Cała nauka idzie w piach. Niespełnione obietnice lewicy

- Realizacja obietnic Lewicy w obszarze nauki oceniana jest jako bardzo niska.
- W instytucjach naukowych dochodziło do kontrowersyjnych nominacji i konfliktów.
- System nauki zmaga się z niedofinansowaniem, cięciami projektów i odpływem specjalistów, co zdaniem autora prowadzi do pogorszenia kondycji polskiej nauki i jej konkurencyjności.
O Stowarzyszeniu Ordynacka najgłośniej było oczywiście w czasach afery Rywina. Związany ze stowarzyszeniem Włodzimierz Czarzasty, mając przez wiele lat duże wpływy w mediach publicznych, m.in. jako szef Rady Nadzorczej Polskiego Radia, a następnie sekretarz KRRiT, dbał o to, by ludzie z Ordynackiej robili kariery w radiu i TV. Dość wspomnieć, że do tego związku weteranów komunistycznych organizacji studenckich należeli między innymi były prezes TVP Robert Kwiatkowski czy wieloletni dziennikarz kierujący wieloma redakcjami (w tym przez pewien czas telewizyjną Jedynką) Sławomir Zieliński. W maju 2023 roku kolejnym prezesem stowarzyszenia został Dariusz Wieczorek i ten sam Dariusz Wieczorek w rządzie Donalda Tuska został jednym z trzech ministrów z ramienia Nowej Lewicy. Bardzo szybko okazało się, że również – najbardziej kłopotliwym.
Drugie życie Ordynackiej
Rok od powołania trzeciego gabinetu Donalda Tuska o dymisji Wieczorka mówili już niemal wszyscy, w styczniu 2025 roku rzeczywiście stracił on w końcu swoje stanowisko. Nie pomogło mu nawet to, że niemal do końca był bardzo mocno broniony przez Włodzimierza Czarzastego. Przyczyn tej obrony upatrywać trzeba nie tylko w długiej znajomości, lecz również we współczesnych relacjach dwóch polityków, a także jego lojalności wobec rządu.
„To właśnie Dariusz Wieczorek był głównym negocjatorem z ramienia Lewicy umowy koalicyjnej. To Wieczorek decydował o handlach, kto będzie ministrem, kto wiceministrem, kto, gdzie, co obejmie, kogo gdzie rzucimy. Skończyło się to oczywiście serią pretensji polityków Lewicy wobec Dariusza Wieczorka. Mówiono, że w ogóle nie zadbał o to, żeby w programie tego rządu znalazły się cele Lewicy, te obietnice Lewicy, które ona składała, idąc do wyborów. Mówiono też, że wyhandlował słabe ministerstwa, że w zasadzie dbał tylko o to, żeby Włodzimierz Czarzasty był wicemarszałkiem, a w przyszłości marszałkiem Sejmu, no i żeby on, Dariusz Wieczorek, był ministrem. A cała reszta go nie obchodziła”.
Mazurek zauważa, że Wieczorek nie należał do ministrów, którzy próbowali choćby wyszarpać więcej pieniędzy dla swojego resortu. Wręcz przeciwnie, nie dyskutował z Ministerstwem Finansów, co wpędzało jego własny resort w kolejne medialne nieprzyjemności, długo jednak zapewniało mu polityczny święty spokój. Jak wiemy, do czasu. Dariusza Wieczorka zastąpił Marcin Kulasek, olsztyński polityk Lewicy, o którym w mediach słychać rzadziej, choć i za jego rządów ministerstwo trafia czasem na łamy portali w niezbyt korzystnym kontekście. O tym jednak za chwilę, wróćmy do grudnia 2023 roku.
Nominacja Dariusza Wieczorka od początku traktowana była jako typowe polityczne dzielenie łupów. Nowy minister nie miał związków z nauką czy życiem akademickim. Inżynier elektryk ze studiami podyplomowymi z zarządzania turystyką i z prawa administracyjnego, od początku III RP prowadził życie zawodowe typowe dla działacza partyjnego. PRL-owskie firmy turystyczne, a później przede wszystkim kariera partyjna, na początek w samorządzie i we władzach miasta w Szczecinie. Ten etap kariery o mało co nie skończył się dla przyszłego ministra nauki fatalnie. Wraz z grupą urzędników w 2007 roku skazany został na dwa lata więzienia w zawieszeniu na narażenie miasta na straty finansowe, został jednak uniewinniony w kolejnej instancji. Przez kilkanaście lat był radnym sejmiku wojewódzkiego, a po przerwie spowodowanej polityczną zapaścią całego SLD wrócił do Sejmu, a następnie został wiceprzewodniczącym Nowej Lewicy, powstałej ze zjednoczenia SLD i Wiosny. Brak akademickiego doświadczenia został przez media zauważony, ale jako minister rządu Tuska dostał oczywiście kredyt zaufania. Szybko okazało się jednak, że wyniesione z Ordynackiej zwyczaje zaczynają przyjmować się w resorcie nauki.
