Szukaj
Konto

Kraków traci pozycję kulturalnej stolicy Polski

Kraków traci pozycję kulturalnej stolicy Polski
Źródło: Pexels | Autor: Mariusz Knieja | Licencja: Pexels License | Kraków
Czy artystyczny Kraków to wciąż top of the top w polskiej kulturze? Mnie – od zawsze fance kultury sygnowanej smoczą łapą – od pewnego czasu entuzjazm do tamtejszej oferty opadł. Kiedyś było to miasto krótkich wypadów po haust sztuki najwyższych lotów. Teraz najwięcej szumu robią awantury o dyrektorskie stołki w sztandarowych instytucjach sztuki i rozliczanie ich szefów z mobbingu.
Co musisz wiedzieć:
  • Kraków traci pozycję kulturalnej stolicy Polski.
  • Najważniejsze krakowskie instytucje kultury pogrążają się w stagnacji i kryzysach personalnych.
  • Jednak Kraków wciąż ma ogromny kapitał artystyczny i znakomite zbiory.

Dlaczego w smoczym grodzie kulturalna oferta tąpnęła? Przyczyn jest wiele, ale na pewno najważniejsza z nich to wyprzedawanie krakowskiego centrum pod turystyczne krótkotrwałe wynajmy. To nie jest publiczność o wysokich kulturalnych potrzebach. Ci, którzy odwiedzają Kraków na chybcika, dla „zaliczenia” znanego miasta, nie są zainteresowani jego zwyczajowo powolnym kulturalnym rytmem. Dobra tam, Wawel, Sukiennice, może Dom Matejki albo Dom Mehoffera – i dajcie nam spokój, idziemy się napić.

Przyjmijmy jednak, że ktoś zechce zobaczyć, co świątynie wizu-artu mają do zaproponowania w kategorii bieżących dokonań. Przecież kiedyś stąd promieniowały nowe kierunki – od największych mistrzów młodopolskich zaczynając, poprzez Grupę Krakowską, happeningi Tadeusza Kantora, aż do formacji „Ładnie”. Przypomnę, że tu w 2002 r. zorganizowano rewelacyjny Novart – festiwal młodej sztuki, wielkie przedsięwzięcie zlokalizowane w kilku miejscach, w tym w hali targowej. Byłam tam kilka dni – w ciągu jednego nie dało się wszystkiego obejrzeć. Ależ wtedy pojawiło się wiele znakomitych debiutów! Teraz trudno o oryginalne talenty, jako że twórców poddano ideologicznej młócce, co doprowadziło do ujednolicenia projektów i wystaw jak kraj długi i szeroki.

 

Było, minęło

W czasach komuny po całej Polsce albo i dalej rozsnuwała się fama o genialnym kabarecie Piwnica pod Baranami (zdarzało się, że Piwniczanie odwiedzali z występami Warszawę – jednakże tylko w ich naturalnej „gawrze” utwory miały niepowtarzalny klimat) i niemniej genialnym Teatrze Starym. Już w liceum dałam się uwieść krakowskiej kulturalnej legendzie. Zarywałam noce, żeby obejrzeć spektakle uznawane za „must see” przez autorytety. Wraz z grupką podobnych zapaleńców przedsiębrałam wyprawy na głośne sztuki reżyserowane przez Jerzego Jarockiego czy Andrzeja Wajdę. Owszem, pociąg był tani dla ucznia lub studenta – jednak na noclegi nie za bardzo było nas stać (no i mama nie pozwalała), więc po przedstawieniu wracało się jakimś nocnym osobowym, telepiącym się od stacyjki do następnej prawie pół doby. No, ale miało się poczucie obcowania z Wielką Sztuką.

