Ukraiński wywiad w Polsce i zagrożenia, o których Warszawa woli nie mówić

- Anonimowi byli i obecni funkcjonariusze polskich służb twierdzą, że po 2022 r. aktywność ukraińskich służb w Polsce wyraźnie wzrosła, jednak skala tych działań nie jest oficjalnie potwierdzona przez ABW ani SKW.
- Oficjalne raporty polskich służb jako główne zagrożenia kontrwywiadowcze wskazują przede wszystkim Rosję, Białoruś i Chiny, a informacje o działaniach ukraińskiego wywiadu opierają się głównie na ustaleniach medialnych i anonimowych źródłach.
- Autor stawia tezę, że sojuszniczy status Ukrainy nie powinien wyłączać kontroli kontrwywiadowczej, a każda nieautoryzowana działalność operacyjna na terytorium Polski powinna być oceniana z punktu widzenia polskiej suwerenności i bezpieczeństwa.
W kuluarach polskich służb od miesięcy powtarza się zdanie, którego oficjalnie nikt nie potwierdza wprost: najaktywniejszym obcym wywiadem działającym dziś na terytorium Rzeczypospolitej nie jest już wywiad rosyjski ani białoruski, lecz ukraiński.
Teza, obok której trudno przejść obojętnie, bo dotyczy służb kraju, któremu Polska użycza infrastruktury logistycznej i politycznego wsparcia w wyniszczającej wojnie o przetrwanie. A mimo to – a może właśnie dlatego – ten sojusznik prowadzi dziś nad Wisłą jedną z najbardziej rozbudowanych operacji wywiadowczych, jakiej nie widziano tu od lat. Nie jest to teoria spiskowa, ale wniosek płynący z relacji samych oficerów polskiego kontrwywiadu.
Ekspozytury, które urosły trzykrotnie
Ukraina prowadzi działalność wywiadowczą za granicą trzema kanałami: cywilnym wywiadem zagranicznym SZRU, wywiadem wojskowym HUR podległym Ministerstwu Obrony oraz Służbą Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), formalnie odpowiedzialną za kontrwywiad wewnętrzny, w praktyce aktywną również wśród milionowej diaspory za granicą. Od pełnoskalowej inwazji Rosji w lutym 2022 roku wszystkie trzy struktury funkcjonują w trybie wojennym, a ich aktywność za granicą wyraźnie wzrosła.
Dziennikarskie ustalenia „Rzeczpospolitej”, oparte na rozmowach z anonimowymi oficerami polskich służb, są w tym względzie jednoznaczne: liczebność personelu ukraińskich placówek dyplomatycznych zajmującego się pracą operacyjną w Polsce – w wywiadowczym slangu „stacji” – wzrosła od inwazji dwu-, a nawet trzykrotnie. Rozmówcy gazety ocenili wprost, że to właśnie ukraińskie służby są dziś najbardziej aktywnym obcym wywiadem na polskim terytorium, bardziej niż rosyjski czy białoruski.
Werbunek, fałszywa flaga, cudze dokumenty
Aktywność ukraińskich służb ma dwie twarze. Pierwsza to rozpracowywanie środowisk rosyjskich i białoruskich obecnych w Polsce – działanie w dużej mierze zbieżne z polskim interesem narodowym, bo wymierzone we wspólnego przeciwnika. Druga twarz jest poważniejsza i dotyczy bezpośrednio Polski. Według naszych źródeł ukraińskie służby prowadzą werbunek wśród Ukraińców zatrudnionych w polskich urzędach i firmach, nakłaniając ich do wynoszenia informacji wrażliwych, a także podejmują próby nawiązywania współpracy z Polakami jadącymi na Ukrainę z misjami humanitarnymi lub biznesowymi. Działalność wolontariuszy i fundacji, dostarczających pomoc humanitarną i sprzęt na Ukrainę praktycznie nie jest w żaden sposób kontrolowana przez polskie służby. Można postawić pytanie, czyje interesy te struktury reprezentują.
Moi rozmówcy ze środowisk polskiego kontrwywiadu stawiają też twardsze zarzuty: w pojedynczych przypadkach oficerowie ukraińskiego wywiadu działali pod pozorem współpracy z polskimi instytucjami, a nawet posługiwali się polskimi dokumentami – czyli, mówiąc wprost, fałszywą polską flagą. Rozmówcy, cytowani przez „Rzeczpospolitą” wspominają nawet o kilku utajnionych postępowaniach prokuratorskich w takich sprawach. Dopóki jednak śledztwa objęte są klauzulą tajności, nie da się tych informacji zweryfikować – ale sam fakt, że toczą się w ogóle, pokazuje, że polska prokuratura traktuje temat poważnie, nawet jeśli polscy politycy wolą go nie komentować.
