Teokracja w USA

- Tekst opisuje zjawisko sakralizacji władzy w USA, w którym polityka, szczególnie wokół Donalda Trumpa zaczyna być przedstawiana w kategoriach religijnych, a nawet teologicznych.
- Ewangelikalna doradczyni Paula White oraz część środowisk MAGA wzmacniają narrację, że sprzeciw wobec Trumpa jest sprzeciwem wobec Boga, co legitymizuje jego działania jako „święte”.
- Autorka ostrzega, że takie połączenie religii i polityki prowadzi do odrzucenia racjonalnej krytyki władzy i może usprawiedliwiać przemoc oraz wojny jako działania o charakterze sakralnym.
„Idee religijne z ogromną niekiedy siłą motywują ludzi do działania indywidualnego i zbiorowego. Wiara, która skłoniła purytanów do porzucenia bezpiecznego życia w kraju rodzinnym i do stawienia czoła zagrożeniom czyhającym na nieznanej ziemi po drugiej stronie oceanu, shakerów do odizolowania się od świata i przyjęcia ascetycznego trybu życia w komunie, mormonów zaś do nieustannych migracji w poszukiwaniu Nowego Jeruzalem, stanowi olbrzymi zasób społeczny”
– pisze Maciej Potz we wstępie do swojej książki „Teokracje amerykańskie. Źródła i mechanizmy władzy usankcjonowanej religijnie”. Autor podejmuje w tym opracowaniu próbę prześledzenia relacji między władzą polityczną a religią na przestrzeni wieków w Stanach Zjednoczonych. Stawia w książce tezę, że kraj uważany powszechnie za kolebkę demokracji ma w gruncie rzeczy więcej wspólnego z teokracją, niż mogłoby się wydawać.
Potz wskazuje, że związek władzy ziemskiej ze sferą sacrum jest jednym z najstarszych elementów każdej cywilizacji i że
„należałoby może mówić raczej o «polityzacji» sacrum niż sakralizacji władzy, w tym sensie, że moc zostaje upostaciowana w osobie władcy (nie zaś znaczenie religijne zostaje przydane do istniejących niezależnie instytucji politycznych)”. „Władca jest nosicielem mocy kosmicznej, zdolnym do jej okiełznania i skanalizowania na użytek społeczności. Z tych wyobrażeń bierze się najbardziej chyba podstawowa funkcja religijna władcy, jaką stanowi podtrzymywanie ładu kosmicznego”
– stwierdza.
W ten archetypiczny koncept wpisuje się wielu współczesnych światowych liderów, szczególnie w krajach azjatyckich, afrykańskich i na Bliskim Wschodzie. Zachodnia cywilizacja w teorii już dawno od tych idei odeszła, porzucając je na rzecz przyjęcia zasad demokracji. Nie znaczy to jednak, że sama tęsknota za przywódcą pełniącym rolę Bożego pomazańca została wymazana z ludzkiego DNA. Momentami, kiedy objawia się ona w szczególny sposób, są czasy chaosu, konfliktu, podziałów, wojen i poczucia zagrożenia. Z tym wszystkim mamy do czynienia od lat, a jeśli dodamy do tego powszechny upadek autorytetów, chęć oparcia się na jakimkolwiek stabilnym filarze może okazać się trudna do przezwyciężenia.
Mit ocalonego przez Boga
Wydaje się, że amerykański prezydent Donald Trump stał się dla wielu swoich rodaków – ale i dla sporej części narodów proamerykańskich – kimś, kto miał dawać nadzieję na przywrócenie w USA utraconego porządku wartości. Z takim hasłem: „Uczynić Amerykę znowu wielką” szedł zresztą do wyborów i ono zapewniło mu fotel prezydenta. Wiece z jego udziałem dawały wyborcom ruchu MAGA okazję do wyrażenia emocji związanych z oczekiwaniami pokładanymi w republikańskim polityku. Im większy hejt spadał na niego ze strony zwolenników jego kontrkandydatki Kamali Harris, tym bardziej „trumpiści” pragnęli mu to wynagrodzić.
Po strzelaninie na wiecu w Butler w Pensylwanii media obiegło filmowe zdjęcie Trumpa z zakrwawionym uchem i zaciśniętą walecznie pięścią na tle amerykańskiej flagi. W sieci pojawił się wówczas nawiązujący do tej sceny obraz Pana Jezusa z zabandażowanym uchem, który udostępniało wielu zwolenników ruchu MAGA. Sam Trump skomentował to wydarzenie słowami:
„Bóg ocalił mnie, abym uczynił Amerykę znowu wielką”, umiejscawiając tym samym naturę swojej drogi politycznej w kategoriach mistycznych.
Pastorka „sakaraka poweeeeer!!!”
Nie jest tajemnicą, że ego Donalda Trumpa nie przypomina delikatnej harmonijki ustnej, ale raczej potężne organy, na których rozmaite melodie mogą wygrywać ci, którym uda się zyskać przychylność polityka. Jedną z takich osób stała się ewangelikalna pastorka Paula White, której Trump po swoim zwycięstwie wyborczym powierzył kierowanie nowo utworzonym w Białym Domu Biurem Wiary. W tradycji chrześcijańskiej rolą duchowego doradcy władcy danego państwa była przede wszystkim troska o zbawienie Bożego pomazańca, a także o dobro duchowe narodu. Zdarzało się, że wierność Chrystusowi stawiana ponad chęcią zadowolenia króla kosztowała ich nawet utratę życia, jak w przypadku św. Jana Chrzciciela, św. Stanisława czy św. Tomasza Morusa.
