Gorsety, gmeranka i "Sztuka kochania" - jak Polacy oswajali temat seksu

- Edukacja seksualna na ziemiach polskich ma ponad 120 lat – już na początku XX wieku pedagodzy, lekarze i działacze społeczni otwarcie mówili o seksualności młodzieży.
- W II RP i PRL podejście do seksu było mieszanką edukacji, tabu i ideologii – od postępowych poradni i książek po niechęć nauczycieli i polityczne naciski.
-
Rewolucja obyczajowa przyniosła nie tylko większą swobodę, ale też nowe presje społeczne i zmiany w relacjach między kobietami a mężczyznami.
Nie tylko Józek wszystko wie
Miał po temu szansę jako dyrektor i dydakta siedmioklasowej żeńskiej szkoły handlowej Teodory Raczkowskiej w Warszawie przy ul. Marszałkowskiej 80. Tenże dyrektor i nauczyciel geografii opublikował rewolucyjny tekst w pierwszym, programowym numerze czasopisma „Nowe Tory”, w którym podzielił się opinią na temat „Jak się powinny ubierać dziewczęta w wieku szkolnym”. Najważniejsze – gorsety won! Panny w wieku przełomowym rozwijają się, rozrastają i krępowanie ich ciał sznurówką jest „grzechem ciężkim”.
Tak więc nowy model stroju szkolnego miał być luźny, pozbawiony gorsetu, zapewniający swobodę ruchu. Stanik bez fiszbin miał być połączony przypinkami z majtkami, halkami lub szarawarami, które zalecane były jako szczególnie dogodne „przy dokazywaniu, podczas wycieczek”. Jezierski zaznaczał, że problemu nie rozwiąże sama odzież. Gorset bowiem trzymał kręgosłup w pionie – a gdy tej podpory zabraknie, cóż zagwarantuje dziewczęcym ciałom, z natury miękkim, proste trzymanie się? Gimnastyka i sport dla dziewcząt.
Przeciwko pruderii i gmerance
Równocześnie w 1904 r. działaczka społeczna i feministka Izabela Moszczeńska opublikowała broszurę „Jak rozmawiać z dzieckiem o kwestiach drażliwych”, w której zalecała rodzicom, by rzetelne i szczerze informowali synów i córki „na temat seksu”. Autorka zwracała uwagę na mniejszą szkodliwość zdobycia tej wiedzy od rodziców niż pokątne jej odkrywanie. W 1905 r. ukazał się pierwszy polski poradnik seksuologiczny pióra Stanisława Kurkiewicza zatytułowany „Z docieków nad życiem płciowym”. W owych „dociekach” Kurkiewicz omawia prawidłowy i harmonijny rozwój płciowy, utrzymując, że „o tych sprawach” młodzież powinna dowiedzieć się najpóźniej do 13. roku życia. Trzeba przyznać autorowi, że wyróżniał się słowotwórczą fantazją, wprowadzając do podręcznika wiele neologizmów – chodziło mu bowiem o spolszczenie wszelkich terminów. I tak onanizm w wydaniu kobiet to „gmeranka”, zaś u mężczyzn to „samieństwo”; absencję płciową wymienił na „wstrzymaństwo”; panów popisujących się sukcesami erotycznymi nazwał „chwalcami zwisakowymi”.
Seks po wyzwoleniu
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości decyzją Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w 1919 r. wprowadzono do programu szkolnego podstawy higieny i fizjologii. Kłopot był tylko z tym, że nauczyciele migali się, jak mogli, od wyjaśniania uczniom, co to takiego menstruacja, współżycie czy jak unikać niechcianej ciąży. Osiągnięciem stało się rozprowadzenie w szkołach tablic anatomicznych z wyrysowanym układem rozrodczym. I tu uwaga! Za uświadamianiem młodych byli księża. No, może nie wszyscy, tylko ci bardziej światli.
