Hanna Dobrowolska: "Związki zawodowe nauczycieli przeciwne edukacji włączającej – i co z tego?"

Proponowane zmiany w systemie mogą przynieść więcej szkody niż pożytku, stwierdzała wówczas słusznie Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania, jednoznacznie sprzeciwiając się projektowi. Te obawy potwierdzają się w ostatnim roku, dostarczając kolejnych dowodów na szkodliwość "Edukacji dla wszystkich". Niestety, głos Krajowej Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" nie został wówczas potraktowany poważnie przez MEIN.
W maju 2021 r. do grona krytyków projektu w proponowanym kształcie dołączył Związek Nauczycielstwa Polskiego. W specjalnym liście do Premiera RP wyraził swoje uzasadnione obawy i zwrócił się o wstrzymanie prac nad nowymi rozwiązaniami w zakresie edukacji włączającej.
W ankiecie Głosu Nauczycielskiego aż 88% spośród ponad 2 tys. nauczycieli biorących udział w ankiecie było przeciw edukacji włączającej! Petycję na ten temat podpisało do chwili obecnej blisko 12 tysięcy osób. Można pod nią znaleźć wiele przejmujących komentarzy rodziców dzieci z dysfunkcjami i pedagogów specjalnych, którzy poddają projekt daleko idącej i merytorycznej krytyce, kierując się najlepiej pojętym interesem dziecka. Przykłady szkolnych praktyków pokazują całkowitą nieprzystawalność ideologicznych założeń "włączania" do realiów życia szkoły i psychologii człowieka - ucznia i nauczyciela.
Po roku stopniowego wdrażania projektu, pod egidą Departamentu Wychowania i Edukacji Włączającej MEiN oraz Ośrodka Rozwoju Edukacji [kluczowego wykonawcy przyjętych wbrew protestom założeń], do grona przeciwników "Edukacji dla wszystkich" dołączyło blisko 40 organizacji, w tym nauczycielskich, zakładając Ruch Ochrony Szkoły. W piśmie do Ministra Przemysława Czarnka z 29.08.2022 r., wystosowanym w przeddzień nowego roku szkolnego, ROS wyraził równie krytyczną opinię na temat modelu edukacji włączającej, co w poprzednim roku zlekceważone związki zawodowe: "Dostrzegamy ogromne problemy wynikające z wdrażania szkodliwej metody włączającej, która poniosła fiasko we wszystkich państwach, które ją wprowadziły. Na podstawie doświadczeń innych krajów wiemy, że tzw. edukacja włączająca skutkuje katastrofalnym obniżeniem poziomu kształcenia wszystkich uczniów, prowadzi do likwidacji szkolnictwa specjalnego, a w rezultacie - grozi demontażem całego systemu oświaty".
Nauczyciele - zarówno ze szkół masowych, jak i specjalnych - a także szerokie kadry pedagogów specjalnych i psychologów oczekują ochrony i rozwoju istniejących szkół specjalnych z ich kadrą i dorobkiem, a nie stopniowego przekształcania i powierzania im "nowej roli i zadań", grożących likwidacją szkolnictwa pecjalnego. Powstawanie od 2021 r. pilotażowych 23 Specjalistycznych Centrów Wspierających Edukację Włączającą tworzonych na bazie istniejących placówek oświatowych, w tym szkół specjalnych - jest dowodem na to postępujące zjawisko, mimo uspokajających głosów z MEiN.
Na stronie rządowej czytamy założenia nowej ustawy, a tam: " placówki specjalne, dzięki wykorzystaniu swoich doświadczeń i wiedzy w zakresie pracy z uczniami z niepełnosprawnościami i posiadającymi inne złożone potrzeby pełnią dodatkowo nową rolę, wspierając przedszkola i szkoły ogólnodostępne i integracyjne w sposób, który zwiększy możliwości szkół ogólnodostępnych w zakresie włączania wszystkich osób uczących się".
Kadra szkół specjalnych przygotowana była przez lata do pracy z uczniami ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi [SPE], i to o ściśle określonych niepełnosprawnościach - dlatego osiągała tak świetne wyniki i świadczyła dzieciom wysoce fachową pomoc. Teraz ma pełnić dodatkowo [!] "nową rolę" - szkolić i wspierać nauczycieli z placówek ogólnodostępnych, do których trafią dzieci z niepełnosprawnościami, co budzi uzasadniony protest nauczycieli. Zamiast realizować swoje powołanie, dla którego zdecydowali się na wybór pedagogiki specjalnej, i pracować z dziećmi, przekwalifikowywani są stopniowo na szkoleniowców tworzonych kadr włączania, i to "dodatkowo". Wielu z nich już dziś odchodzi z zawodu, nie widząc siebie w tej zupełnie innej roli.
