Szukaj
Konto

Tȟašúŋke Witkó: Mam dla Państwa trzy wiadomości

Donald Tusk jako Szwejk
Źródło: ChatGPT | Autor: ChatGPT. Ilustracja wykonana przez AI. Nie przedstawia prawdziwej sytuacji | Licencja: ChatGPT | Donald Tusk jako Szwejk
Mam dla Państwa trzy wiadomości, które pozwolę sobie przedstawić w sekwencji przeplatanej, czyli: dobrą, złą i dobrą. Pierwsza, ta dobra, obwieszcza, że jesteśmy wciąż bezpieczni pomimo, iż rosyjska rakieta manewrująca niedawno spadła na pole, wybijając w nim gigantyczny krater.
Co musisz wiedzieć:
  • Autor komentuje incydent z rosyjską rakietą manewrującą, która spadła na terytorium Polski, i krytycznie ocenia reakcję władz oraz organizację działań po zdarzeniu.
  • Zdaniem autora sytuacja ujawniła problemy z zarządzaniem kryzysowym i podejmowaniem decyzji dotyczących bezpieczeństwa państwa. Jednocześnie ocenia on, że samemu wtargnięciu rakiety nie można było zapobiec.
  • Autor odnosi się również do sytuacji militarnej Rosji i wojny na Ukrainie, wskazując m.in. na doniesienia o możliwej mobilizacji 500 tys. osób we wrześniu 2026 r. i przedstawiając własną ocenę jej potencjalnych konsekwencji.

 

Druga, niestety zła głosi, że Polską rządzą ludzie, którzy nie mają o niczym bladego pojęcia, a ich wiedza w obszarach związanych z bezpieczeństwem państwa sięga poziomu samego dna Rowu Mariańskiego. Trzecia, na szczęście także dobra awizuje, że pomimo tego, iż tych niekompetentnych rządów pozostał nam jeszcze minimum rok, to wszelkie znaki pokazują, że – przez najbliższe dwanaście miesięcy, jak i kolejne lata – Ukraina nie padnie, więc powtórzę „ku pokrzepieniu serc”: jesteśmy bezpieczni.

 

Szczęście w nieszczęściu

Moje nastawienie do gabinetu Donalda Tuska jest jednoznacznie negatywne, o czym moi Czytelnicy doskonale widzą, toteż pewnie wprawię Państwa w zdumienie, jeśli napiszę, że nie obwiniam nikogo z oficjeli o sam fakt „wpuszczenia” rakiety nad teren naszego państwa, bowiem tego nie dało się uniknąć. Ów pocisk manewrujący – najprawdopodobniej w wyniku jakiejś usterki technicznej – zszedł Rosjanom z kursu i, przez nikogo nie nękany, walnął sobie w prapolskie, lubelskie ściernisko.

Na szczęście, na strachu okolicznych mieszkańców się skończyło i nikt wskutek zdarzenia nie odniósł uszczerbku na zdrowiu. Jestem pewien, że nie była to żadna prowokacja Moskwy, bowiem rakieta Ch-101 jest dobrem rzadkim i kosztownym, więc nawet kremlowscy planiści nie użyliby jej do straszenia Polaków. Poza tym, znalezione resztki kadłuba były opisane rosyjskimi bukwami i według rosyjskich instrukcji, a tuszyć należy, że – w razie intrygi szytej przez GRU – ów śmiercionośny złom oznaczono by zgodnie ze standardami ukraińskimi. Wiemy również, że wyprodukowano ją w roku 2026, co dowodzi, że wojska rakietowe Federacji Rosyjskiej walczą tym, co otrzymują na bieżąco z przemysłu zbrojeniowego. A co to oznacza? To, że nie ma najmniejszych szans, by Putin odważył się na duży konflikt z NATO, bowiem do takiej wojny musiałby mieć zgormadzone gigantyczne zapasy środków walki. Jeśli więc pamiętamy o zasadzie, że zawsze zużywamy najpierw zasoby najstarsze, wtedy wiemy, iż w armijnych magazynach rosyjskich hula wiatr, a rakiety wprost z fabryk jadą na wyrzutnie. I jak tu nie cieszyć się, że – mimo dopustu w osobie premiera i jego kamaryli – wciąż mamy gigantyczne szczęście, bowiem, wojna trwa przy naszej granicy, ale my jesteśmy bezpieczni!

