Szukaj
Konto

Rossoliński-Liebe pisze, że niemiecki obóz zagłady w Treblince prowadzili... Żydzi

09.04.2026 12:25
Żydzi z Warszawskiego Getta wsiadają do wagonów na Umschlagplatz
Źródło: Wikipedia | Autor: Nieznany | Licencja: Domena Publiczna | Żydzi. Warszawskie Getto. Umschalgplarz
Komentarzy: 0
„Obóz Zagłady w Treblince był prowadzony przez małą grupę SS-manów, 90 do 120 Trawnikowców oraz ok. 1000 Żydów” – napisał G. Rossoliński-Liebe na stronie 240 swojej książki-habilitacji Polscy burmistrzowie i Holokaust.
Co musisz wiedzieć:
  • Ogromne kontrowersje wśród historyków wywołała niemiecka publikacja Grzegorza Rossolińskiego-Liebe "Polscy Burmistrzowie i Holocaust"
  • Historycy wykazują Rossolińskiemu błędy rzeczowe i manipulacje
  • Jednym z niedopuszczalnych, zawartych w książce stwierdzeń, jest stwierdzenie jakoby Żydzi mieli prowadzić niemiecki obóz zagłady w Treblince

 

Minimalizowanie roli Niemców i obarczanie winą ofiar

Jest to jeden z przykładów, które bodaj najwyraźniej w całym tekście pokazują notoryczny zabieg autora: minimalizowanie roli Niemców i przerzucanie odpowiedzialności za Zagładę na jej Ofiary. Cóż bowiem oznacza „prowadzenie” obozu? Oznacza sprawczość zarządczą i operacyjną. Najwyraźniej trzeba przypomnieć, że takową mieli tylko i wyłącznie Niemcy, a obozy Zagłady podlegały i „były prowadzone” przez SS. W przypadku Treblinki – przy wsparciu Trawnikowców, rekrutujących się z więźniów sowieckich, głównie Ukraińców, uzbrojonych i słynących z brutalności, którzy pilnowali obozu i mordowali Żydów. Także tych właśnie Żydów, których Rossoliński-Liebe obarcza współodpowiedzialnością za „prowadzenie” Treblinki.

Arbeitsjuden

Chodzić mu bowiem musi o tzw.  Arbeitsjuden – żydowskich więźniów-niewolników, zmuszanych m.in. do usuwania i palenia zagazowanych zwłok swoich pobratymców - faktycznie było ich ok. tysiąca. Ktoś przecież musiał spalić 800 000 ciał. Sami byli regularnie mordowani i zastępowani kolejnymi. W jednym ze swoich tekstów Rossoliński-Liebe wprost zaliczył członków takich „żydowskich Sondekommonados” do „szerokiego spektrum sprawców” Holokaustu. (tu omówienie tego tematu: https://tysol.pl/wiadomosci/artykul-przypisujacy-wspolsprawstwo-holokaustu-polakom-i-zydom-pojawia-sie-i-znika-ze-strony-fundacj,150287).

W gronie „prowadzących” Treblinkę mamy więc „małą grupę SS-manów” i około – chciałoby się wykrzyknąć aż! - 1000 Żydów. Autor nie tylko zrównał tu uzbrojonych oprawców z bezbronnymi ofiarami, nie tylko w jednym zdaniu umieścił mordujących z mordowanymi, ale określił takie proporcje, z których osoba nieobeznana z tematem może wywnioskować, że Treblinkę „prowadzili” głównie Żydzi… 

 

Rola Odilo Globocnika

Kilka zdań wcześniej dowiadujemy się o roli, jaką w Akcji Reinhardt, czyli eksterminacji przez Niemców ok. 1,5 mln Żydów w Generalnym Gubernatorstwie (w Treblince, Bełżcu i Sobiborze), odegrał Odilo Globocnik – jak wiemy, szef SS i policji dystryktu Lublin, zbrodniarz wojenny, bestialski organizator i – prawdopodobnie – pomysłodawca eksterminowania ludności żydowskiej w obozach Zagłady. To także on odpowiadał za wysiedlenia Zamojszczyzny, z całym ich zbrodniczym charakterem, oraz terror wobec polskiej inteligencji i duchowieństwa. Na „zarządzanym” przez niego obszarze codziennością były masowe egzekucje ludności cywilnej. 5 kwietnia 1943 r. na zebraniu NSDAP w Zamościu zapowiedział „rychłe przekształcenie całej Lubelszczyzny w czysto niemiecki teren osadniczy”.