Podobnie dzieje się w wypadku nauczycieli przedmiotu - oni również chcieli realizować się jako matematycy, poloniści i historycy…, nie zaś jako opiekunowie uczniów z często głębokimi niepełnosprawnościami, którzy trafiają do klas masowych. Kadry stawiane wobec takich wyzwań - arcytrudnych i wymagających szczególnych predyspozycji - wykruszają się w znacznym tempie. Czy niedługo psycholodzy i pedagodzy zatrudniani na fali edukacji włączającej zaczną w szkołach zastępować brakujących nauczycieli - tych, którzy przekazują realną wiedzę z zakresu swojej dziedziny? Czy o to chodzi w przyszłej szkole "dla wszystkich"?
Gdybyż takie środki lub choćby ich część skierować na nauczycielskie wynagrodzenia, może skończyłby się odpływ kadr i udało odbudować autorytet zawodu? Na stronie rządowej projektu "ustawy o wsparciu dzieci, uczniów i rodzin", czyli praktycznie - ustawy o obowiązkowym wdrożeniu w oświacie edukacji włączającej pada słuszne skądinąd stwierdzenie:
"Nauczyciele nie są przygotowani do takiego projektowania pomocy metodycznych i całego procesu kształcenia, który będzie odpowiadał na wyzwania rozwojowe i edukacyjne nie wybranych pojedynczych uczniów, ale wszystkich uczniów posiadających określone potrzeby i preferencje uczenia się. Ta luka kompetencyjna dotyczy przede wszystkim nauczycieli przedmiotów".
Nie są przygotowani, bo nie taka była szkoła, w której mieli uczyć, i nie w tym celu skończyli studia! Nie mieli odpowiadać na "określone potrzeby i preferencje uczenia się", tylko przekazywać uczniom wiedzę ze swojej dziedziny i wychowywać. Nie mieli wspierać "wszystkich", i do tego "o zróżnicowanych potrzebach", a kształcić i wymagać. Szkoła masowa taki miała cel i taką powinna pozostać. Nauczycieli przedmiotów nie dotyczy żadna "luka kompetencyjna", tylko boleśnie dotyka szkodliwy projekt włączania "wszystkich uczniów", groźny dla całej oświaty.
Środowisko oczekuje profesjonalnej integracji dzieci z niepełnosprawnościami pod kontrolą poradni, a nie "prymitywnego", jak to określają praktycy ze szkół specjalnych, "włączania", które krzywdzi uczniów tragicznie doświadczonych przez los. Wielu uczniów - szczególnie tych z głęboką niepełnosprawnością intelektualną - nie ma szansy na odnalezienie się w szkole masowej, co więcej - może doznać jeszcze poważniejszego uszczerbku na zdrowiu.
Podkreślmy - nie chodzi o dysfunkcje sensoryczne, które symbolizuje dziecko na wózku, gdyż bariery architektoniczne już dawno w większości placówek zostały usunięte lub zminimalizowane. Chodzi o uczniów niedostosowanych społecznie, z poważnymi zaburzeniami intelektualnymi oraz emocjonalnymi, które rodzą rozmaite zagrożenia i zmuszają do maksymalnej koncentracji na tych uczniach, by zapewnić bezpieczeństwo im i osobom w ich bezpośrednim otoczeniu. Klasy masowe, liczące obecnie do 29 uczniów, nie są w stanie funkcjonować , gdy "włączonych" zostaje do nich 5 dzieci z najcięższymi i różnorodnymi niepełnosprawnościami, przy jednym nauczycielu wspierającym. Obserwowany jest spadek poziomu nauczania w całych klasach oraz niejednokrotnie - dezintegracja zespołów klasowych, czyli proces dokładnie odwrotny do zamierzonego. Niestety, wielu uczniów po takim nieudanym "włączeniu" wraca do placówek specjalnych z dodatkowymi lub pogłębionymi problemami psychiatrycznymi. Jedyne szczęście - że jeszcze ma dokąd wracać.
Tak skrajna inkluzja nie została wprowadzona w żadnym z krajów europejskich, a np. w Kanadzie podobne próby poniosły kompletne fiasko. Wielu praktyków bije na alarm już dziś, a część naszych decydentów brnie bezkrytycznie w utopijną iluzję o "edukacji dla wszystkich" i dla każdego.