Bodaj najbardziej radykalny okazał się ksiądz Henryk Weryński, który pisał, że niejeden siedmiolatek wie już o seksualności więcej, niż rodzicom przychodzi do głowy. Szczególnie zaś należy możliwie wcześnie edukować w tej materii dziewczynki jako bardziej narażone na wykorzystywanie niż chłopcy. W 1920 r. wspomniane powyżej ministerstwo wydało okólnik „Do dyrekcji szkół średnich. Wskazania zdrowotne”, w którym czytamy:
„W ostatnich klasach, niezależnie od indywidualnego traktowania sprawy, należy rozpatrzeć w sposób jak najbardziej taktowny i liczący się z wrażliwością i pobudliwością dojrzewającej młodzieży zagadnienie płciowe pod względem biologicznym, etycznym i społecznym”.
Podręcznikiem do tych zajęć miała być nieco przestarzała „Odezwa do męskiej młodzieży” prof. Aleksandra Herzena, w której autorowi najbardziej na sercu leżał problem chorób przenoszonych drogą płciową. Z tymi innowacjami zgadzało się Polskie Towarzystwo Eugeniczne, propagujące zdrowe społeczeństwo, wyeliminowanie możliwie najszerzej chorób wenerycznych i niechcianych ciąż. Swoje poglądy eugenicy szerzyli za pośrednictwem broszur, prelekcji i warsztatów dla młodzieży. Ich zdaniem już dzieci w wieku 11–12 lat powinny orientować się w tematyce seksualno-płciowej, bo dzięki temu młodzi staną się świadomi swego ciała i zadbają o zdrowy tryb życia.
Pionierska poradnia
W międzywojniu awangardą uświadamiania byli Tadeusz Boy-Żeleński i Irena Krzywicka, którzy założyli pierwszą w Polsce Poradnię Świadomego Macierzyństwa. Ponadto Krzywicka stworzyła przy „Wiadomościach Literackich” dodatek „Życie Świadome”, na łamach którego do edukacji seksualnej odnosili się pisarze. Z kolei Boy-Żeleński publikował artykuły o życiu płciowym i jego konsekwencjach w „Kurierze Porannym” oraz w „Wiadomościach Literackich”, później zaś złożył te teksty w zbiorze „Piekło kobiet”. Pisarz tłumaczył tam, czemu służy nowa poradnia:
„ma uświadamiać kobiety, że ustrzec się ciąży można i nieraz trzeba; ma im dostarczyć taniej i dobrej rady lekarskiej oraz najlepszych środków zapobiegawczych po cenie kosztu. Nie jest to instytucja dobroczynna, ale instytucja społeczna”.
Wysiłki Boya-Żeleńskiego doceniono po wojnie, obwołując go patronem założonego w 1957 r. Towarzystwa Świadomego Macierzyństwa (dziś istniejącego pod nazwą Towarzystwo Rozwoju Rodziny). TŚM organizowało szkolenia i rozprowadzało wśród kadry nauczycielskiej skrypty do zajęć z edukacji seksualnej. Z TŚM, instytucją przez wiele lat kierowaną przez seksuologa prof. Mikołaja Kozakiewicza, związani byli także inni autorzy podręczników oraz tekstów o wiadomej problematyce – m.in. Michalina Wisłocka i Zbigniew Lew-Starowicz. Obydwoje mieli stałe rubryki w prasie – Wisłocka w „Perspektywach”, Lew-Starowicz w „itd”. Z kolei prof. Kozakiewicz prowadził w „Trybunie” cykl felietonów „Z księgi zakazów”. Ale prawdziwą rewolucją w PRL-u okazał się wydany w 1978 r. poradnik „Sztuka kochania” Michaliny Wisłockiej, który z miejsca stał się bestsellerem, osiągając siedmiomilionowy nakład.
Pigułka do tańca
W tym roku mamy rocznicę, której chyba nikt nie świętuje: 60-lecie pojawienia się w Polsce pigułki antykoncepcyjnej. W USA pojawiła się w 1960 r. pod nazwą Enovid, na europejskim rynku zaakceptowano ją kilka lat później; w Polsce – w 1966 r. Większość była zgodna co do tego, że tabletka przełamuje strach kobiet przed niechcianą ciążą, a nawet w pewnym sensie wpływa pozytywnie na relacje małżeńskie. O dobry PR piguły dbała przede wszystkim propaganda lewicowa, nakręcająca młodzieżową rewolucję 1968 r. i jej konsekwencje. Jednak metoda unikania ciąży okazała się mieczem obosiecznym: kobiety zaczęto traktować przedmiotowo, co było karykaturą feministycznych bojów o równouprawnienie kobiet.