Warto dodać, że do wysyłanych cyklicznie Himmlerowi raportów z postępów w eksterminacji Żydów dołączał „sprawozdania finansowe”. Wynika z nich, że wartość majątku zrabowanego Żydom przez Globocnika i jego podwładnych przekroczyła 178 mln ówczesnych marek. O tym Rossoliński-Liebe nie wspomina, podkreśla natomiast stale, że „Polacy czerpali korzyści z mordowania Żydów i koniec końców z tego powodu się do niego przyczyniali”. Nie wspomina też, że w ocenie nazistowskiej elity Globocnik chciał zostać drugim Führerem, mianem Führera określa natomiast Piłsudskiego – w ten właśnie sposób tłumacząc na niemiecki słowo „wódz”. 

A o czym autor pisze w kontekście Globocnika, Treblinki i Żydów „prowadzących” obóz wraz z „małą grupą SS-manów”? Dowiadujemy się mianowicie, że Globocnik odegrał „ważną rolę w przygotowaniu Akcji Reinhardt”, podlegał bezpośrednio Heinrichowi Himmlerowi i „w ramach tych przygotowań dokonywał z nim osobistych ustaleń”. Dlatego też, jak stwierdza zaraz potem autor, deportacje rozpoczęły się w Lublinie, gdzie Globocnik „mieszkał”.

 

"Mordowanie Żydów w GG było zadaniem zbiorowym"

Na marginesie warto dodać, że wątek nielicznych SS-manów pojawia się u Rossolińskiego-Liebe także w kontekście całej Akcji Reinhardt. Na stronie 1027 książki czytamy:

„Mordowanie Żydów w Generalnym Gubernatorstwie było zadaniem zbiorowym. Wprawdzie Akcja Reinhardt była przygotowana i koordynowana przez mniej niż 450 SS-manów i ekspertów od eutanazji (sic!), ale łącznie w jej realizację zaangażowanych było kilka tysięcy osób”.

Kolejne zdanie zaczyna od „burmistrzów i zarządów miejskich” odgrywających w niej według niego „ważną rolę” – „ważną”! – zupełnie jak… Globocnik… Jak pisze chwilę później, rola ta polegała np. „na przygotowaniach do zapewnienia wyżywienia dla komand likwidacyjnych”. Zupełnie jakby nie odróżniał stawiania kuchni polowej od zapędzania ludzi do komór gazowych. Według niego to właśnie oni, między innymi burmistrzowie – tysiącami realizowali Holokaust, w przeciwieństwie do tych niewielu Niemców, którzy jedynie go „przygotowali i koordynowali”… Do tych „tysięcy” zalicza też m.in. polskich strażaków, nie wspominając, że formacja ta straciła na skutek wojny i okupacji niemieckiej ok. 50 000 ludzi. Jednocześnie nie przypomina tu także wszechobecności niemieckiego aparatu okupacyjnego – między innymi setek tysięcy żołnierzy Wehrmachtu stacjonujących w Generalnym Gubernatorstwie.

Podając liczebność sił niemieckich stacjonujących w GG w listopadzie 1943 roku, pisze o „co najmniej” dwunastu tysiącach żołnierzy, podczas gdy stacjonowało ich tu 550 000, a drugie tyle za miedzą – na polskich terenach zaanektowanych. Przecież w jednej tylko akcji pacyfikacyjno-wysiedleńczej Werwolf brało udział (między innymi) 10 000 żołnierzy Wehrmachtu. O tej akcji u Rossolińskiego-Liebe nie poczytamy, dowiemy się natomiast, że Wehrmacht „czasem za darmo wykonywał różne prace dla gmin. W Węgrowie na przykład pomagał przy obsiewaniu pól”. W Węgrowie, czyli właśnie w okolicach… Treblinki…

 

Wybielanie SS-manów

W wybielaniu SS-manów Rossoliński-Liebe posuwa się bardzo daleko. Na stronie 674 książki pisze tak:

„Najwyższy jednak rachunek wystawił Judenratowi komisaryczny burmistrz Kulski”.

