Narracja o klimacie się kruszy. Coraz więcej wątpliwości

- W mediach społecznościowych w USA pojawiają się „odkrycia” oczywistych rzeczy (jak kompot), co autorka zestawia z spóźnionym „odkrywaniem” w debacie klimatycznej tez, które wcześniej były obecne m.in. w Polsce.
- Autor wskazuje na ewolucję stanowiska IPCC i spory wokół konsensusu naukowego.
Zamarzamy czy płoniemy?
„Pamiętam, jak w latach 70. mieliśmy zamarznąć na śmierć z powodu nadchodzącej kolejnej epoki lodowcowej – ale przecież to naprawiliśmy, prawda? A teraz z kolei globalne ocieplenie posunęło się trochę za daleko. To oszustwo mające na celu przeznaczenie naszych podatków na bezużyteczne bzdury”
– pisze na portalu X Terry Benson. Konserwatywny infuencer piszący pod pseudonimem Savior Servant idzie w swoich wnioskach jeszcze dalej.
„Zmiany klimatyczne to mistyfikacja wymyślona po to, by członkowie Kongresu mogli dopuszczać się wykorzystywania informacji poufnych w obrocie papierami wartościowymi oraz przekazywać skradzione pieniądze podatników do start-upów, zarabiając w ten sposób miliony dla siebie. Kongres od pokoleń oszukuje obywateli finansowo. Wszyscy oni wzbogacili się dzięki ustawie RICO [Racketeer Influenced and Corrupt Organizations Act, federalne prawo Stanów Zjednoczonych uchwalone w celu ścigania przestępczości zorganizowanej – przyp. red.], schematom prania brudnych pieniędzy i wykorzystywaniu informacji poufnych w obrocie papierami wartościowymi. Szczerze mówiąc, 95% wszystkich członków Kongresu powinno trafić do więzienia”
– stwierdza.
„Zmiany klimatu to zjawisko naturalne, które od momentu pojawienia się życia na Ziemi przebiega w cyklach trwających od 40 do 80 lat… Twierdzenie, że obciążenie ludzi ogromnymi podatkami powstrzyma ten proces, jest mistyfikacją"
– uważa z kolei Matthew Hemstreet.
Uczestnicy internetowej dyskusji na temat „klimatycznego oszustwa” wskazują, że zmiany klimatyczne to mechanizm podatkowy mający na celu utrzymywanie ludzi w ubóstwie, a także operacja prania brudnych pieniędzy, w ramach której środki z podatków są wykorzystywane do dotowania oszustw związanych z „zieloną energią”. Niektórzy widzą w tym wręcz „rządowy plan kradzieży pieniędzy mający na celu obciążenie podatników za korzystanie z energii, której społeczeństwo desperacko potrzebuje do funkcjonowania”.
„Co szokujące, naszej planecie udało się regulować własną temperaturę przez cztery miliardy lat bez konsultacji z rządową komisją i głupimi politykami... Proszę, powiedzcie mi, w jaki sposób wypisanie czeku dla urzędu skarbowego ma zmienić prawa termodynamiki?”
– pyta retorycznie influencer DomDansLeDome. W wątku „klimatycznym” na portalu X przewija się także mem, na którym widnieje były prezydent USA Barack Obama przemawiający na Szczycie Klimatycznym w 2014 roku.
„Gdyby rzeczywiście wierzył, że lodowce się roztopią i podniosą poziom oceanów, nie byłby właścicielem dwóch nadmorskim posiadłości”
– głosi napis pod zdjęciem.
Klimatyczny „future faking”
W USA otrzeźwienie w sprawie „zielonego oszustwa”, jak określił politykę klimatyczną prezydent Donald Trump, przyszło wraz ze skupieniem się obywateli na realiach codziennego życia, problemach dotyczących służby zdrowia, mieszkalnictwa, rynku pracy i drożyzny. Kiedy doświadczana każdego dnia rzeczywistość coraz mocniej zaczęła „skrzeczeć”, nie daje się jej już załatać opowieściami o przyszłym dobrobycie, jaki przyniesie „zielona energia”. O tym, że tego rodzaju zabiegi to socjotechniczny „future faking” [kreślenie wizji świetlanej przyszłości i snucie wielkich planów, które nigdy nie zostaną zrealizowane, ponieważ mają na celu jedynie uzasadnienie konieczności ponoszenia doraźnych ofiar – przyp. red.], już 20 lat mówił śp. Kazimierz Grajcarek, były przewodniczący Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność”.
