Bogusław Wolniewicz: Jady kulturowe niszczą Zachów

- Bogusław Wolniewicz diagnozuje kryzys Zachodu jako przede wszystkim kryzys jego duchowej i moralnej substancji.
- Broni znaczenia religii, dyscypliny, ascezy i tradycyjnych wartości jako fundamentów cywilizacji.
- Ostrzega przed globalizacją, relatywizmem i utratą odwagi, przewidując narastające konflikty między cywilizacjami.
Paweł Paliwoda: Czy świat zachodni chyli się ku upadkowi?
Prof. Bogusław Wolniewicz: Chyba jeszcze nie, ale wytwarza kulturowe jady, które coraz głębiej naciekają i niszczą samą jego substancję duchową. W sferze politycznej jest nim na przykład anarchosyndykalizm z jego ideologią „równych żołądków”; w społecznej – freudyzm z jego hasłami „samorealizacji” i przyzwalania na wszystko; w religijnej – tak zwany ruch „Nowej Ery” i jego irracjonalistyczne neopogaństwo.
– Kto nam realnie zagraża?
– Od zewnątrz Azja – te niedożywione miliardy, którym nasza reklama i telewizja co dzień pokazują bajeczne dla nich luksusy Zachodu, jak choćby czysta woda do picia. Aż się prosimy, by po nie przyszli i je nam zabrali.
Jady kulturowe
– Czy większym zagrożeniem dla świata zachodniego nie jest niszczycielskie działanie jego własnych elit?
– Jakich „elit”? Nie ma żadnych, jest tylko pospólstwo, które się dorwało do koryta, jak w naszym Sejmie. Słowo „elita” pochodzi od łacińskiego „electi” i znaczy „wybrani”. To wybranie polega nie na tym, że zajmuje się jakieś stanowisko czy posadę, lecz na tym, że ma się inną hierarchię wartości i umie myśleć w skali państwa i dobra ogółu. Oraz na tym, że potrafi się narzucić sobie samemu niezbędną ascezę i karność. Widzę u nas tylko jedną grupę tak wyróżnioną: duchowieństwo katolickie. Oznaką jego wyróżnienia jest celibat, który wynosi je ponad ogół, nadaje stanowi duchownemu rys arystokratyczny. Dlatego jest dziś tak zajadle atakowany – i wcale nie ze strony kleru, lecz przez świeckich postępowiczów, których najmniej powinien obchodzić.
– Celibat wydaje się występkiem w świecie, w którym powściągliwość seksualna została okrzyknięta podglebiem dewiacji i agresji.
– Przejście od przedczłowieczej hordy pierwotnej do człowieczego już ustroju rodowego trwało długo, setki tysięcy lat. Dokonało się w dolnym paleolicie, a polegało głównie na ograniczeniu promiskuityzmu, seksu „wszystkich ze wszystkimi”. Tak staliśmy się ludźmi. Obyczajowa reglamentacja kontaktów płci jest fundamentem człowieczeństwa. A dziś freudowskie mędrki chcą wrócić do hordy, nazywając to nowym humanizmem. To są właśnie owe jady kulturowe, o których mówiliśmy.
– Pan elitą nazywa świat dyscypliny i ascezy. Kłóci się to z koncepcją ludycznego społeczeństwa otwartego.
– Gadanina o potrzebie otwartości to wehikuł anarchii, jej ideologiczna zasłona dymna. W praktyce oznacza nihilizm, czyli wewnętrzną pustkę, otwartą na wszelkie śmiecie. A klasztory to rzeczywiście elita; i każda prawdziwa elita ma coś z klasztoru.
– A czy elity nie stanowi światły katolicyzm wyznawany przez środowiska skupione wokół „Tygodnika Powszechnego”?
– Ten – jak go pan nazwał – światły katolicyzm to są właśnie jady rozkładowe, które przeniknęły także do Kościoła. Działalność ojca Rydzyka jest reakcją obronną na nie, i o tyle jest zrozumiała. Religia katolicka nie stoi na intelektualistach, lecz na krwi męczenników i wierze ludu.
Relatywizm moralny
– Wielu inteligentów uważa za elitę właśnie intelektualistów i artystów. Społecznymi autorytetami stają się laureaci Nagrody Nike.
– Wciąż jeszcze zdarzają się osobistości cieszące się społecznym szacunkiem i autorytetem. Ale to nie ma nic wspólnego z żadnymi nagrodami, a już najmniej z Nike. Nagrody to promocyjna reklama, którą można stworzyć gwiazdę filmową, ale nie autorytet społeczny. Tak daleko siła reklamy nie sięga.
– Krytycy autorytetów religijnych odwołują się do historii, sugerują współodpowiedzialność chrześcijaństwa za Holocaust.
– To sprawa przykra, bo wychodzi ze środowisk żydowskich. Usiłują one teraz rozciągać odpowiedzialność za zagładę Żydów europejskich poza Niemcy – na całą Europę, a dalej na całe chrześcijaństwo. Myślą chyba, że im szerzej ta wina się rozłoży, tym będą bezpieczniejsi. Tymczasem – po pierwsze – jest to nieprawda, a po drugie – to nie chrześcijaństwo zagraża dziś Żydom. Czyż nie widzą tego w Palestynie? Chrześcijaństwo to filar naszej cywilizacji, więc pośrednio jest dziś ich osłoną i tarczą. Atakować własną osłonę w nadziei, że dzięki temu będzie jeszcze lepiej osłaniała, nie wydaje się rozsądne.
