Prokurator o projekcie UD358: sędziowie znowu mają sądzić sędziów

- rojekt UD358 przewiduje zmiany w systemie odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, w tym w sposobie wyłaniania rzeczników dyscyplinarnych oraz sędziów orzekających w sprawach dyscyplinarnych.
- Minister Sprawiedliwości nadal ma powoływać głównego rzecznika dyscyplinarnego i jego dwóch zastępców na czteroletnią kadencję, ale spośród kandydatów wyłonionych przez zgromadzenia sędziowskie.
- Autor tekstu uważa, że projekt podważa wcześniejszą argumentację resortu dotyczącą możliwości odwołania rzecznika przed końcem kadencji i jednocześnie ostrzega przed nadmiernym uzależnieniem systemu dyscyplinarnego od samego środowiska sędziowskiego.
Sprawa jest w gruncie rzeczy bardzo prosta. Rzecznik Dyscyplinarny Sędziów Sądów Powszechnych i jego dwaj Zastępcy są powoływani na czteroletnią kadencję. Ustawa wskazuje, kto ich powołuje, ale nie daje Ministrowi Sprawiedliwości prawa do skrócenia tej kadencji i odwołania ich w dowolnym momencie.
I właśnie na tym tle wybuchł spór, kiedy minister Adam Bodnar postanowił odwołać Piotra Schaba, a następnie jego zastępców.
Gdzie jest podstawa prawna?
Problem był oczywisty: gdzie jest podstawa prawna takiej decyzji? W ustawie jej nie było. Ministerstwo zaczęło więc przekonywać, że mamy do czynienia z „luką prawną”, którą trzeba uzupełnić odpowiednią wykładnią. Innymi słowy: skoro Minister powołuje Rzecznika, to należy uznać, że w określonych sytuacjach może go także odwołać. 25 kwietnia 2025 r. Dariusz Mazur napisał na swoim profilu na X:
„W ocenie Ministerstwa mamy do czynienia z luką prawną, która narusza zasady państwa prawa i konstytucyjne standardy.”
Dalej wskazywał, że art. 112 p.u.s.p. [Oskarżyciel przed sądem dyscyplinarnym] powinien być interpretowany w taki sposób, aby Minister Sprawiedliwości, jako organ powołujący Rzecznika i jego Zastępców, miał również kompetencję do ich odwołania, gdy zachodzi ku temu ważna przyczyna. To była zasadnicza linia obrony działań resortu: przepis wprawdzie tego nie mówi, ale trzeba go tak odczytać, aby taką możliwość jednak z niego wyprowadzić.
Nowy projekt nie usuwa "luki prawnej"
I teraz dochodzimy do rzeczy najciekawszej. Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekt UD358 - Projekt ustawy o zmianie ustawy - Prawo o ustroju sądów powszechnych oraz niektórych innych ustaw, który zmienia właśnie art. 112 p.u.s.p. Czyli dokładnie ten przepis, który wcześniej miał zawierać tak poważną „lukę prawną”. Można było więc oczekiwać, że nowelizacja tę kwestię raz na zawsze uporządkuje. Że pojawi się jasny przepis określający, kiedy i z jakich powodów Minister może odwołać Rzecznika albo jego Zastępców przed upływem kadencji. Tymczasem nic takiego się nie pojawia.
Projekt nadal przewiduje, że Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych oraz dwóch jego Zastępców powołuje Minister Sprawiedliwości na czteroletnią kadencję. Zmienia się sposób wyłaniania kandydatów, ale nadal nie ma przepisu, który pozwalałby Ministrowi tę kadencję skrócić. I to właśnie demaskuje całą wcześniejszą opowieść.
Jak to rozumieć?
Jeszcze niedawno brak możliwości odwołania miał być wadą tak poważną, że – według Ministerstwa – naruszał zasady państwa prawa i konstytucyjne standardy. Dzisiaj ten sam resort przygotowuje nowy przepis i pozostawia dokładnie tę samą konstrukcję.
Trudno przecież zakładać, że Ministerstwo Sprawiedliwości świadomie projektuje rozwiązanie, które samo uważa za sprzeczne z konstytucyjnymi standardami państwa prawa.
Znacznie bardziej logiczny jest inny wniosek. W mojej ocenie, żadnej luki prawnej nie było. Była czteroletnia kadencja i brak ustawowej podstawy do jej wcześniejszego przerwania przez Ministra.
Dlaczego projekt UD358 jest tak ważny?