– Walka z „globalnym ociepleniem” przypomina niegdysiejszą walkę o uniknięcie zaćmienia słońca. Władzę w tej kwestii uzurpował sobie faraon, a poddani mu byli zmuszani do składania kolejnych ofiar na jego rzecz, aby uniknąć w ten sposób rzekomej straszliwej katastrofy
– mówił dwa lata temu w rozmowie z „Tygodnikiem Solidarność”.
– Czym innym jest wpływ człowieka na środowisko naturalne – tutaj rzecz jasna działania proekologiczne mają sens i są konieczne – czym innym jednak na klimat. A to na tym ostatnim skupiliśmy się najbardziej i temu podporządkowujemy wszystkie najważniejsze dziedziny ludzkiego życia
– tłumaczył.
Już 15 lat temu Solidarność zorganizowała w Warszawie 80-tysięczną demonstrację pod hasłem „Polityka wasza – bieda nasza”. Związkowcy rozdawali wówczas ulotki informujące o prowadzonej przez NSZZ „Solidarność” akcji „Stop światowej kampanii antywęglowej” informującej o bardzo niekorzystnych dla Polski skutkach wprowadzenia pakietu klimatyczno-energetycznego. Delegacja „S” wręczyła wówczas premierowi petycję, w której Związek domagał się m.in. zablokowania wprowadzania pakietu klimatyczno-energetycznego w obecnym kształcie, a następnie renegocjacji jego zapisów. Kazimierz Grajcarek i śp. prof. Jan Szyszko wskazywali na niebywałe nagonki na naukowców podważających „dogmat” o wpływie człowieka na globalne ocieplenie, sami zresztą tego doświadczając. Dochodziło do tego nie tylko w Polsce.
„Istnieje groźne oblicze karmienia się klimatyczną gorączką. Naukowcy odstępujący od panikarstwa doświadczyli zaniku dotacji, wyśmiewania ich pracy i zniesławienia ich epitetami, takimi jak «marionetki koncernów paliwowych», «naukowe płotki» etc. W konsekwencji kłamstwa o zmianie klimatu zyskują zaufanie nawet wówczas, kiedy daleko odbiegają od nauki, która przecież podobno ma stanowić dla tych teorii podstawę”
– pisał już 20 lat temu na łamach „The Wall Street Journal” Richard Siegmund Lindzen, fizyk, profesor meteorologii w Massachusetts Institute of Technology, wykładowca na Harvardzie, autor prac o dynamice atmosfery i falach atmosferycznych.
Podobną opinię wyrażał Timothy Francis Ball, profesor na Wydziale Geografii Uniwersytetu w Winnipeg i autor książek na temat klimatu. Wskazywał, że naukowcy sceptyczni co do „dogmatu” o wpływie człowieka na globalne ocieplenie zeszli do podziemia dla
„bezpieczeństwa posady i ze strachu przed odwetem. Nawet na uniwersytecie, gdzie wolność słowa i podważanie dominującej narracji jest podobno czymś pożądanym, naukowcy wolą milczeć”
– pisał.
Profesor Zygmunt Kolenda z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, specjalista w zakresie matematycznego modelowania procesów wymiany ciepła i masy oraz termodynamiki procesów nieodwracalnych, wskazywał na łamach „Polityki”, że współczesne techniki obliczeniowe są daleko niewystarczające do poprawnego przewidywania długoterminowych zmian klimatycznych. Podawał też w wątpliwość merytoryczne kwalifikacje IPCC [Intergovernmental Panel on Climate Change – Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu – przyp. red.] jako ciała politycznego, a nie naukowego oraz nie zgadzał się z tezą o znacznej przewadze liczebnej naukowców popierających wnioski tej organizacji.