Według autora domagał się on od Rady żydowskiej zapłaty ogromnych kwot za gaz i wodę, przeciwko czemu „zaprotestował jednak Ansbert Rodeck, który pracował (sic!) w komisariacie getta Auerswalda”.

Jak wynika z informacji Fundacji Kulskich na rzecz relacji polsko-amerykańskich, wbrew twierdzeniom Rossolińskiego-Liebe dokumenty wskazane w odpowiednich przypisach książki-habilitacji nie są jednak wcale pismami Juliana Kulskiego do Judenratu, ale pismami właśnie Asberta Rodecka - oficera SS i funkcjonariusza niemieckiej administracji Warszawy. Sprawowała ona pełny nadzór nad gettem pod wodzą nazisty Heinza Auerswalda, którego SS-mann Rodeck był podwładnym. Rodeck też przeciwko niczemu nie protestował. Wręcz przeciwnie: nakazywał potrącać należności Judenratu za gaz i wodę na rzecz odpowiednich przedsiębiorstw komunalnych.

 

Zakłamywanie roli Armii Krajowej

Wróćmy jednak do wątku, w którym Rossoliński-Liebe porusza kwestię „prowadzenia” Treblinki m.in. przez Żydów. W kolejnym akapicie czytamy, że:

„AK poinformowała wprawdzie Rząd Londyński o działaniach sprawców, ale uczyniła to stosunkowo późno”, a przekazane przez nią wiadomości „początkowo nie spotkały się ze szczególnie dużym zainteresowaniem polityków emigracyjnych, z których wielu nie uznawało Żydów za część polskiego społeczeństwa i przede wszystkim poczuwało się do odpowiedzialności za los Polaków będących chrześcijanami”.

Nie trzeba chyba dodawać, że Rossoliński-Liebe nie pisze ani o bohaterskiej misji Jana Karskiego, ani o Nocie Raczyńskiego, ani o powstaniu więźniów w Treblince, nie mówiąc już o wsparciu, jakie otrzymało ono ze strony AK. W ramach odtrutki na narracje autora przyjrzyjmy się krótko tym ostatnim zagadnieniom, które szczegółowo opisała dr Alicja Gontarek z IPN (informacje dotyczące wsparcia AK dla powstania więźniów w Treblince opierają się na pracy dr Alicji Gontarek, „Akcja zbrojna Armii Krajowej w czasie buntu w obozie Treblinka II w sierpniu 1943 roku – rekonesans badawczy”, w: „Studia nad totalitaryzmami XX w.”, tom 3, Instytut Pileckiego, 2019 r.), polemizując jednocześnie z badaniami Jana Grabowskiego i Dariusza Libionki, którzy zakwestionowali fakt takiego wsparcia.

 

Rzeczywista rola Polskiego Państwa Podziemnego

Dokumentów dotyczących Treblinki i działań Polskiego Państwa Podziemnego w tym zakresie nie zachowało się wiele. Z tych nielicznych wynika jednak niezbicie, że obóz zagłady w Treblince, utworzony przez Niemców w połowie 1942 roku, był obiektem stałego zainteresowania nie tylko różnych formacji partyzanckich, ale również trzech lokalnych obwodów Armii Krajowej oraz Kedywu Komendy Głównej AK z generałem Augustem Emilem Fieldorfem „Nilem” na czele. Wynika z nich, że Armia Krajowa interesowała się obozem od samego początku jego istnienia, a jej rola nie ograniczyła się do „poinformowania Rządu Londyńskiego o działaniach sprawców (…) stosunkowo późno”. Pierwsza wzmianka na temat Treblinki pojawia się już w sprawozdaniu Kedywu za okres 22-23 sierpnia 1942 r., w pierwszych słowach - w dziale „Sprawy ważne”.

