[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Co jest z tymi kotami?
![[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Co jest z tymi kotami?](https://tysol.pl/storage/files/2026/2/28/7a48197a-da01-4ce2-aba8-0e20ec980a72/16122636615e6e03e5daa94c916b1aa647b1b2abb2fbdfa03a8911225f485c70cf82fa944c.jpg?p=article_hero_mobile)
Potem wiele lat był jeszcze syn Pimpy - Kiler - kompletny szajbus, który będąc tylko niewiele większy od matki, rzucał się do gardła owczarkom niemieckim i łapał przejeżdżające samochody zębami za opony. Absolutnie nie przeszkadzało mu, że jak złapał, koło kilka razy go obracało. Robił to z uporem osła. To był już bardziej pies śp. Taty, dotrzymywali sobie towarzystwa na starość. Jak to było? "Dwóch zgryźliwych tetryków".
Wszystkie swoje psy uwielbiałem. Oczywiście nieraz wyprowadziły mnie z równowagi. Czy to, kiedy pogryzły mi buty, czy projekt, który mozolnie przygotowywałem na zaliczenie na Wydziale Architektury. Nigdy nie prowadzałem ich na smyczy, na wsi nie musiałem, znała je i dokarmiała cała okolica. Czasem narozrabiały, ale generalnie były członkami Rodziny, w całej jej ówczesnej złożoności.
Za to kotów nie cierpiałem. Nie to, że zrobiłbym im jakąś krzywdę. Nic z tych rzeczy, ale fałszywość, taki jakiś egocentryzm, samolubność, wyniosłość, oziębłość, a nade wszystko dźwięki, które z siebie wydają. Irytujące, drażniące, a najbardziej te, które imitują płacz dziecka. Pewnie nie wiecie, o czym piszę, możliwe, że jestem przewrażliwiony, natomiast suma tych cech kotów, ze szczególnym uwzględnieniem dźwięków, składa się na stworzenie, zupełnie niekompatybilne z czymkolwiek, co mógłbym lubić.
Możecie mi więc wytłumaczyć dlaczego mam w domu kota? No fakty znam, Żona przyniosła go do domu jako małego kotka, bo ktoś chciał kotki utopić i ludzie mu zabrali, podzielili się kotkami i zanieśli do domów. Jasne. Ale tak generalnie ciągle nam się jakieś koty przytrafiają.
Tak jak wtedy, kiedy przyplątał się kociak na mrozie, siedząc na drzewie przy trasie, którą biegam. Nikt w okolicy się do niego nie przyznawał, a wył na tym mrozie niemiłosiernie. To co miałem zrobić? Zabrałem do domu, ryzykując, że nas Żona razem z chaty wygoni. Nie wygoniła. Znaleźliśmy mu dom.
Albo teraz znowu. Kociak przylazł na taras. Znowu mróz. I znowu wyje. No nie nasz, może ktoś go szuka, ale wył tak chyba ze dwie godziny. No to wpuściliśmy i zaraz poczuł się jak u siebie w domu, co naszemu staremu Puszkowi niezupełnie się podobało i w końcu musieliśmy zamknąć koty w oddzielnych pokojach. Nakarmiliśmy, pogłaskaliśmy i był nasz.
Niestety niedługo później przyszła po niego zrozpaczona właścicielka.
Czy ja napisałem "niestety"?!

Tagi
"Bardzo kontrowersyjna okładka magazynu Mój Pies"
[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Kotopies

Policjant wstrzymał ruch na Drodze Krajowej, by ratować małego kotka. Internauci poruszeni

Najbardziej prorosyjscy na świecie. Piotr Skwieciński o relacjach indyjsko-rosyjskich

Kultura wysoka, pensja minimalna. Rozmowa o kryzysie uczelni artystycznych
