Przeszedł po linie 180 metrów nad ziemią. Niezwykłe widowisko w centrum Warszawy

- Jaan Roose przeszedł około 500 metrów po taśmie między PKiN a Varso Tower.
- Trasa znajdowała się około 180 metrów nad ziemią.
- Kilka metrów przed metą sportowiec przyznał, że zmaga się ze skurczami mięśni.
Bezprecedensowe wyzwanie w centrum Warszawy
Projekt "Red Bull Linia Czasu" zakładał przejście pomiędzy dwoma najwyższymi budynkami w Polsce - Pałacem Kultury i Nauki oraz Varso Tower.
Taśma o długości około 500 metrów i szerokości zaledwie 20 milimetrów została rozwieszona około 180 metrów nad ziemią. Zadania podjął się estończyk Jaan Roose, uznawany za jednego z najlepszych zawodników na świecie w tej dyscyplinie.
Jeszcze przed rozpoczęciem próby nie ukrywał, że strach jest naturalnym elementem takiego wyzwania.
"Muszę odczuwać strach, ponieważ pomaga mi to zarządzać ryzykiem. Mój mózg wtedy wszystko analizuje i przelicza, dzięki czemu wszystkie szczegóły są na wysokim poziomie" - mówił w rozmowie z Przeglądem Sportowym.
Walka z wiatrem i pełne skupienie
Roose wszedł na taśmę kilka minut po godzinie 9. Mimo wietrznej pogody przez większość trasy nie miał większych problemów z utrzymaniem równowagi.
Początkowo poruszał się w dół, a następnie wspinał się w kierunku mety. Przez cały czas pozostawał maksymalnie skoncentrowany na każdym kolejnym kroku.
Dodatkową atrakcją dla widzów był pomiar pulsu sportowca. Choć sam przyznawał, że odczuwa strach, jego tętno przez większość wyzwania utrzymywało się w okolicach 100 uderzeń na minutę.
Wywiad kilka metrów przed metą
Jednym z najbardziej niezwykłych momentów wydarzenia była rozmowa przeprowadzona z highlinerem tuż przed ukończeniem trasy.
Na kilka metrów przed metą Roose połączył się z prowadzącymi transmisję i przyznał, że zaczynają doskwierać mu skurcze mięśni. Opowiedział również o niespodziewanych przeszkodach.
Jak relacjonował, chwilami rozpraszały go ptaki. Zauważył także ludzi kibicujących mu z okien Varso Tower, którym podziękował za wsparcie.
"Tak ważne było skupienie na każdym pojedynczym kroku"
Po zakończeniu wyzwania Estończyk podkreślał, że najważniejsze było zachowanie koncentracji aż do samego końca.
"Moim celem było przejście tej trasy bez szwanku, po prostu iść od początku do końca. Wiadomo, że po drodze wszystko może się zdarzyć. Chyba najbardziej martwiły mnie ewentualne zmiany pogody. Nagle widzę, że meta już blisko, warunki wcale nie są złe, ale wciąż pozostało trochę do przejścia, więc pojawia się pokusa, żeby trochę wydłużyć krok, a przecież nie mogłem tego zrobić. Dlatego tak ważne było skupienie na każdym pojedynczym kroku" - podkreślił Roose po zakończeniu wyzwania.
Komentarze
Afera w Szpitalu Południowym. Rzecznik Nawrockiego punktuje prokuraturę

Francuz wszedł do tunelu warszawskiego metra. Jest decyzja sądu

Zero.pl: Sygnalista pisał do Trzaskowskiego. Dwa miesiące później dostał wypowiedzenie