Naukowcy ustępują politykom
W przeciwieństwie do większości prawicowych publicystów daleki jestem od idealizowania Sieci Badawczej Łukasiewicz. Stworzona przez ludzi Jarosława Gowina czapa nad instytutami naukowymi zaangażowała wielu cenionych naukowców, również rezygnujących dla pracy dla Polski z zagranicznych, obiecujących karier. Jednak na poziomie instytucji często łączyło się to z pozbywaniem się majątku i wtłaczaniem pracowników w neoliberalny, korporacyjny sposób działania i oszczędnościami kosztem ludzi i komfortu ich pracy. Jednak dopiero po zmianie rządów o Sieci Badawczej Łukasiewicz zaczęło być naprawdę głośno, na ogół ze względu na decyzje kadrowe. Wiosną 2024 roku nominowanego jeszcze przez Przemysława Czarnka Andrzeja Dybczyńskiego zastąpił dr Hubert Cichocki, nauczyciel akademicki z SGH i… wiceprezes mało znanej partii Centrum dla Polski, współtworzącej Koalicję Polską wraz z PSL. O Cichockim głośno stało się w związku z praktykami ujawnionymi przez Alicję Bachmatiuk. Bachmatiuk to wybitny naukowiec – zrezygnowała z pracy w Korei Południowej, kierowała instytutem PORT (Polskim Ośrodkiem Rozwoju Technologii) odpowiadającym za komercjalizację wyników.
„Najpierw poproszono mnie o to, żebym powołała na swojego zastępcę do instytutu polityka Bartłomieja Ciążyńskiego. Prezes SBŁ dr Hubert Cichocki zaprosił mnie do Centrum Łukasiewicz i powiedział, że tu jest taki człowiek, który ma doświadczenia wdrożeniowe i legislacyjne. I on ma zostać moim zastępcą do spraw komercjalizacji”
– opowiadała Bachmatiuk o kulisach zatrudnienia w instytucie polityka Lewicy, wcześniejszego wiceprezydenta Wrocławia i szefa klubu radnych Lewicy, a później, przez chwilę, również wiceministra sprawiedliwości.
Cichocki wymusić miał zamknięcie prowadzonego na stanowisko konkursu i stwierdzić, że to on zajmuje się ich obsadzaniem. Następnie szefowa instytutu została zmuszona do zwolnienia 30 doświadczonych pracowników, równocześnie zaś Ciążyńskiemu przyznano pensję w wysokości 40 tysięcy złotych brutto. Gdy w kolejnym kroku Cichocki zapowiedział degradację Bachmatiuk i zastąpienie jej politycznym nominatem, ta odeszła z funkcji i zdecydowała się nagłośnić sprawę. Jednak poza oburzeniem wielu, również sprzyjających rządowi, mediów szef SBŁ nie poniósł żadnych konsekwencji.
– To po prostu bardzo niesprawiedliwe. Nie tego się spodziewałam po zmianie władzy, myślałam, że będzie lepiej, a nie tak, jak jest. Mówię prawdę, w każdym sądzie to powiem. […] Mam dwie propozycje pracy za granicą i skorzystam z jednej z nich. Po prostu wyjadę dokądś, gdzie zostanę bezstronnie zweryfikowana, nie pod kątem politycznym. Liczyć się będzie mój dorobek i potencjał, fakt, że coś dla nauki mogę jeszcze zrobić
– komentowała sprawę rozgoryczona Bachmatiuk, zwracając uwagę, że jej sytuacja jest tylko jedną z wielu, a w całym kraju w Sieci Badawczej Łukasiewicz znajdują zatrudnienie na wysokich stanowiskach polityczni nominaci bez stosownych kompetencji. Bartłomiej Ciążyński przeszedł później do Ministerstwa Sprawiedliwości, z którego odszedł w atmosferze skandalu, gdy wyszło na jaw, że podczas wakacji płacił za paliwo wykorzystując służbową kartę.
Klątwa sygnalistki
Inną głośną sprawą były zmiany, jakie nowy szef resortu nauki przeprowadzał w ośrodku badawczo-rozwojowym IDEAS Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Twórca instytutu, prof. Piotr Sankowski w budzącej kontrowersje procedurze konkursowej zastąpiony został przez posiadającego dużo mniejsze doświadczenie dr. Grzegorza Borowika. Efektem tej decyzji był bunt naukowców tworzących radę naukową IDEAS. Za polityczną decyzją rządu stały motywy finansowe, tyle że szalenie krótkowzroczne – Sankowskiego oskarżano o brak zysków z działań, które jako związane z badaniami nad sztuczną inteligencją są ze swej natury rozłożone w czasie. Instytut zaczął być traktowany po macoszemu, długo też nie mógł znaleźć nowej siedziby. Co więcej, nowy rząd zrezygnował z planów zaciągu kolejnych specjalistów do IDEAS i NASK. Smutną puentą do tego wątku niech będzie fakt, że niedawne testy polskiej sztucznej inteligencji wykazały, że porównania ze światowymi gigantami przegrywa ona nawet wtedy, gdy pytana jest o polskie zwyczaje bożonarodzeniowe.