– Słyszałem Marka Edelmana mówiącego, że relatywizacja prawdy jest receptą na fanatyzm, remedium na wiarę w absolutną słuszność własnych sądów i ocen prowadzącą do zbrodniczych działań.
– Relatywizacja prawdy tak samo nie jest sposobem na fanatyzm, jak nie jest nim atakowanie chrześcijaństwa. Nie słyszałem tej wypowiedzi pana Edelmana i przyjmuję ją do wiadomości z wielką przykrością. Mało jest bowiem ludzi, których tak szanuję, jak jego. Skoro nawet on ulega temu postmodernistycznemu relatywizmowi, to znaczy, że nacieki na naszej substancji duchowej są jeszcze głębsze, niż przypuszczałem.
Honor na polu bitwy
– Cywilizację Zachodu charakteryzuje dynamiczny rozwój technologiczny i wzrost dobrobytu. Może konflikt cywilizacji da się zażegnać przez globalizację i eksport nowoczesnych technologii do krajów słabiej rozwiniętych?
– Globalizacja to nowa forma kolonializmu. Niczego nie rozwiąże ani nie zażegna. Parę lat temu przeprowadziłem gruby szacunek, by odpowiedzieć sobie na takie oto pytanie: dla ilu ludzi starczyłby dzisiejszy produkt globalny Ziemi, gdyby podzielić go na porcje równe polskiej średniej krajowej? Wypadło mi, że dla półtora miliarda – a dla reszty już nic! Miesiąc temu w angielskim piśmie „New Scientist” znalazłem potwierdzenie: ekonomista amerykański z Cornell University zrobił podobne obliczenie i wyszło mu dwa miliardy. To znaczy jedno: nie starczy dla wszystkich. To zaś znaczy dalej, że świat idzie do wielkich zderzeń i że trzeba się mobilizować moralnie do obrony swojej jego części, a nie łudzić się „globalizacją”.
– Do obrony potrzebni są wojskowi, kasta rycerska ze swoją aksjologią – przede wszystkim honorem. Tymczasem w dobie pacyfizmu i tolerancjonizmu honor traci na znaczeniu.
– Tylko na Zachodzie! Ci z Al-Kaidy swój honor mają, a także wolę walki. Na naszych oczach Azja mobilizuje się duchowo przeciw nam, a my drżymy ze strachu i staramy się jej przypochlebić. Nie ma pewniejszej drogi do klęski. To, żeśmy lepiej uzbrojeni, nie pomoże, kiedy boimy się swej broni użyć. Zachód przeżywa zmierzch odwagi. Gdy zaś prezydent Bush próbuje to teraz przełamać, w skromnym zresztą zakresie, już podniosło się wycie postępowiczów, że „barbarzyńca”.
– Pan nie zgadza się z Susan Sontag...
– ...co mnie obchodzi opinia pani Sontag? Baba nie rozumie, na jakim żyje świecie. Mówi, że Irakowi nie udowodniono złych zamiarów wobec Ameryki. Ależ nie trzeba! Starczy, że wzbudził takie podejrzenie. To on ma teraz udowodnić Ameryce, że takich zamiarów nie ma. Inaczej, źle się to dla niego skończy. Nie należy mylić polityki z sądownictwem: w sądzie ciężar dowodu spoczywa na obwiniającym, w polityce – na obwinionym. Pole bitwy to nie wokanda.
Najwspanialsza cywilizacja
– Pojawiają się propozycje, żeby zamiast bombardować potencjalnych przeciwników, udzielić im pomocy ekonomicznej.
– Pomoc ekonomiczna nic nie pomoże temu, kto nie ma dla jej odbioru odpowiedniej infrastruktury, i to nie tyle tej technicznej, ile moralnej. Zachód doszedł do swej potęgi i bogactwa nie dzięki czyjejkolwiek pomocy, lecz dzięki swej infrastrukturze moralnej. To ona koniec końców wytwarza wszelką potęgę i bogactwo, z ich infrastrukturą techniczną włącznie. Importować jej się nie da. Pomoc ekonomiczna pomaga sprawnym – jak plan Marshalla pomógł Niemcom. Niesprawnym szkodzi.
– Trudno nazwać Pańską ocenę sytuacji niekontrowersyjną. Jak spośród plątaniny sprzecznych teorii, konfliktów interesów i agresywnej retoryki mediów potrafi Pan wydobyć diagnozę rzeczywistości?
– Na to nie ma prostej recepty. Żyjemy w czasach zamętu, kręci się mnóstwo fałszywych proroków, których równie trudno odróżnić od prawdziwych, jak sztukę od kiczu. Miałbym jedną radę: trzymać się z uporem tysiącletniej tradycji naszego narodu, a poprzez nią – tej wielkiej cywilizacji, której jest on cząstką. Bo jest to cywilizacja najwspanialsza ze wszystkich, jakie ludzkość wydała, i żadna inna równać się z nią nie może. Zamieniał stryjek...











