Tomasz P. Terlikowski: Wstrząsająca metafizyczna proza

Gdy się pisze o tej prozie w zasadzie nie wiadomo od czego zacząć. Już sam życiorys autora jest bowiem niesamowity. Fischl urodził się w czaskiej rodzinie żydowskiej, w młodości był działaczem syjonistycznym, ale też człowiekiem głęboko zaangażowanym w czeskie życie publiczne. Tuż przed II wojną światową obronił doktorat i wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie zaczął pracę do emigracyjnego rządu Czechosłowacji i zaprzyjaźnił się z Janem Masarykiem. Do ojczyzny wrócił do 1947, ale po przewrocie komunistycznym i tajemniczej śmierci swojego przyjaciele Masaryka zdecydował się na emigrację do Izraela. Tam przyjął nazwisko Avigdor Dagan i wstąpił do służby dyplomatycznej Izraela (był nawet ambasadorem tego kraju w Polsce. Nigdy nie zaprzestał jednak pisania w języku czeskim, nigdy nie zapomniał swojej pierwszej Ojczyzny.
Pieśń koguta
"Pieśń koguta" nie jest jednak literaturą wspomnieniową, nie jest literaturą, którą określić można jako wspominki z ojczyzny. To opowieść o umieraniu, odchodzeniu, rozstawaniu się ze światem wiejskiego lekarza. On próbuje rozliczyć się ze swoim życiem, zadaje sobie pytania o to, kogo skrzywdził, a komu pomógł, wadzi się z miejscowym księdzem, a jednocześnie zadaje najgłębsze pytania o sens cierpienia (przedwczesnej śmierci jego żony), odpowiedzialność Boga, przemijanie i trwanie pamięci w życiu innych. Nie ma u niego prostego pocieszenia, ale jest głęboka mądrość, która pozwala mierzyć się z tym, co najtrudniejsze.
I są pytania, które na długo zostają w głowach. Gdy przyjaciel bohatera ksiądz gra z nim w szachy, to - na niewypowiedziane - pytanie o to, dlaczego lekarz został sam, dlaczego w strasznych okolicznościach umarła jego żona - odpowiada zaskakującym stwierdzeniem. "... kiedy indziej mówiłem sobie, że i ojciec może się mylić. Więc dlaczego tylko ojciec miałby zawsze odpuszczać? Dlaczego czasem syn nie miałby odpuścić ojcu?" - mówi. To, ocierające się niemal o herezje pytanie, zostaje w głowie. I zawiera w sobie jakąś zaskakującą, chrześcijańską z ducha mądrość. W innym miejscu pada pytanie o to, czy życie rzeczywiście musi mieć jakąś fabułę, czy rzeczywiście musimy ją mu nadawać? "Fabułę? - odpowiada alter ego bohatera, czyli właśnie kogut - Nie wystarczy ci piękna noc? Nie wystarczy ci, że rano znów wzejdzie słońce? Że znów będzie piękny dzień?"
Jeśli jest w tej książce jakaś nadzieja na nieśmiertelność, to niekoniecznie (choć i to nie jest wykluczona) na taką związaną z życiem wiecznym. Fischl - ustami starego lekarza mówi raczej o nieśmiertelności pokoleń, o dziedziczeniu. "Dopiero teraz zrozumiałem, że za dłońmi chłopów orzących pola, że pod palcami koniec wyszywających wzory na poduszkach, obrusach i krajkach były ręce ich ojców i matek, i dziadów oraz pradziadów, że to oni wszyscy opierali się o pług, że to one prowadziły igłę z nicią, że wszystko, co robimy, oni robią razem z nami, ci którzy byli tu przed nami, i ze gdy nas tu nie będzie, będziemy wszystko robić, wraz z tymi, którzy zostaną po nas, i z tym, którzy przyjdą po nich, i z ich wnukami i prawnukami ich wnuków" - pisał. Ogromna większość z nas nie żyje już w miejscu, gdzie żyli nas dziadowie. Ciągłość została zerwana, ale oni są w nas. Widzę swojego nieżyjącego już ojca w moich synach, i widzę mamę w córkach. Dziedzictwo zostaje. I zostają we mnie pytania zadane mi przez Viktora Fischla.
Komentarze
Gdy praca wyczerpuje. Nowy numer "Tygodnika Solidarność"

Prawdziwe kłopoty ze sztuczną inteligencją. Nowy numer "Tygodnika Solidarność"

Greenexit? To da się zrobić! Nowy numer "Tygodnika Solidarność"

W obronie szkolnictwa zawodowego. Nowy numer "Tygodnika Solidarność"

Tak się pilnuje Polski! Nowy numer „Tygodnika Solidarność”