To nie jest to samo co „przeoczenie ustawodawcy”. Kadencja ma przecież sens właśnie wtedy, gdy nie można jej dowolnie skrócić po zmianie władzy. W przeciwnym razie byłaby tylko dekoracją. I dlatego projekt UD358 jest dziś tak ważny.
Nie dlatego, że wprost przyznaje rację jednej czy drugiej stronie. Ale dlatego, że pokazuje coś bardzo niewygodnego dla wcześniejszej argumentacji resortu. Kiedy na stanowiskach byli Piotr Schab, Przemysław Radzik i Michał Lasota, brak przepisu pozwalającego ich odwołać został nazwany „luką prawną”. Trzeba było ją uzupełnić wykładnią i stworzyć kompetencję, której ustawa wprost nie przewidywała.
Kiedy jednak przyszło napisać przepis od nowa i stworzyć rozwiązanie na przyszłość, tej kompetencji znowu nie wpisano. I dlatego trudno oprzeć się wrażeniu, że problemem nie był wtedy przepis. Problemem byli ludzie, którzy zajmowali te stanowiska.
Prawo nie może działać w taki sposób
Prawo nie może znaczyć czegoś innego wtedy, gdy urząd zajmuje osoba niewygodna dla władzy, i czegoś innego wtedy, gdy tę samą regulację tworzy się dla przyszłych osób.
Jeżeli chcemy mówić o państwie prawa, zasada powinna być bardzo prosta: ten sam przepis musi znaczyć to samo bez względu na nazwisko.
Sędziowie wybiorą tych, którzy będą sądzić sędziów
Projekt przewiduje też istotną zmianę całego modelu odpowiedzialności dyscyplinarnej. Sędziowie sądów dyscyplinarnych mają być wybierani przez zgromadzenia sędziowskie, a terenowi zastępcy rzeczników dyscyplinarnych również mają pochodzić z wyboru dokonywanego przez środowisko sędziowskie. Co więcej, także Minister Sprawiedliwości nie będzie już swobodnie wybierał głównego Rzecznika i jego dwóch Zastępców. Nadal będzie ich powoływał, ale wyłącznie spośród kandydatów przedstawionych przez zgromadzenia ogólne sędziów sądów apelacyjnych.
Czyli formalnie Minister zachowuje kompetencję do powołania, ale faktyczna pula kandydatów będzie wcześniej wyłaniana przez samych sędziów.
Zasadniczy problem
I tutaj pojawia się zasadniczy problem. Z jednej strony mówi się o ograniczaniu wpływu polityków na dyscyplinowanie sędziów. Z drugiej tworzy się system, w którym sędziowie w coraz większym stopniu sami wybierają osoby, które będą ich ścigać dyscyplinarnie i sądzić. To bardzo łatwo może prowadzić do powrotu do modelu czysto korporacyjnego: środowisko samo wybiera swoich kontrolerów, oskarżycieli i sędziów dyscyplinarnych.
A już na pierwszy rzut oka rodzi to bardzo niezdrową zależność. Sędzia, który chce zostać wybrany do sądu dyscyplinarnego, będzie przecież wiedział, że jego pozycja zależy od głosów kolegów ze środowiska. Trudno więc nie postawić pytania, czy nie powstanie naturalna presja, żeby być osobą „akceptowalną”, popularną, niewchodzącą w konflikty z tymi, którzy o tym wyborze decydują. A potem ten sam sędzia ma bez żadnych skrępowań oceniać zachowanie osób, które wcześniej miały wpływ na to, czy w ogóle znalazł się w sądzie dyscyplinarnym.
I właśnie tu pojawia się ryzyko bardzo poważnego konfliktu zależności. Bo jak zagwarantować pełną niezależność orzekania dyscyplinarnego, jeśli sędzia ma świadomość, że jego pozycja w tym systemie została wcześniej powierzona mu głosami środowiska, którego członków później ma rozliczać?
[Mariusz Moszowski jest prokuratorem i członkiem stowarzyszeń prawników i prokuratorów Veritas et Ius. W Służbie Narodowi i Ad Vocem]
[Tytuł, lead, sekcja "Co musisz wiedzieć" i śródtytuły od Redakcji]
Komentarze
Bodnar zapowiada możliwy akt oskarżenia wobec Mateusza Morawieckiego

Nominat Bodnara zmasakrował w SN zarzut o niezdolności do orzekania sędziów powołanych po 2017 r.

Ministerstwo Sprawiedliwości mianowało nowego rzecznika dyscyplinarnego sędziów. Pierwsze zadanie: usunąć rzeczników
Powołany przez Bodnara neorzecznik dyscyplinarny sędziów złożył rezygnację. "Nawet on nie chciał w tym tkwić"

Przeszukanie u Ewy Stankiewicz. Sędzia nie zostawia suchej nitki na służbach