Sprawa Sankowskiego po medialnej burzy i całej serii chaotycznych działań i wypowiedzi resortu zakończyła się jego ponowną nominacją we wrześniu 2025 roku. Ostatecznie Wieczorka pogrążyła sprawa ujawnienia danych sygnalistki, która informowała o nieprawidłowościach na Uniwersytecie Szczecińskim. Pismo działaczki związkowej minister przekazał będącemu ich bohaterem rektorowi uczelni. Wirtualna Polska informowała wówczas, że uniwersytet na dobrze płatnym stanowisku zatrudnia żonę ministra, sprawa zaczęła więc być bardzo dla Wieczorka i rządu kłopotliwa. Jednak nawet po dymisji, do której ostatecznie doszło, Wieczorek kreował się na ofiarę spisku ludzi, którzy robili kariery w poprzednim politycznym rozdaniu. Refleksji nad własnym zachowaniem na pewno nie pomógł fakt, że w zeszłym roku teoretycznie skompromitowany były minister nauki wybrany został ponownie na szefa zachodniopomorskiego regionu Lewicy.
Biedanauka
Choć Lewica w programie wyborczym obiecywała wzrost nakładów na naukę, przez cały 2024 rok pojawiały się informacje o problemach z finansowaniem badań naukowych. Kłopoty z płynnością sygnalizowały NCBR, Łukasiewicz i PAN, przez wiele miesięcy nie funkcjonował też (jakoby z powodów czysto urzędowych) jedyny polski reaktor jądrowy Maria. Środków pozbawiona została stacja badawcza „Oceania”, jedyna stacja zdolna do pracy poza Bałtykiem. Na problemy napotkali też polscy archeolodzy w Egipcie. Po wielu latach resort wstrzymał finansowanie będącego częścią międzynarodowych badań radioteleskopu w Toruniu. W październiku zeszłego roku posłanka Razem Marcelina Zawisza ujawniła listę ponad 200 projektów badawczych, którym resort kierowany przez Marcina Kulaska odmówił finansowania.
„Na liście instytucji pozbawionych wsparcia znalazły się m.in. Politechnika Łódzka, Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach czy Uniwersytet Morski w Gdyni. Brak funduszy dotknął także specjalistyczne laboratoria i sprzęt, w tym pracownie hiperbaryczne, stanowiska radonowe i mikrotomografy komputerowe wraz ze skanerami 3D”
– alarmowało wPolityce.pl. Oberwały nawet placówki z bliskiego ministrowi Olsztyna, natomiast 18 instytucji dostało równolegle 170 mln złotych, co według Zawiszy było przykładem nierównego traktowania instytucji naukowych przez państwo.
W swoim programie wyborczym Lewica obiecywała studentom „akademiki za złotówkę”. Podczas jednego z wystąpień telewizyjnych zapytany o to Dariusz Wieczorek zaczął się śmiać, co zostało uznane za jeden z przykładów arogancji nowej władzy. Jednak o nauce i finansach najwięcej mówi nam chyba oferta pracy, o której głośno stało się w styczniu tego roku. Instytut Fizyki PAN poszukiwał kogoś, kto z doktoratem z fizyki, minimum czteroletnim doświadczeniem zawodowym i znajomością angielskiego zostanie asystentem w Zespole Mikroskopii Elektronowej w Środowiskowym Laboratorium Badań Rentgenowskich i Elektronomikroskopowych za 4806 złotych brutto. Marcin Kulasek tłumaczy, że to wina poprzedników i ich zaniedbań, a już w nowej kadencji podniesiono pensje pracownikom nauki. Jednak ogólny obraz, jaki ukazuje się naszym oczom, jest ponury. Rząd rezygnuje z kluczowych projektów, innym obcina dotacje, pozbywa się fachowców, a instytucje naukowe traktuje jak kolejny paśnik dla działaczy partyjnych. I tak za największym osiągnięciem naukowym nie stoją sami naukowcy, a politycy, którzy bez żadnej specjalnej maszyny dokonali niemożliwego – przeniesienia świata nauki kilkadziesiąt lat wstecz.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Szkoły przechodzą na zdalne nauczanie. Gdzie zima paraliżuje edukację?

Wybrano nowe władze Nowej Lewicy
Wybory w Nowej Lewicy. Czarzasty podjął decyzję
Mapa kariery po technikum. Pod jakie zawody warto kształcić się już dziś?









