[Felieton "TS"] Tadeusz Płużański: Urodzony w KL Stutthof
![[Felieton "TS"] Tadeusz Płużański: Urodzony w KL Stutthof](https://tysol.pl/storage/files/2026/2/28/2d82f38b-debb-4c86-b37f-82655e3981a8/159916315923bd47be47a3e2657068923b51400febec455586cf31dcf1f9c7c86f141b2663.png?p=article_hero_mobile)
9 maja 1945 r. Stutthof został oswobodzony najpóźniej ze wszystkich obozów koncentracyjnych na ziemiach polskich - w dniu kapitulacji Niemiec. Żołnierze 3. Frontu Białoruskiego zastali w nim jedynie ok. 300 więźniów. Z ogólnej liczby ok. 110 tys. osadzonych w Stutthofie i jego kilkudziesięciu podobozach zginęło ok. 70 tys.
Mały Andrzejek w lipcu 1946 r. został adoptowany przez Wacława Kaźmierczaka, reżysera i montażystę z łódzkiej wytwórni filmowej (w czasie wojny członek referatu filmowego Biura Informacji i Propagandy AK).
- Już w wieku 10 lat wyczuwałem, że coś jest nie tak. Nie byłem podobny ani do matki, ani do ojca, rodzice nie chcieli ze mną rozmawiać o moim dzieciństwie. Dziwiłem się, dlaczego znajomi nazywają mnie Francuzikiem - wspomina Andrzej Kaźmierczak. Pan Andrzej ma nietypową grupę krwi - A1B RH-. W pewnych regionach Francji nie należy ona do rzadkości...
Państwo Kaźmierczakowie, nie chcąc go stracić, ukrywali przed poszukiwaniami. Kiedy w 1956 r. do Warszawy przyjechała jakaś siostra zakonna i wypytywała o Andrzeja, rodzice wysłali go na długie kolonie, a potem do internatu pijarów w Krakowie. Dorosły Andrzej Kaźmierczak rozpoczął własne śledztwo.
Najwięcej Francuzek trafiło do obozu w 1944 r. Duża ich część była pochodzenia żydowskiego, bo Stutthof został włączony do akcji ostatecznego rozwiązania. Od Niemców obsługujących w czasie wojny krematorium pan Andrzej dowiedział się, że jego matka zginęła pod koniec kwietnia 1945 r. Inni twierdzili jednak, że uczestniczyła w ewakuacji obozu. W styczniu 1945 r. więźniów poprowadzono piechotą w okolice Lęborka - przez 11 dni musieli przejść prawie 140 km. Żydów ewakuowano na ogół w kierunku morza i nad samym brzegiem rozstrzeliwano. Pozostałych ładowano na barki i wywożono w kierunku Niemiec. Marsz śmierci przeżyli nieliczni.
W 1996 r. dziennikarze francuskiej telewizji TF1 program "Perdu de vue" ("Stracony z oczu") o panu Andrzeju nakręcili w Stutthofie. Rozdzwoniły się telefony.
- Zadzwonił Bernard, który tytułował mnie bratem - mówi pan Andrzej. - Powiedział, że mama nazywała się Madeleine Savary, z domu Voisin. Do Stutthofu trafiła 9 sierpnia 1944 r., dostała numer 55494. Urodziła mnie po kilku dniach. Szybko nas rozdzielili i matka była przekonana, że wkrótce po porodzie zmarłem. Miała 21 lat. Z obozu została zwolniona 21 września 1944 r.
Madeleine Savary, biologiczna mama Andrzeja Kaźmierczaka, zmarła w październiku 1995 r. w Lille, rok przed programem we francuskiej telewizji.
Ks. Deselaers: Auschwitz pokazuje najgłębsze dno ludzkiego zła, ale w odpowiedzi możemy znaleźć nadzieję

Tadeusz Płużański: „Bury” - mój bohater

[Felieton "TS"] Tadeusz Płużański: Wyszyńskiego bronił Niemiec i pies

Tadeusz Płużański: Sowieckie bestialstwo na Kresach II RP

Kard. Dziwisz w KL Auschwitz: św. Maksymilian stanąłby dziś w pierwszym szeregu obrońców ludzkiego życia