„O tym się po prostu nie mówi”
Czy polski kontrwywiad – ABW i Służba Kontrwywiadu Wojskowego – w ogóle to monitoruje? Ustawowo nie ma tu żadnej luki: zadaniem obu służb jest identyfikowanie prób szpiegostwa i nielegalnego wpływu na polskie instytucje niezależnie od tego, jaki kraj za nimi stoi. Pytanie nie brzmi więc „czy”, tylko „na ile energicznie”.
Odpowiedź władz jest ostrożna do granic absurdu. Pytany wprost o doniesienia o werbunku prowadzonym przez stronę ukraińską, koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak odpowiedział, że takich informacji „nie potwierdza ani nie zaprzecza”, zapewniając jedynie, że polskie państwo obserwuje każdego, kto prowadzi na jego terytorium działalność operacyjną. Zapytany, czy prawdą jest, że ukraińska siatka chce werbować Polaków, dodał, że polskie służby też prowadzą własne działania, o których po prostu się publicznie nie mówi. Klasyczna odpowiedź, która nie zaprzecza niczemu – i właśnie dlatego jest tak wymowna.
Raport, w którym zabrakło jednego słowa
Najbardziej wymowne jest jednak to, czego w oficjalnych dokumentach nie ma. Jawny raport ABW opublikowany w maju 2026 roku – pierwszy od ponad dekady – koncentruje się niemal wyłącznie na Rosji, ściśle z nią współpracującej Białorusi oraz rosnącej aktywności Chin. Dokument podaje fakty: w latach 2024–2025 wszczęto w Polsce 69 śledztw dotyczących szpiegostwa – tyle, ile łącznie w całym okresie 1991–2023. Status podejrzanego miały 91 osoby, 82 postawiono zarzuty z artykułu 130 Kodeksu karnego, a 62 zatrzymano. Liczby te wciąż rosną, co jest dobrym sygnałem, który świadczy o sprawności kontrwywiadu.
O żadnej służbie sojuszniczej w raporcie nie ma jednak ani słowa – mimo że według nieoficjalnych źródeł to właśnie służby Ukrainy są dziś najaktywniejsze na polskim terytorium. Trudno złożyć to na karb przeoczenia. To raczej dowód, że aktywność ukraińska pozostaje dziś w Polsce zjawiskiem, którego się nie liczy, nie nazywa i nie raportuje – nie dlatego, że jej nie ma, lecz dlatego, że nazwanie sojusznika zagrożeniem byłoby politycznie kosztowne.
Sojusznik działający na własną rękę
Współpraca wywiadowcza między Warszawą a Kijowem opiera się w części na oficjalnym, usankcjonowanym kanale: wymianie danych SIGINT i HUMINT, wspólnej ochronie szlaków logistycznych wokół Rzeszowa i bazy w Jasionce, wspólnej neutralizacji rosyjskiej agentury. Są to działania prowadzone za zgodą polskiego kontrwywiadu. Problem zaczyna się tam, gdzie interes operacyjny Ukrainy wykracza poza te ramy. Analitycy bezpieczeństwa określają to mianem operacji jednostronnych: aktywności oficerów SZRU, SBU i HUR prowadzonej w tajemnicy przed polskimi gospodarzami.
Z punktu widzenia zasad suwerenności kontrwywiadowczej Polski są to działania nielegalne niezależnie od tego, kto je prowadzi i w jak słusznej sprawie. Motywacja jest przy tym całkowicie zrozumiała z ukraińskiej perspektywy – brak zaufania operacyjnego wobec Polski, od dekad penetrowanej przez rosyjskie wpływy oraz presja czasu w działaniach kinetycznych, kiedy oficjalna ścieżka powiadamiania polskich służb bywa zbyt powolna. Dla polskiego państwa oznacza to jednak realne ryzyko „kolizji” z funkcjonariuszami ABW czy SKW, utraty kontroli nad własnym terytorium oraz możliwości prowadzenia gier kontrwywiadowczych wobec wykrytych rosyjskich agentów.