„Denializm klimatyczny”
Problem jednak w tym, że to właśnie ta organizacja, utworzona w 1988 na wniosek członków ONZ, uzurpuje sobie monopol w dziedzinie określania tego, co w kwestii klimatu można uznać za „naukowe i obiektywne”, a co należy zwalczać jako przejaw „denializmu klimatycznego”. Dobór określenia na wzór „kłamstwa oświęcimskiego” każe przypuszczać, że kolejnym krokiem będzie tegoż „denializmu” penalizacja. Co ciekawe, sama IPCC nie była tak radykalna w momencie swojego powstawania. Dojście do „naukowego konsensusu”, że działalność człowieka jest w sumie wyłączną przyczyną globalnego ocieplenia, odbywało się „metodą salami”.
Początkowo pisano jedynie, że „bilans dowodów sugeruje dostrzegalny wpływ człowieka na klimat”, a po kilku latach już, że „jest prawdopodobne (w języku IPCC oznacza to prawdopodobieństwo powyżej 66%), że większość globalnego ocieplenia powodują gazy cieplarniane”. Po upływie kolejnych kilku lat ponownie zmieniono wcześniejsze stanowisko, stwierdzając, że „jest bardzo prawdopodobne (czyli z prawdopodobieństwem powyżej 90%), że większość globalnego ocieplenia powodują gazy cieplarniane”, aby po upływie następnych kilkudziesięciu miesięcy dojść do wniosku, że
„jest niezwykle prawdopodobne (czyli z prawdopodobieństwem przekraczającym 95%), że człowiek wpłynął w sposób dominujący na obserwowane od połowy XX wieku ocieplenie”.
Wreszcie stwierdzono już bez ogródek, że „jest bezdyskusyjne, że działalność człowieka ogrzała atmosferę, oceany i lądy, a zmiana klimatu to jedno z największych i najlepiej udokumentowanych zagrożeń globalnych”. I tu pojawia się „paragraf 22”, ponieważ naukowcy mający na ten temat odmienne zdanie i przedstawiający inne wyniki badań, są „kancelowani” i nie mogą liczyć na granty czy publikacje w „uznanych” pismach. Dzięki temu IPCC może pisać, że
„jak wynika z ponad 99,9% recenzowanych publikacji naukowych na całym świecie, główną przyczyną kryzysu klimatycznego są emisje gazów cieplarnianych pochodzące z działalności człowieka”.
Coraz mocniej jednak rozjeżdżają się ideologia i zdrowy rozsądek, toteż co cwańsi wcześniejsi beneficjenci religii klimatyzmu zaczynają powoli grać na wielu fortepianach, dzięki czemu system zaczyna pękać. Z koalicji Net-Zero Banking Alliance (inicjatywa banków na rzecz klimatu) wycofali się tacy giganci, jak JPMorgan Chase, Goldman Sachs czy Bank of America, co doprowadziło do likwidacji tejże koalicji. Poparcie dla celów klimatycznych ograniczyli także potentaci technologiczni, tacy jak Microsoft i Meta. Ma to związek z polityką Donalda Trumpa kładącą nacisk na reindustrializację Stanów Zjednoczonych i oparcie energetyki na wydobyciu paliw kopalnych, ale także z globalnych otrzeźwieniem związanym ze zmęczeniem szaleństwami klimatyzmu. W końcu, jak mówił Abraham Lincoln:
„Możesz oszukiwać wszystkich ludzi przez pewien czas, a niektórych ludzi przez cały czas, ale nie możesz oszukiwać wszystkich ludzi przez cały czas”.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
[TYLKO U NAS] Małgorzata Golińska [MKiŚ]: Będziemy spotykali się z coraz większą liczbą gwałtownych zjawisk pogodowych

Czy grozi nam susza?
Greta Thunberg usuwa tweeta z 2018 roku. "Dlaczego?!"
Koniec z mięsem, koniec z autami, trzy sztuki ubrań na rok. Warszawa na klimatycznej ścieżce