Przez wiele lat ten specyfik wywoływał kontrowersje światopoglądowe i etyczne. A także budził zastrzeżenia natury lekarskiej – bo jednak tabletki miały wpływ na gospodarkę hormonalną oraz niosły zagrożenie w postaci zakrzepicy żył. Reklamy przemilczały ten fakt, do tego zapewniały, że środek poprawia cerę i ułatwia odchudzanie. W 1968 r. papież Paweł VI skrytykował tę metodę antykoncepcyjną, prognozując, że doprowadzi ona do upowszechnienia seksu pozamałżeńskiego i ogólnie poluzuje obyczajową dyscyplinę. Miał rację – seksualne „wyzwolenie” przyniosło też nową formę nacisku. Od kobiet oczekiwano stałej seksualnej dostępności; częste zmiany partnerów świadczyły o „postępowości”; zaś dziewczyny odmawiające stosowania pigułki klasyfikowano jako głupie i zacofane. Jak wspominała pewna feministka, na imprezach „nawet nie proszono ich do tańca”.
Co ma do tego Józek?
Komuniści mieli różne podejście do wolnej miłości. Za jej apostołkę okrzyknięto Aleksandrę Kołłontaj, która w 1919 r. przedstawiła swoje poglądy w książce „Nowa mentalność a klasa robotnicza”. Owa działaczka komunistyczna wierzyła, że w nowo powstałym państwie radzieckim instytucja rodziny i małżeństwo staną się przeżytkiem, a kobiety zostaną wyzwolone ekonomicznie i psychologicznie, uprawiając seks bez zobowiązań i luźno podchodząc do macierzyństwa.
Z czasem to podejście uległo zmianie – a raczej zweryfikowało je samo życie. Bo oto okazało się, że luz obyczajowy zagraża sukcesowi w walce klas, jako że robotnicy pozbawieni oparcia w rodzinie mniej gorliwie niosą rewolucyjny ogień. Polski filozof marksistowski Władysław Spasowski w opracowaniu „Wyzwolenie człowieka w świetle filozofii, socjologii pracy i wychowania ludzkości” głosił, że edukacja seksualna powinna zaczynać się po 10. roku życia, lecz ze współżyciem należy wstrzymać się do ukończenia 20 lat. A jak było w PRL-u? Owszem, promowano ateizację, ale o wychowaniu seksualnym długo milczano. Dopiero w 1969 r. wprowadzono w szkołach zalążki zajęć uświadamiających młodzież. Wreszcie w 1973 r. powstał przedmiot wychowanie do życia w rodzinie socjalistycznej, który obowiązywał do 1981 r. Wtedy zdecydowano, że o edukacji seksualnej będą mówić pedagodzy na zajęciach wychowawczych, poczynając od V klasy szkoły podstawowej. Toteż dziś nikt nie doceni śmiałości Violetty Villas, która w 1964 r. zaśpiewała utworek ze słowami Ludwika Jerzego Kerna o tym, jak pewien chłopak imieniem Józek uświadomił ją seksualnie.
„Potem mama, moi mili,/ w życie wprowadzała mnie/ na zasadzie tych motyli,/ nie wiedziała bowiem że…/ Józek, Józek, Józek,/ Józek wszystko wie”.
Który to Józek powinien też uświadomić zbyt zacofanych rodziców owej panny. Wiele lat później, w 1982 r. Beata Kozidrak z Bajmem wyznawała:
„Józek, nie daruję ci tej nocy”. „Ty będziesz dla mnie pierwszym/ Szukaj więc w pamięci słodkich wierszy […]/ Daj się sobą nacieszyć, nacieszyć, nacieszyć/ I siedem razy zgrzeszyć”.
Nie wiem, czy chodziło o tego samego Józka, ale to imię jakoś przylgnęło do inicjacji seksualnej w socjalistycznej Polsce.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Masz taki dokument? Możesz dostać blisko 30 tys. zł
Edmund Niziurski również dla dorosłych

Do równości pracowniczej jeszcze daleko

42 lata temu zniesiono w Polsce stan wojenny
Solidarność uczciła 45. rocznicę strajku w Tomaszowie Lubelskim