Do tego dochodzi zjawisko, które specjaliści od kontrwywiadu nazywają „przyjaznym szpiegostwem”: naturalny interes Kijowa w rozpoznawaniu planów politycznych polskiego rządu, weryfikowaniu stabilności zaplecza logistycznego czy monitorowaniu nastrojów wobec dalszego wsparcia dla Ukrainy. Są to zasady standardowego rzemiosła wywiadowczego między sojusznikami – jednak prowadzone na terytorium państwa, które go formalnie nie autoryzowało.
Diaspora jako pole operacyjne
W tle tej dyskusji jest fakt demograficzny bez precedensu w powojennej historii Polski. Według danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców i GUS, na początku lipca 2026 roku ważne dokumenty pobytowe posiadało około 1,55 miliona obywateli Ukrainy, z czego blisko 960 tysięcy korzystało ze statusu ochrony czasowej. To największa mniejszość narodowa we współczesnej Polsce, w zdecydowanej większości dobrze zintegrowana zawodowo i społecznie oraz hermetyczna. Sam ten fakt demograficzny nie jest zagrożeniem – ale tworzy pole, na którym łatwiej prowadzić działania wywiadowcze. Masowa migracja to naturalne środowisko kamuflażu operacyjnego: ułatwia legalizację oficerów pracujących pod zmienioną tożsamością i zapewnia szeroką bazę rekrutacyjną.
Powiedzmy jasno: dotyczy to statystycznie znikomego odsetka niemal dwumilionowej społeczności, a wykorzystywanie liczebnej diaspory jako zaplecza operacyjnego nie jest metodą ukraińską – ten sam raport ABW opisuje analogiczne zjawisko wobec diaspory chińskiej. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to realne ryzyko, którego polski kontrwywiad nie może ignorować z powodu sojuszniczego statusu Kijowa.
Osobnym zjawiskiem, o innym charakterze niż szpiegostwo ofensywne, jest monitorowanie przez SBU i ukraińskie placówki konsularne kwestii mobilizacyjnych wśród własnych obywateli za granicą. Działanie co prawda skierowane do wewnątrz, wobec własnych poborowych – ale eksperci od praw człowieka opisują podobne praktyki innych państw wobec własnej diaspory jako represje, zjawisko, które budzi niepokój niezależnie od tego, kto je stosuje, i które część ukraińskiej diaspory w Polsce odbiera jako inwigilację.
Konsulaty, mobilizacja i presja na własnych obywateli
Demograficzna obecność setek tysięcy Ukraińców w Polsce stała się dla Kijowa nie tylko wyzwaniem społecznym, ale i operacyjnym. Nowa ukraińska ustawa mobilizacyjna z wiosny 2024 roku, nakładająca na mężczyzn w wieku poborowym obowiązek aktualizacji danych wojskowych, na nowo zdefiniowała relacje między państwem ukraińskim a jego obywatelami przebywającymi nad Wisłą. W tej przestrzeni zatarła się cienka granica między standardową obsługą konsularną a miękką inwigilacją.
Z ustaleń i obserwacji środowisk prawniczych pomagających migrantom wynika, że ukraińskie placówki dyplomatyczne w Polsce stały się de facto wysuniętymi punktami kontroli mobilizacyjnej. Uzależnienie wydawania paszportów i dokumentów od rejestracji w wojskowych bazach danych (takich jak system „Rezerwa”) stworzyło mechanizm gigantycznego, państwowego szantażu administracyjnego. Eksperci od prawa dyplomatycznego i praw człowieka wskazują tu na niebezpieczny precedens. – Mamy do czynienia z sytuacją, w której na terytorium suwerennego państwa polskiego, inna państwowość wykorzystuje swoje struktury dyplomatyczne do prowadzenia działań o charakterze przymusowym wobec setek tysięcy ludzi – zauważa prawnik specjalizujący się w prawie międzynarodowym.
Doskonała legenda dla działań SBU
To jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Według źródeł zbliżonych do służb, presja mobilizacyjna stanowi doskonałą przykrywkę (legendę) dla działań SBU i ukraińskiego wywiadu zagranicznego. Pod pretekstem „weryfikacji obywateli” i poszukiwania uchylających się od służby wojskowej, ukraińskie służby budują potężne bazy danych o przepływach finansowych, miejscach zatrudnienia, relacjach osobistych i nastrojach politycznych wewnątrz diaspory w Polsce.