Co do sztuk wizu – już na studiach podejmowaliśmy z kolegami wyprawy na Międzynarodowe Biennale Grafiki, o których krążyły legendy, że tam udział biorą najlepsi w kategorii tradycyjnej grafiki. MBG zainaugurowało konkursowe przeglądy w 1966 roku; w 1992 zmieniono cykl na trzyletni. Regulamin tego przeglądu był po krakowsku zachowawczy: dopuszczano tylko klasyczne techniki, nawet coś tak „nieszlachetnego” jak sitodruk nie wchodził w grę, nie mówiąc o takiej awangardzie jak komputer. Triennale konało powoli – jakoś około 2015 roku straciło prestiż i dobre miejscówki, a karierę zakończyło w 2024 w Nowohuckim Centrum Kultury. Proszę o minutę ciszy nad poległym gigantem…

 

Smoczki i heheszki

Ale po co męczyć się z ofertą poważnych przyczółków sztuki – Kraków kokietuje łatwiejszą do zobaczenia i zaliczenia uliczną ofertą, cieszącą turystów od najmłodszych po najstarszych: smoczy szlak, czyli niewielkie figurki „smoczków” wyłaniające się z trotuarów w różnych punktach najbardziej uczęszczanych tras. Kogo nudzi tradycyjne zwiedzanie, może przemierzać gród Kraka, namierzając rozliczne potomstwo ziejącego ogniem gada (rzeźba autorstwa Bronisława Chromego), do tego rozkminiać, jaką profesję/zajęcie symbolizują. Dla wielu te odlane w brązie gadżety to „dzieła sztuki” – zwłaszcza że niektóre projektowali popularni artyści, jak np. Andrzej Mleczko.

À propos: od 1982 roku przy ulicy Świętego Jana trwa do dziś Galeria Autorska tegoż rysownika, co podobno jest polskim rekordem długowieczności w kategorii galerii autorskich. Doskonała miejscówka, co zaś do „towaru” – kiedyś był świeższy… Od listopada 2024 roku, momentu odejścia satyryka z redakcji „Polityki” po 45 latach współpracy, to powielanie staroci, czasem wciąż aktualnych. W Mleczkowej galerii goście mogą czasem osobiście spotkać autora, który chętnie składa autografy na dowolnie wybranym obiekcie (z jego sklepu). A to nie byle kto – w 2022 roku Mleczko otrzymał zaszczytny tytuł Honorowego Obywatela Miasta Krakowa, która to godność została oprawiona w imprezę i bankiet godny tradycji prastarego grodu. Bo nie ma jak galicyjska pompa!

 

Celebry i cmokierstwo

Ponad trzy dekady temu Andrzej Sikorowski z zespołu Pod Budą zadeklarował, żeby broń Boże nie przenosić im, prawdziwej elicie kulturalnej, stolicy do Krakowa. Bo przecież w mieście Kraka sama lokalna aura uwzniośla.

„U nas chodzi się z księżycem w butonierce/ U nas wiosną wiersze rodzą się najlepsze/ I odmiennym jakby rytmem/ U nas ludziom bije serce”.

Tak właśnie przez całą PRL-owską młodość wyobrażałam sobie Kraków. Jednak z latami topniał mój zachwyt dla wszystkiego, co krakowskie. Zaczął mnie drażnić nadmierny patos wielu utworów, jakaś rzewno-klezmerska niegdysiejszość i nadmierna skłonność do „poetyzowania”, jak to celnie pokazał Stanisław Wyspiański w „Weselu” w postaci Racheli. Do tego dochodziło typowo galicyjskie „cmokierstwo”, tytułomania i wyższościowe spojrzenie na „warszawkę” oraz całą resztę kraju.

Pamiętacie słynne telewizyjne benefisy, których reżyserem i gospodarzem był Krzysztof Jasiński z Teatru STU? Jasne, że usadzanie bohaterów tych wydarzeń na „tronie”, składanie hołdów, wygłaszanie laudacji i dytyrambów oraz konsumpcja wymyślnych w formie (może i smaku?) tortów miało celowo przesadny charakter, lecz niekiedy dystans i ironia zanikały, a wystąpienia uczestników nabierały cech tromtadracji. I nie obywało się bez aluzji politycznych…

 

