Szukaj
Konto

Rafał Woś: Kraków (też) dla Krakowian!

Rafał Woś: Kraków (też) dla Krakowian!
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Rafał Woś
To, co dzieje się dziś w Krakowie, może się okazać czymś więcej niż zwykłą wymianą prezydenta. Może być momentem, w którym pękła pewna polityczna umowa. Umowa, według której mieszkańcy mają być tylko dodatkiem do swojego miasta, a ono samo – produktem do sprzedania turystom i deweloperom. Jej sedno nie dotyczy przecież tylko tego, kto i jak zarządza miastem. Dotyczy także tego, czym Kraków właściwie ma być.
Co musisz wiedzieć:
  • Spór o Kraków to walka o to, czy miasto ma służyć mieszkańcom, czy przede wszystkim turystom i inwestorom.
  • Historia budynku przy Pomorskiej pokazuje konflikt między logiką rynku a pamięcią, historią i społeczną funkcją miasta.
  • Bunt przeciwko Miszalskiemu może być próbą odzyskania Krakowa przez jego mieszkańców.

Najlepszym symbolem tego sporu jest historia miejsca przy ulicy Pomorskiej. Budynku, w którym podczas okupacji mieściły się areszt i katownia Gestapo, a w którym za sprawą Aleksandra Miszalskiego funkcjonował turystyczny hostel.

Można powiedzieć: biznes jak każdy inny, prawa rynku. I właśnie o to chodzi. Bo w Krakowie od dawna ścierają się dwie logiki. Pierwsza mówi: skoro można na czymś szybko zarobić, nie należy się na nic oglądać. Druga przypomina, że na prostym handlowym rachunku świat się nie kończy. Zwłaszcza w mieście, które nie jest zwykłą nieruchomością z atrakcyjnym adresem.

 

Odzyskać miasto

Ten spór nie zaczął się jednak wraz z Miszalskim. Kraków po 1989 roku stał się jednym z laboratoriów polskiego realnego kapitalizmu. Deindustrializacja, globalizacja, podporządkowanie lokalnej gospodarki usługom i turystyce – wszystko to sprawiło, że stare zakłady znikały, mieszkania drożały, a centrum coraz bardziej przypominało scenografię dla przyjezdnych. 

I znów można powiedzieć: przecież to sukces. Kraków jest znany na całym świecie, przyjeżdżają turyści, powstają hotele i restauracje, inwestują zagraniczne firmy. Tylko że miasto, które radzi sobie jako produkt, niekoniecznie równie dobrze nadaje się na miejsce do życia.

A staje się to jeszcze trudniejsze, gdy do walca kapitalistycznego dołączy walec klimatyczny. Kolejne pomysły na to, jak mieszkańcy mają się poruszać, czym ogrzewać domy, gdzie parkować i jak korzystać z własnego miasta, przedstawiano jako element nieuchronnej modernizacji.

Krakowianie zaczęli jednak odkrywać, jak spycha się ich na coraz dalszy plan. Dlatego bunt przeciwko Miszalskiemu nie musi być wyłącznie lokalną awanturą. Może być próbą odzyskania miasta przez ludzi, którzy w nim mieszkają, i przypomnienia, że nie jest ono wyłącznie towarem. Jest pamięcią, kulturą, historią i przestrzenią do życia. I być może właśnie o to chodziło w tym całym buncie.

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 18.08.2026 19:42
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 33/2026, oprac. Ludwik Pęzioł