Warto też przypomnieć polecenie gen. Grota-Roweckiego z 27 stycznia 1943 roku, wydane komendantowi Obszaru Warszawskiego AK, w sprawie „rozpoznania obozów w Treblince i nadesłania wniosków co do możliwości dokonania napadu na obóz oraz planu organizacji tej akcji”. Chodziło przy tym o zaplanowanie ogromnie niebezpiecznej i czasochłonnej operacji sabotażu i dywersji, której celem było odbicie więźniów i zniszczenie obozu. AK nie tylko więc miała go pod obserwacją, ale i planowała jego zniszczenie! Do grona  zainteresowanych losem Żydów w Treblince należy dodać jeszcze jednostkę kolejową AK, ściśle współpracującą z wyżej wymienionymi. Jej żołnierz, Franciszek Ząbecki ps. „Dawny” i „Jozuba”, był zawiadowcą stacji Treblinka, a jednocześnie działał w wywiadzie Podokręgu Wschodniego AK. To jemu zawdzięczamy między innymi wiedzę o liczbie Ofiar obozu – sporządzał szczegółowe raporty dokumentujące liczebność transportów.

Przy wsparciu konspiracji kolejarzy Armia Krajowa na początku 1943 roku planowała dwie akcje bojowe „Parowóz” i „Obóz”, które jednak nie doszły do skutku. Niezbędny w tym celu był bunt więźniów wewnątrz obozu. Inny członek konspiracji kolejowej, Józef Worowski, który brał udział w spotkaniach dotyczących ataku na Treblinkę, już po wojnie tak relacjonował zainteresowanie AK obozem i wnioski Armii Krajowej: „Na ustach wszystkich był jeden plan działania – zniszczyć ten szczyt sadyzmu ludzkiego. Zniszczyć – tak, jednak był to problem niełatwy do wykonania, szczególnie dlatego niełatwy, że dla powodzenia jego musiałoby nastąpić zbrojne powstanie w obozach”.

 

Monitoring Armii Krajowej

Obóz był monitorowany przez AK stale, jakikolwiek kontakt z więźniami był niemal niemożliwy, a sama obserwacja niezwykle trudna. Obóz był otoczony podwójnym, wysokim drutem kolczastym, utykanym gęsto igliwiem, i bardzo pilnie strzeżony. Z czasem umocnienia jeszcze wzmocniono. W innym zachowanym materiale - dokumencie Oddziału Wojskowego Obszaru Warszawskiego AK z powiatu węgrowskiego z lata 1943 roku napisano:

„Ostatnio rozpoczęto prace wzmocnienia obozu. Ogrodzenie z drutu kolczastego podniesiono do 8 m wysokości, i podniesiono również oszalowanie w ogrodzeniu, przez co wnętrze obozu zostało zasłonięte”. Z jeszcze innego sprawozdania AK wynikało, że „posterunek na zewnątrz w obozie prawdopodobnie podminowano”.

Bardzo szczegółowy opis sytuacji w Treblince I i II zachował się w meldunku AK z Obwodu Węgrów z jeszcze innej akcji wywiadowczej, przeprowadzonej w czerwcu 1943 roku. Franciszek Andreas ps. „Janicki” pisał w nim o sytuacji w obozie i możliwościach dostępu do niego. Wskazał m.in. liczebność ostatnich transportów, stan załogi, liczbę więźniów czy charakter ich pracy. Na temat możliwości dostępu do obozów napisał:

„W obozie nr 2 wybudowano nowe wieże obserwacyjne w liczbie 5. Razem jest teraz 10 wież obserwacyjnych. Naokoło tego obozu ogrodzono kozłami ppanc. i powiązano drutami kolczastymi. Odległość tych kozłów od drutów waha się od 30–60 m. Oprócz tego minują w okolicach bramek i wzdłuż toru kolejowego przed obozem nr 2. Wieże w obozie nr 2 są: od północy 2 wieże, od południa 5 wież, w środku 3 wieże. […] W nocy schodzą strażnicy z wież na stanowiska ogniowe – jak na szkicu. (…) Zaostrzona jest obserwacja tak, że dojście do obozów jest utrudnione”.