Tego rodzaju aktywność w państwach zachodnich nierzadko klasyfikowana jest jako represje transnarodowe (ang. transnational repression). Gdy podobne metody – polegające na śledzeniu, zastraszaniu i szantażowaniu swoich obywateli na obcym terytorium – stosowały Chiny wobec
Ujgurów czy Rosja wobec opozycjonistów, reakcja zachodnich kontrwywiadów była stanowcza. W przypadku Ukrainy polskie władze przymykają oko, udając, że jest to wyłączna sprawa wewnętrzna Kijowa. Problem w tym, że infrastruktura operacyjna, która dziś służy do namierzania ukraińskich dezerterów w Warszawie, Katowicach czy we Wrocławiu, jutro może posłużyć do realizacji zupełnie innych, znacznie groźniejszych z polskiego punktu widzenia celów.
Sprzęt podwójnego zastosowania i presja na urzędników
Analitycy bezpieczeństwa wskazują na jeszcze jeden, mniej spektakularny, ale kosztowny wątek: działalność tak zwanych oficerów zaopatrzeniowych, którzy – posługując się gotówką omijającą system bankowy – skupują na polskim rynku sprzęt podwójnego zastosowania: drony, optykę, elektronikę szyfrującą.
Tego rodzaju zakupom towarzyszy ryzyko prób korumpowania funkcjonariuszy służb celnych, granicznych i administracji lokalnej, mające ułatwić przerzut sprzętu przez granicę. To zjawisko co prawda trudne do udokumentowania w pojedynczych przypadkach, ale logiczne w kontekście wojny, która wymaga stałych dostaw sprzętu poza oficjalnymi kanałami eksportu uzbrojenia.
Rosyjski cień nad ukraińskim tematem
Jeden wymiar zagrożenia, który wykracza poza samą aktywność ukraińskich służb – i który pokazuje, że temat jest bardziej wybuchowy, niż się wydaje. Śledztwo dziennikarzy OKO.press ujawniło, że w sprawie sabotażu w Radomiu w maju 2024 roku – gdy podpalono skład materiałów budowlanych – to dwa kontrolowane przez rosyjskie służby kanały na Telegramie jako pierwsze opublikowały nagrania z miejsca zdarzenia, fałszywie przypisując akcję ukraińskim partyzantom. Sprawcą, jak ustalili później śledczy, był kolumbijski obywatel zwerbowany i opłacony przez rosyjski wywiad wojskowy GRU.
Nie był to odosobniony przypadek. Pod koniec czerwca 2026 roku ABW zatrzymała w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Zakopanem i Bydgoszczy dziewięć osób – w tym pięciu Ukraińców i dwóch Białorusinów – podejrzanych o prowadzenie finansowanej z Rosji operacji wpływu wymierzonej w ukraińskich migrantów w Polsce. Sfera ukraińskiej diaspory w Polsce jest dziś polem gry nie tylko dla Kijowa, ale i dla Moskwy, która świadomie podszywa się pod ukraińskie symbole i nastroje, by pogłębiać nieufność między Warszawą a Kijowem. Nie osłabia to tezy o aktywności ukraińskiego wywiadu – jednak pokazuje, że polski kontrwywiad musi umieć rozdzielać oba zjawiska z chirurgiczną precyzją, zamiast woleć nie mówić o żadnym z nich.
Frakcja milczenia i „związane ręce” kontrwywiadu
Rozmowy z byłymi i czynnymi oficerami polskich służb specjalnych, którzy zdecydowali się na nieoficjalny kontakt, odsłaniają głęboki dysonans między politycznymi deklaracjami a rzeczywistością operacyjną. Na poziomie szefów polskich służb i politycznym dominuje narracja o ścisłej współpracy. Na poziomie wydziałów kontrwywiadu zwalczających szpiegostwo rośnie jednak frustracja.
– Z punktu widzenia rzemiosła nie ma znaczenia, czy figurant pracuje dla Moskwy, Mińska czy Kijowa. Jeśli werbuje polskiego urzędnika albo próbuje nielegalnie pozyskać technologie z polskiego zakładu zbrojeniowego, łamie prawo. Problem polega na tym, że w przypadku kierunku wschodniego innego niż rosyjski, nasze raporty często trafiają do niszczarki albo giną w biurkach przełożonych – mówi z goryczą wieloletni oficer ABW, który w ostatnich latach zajmował się osłoną infrastruktury krytycznej.