W odpowiedzi na interpelację poselską nr 29404 - w sprawie działań pełnomocnik rządu w zakresie edukacji włączającej - sekretarz stanu w MEiN Tomasz Rzymkowski poinformował 11.01.2022 o podejmowanych w 2021 r. pracach. Objęły one m.in. wspomniane Specjalistyczne Centra WEW, szkolenia - w latach 2022-2023 - mają one objąć 30 tys. osób "kadr edukacji włączającej", 1400 przeszkolonych pracowników poradni psychologiczno-pedagogicznych i wiele innych zadań. Także przygotowanie odnośnych zmian legislacyjnych, które bez względu na wcześniejsze sprzeciwy związków zawodowych, są w trakcie opracowywania. Wszystko to za fundusze z Unii Europejskiej, co musi zastanawiać, gdyż autonomia systemu oświatowego nadal obowiązuje w Polsce.
O jakich zmianach ustawowych tu mowa, można dowiedzieć się ze strony rządowej, a zapowiadają się na bardzo głębokie. Według projektu "Edukacji dla wszystkich" mają objąć stworzenie nowej ustawy oraz zmiany w co najmniej 12 innych. Czy związki zawodowe są informowane o tych pracach? Czy będą miały czas ustosunkować się do projektów nowych ustaw? I czy ich głos zostanie poważnie wzięty pod uwagę, a nie zignorowany - jak poprzednio? Może warto już na wstępnym etapie prac skonfrontować założenia projektów ustaw z realiami, znanymi znacznie lepiej praktykom niż urzędnikom za biurkami.
Obserwujemy coraz częstsze ingerencje osób i instytucji UE w polski system sądownictwa, co doprowadza do jego powolnego paraliżu, i jednocześnie jest stosowane jako szantaż finansowy np. w kontekście KPO. Czy nie podobnie zapowiada się w oświacie?
Oto niedawnym przykładem stosowania mechanizmu nacisku na polskie władze oświatowe przez tych, którzy finansują "włączanie"- pomimo istniejącego niezależnego systemu oświaty w Polsce - była wizyta w Polsce delegacji Parlamentu Europejskiego w dn. 19 września 2022 r. w Ministerstwie Edukacji i Nauki. Delegacja z europosłanką Dolors Monserrat, członkiem Komisji Petycji Parlamentu Europejskiego, pod pretekstem interwencji w związku z petycjami polskich obywatelek, przyjechała, by bezpośrednio nacisnąć na mało zaangażowany - zdaniem dysponenta środków finansowych - polski rząd. I oto Sekretarz Stanu w MEiN, Pełnomocnik Rządu do spraw wspierania wychowawczej funkcji szkoły i placówki, edukacji włączającej oraz kształcenia zawodowego, Marzena Machałek wyjaśniła szeroko - pomimo że nie podlega w żadnym zakresie Komisji Petycji PE - jak dalece myli się PE i jak wspaniale przebiega realizacja projektu włączania, podając szczegóły osiągnięć, które są dostępne na stronie MEiN.
Granice autonomii wyznacza być może fakt, iż "w perspektywie finansowej UE na lata 2021-2027 [..] na działania związane z podnoszeniem jakości edukacji włączającej zaplanowano kwotę ok. 500 mln zł." [dane z odpowiedzi na w.w interpelację poselską]. To "podnoszenie jakości" gwarantuje niezły zastrzyk finansowy głównie firmom szkoleniowym, które już dziś realizują falę szkoleń kadr edukacji włączającej według ogólnikowych programów, nie mających wiele wspólnego ze studiami na kierunku pedagogika specjalna.
Krytyczne uwagi wrażone na początku 2021 r. przez związkowców reprezentujących szerokie środowisko nauczycieli i pracowników oświaty zostały - jak widać - całkowicie zignorowane. "Włączanie" postępuje krok po kroku wg przyjętych utopijnych założeń o równości i dobrostanie każdego ucznia, narażając oświatę na całkowite jej przeobrażenie i upadek. Zmiany skutkować będą być może koniecznością przyjęcia wkrótce tzw. projektu naprawczego, wdrażanego z poziomu struktur UE, bardzo już dalekiego od faktycznej autonomii oświaty narodowej, czyli od polskiej szkoły.
Hanna Dobrowolska
ekspert oświatowy
Barbara Nowacka: zamiast prac domowych poleca kartkówki
Nauczyciele z 3-proc. podwyżką. Solidarność: Nie rekompensuje wzrostu kosztów życia

"Prawda jest niezmienna". Konkurs Solidarności dla dzieci i młodzieży z Podlasia
Konińska Solidarność o chaosie w oświacie
W. Jakubowski, szef oświatowej „Solidarności”: Zaniedbań w oświacie przybywa, nie ubywa