 

Uśmiechnięta praworządność pożera własne dzieci

Wiecie Państwo co mnie przeraziło najbardziej w akcji z rakietą? Całkowite nieprzygotowanie do podjęcia sensownych działań na szczeblu wojewody, ministrów obrony i spraw wewnętrznych oraz samego premiera. Bałagan z syrenami wyjącymi po czasie i jakieś mętne tłumaczenia urzędników, wskazujących Rządowe Centrum Bezpieczeństwa jako głównego decydenta, mnie osobiście nie napawają optymizmem, jeśli chodzi o merytoryczne przygotowanie do zarządzania kryzysem przez namiestnika rządu w województwie lubelskim.

Prawdziwy niepokój ogarnął mnie jednak, kiedy zobaczyłem konferencję prasową, jaką w pobliżu rakietowego krateru zorganizował Donald Tusk ze swoimi przybocznymi: Marcinem Kierwińskim i Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. Ludzie ci powinni wiedzieć, że swoim przybyciem i organizowaniem szopki dla mediów sparaliżowali merytoryczną robotę służb operujących przy szczątkach pocisku, bowiem wszyscy oni wyprężyli się na przysłowiowe „baczność”, zamiast w miarę komfortowo wykonywać swoją robotę.

Ponadto, każdy żołnierz czy policjant doskonale pamięta o swoich kolegach w mundurach, którzy zasiadają na ławie oskarżonych po służbie na granicy polsko-białoruskiej. Wszyscy wiedzą również o istnieniu specjalnego zespołu śledczego do spraw oceny działań funkcjonariuszy, powołanego w kwietniu 2024 roku w Prokuraturze Regionalnej w Lublinie. I jak tu się dziwić, że nikt nie chciał wydać komendy do otwarcia ognia, w celu zestrzelenia śmiertelnego cygara poruszającego się nad Polską? Tusk, tworząc „uśmiechniętą” Polskę, doprowadził do tego, że obnażyła ona swe groźne kły i teraz każdy decydent boi się nawet głośniej sapnąć, by jakiś prokurator nie skierował na niego swego przenikliwego wzroku.

Charles-Maurice de Talleyrand powiedział: „Bagnetem można wiele zdziałać, ale nie można na nim siedzieć”, a Donald Tusk właśnie się przekonuje, że „terrorem praworządności” można zastraszyć ludzi, jednak nie da się za jego pomocą kierować państwem, gdyż wówczas następuje całkowity paraliż decyzyjny. Od siebie dodam, że rok pozostały do końca kadencji będzie najgorszy, bowiem premier nie ma żadnego pomysłu na rządzenie, oprócz zastraszania. Cóż, będziemy obserwować, jak „uśmiechnięta” praworządność pożera własne dzieci.

 

Optymizm przez łzy bólu

To, że państwo polskie nie działa, jest wiedzą powszechną i bolesną. Jednak, w ramach uśmiechu przez łzy bólu, mam dla moich Czytelników doskonałą wieść! Otóż, we wrześniu 2026 roku Putin planuje ogłosić wielką mobilizację, która obejmie 500 tys. mężczyzn. Wiem, że teraz Państwo myślą, iż oszalałem, bowiem każdy normalny człowiek bałby się dodatkowego pół miliona sołdatów! Proszę, byście jednak uświadomili sobie, że masy chłopa – zamiast budować gospodarkę narodową – pójdą w kamasze i rosyjski podatnik będzie musiał je utrzymać. Zresztą, samo szkolenie i zgrywanie nowych jednostek potrwa długie tygodnie, a ich wyposażenie najpewniej miesiące, jeśli nie lata.

Chyba, że sztabowcy wyślą licho przygotowane oddziały na front, by naprodukować kolejne tysiące trupów i kalek. A na deser najważniejsze – jeśli na Kremlu organizują tak potężny zaciąg do armii, to znaczy, że chcą rozstrzygnąć starcie z Ukrainą w sposób konwencjonalny i nikt tam nawet myśli o użyciu broni „N”! A to znaczy, że wojna potrwa kolejne lata, co osłabi wrogą nam Rosję i wrogą nam Ukrainę. Jesteśmy w czepku urodzeni…

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 14 sierpnia 2026 r.

[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 14.08.2026 21:29
Źródło: Tysol.pl