Byli funkcjonariusze zwracają uwagę na zjawisko „paraliżu decyzyjnego”. Z jednej strony ustawa o ABW i SKW bezwzględnie nakazuje neutralizację zagrożeń. Z drugiej – każda próba zatrzymania lub wydalenia oficera ukraińskiego wywiadu (uznania go za persona non grata), przyłapanego na działalności niezgodnej z konwencją wiedeńską, grozi międzynarodowym skandalem i oskarżeniami o „działanie na korzyść Rosji”.
– Oni doskonale zdają sobie sprawę z tego politycznego parasola ochronnego i bezwzględnie go wykorzystują – tłumaczy inny analityk bezpieczeństwa, w przeszłości związany z cywilnym kontrwywiadem. – Prowadzą agresywny biały wywiad, wchodzą w środowiska biznesowe, podsuwają politykom kobiety, który czasem zostają żonami, próbują mapować nasze procedury decyzyjne dotyczące kontraktów na odbudowę Ukrainy. To nie jest już tylko ochrona szlaków logistycznych. To klasyczne szpiegostwo gospodarcze i polityczne, robione z niespotykanym dotąd poczuciem bezkarności.
Dla polskiego kontrwywiadu oznacza to podwójne ryzyko. Po pierwsze, tolerowanie wrogich działań operacyjnych podważa autorytet państwa na własnym terytorium. Po drugie, rozbudowane, niekontrolowane siatki ukraińskie w Polsce mogą w każdej chwili zostać zinfiltrowane lub przejęte przez służby rosyjskie, które od lat specjalizują się w operacjach pod fałszywą flagą.
Proporcje i to, co nadchodzi
Rzetelność wymaga przypomnienia proporcji: skala rosyjskiego i białoruskiego zagrożenia pozostaje, w świetle jawnych danych ABW, wielokrotnie większa i lepiej udokumentowana niż jakakolwiek aktywność ukraińskich służb – bo to Rosja i Białoruś odpowiadają za akty dywersji, płonące hale i agentów skazywanych za szpiegostwo. Jednak brak oficjalnych statystyk dotyczących agentury wywiadu Ukrainy nie powinien być odczytywany jako dowód, że problemu nie ma – wynika on raczej z tego, że nikt go dotąd systematycznie nie mierzy ani nie nazywa.
Analitycy zwracają też uwagę na ryzyka długofalowe. Ukraińskie służby wyjdą z wojny jako jedne z najbardziej doświadczonych w Europie, nasycone nowoczesnymi zdolnościami SIGINT i
cyber. W realiach powojennej odbudowy i twardej rywalizacji o kontrakty gospodarcze ich potencjał może zostać częściowo przekierowany na szpiegostwo gospodarcze i przemysłowe wymierzone w polski sektor zbrojeniowy, budowlany i logistyczny. To jedynie prawdopodobny scenariusz, nie fakt – ale scenariusz, na który polskie służby powinny się przygotować już dziś, a nie dopiero wtedy, gdy stanie się paskami w telewizjach informacyjnych.
Sojusz to nie immunitet
Sympatia wobec Ukrainy broniącej się przed rosyjską agresją to naturalny odruch. Jednak ochrona kontrwywiadowcza Polski nie może być oparta na emocjach. Zestawienie opisanych faktów prowadzi do wniosku, którego nie da się już dłużej pomijać milczeniem: ukraiński wywiad prowadzi w Polsce działalność wykraczającą poza to, na co Warszawa formalnie się zgodziła, a polskie władze – z powodów politycznych, nie merytorycznych – wolą o tym nie mówić.
Takie rozróżnienie nie zwalnia jednak ABW i SKW z obowiązku pilnowania polskich interesów nawet wobec sojuszników. Profesjonalny kontrwywiad nie zastanawia się, czy dana służba reprezentuje sojusznika, czy wroga – pyta, czy jej działania podważają suwerenność państwa. Milczenie polityków nie jest strategią bezpieczeństwa. To jedynie odraczanie momentu, w którym o skali zjawiska trzeba będzie powiedzieć głośno – ale nie po tym, jak zrobi to za Warszawę ktoś inny.