Kulturalne zasoby

Oczywiście, Kraków może poszczycić się mnóstwem mniejszych i większych galerii oraz muzeów. Dla tych, którzy stawiają pierwsze kroki na Rynku Głównym, atrakcją będzie Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach, gdzie wiele wybitnych dzieł i głośnych nazwisk: Matejko, Siemiradzki, Gierymski, Malczewski. Stamtąd krótki spacerek na Plac Szczepański do secesyjnego Pałacu Sztuki wzniesionego na przełomie XIX i XX stulecia na wzór wiedeńskiego Pawilonu Secesji. Jak ma się szczęście, można trafić na jakąś interesującą prezentację – bo gmach należy do Towarzystwa Sztuk Pięknych w Krakowie i niestety musi na siebie zarabiać. Toteż ambitnych wystaw coraz mniej, bo eksponują tam prace ci, którzy zapłacą. W efekcie największy atut pałacu to sama architektura, a zwłaszcza fasada zdobiona rzeźbami oraz fryzem zaprojektowanym przez Jacka Malczewskiego.

Nie ma też powodu rozwodzić się nad zaletami udostępnionych do zwiedzania domostw niegdysiejszych tuzów sztuki – Jana Matejki, Józefa Mehoffera, Stanisława Wyspiańskiego. Pomijam też takie instytucje jak Międzynarodowe Centrum Kultury w kamienicy „Pod Kruki”, Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha czy Muzeum Fotografii – każde z tych miejsc trzyma poziom, acz ważne wydarzenia zdarzają się od wielkiego dzwonu. Nie potrzeba również nikogo przekonywać o bogactwie zbiorów Muzeum Narodowego (jego historia zaczęła się ponad 140 lat temu). Kiedyś organizowane tam czasowe ekspozycje to były petardy, z doskonałymi aranżacjami – powód, żeby wskoczyć w pociąg i napawać się czymś, czego nie widziało się gdzie indziej.

Obecna bieżączka przypomina wietrzenie magazynów: „Młoda Polska” z tutejszej kolekcji, „Polski rozdział w kolekcji Kijowskiej Narodowej Galerii Sztuki”, „Satyra i komiks u Jana Matejki”. A co się dzieje vis à vis muzeum, w budynku byłego Hotelu Cracowia, odkupionym w roku 2016 przez MNK? Przez dekadę odbyło się tu ledwie siedem krótkich pokazów niewartych wzmianki.

 

Się jeździło (i czasem jeszcze jeździ)

Wśród prywatnych galerii sztuki w Kra (jak w skrócie mówią lokalsi) dwie przyciągały uwagę: Zderzak stworzony w 1985 roku przez Martę Tarabułę, jeszcze wtedy studentkę historii sztuki (dodam: córkę świetnego artysty Janusza, zmarłego w tym roku). W czasach dogorywającej komuny to było coś niezwykłego, bo Zderzak funkcjonował w nurcie kultury niezależnej, poza cenzurą, zderzając (zgodnie z nazwą) twórczość najnowszą, młodą, z tradycyjnym środowiskiem miast. Cztery lata młodsza jest Galeria Starmach, prowadzona przez małżeństwo historyków sztuki, Teresę i Andrzeja, skoncentrowana na klasykach nowoczesności, naszych największych mistrzach (z Nowosielskim, Kantorem, Opałką czy Abakanowicz na czele).

W 1997 roku ogromne wrażenie zrobiła na mnie nowa siedziba galerii – w zaadaptowanym do wystawienniczych potrzeb dawnym Domu Modlitwy Zuckera. Ależ to wydawało się odważne! Teraz coraz więcej świątyń religijnych przekształca się w galerie… (Całe tegoroczne Manifesta 16 zlokalizowano w 12 opuszczonych kościołach w Zagłębiu Ruhry). A nad Wisłą na Podgórzu, niedaleko Starmacha, w 2014 roku powstał znakomity architektonicznie budynek Ośrodka Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora Cricoteka. Tu bywa bardzo ciekawie, bo trzonem są dokonania Kantora i artystów wokół niego skupionych. Skoro o nich mowa – Galeria Krzysztofory przy ulicy Szczepańskiej, najstarsza awangardowa galeria w Polsce, powstała w 1957 roku, gdzie wystawiała Grupa Krakowska i gdzie odbyły się pierwsze happeningi Kantora, „przeorientowała się” na sztukę ludową i rzemiosło.