Paula White uczyniła z tej tradycji karykaturę. Przedsiębiorcza kobieta najpierw uprawiała „ewangelię sukcesu”, wprowadzając skołowanych ludzi zgromadzonych na religijnych „stadionowych uwielbieniach” w rodzaj transu. Biegając po scenie z mikrofonem, wykrzykiwała herezje w rodzaju: „Gdzie ja stąpam, stąpa Bóg!” bądź „mówiła językami”, krzycząc: „Sakarakasakaraka poweeeeer!” (kto nie wierzy, niech sprawdzi). Nie zapominała przy tym o przekazaniu zgromadzonym, iż Bóg objawił jej, jak wiele osób wypisuje czeki po 10 tysięcy dolarów na jej działalność charytatywną. Zaznaczała przy tym, że tu nie chodzi o nią, ale o dobro dzieci, które będą głodować, jeśli zgromadzone na modlitewnym wydarzeniu skąpiradła jednak nie wypiszą czeku.
Paula White, odkąd Trump powierzył jej zadanie kierowania Biurem Wiary, nie bawi się w niuanse. Najpierw orzekła, że ponieważ ona stąpa po Białym Domu, stąpa po nim Bóg, a w Wielkim Tygodniu porównała amerykańskiego prezydenta do cierpiącego, umęczonego i zmartwychwstałego Pana Jezusa.
– Jezus nauczył nas tylu lekcji poprzez swoją śmierć, pochówek i zmartwychwstanie. Pokazał nam wielkie przywództwo i to, że wielka przemiana wymaga wielkiej ofiary
– stwierdziła.
– Nikt nie zapłacił takiej ceny, jak ty
– powiedziała, zwracając się bezpośrednio do Donalda Trumpa.
– Prawie kosztowało cię to życie. Zostałeś zdradzony i aresztowany. I fałszywie oskarżony. To znajomy wzorzec, który pokazał nam nasz Pan i Zbawiciel. Ale dla Niego to się nie skończyło. I dla ciebie też nie. Bóg zawsze miał plan. Trzeciego dnia zmartwychwstał, pokonał zło, zwyciężył śmierć, piekło i grób. I ty dzięki Jego zmartwychwstaniu powstałeś. On zwyciężył i ty zwyciężyłeś. I dzięki Jego zwycięstwu każde twoje działanie będzie zwycięskie
– dodała.
W ślad za Paulą White przemowy na cześć Trumpa wygłosili kolejni zgromadzeni na wielkośrodowym spotkaniu modlitewnym religijni liderzy. Jeden z nich, kiedy mówił o Jezusowym królestwie, wywołał u Trumpa poruszenie.
– Mnie także porównują do króla. Chodzą na demonstracje z hasłami: „No kings” (żadnych królów). Jestem takim królem, który nawet nie może ukończyć budowy sali balowej w Białym Domu
– ubolewał amerykański prezydent.
„Prawo to ja”
Być może jednak uwierzył w swoje królewskie prerogatywy, skoro uznał, że „prawo międzynarodowe nie jest mu potrzebne”, ponieważ ogranicza go jego własny umysł i własna moralność. Sławiąc swoją wiktorię w walce z Iranem, odwołał się do średniowiecznej retoryki, mówiąc: „Zwycięzca bierze łupy”. W Wielkanoc wydał z kolei królewską odezwę, w której napisał:
„Wtorek będzie w Iranie Dniem Elektrowni i Dniem Mostu, wszystko w jednym. Nie będzie niczego podobnego!!! Otwórzcie tę p******** cieśninę, wy szalone dranie, albo traficie do piekła – ZOBACZYCIE! Chwała Allahowi”.
Trudno skomentować to poważnie i zapewne nawet sam amerykański prezydent nie zdaje sobie sprawy, jak groteskowo, infantylnie i zarazem przerażająco brzmią takie słowa napisane w najświętszym dniu dla wyznawców chrześcijaństwa – do których sam się według swoich deklaracji zalicza. I jak przy okazji obraża przy tym sporą część obywateli własnego państwa wyznających islam. Jeśli jednak – w myśl słów duchowej doradczyni amerykańskiego prezydenta – sprzeciwianie się mu oznacza sprzeciwianie się samemu Bogu, kończy się tu pole do dyskusji. Każda wojna prowadzona przez amerykańskiego prezydenta będzie od tej pory wojną świętą. Tę filozofię ochoczo zresztą uprawia szef Departamentu Wojny Pete Hegseth, który mówi o „miażdżącej przemocy” w imię Jezusa.
Stosowanie przemocy w imię Boga i/lub władcy kojarzyło się do tej pory raczej z mentalnością wschodnią niż zachodnią, jednak retoryka Donalda Trumpa oraz szefostwa jego Biur – Wiary i Wojny niszczy dotychczasowy porządek.
Głos w tej sprawie zabrał papież Leon XIV, określając wojnę w Iranie mianem niesprawiedliwej, apelując o pokój i uznając za niedopuszczalne formułowane przez amerykańskiego prezydenta groźby „zniszczenia całej cywilizacji”.
– Zachęcałbym obywateli wszystkich zaangażowanych krajów, aby kontaktowali się z władzami, przywódcami politycznymi, parlamentarzystami, prosząc ich i apelując, by działali na rzecz pokoju i odrzucili wojnę
– zaapelował Leon XIV, przypominając, że przemoc „niczego nie rozwiązuje”.
[Sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzi od redakcji]
Trump ostro o Meloni: Jest inna niż myślałem. Jestem nią zszokowany
Zwrot ws. sprzedaży właściciela TVN Warner Bros. Discovery przez Paramount? Będzie dochodzenie

Leon XIV: Nie boję się administracji Trumpa, będę głośno mówił o Ewangelii

Kłócimy się o Trumpa. Nowy numer "Tygodnika Solidarność"

Turcja obawia się, że będzie kolejnym celem Izraela