Źródła:
- Marek Kozubal, „W Polsce trwa cicha wojna służb. Najbardziej aktywny jest wywiad ukraiński”, rp.pl — https://www.rp.pl/opinie-polityczno-spoleczne/art44642461-marek-kozubal-w-polsce-trwa-cicha-wojna-sluzb-najbardziej-aktywny-jest-wywiad-ukrainski
- „Ukraińskie służby werbują w Polsce. Szokujące słowa Siemoniaka”, wPolityce.pl — https://wpolityce.pl/polityka/763237-ukrainskie-sluzby-werbuja-w-polsce-szokujace-slowa-siemoniaka
- „Ukraińska siatka chce werbować Polaków? Siemoniak niejednoznacznie”, wiadomosci.wp.pl — https://wiadomosci.wp.pl/ukrainska-siatka-chce-werbowac-polakow-siemoniak-niejednoznacznie-7299523546757152a
- „Ukraiński wywiad szpieguje w Polsce. Wynoszą informacje, Polacy na celowniku”, wnp.pl — https://www.wnp.pl/bezpieczenstwo/ukrainski-wywiad-szpieguje-w-polsce-wynosza-informacje-polacy-na-celowniku,1073024.html
- „Nie tylko Rosja i Białoruś. Wywiad Chin też jest aktywny w Polsce – wynika z raportu ABW”, rp.pl — https://www.rp.pl/sluzby/art44286051-obce-wywiady-sa-mocno-aktywne-w-polsce-wynika-z-raportu-abw-rzeczpospolita-opisuje-go-pierwsza
- „ABW opublikowała raport. Ponad 60 śledztw w sprawie szpiegostwa”, TVN24 — https://tvn24.pl/polska/abw-opublikowala-raport-ponad-60-sledztw-w-sprawie-szpiegostwa-st9034724
- „Raport ABW: Rośnie aktywność rosyjskich, białoruskich i chińskich służb specjalnych”, portalsamorzadowy.pl — https://www.portalsamorzadowy.pl/polityka-i-spoleczenstwo/raport-abw-rosnie-aktywnosc-rosyjskich-bialoruskich-i-chinskich-sluzb-specjalnych,659838.html
- „Ilu Ukraińców ze statusem ochrony czasowej jest w Polsce? Nowe dane Eurostat”, rp.pl — https://www.rp.pl/spoleczenstwo/art44547901-blisko-milion-ukraincow-z-ochrona-w-polsce-nowe-dane
- „Ile jest Ukraińców w Polsce – aktualne dane 2026 i pełny obraz diaspory”, RadioSpacja — https://radiospacja.pl/ile-jest-ukraicw-w-polsce-aktualne-dane-2026-i-peny-obraz-diaspory/
- „Sabotaż w Radomiu – wiedziało o nim tylko GRU. Ujawniamy manipulacje rosyjskich służb”, OKO.press — https://oko.press/sabotaz-w-radomiu-wiedzialo-o-nim-tylko-rosyjskie-gru-ujawniamy
- „Tomasz Siemoniak: służby zatrzymały obywateli Ukrainy i Białorusi”, TVN24 — https://tvn24.pl/polska/tomasz-siemoniak-sluzby-zatrzymaly-obywateli-ukrainy-i-bialorusi-st9119366
- Marek Kozubal, „Jak Rosja może uderzyć w Polskę? Sięgnie po sprawdzone metody”, rp.pl — https://www.rp.pl/opinie-polityczno-spoleczne/art44866701-marek-kozubal-jak-rosja-moze-uderzyc-w-polske-siegnie-po-sprawdzone-metody
- „Rosyjskie operacje pod fałszywą flagą na przykładzie wykorzystania obywateli Polski i Ukrainy”, StopFake.org — https://www.stopfake.org/pl/rosyjskie-operacje-pod-falszywa-flaga-na-przykladzie-wykorzystania-obywateli-polski-i-ukrainy/
- Ośrodek Studiów Wschodnich, „Uporządkować rzeczywistość” (m.in. esej P. Żochowskiego „Zmagania z tarczą i mieczem. Służby specjalne jako wyzwanie analityczne”) — https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/raport-osw/2025-09-11/uporzadkowac-rzeczywistosc
Komentarze
Macron i Zełenski rozmawiali prawie dwie godziny. Są ustalenia ws. obrony powietrznej

Dania zaostrza przepisy dla Ukraińców. Rząd przedstawił nowe zasady

Ukraina chce użyć Starlinka do ataków w Rosji. Potrzebna zgoda Elona Muska

Ukrainiec zatrzymany ws. Nord Stream. Polska odmówiła jego ekstradycji

Fedorow chce wyborów na Ukrainie. „Demokracja nie może być zakładnikiem Rosji”