 

Afery i skandale

Kolejne miejsce, do którego peregrynowałam, to Bunkier Sztuki (Plac Szczepański przy Plantach), od 1994 roku ze statusem galerii miejskiej, sprofilowany na współczesność. Po długoletnim remoncie (2021–2024) i kilku głośnych skandalach od 2024 roku panuje tu miłościwie Delfina Jałowik, wieloletnia kuratorka MOCAK-u i bliska współpracownica Marii Anny Potockiej. Za pośrednictwem tej drugiej osoby łączą się historie dwóch krakowskich instytucji. Potocka została powołana na dyrektorski stołek w Bunkrze w 2010 roku bez konkursu, i to po raz drugi – bo pierwszy raz kierowała tą instytucją w latach 2002–2010.

Szefująca galerii od 2014 roku Magdalena Ziółkowska została odwołana 4 lata później pomimo protestu środowiska, a jej miejsce zajął wicedyrektor MOCAK-u Roman Krzysztofik. Nie porządził długo, jako że już w 2019 roku jego miejsce zajęła – nie uwierzycie! – Maria Anna Potocka, też za sprawą mianowania. Warto podkreślić, że jednocześnie ta sama osoba od 2010 roku kierowała Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie (MOCAK). Zapyta ktoś – prowadziła dwie ogromne i ważne instytucje naraz? No tak. Jednak… w 2024 roku wybuchł skandal związany z oskarżeniem Maszy (jak powszechnie jest nazywana) o mobbing przez jedną z byłych pracownic Bunkra.

Finał znacie – prezydent Aleksander Miszalski Marię Potocką odwołał, co wywołało kolejne środowiskowe zamieszanie oraz lawinę listów „za” tą decyzją i „przeciw” niej. Od 2025 roku w MOCAK-u nastał nowy szef – Adam Budak, doświadczony kurator, ale także (jak Masza) charakterologicznie „trudny”. I już po 9 miesiącach został odwołany na skutek skargi pracowników muzeum. Znów zarzucano mu mobbing i dyskryminację, wywieranie presji psychicznej, nieracjonalne decyzje, lekceważenie procedur i ogólną dezorganizację pracy. Fatalny zespół czy złe fluidy w instytucji? A może jednak niewłaściwa osoba wybrana na kierownicze stanowisko?

 

Wawelski spokój

Za to spokój panuje w Muzeum Narodowym, choć to gigant: aż 12 oddziałów, najwięcej w Polsce, w tym Muzeum Książąt Czartoryskich z naszym największym skarbem, „Damą z gronostajem” Leonarda da Vinci. Na dyrektorskim stanowisku trwa od 2020 profesor Andrzej Szczerski – po konkursie w ubiegłym roku w listopadzie rozpoczął drugą kadencję, na co Hanna Wróblewska dała błogosławieństwo, a oficjalnie powołała go Marta Cienkowska. Z kolei poprzednik obecnego szefa MNK Andrzej Betlej też już drugą kadencję króluje na Zamku Królewskim. A że prolongatę zawdzięczał ministrze Hannie Wróblewskiej, odwzajemnił jej się utworzeniem nieistniejącego dotychczas na Wawelu stanowiska pełnomocnika do spraw sztuki współczesnej.

To jeden z najbardziej zastanawiających pomysłów, trącący towarzyskim układem. Co Wróblewska będzie robić w Krakowie? Wedle słów rzeczniczki prasowej Wawelu „będzie działać na rzecz muzeum w zakresie decyzji dotyczących kolejnych interwencji sztuki współczesnej”. Przedsmak tego miksu już mieliśmy – w ubiegłym roku na Wawelu pokazano malarstwo Łukasza Stokłosy (ur. 1986), płótna którego to autora obecnie pojawiły się na Zamku Królewskim w… Warszawie. A ja mam apel: nie przenoście nam Krakówka do Warszawy!

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 20.08.2026 13:59
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 33/2026, oprac. Ludwik Pęzioł