 

Powstanie w Treblince i współpraca AK

Mimo tych nadzwyczaj trudnych okoliczności Polakom udało się nawiązać kontakt z żydowskimi więźniami, a nawet przekazać im nieco broni i granatów. W czerwcu 1943 r. z inicjatywy Kedywu AK powstał zaś szczegółowy plan zniszczenia obozu. W dokumencie podpisanym przez Adama Kompowskiego ps. „Adam” czytamy między innymi:

„W załączeniu przedstawiam plan ujednolicony dla wszystkich obwodów akcji sab.-dyw. Na najbliższe m-ce dla obwodu Słownik. Dane dotycz. akcji w tym obwodzie są aktualne z pewnymi zmianami – i dla pozostałych obwodów. W szczególności dojdzie 1) dla Mewy – a) spalenie reszty wełny drzewnej i b) baraków zajętych przez Kałmuków, 2) dla Sępa a) spalenie baraków dla wojska w Sokołowie i Kosowie, b) zniszczenie elektrowni w Sokołowie i Kosowie, c) zlikwid. obozu dla Polaków nr 1 w Treblince (na spec. roz.[kaz] K.[omendanta] Obsz.), d) zlikw. Obozu dla Żydów nr 2 w Treblince (też na rozk. K.[omendanta] Obsz.)”.

O realizacji tego planu świadczy kolejny dokument, który udało się odnaleźć dr Alicji Gontarek w archiwach. Jest to podpisany przez dowódcę AK – Tadeusza Bora-Komorowskiego „meldunek z odcinka walki konspiracyjnej za sierpień 1943 roku”’; Gen. August Emil Fieldorf „Nil” przesłał go do Londynu przez „Werę” - ośrodek łączności AK w szwajcarskim Bernie. Drogą tą przekazywano tylko najważniejsze informacje o dużym znaczeniu dla okupowanej Polski. Meldunek ten, sporządzony w połowie września 1943 roku, stanowił raport z różnych akcji przeprowadzonych przez podziemie. W dziale „Dywersja” mowa jest o „dokonaniu napadu na wartę w obozie żydowskim” w sierpniu 1943 r.

Jak stwierdza dr Gontarek, „ta krótka wzmianka poświęcona jest z pewnością Treblince, zważywszy na datę powstania dokumentu i sekwencję opisu poszczególnych regionów. (…) Na tej więc podstawie z dużym prawdopodobieństwem możemy sądzić, że mowa o znaczącej akcji podziemia, czyli o ataku na Treblinkę II. Niestety z tego dokumentu nie dowiemy się, kto wykonał akcję w Treblince, tj., jakie jednostki w ramach Kedywu KG AK brały w niej udział”. Jak pisze dalej dr Gontarek:

„skądinąd jest to także dowód na polsko-żydowską współpracę konspiracyjną, ponieważ o przypadkowej obecności akowców w pobliżu obozu nie może być mowy. Ostrzelanie wartowni musiało bowiem zostać wcześniej z buntownikami skonsultowane”. 

 

Akt heroizmu

Powstanie w Treblince wybuchło 2 sierpnia 1943 roku po południu. Znaczna część strażników pojechała kąpać się w Bugu, więźniowie podpalili część budynków, sforsowali bramę, oddawali strzały z wcześniej zdobytej broni. Żołnierze Kedywu z zewnątrz wiązali ogniem strażników.

Przygotowania do buntu w obozie trwały rok, a powstanie pół godziny – mniej więcej tyle, ile na ogół pozostawali przy życiu więźniowie po przybyciu do Treblinki. Z ośmiuset więźniów udało się zbiec dwustu. Niemcy bardzo szybko opanowali bunt i rzucili znaczne siły do poszukiwania zbiegów. Około stu z nich udało się przeżyć wojnę. Udział AK w powstaniu miał charakter pomocniczy - stanowiło ono akt heroizmu żydowskich więźniów. Tych samych, których pamięć Rossoliński-Liebe bezcześci teraz, wymieniając ich jednym tchem z SS-manami.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 09.04.2026 12:25
Źródło: Tysol.pl