problemy wystąpiłyby przy gwałtownej fali silnych mrozów - które skutkowałyby też dużą liczbą awarii wodociągowych i ciepłowniczych. Niewykluczone byłyby ograniczenia w dostawach prądu, mogłyby wystąpić kłopoty z kupnem niektórych produktów żywnościowych i przemysłowych - choć z pewnością żywność miałaby pierwszeństwo w dostawach. Wyglądając więc przez okno na termometr i padający śnieg zaplanujmy już dziś minizapasy - kilka puszek konserw i parę świeczek może nam się niebawem bardzo przydać...
Leszek Masierak
Tekst pochodzi z najnowszego numeru "TS" (02/2017) dostępnego również w wersji cyfrowej tutaj
Wiele miejscowości zostało odciętych od świata nawet na kilkanaście dni. Do sklepów nie docierało i tak kiepskie zaopatrzenie. Zamarzające zwrotnice i pękające szyny sparaliżowały komunikację kolejową - a co za tym idzie w elektrociepłowniach i elektrowniach zaczęło brakować węgla, a docierające transporty były zbrylone i zamarznięte. Przez trzy miesiące obowiązywał w całym kraju słynny "dwudziesty stopień zasilania" - co oznaczało wielogodzinne przerwy w dostawach prądu. Transport drogowy był niemal całkowicie sparaliżowany - w miastach autobusy jeździły w tunelach wykopanych w śniegu, poza miastami nierzadko drogi oczyszczały czołgi, gąsienicami kruszące zamarznięty na asfalcie zbrylony śnieg. W wielu szkołach zawieszono zajęcia. Sytuacja względnie unormowała się po mniej więcej dwóch tygodniach - lecz kolejnym efektem owej zimy była powódź, która wiosną nawiedziła znaczne rejony kraju.
Kraj skuty mrozem
W połowie następnego dziesięciolecia nasz kraj odwiedził kolejny żywioł - srogi mróz. Styczeń 1987 roku uznano za najzimniejszy w historii polskiej meteorologii. Średnia temperatura wyniosła wówczas poniżej - 10 stopni Celsjusza. 30 stycznia w Białymstoku zanotowano - 34, 6 stopnia - w wielu innych miejscowościach temperatura również spadła trzydzieści stopni poniżej zera. Efektem były przede wszystkim perturbacje w ruchu kolejowym - pękały szyny. W wielu miastach dochodziło też do awarii sieci wodociągowych i ciepłowniczych. Znacząco wzrosła też liczba pożarów - wielu Polaków dogrzewało domy, jak tylko mogło - co powodowało nie tylko przeciążenia sieci energetycznej, lecz również zaczadzenia i pożary.
Szykujmy się na powtórkę
W ostatnich dziesięcioleciach nie mieliśmy do czynienia z tak ekstremalnymi warunkami - lecz nie oznacza to, iż podobne zagrożenia odeszły do lamusa. W niedawnym numerze pisma "Science Advances" opublikowano wyniki prac zespołu klimatologów z uniwersytetu Yale, kierowanego przez dr Wei Liu. Wynika z nich, że w najbliższych latach Europie grozi gwałtowne ochłodzenie klimatu, wywołane przez - co pozornie paradoksalne - globalne ocieplenie. Na skutek topnienia lodów na Grenlandii może dojść do wyhamowania tempa cyrkulacji oceanicznej na Atlantyku. AMOC (Atlantycka Południkowa Cyrkulacja Wymienna) polega na układzie prądów morskich, przenoszących ciepłe wody z okolic równika na północ, oraz głębszego, przeciwnie skierowanego zimnego i gęstego prądu. Wynikiem zaburzenia może być dość gwałtowne (w ciągu kilku zaledwie lat) wychłodzenie Europy Północnej. Średnia temperatura w tym rejonie świata może spaść aż o 7 stopni, zwiększy się też znacznie wilgotność powietrza - a to oznacza obfite opady śniegu zimą i porę deszczową latem.
Czy możemy się obronić?
Stara prawda głosi, że z naturą człowiek jeszcze nigdy nie wygrał - więc pozostaje się przystosować do ewentualnych zmian. Powtórka z roku 1979, czyli wielkie śnieżyce i spory mróz byłyby obecnie dla Polaków bardzo uciążliwe - choć nie w takim stopniu, jak prawie czterdzieści lat temu. Mamy znacznie zmodyfikowaną sieć transportu drogowego, więcej sprzętu odśnieżającego (choć znacznie mniej czołgów). Sieć kolejową czekałaby jednak powtórka z tamtych lat - a paraliż ruchu pociągów oznaczałby kłopoty dla ciepłowni i elektrowni. Podobne problemy wystąpiłyby przy gwałtownej fali silnych mrozów - które skutkowałyby też dużą liczbą awarii wodociągowych i ciepłowniczych. Niewykluczone byłyby ograniczenia w dostawach prądu, mogłyby wystąpić kłopoty z kupnem niektórych produktów żywnościowych i przemysłowych - choć z pewnością żywność miałaby pierwszeństwo w dostawach. Wyglądając więc przez okno na termometr i padający śnieg zaplanujmy już dziś minizapasy - kilka puszek konserw i parę świeczek może nam się niebawem bardzo przydać...
Leszek Masierak
Tekst pochodzi z najnowszego numeru "TS" (02/2017) dostępnego również w wersji cyfrowej tutaj

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 18.01.2017 11:49
Przyszłość górnictwa jest na wschodzie
04.12.2017 20:00

Komentarzy: 0
Choć górnictwo węgla kamiennego w Polsce „od zawsze” kojarzy się przede wszystkim z Górnym Śląskiem, jego przyszłość leży na wschodzie. Obszar Lubelskiego Zagłębia Węglowego jest najbardziej perspektywicznym terenem dla tej branży – znajduje się tam ponad jedna piąta krajowych zasobów węgla kamiennego.
Czytaj więcej
Franciszek Kornicki - ostatni z wielkich
01.12.2017 14:00

Komentarzy: 0
W angielskim Worthing zmarł 16 listopada podpułkownik pilot Franciszek Kornicki – ostatni z dowódców polskich dywizjonów myśliwskich w latach II wojny światowej. Było to grono ludzi niezwykłych, których umiejętności podziwiał cały świat.
Czytaj więcej
Niemcy: Kłopoty ambitnych pretendentów
01.12.2017 09:00
Indie - Chiny. Zapomniana wojna gigantów
17.11.2017 14:00

Komentarzy: 0
55 lat temu weszło w życie zawieszenie broni w wojnie pomiędzy Chinami a Indiami. Konflikt ten do dziś ma swoje reperkusje – a mówimy przecież o starciu dwóch najludniejszych krajów świata, utrzymujących pod bronią ponad milion żołnierzy każdy. Oba kraje mają też broń jądrową.
Czytaj więcej
Przedsionek niepodległości
10.11.2017 14:00

Komentarzy: 0
Sprawa polska była w opinii światowej zapomniana latem 1914 roku, gdy wybuchła I wojna światowa. Jednak na rok przed jej końcem sytuacja wyglądała już zupełnie inaczej – o państwie polskim mówiły wszystkie walczące strony – choć wyobrażały je sobie zupełnie inaczej.
Czytaj więcej
