Michał Bruszewski: Francja pod napięciem. Macron może się nie podnieść

Nieznany sprawca otworzył ogień do uczestników bożonarodzeniowego jarmarku. Miał to być "porachunek gangów", atak nie był tym z natury "terrorystycznych" a zamachowiec nie mógł być islamskich terrorystą. Część mediów od momentu krwawego ataku w Strasburgu dementowały jakoby było to coś innego niż "bandycki" incydent. Problem w tym, że na światło dzienne zaczęły wypływać kolejne szczegóły - o samym ataku i o jego sprawcy. Świadkowie zaczęli mówić, że słyszeli jak napastnik krzyczał "Allahu Akbar". Cherif Chekkat, bo on stał za zamachem, to 29-letni obywatel Francji z marokańskimi korzeniami. To recydywista, który przeszedł typową dla zachodniej Europy "kuźnię" islamistycznych kadr, czyli kolejne więzienia. Za różne przestępstwa odsiadywał wyroki nie tylko we Francji - okazało się, że to właśnie za więziennymi murami się zradykalizował. Propagandyści tzw. Państwa Islamskiego chełpili się, że Chekkat jest ich człowiekiem a terrorystyczny zamach należy zapisać na konto samozwańczego kalifatu. Terrorysta nie był też anonimowy dla francuskich służb specjalnych - pojawiły się informacje, że widniał w "kartotece S" co oznacza, że powinien być monitorowany przez lokalną policję i kontrwywiad. Był znany funkcjonariuszom. Uciekając z miejsca zdarzenia Chekkat nie ukrywał, że jest dżihadystą oraz "pochwalił się" ile osób zabił. Miejsce ataku nie było przypadkowe. Uzbrojony w nóż i pistolet zaatakował w pobliżu strasburskiego bożonarodzeniowego jarmarku - popularnej atrakcji, w tym mieście, ściągającej wielu zagranicznych turystów. Krwawy bilans jego ataku to 4 ofiary śmiertelne i 13 osób rannych. W zamachu ranny został polski obywatel. Pościg za Chekkatem trwał dwa dni. Zginął w wymianie ognia podczas policyjnej obławy w dzielnicy Neudorf.
Emmanuel Macron, który miał być francuskim Midasem tylko biernie obserwuje jak państwo "rozłazi się w szwach". Dosyć naiwnie lewicujący elektorat potraktował kandydaturę Macrona jako politycznego "mesjasza", który uzdrowi Francję a przy tym zatrzyma Front Narodowy. Tymczasem, gabinet Macrona i jego polityka to typowy imposybilizm zachodnioeuropejskiego salonu. Cały świat patrzy jak Paryż staje się zdestabilizowanym, pokazywanym palcami, materiałem do wieczornych wiadomości z nagłówkiem "zamieszki". Protest "Żółtych Kamizelek" obnażył niemoc francuskich polityków a brutalna pacyfikacja demonstracji tylko nakręca spiralę kolejnych wydarzeń. Macron, jak typowy syn zachodnioeuropejskich elit zabetonował układ polityczny udając, że w fundamentach nie nagromadziły się patologie, które rozsadzają francuską państwowość. W zamian za konserwowanie niewydolnego systemu Francuzi mieli chociaż otrzymać ładne opakowanie i gładkie przemowy o różnorodności. Macron postanowił w końcu negocjować z protestującymi i wygasić demonstracje. Finalnie, przed nim, jeszcze większa mobilizacja protestujących a do "Żółtych Kamizelek" mają dołączyć kolejne grupy identyfikowane z tym uniformem, które określa się jako "Czerwone" i "Niebieskie". Z pewnością nie o takiej różnorodności na ulicach francuskiej stolicy marzył Macron. Nie można łączyć zamachu islamskiego terrorysty i związkowych protestów aczkolwiek analizując bezpieczeństwo "wewnętrzne" Francji obywatele tego kraju mają czym się zamartwiać. To nie jest już "mini-skandal" jakim były sadystyczne zapędy ex-ochraniarza francuskiego prezydenta, który "po godzinach" w policyjnym uniformie bił demonstrujących studentów. Teraz każdy błąd służb specjalnych, każda kompromitacja funkcjonariuszy, każda polityczna decyzja lub jej brak, każdy news o problemach z bezpieczeństwem we Francji "idzie" na konto Emmanuela Macrona. Prawdopodobnie liczba tych problemów już przekroczyła "moment krytyczny" i wizerunkowo Macron może się z tego nie podnieść.
Michał Bruszewski

Macron: UE "może umrzeć". Szydło: "Teraz płacz i przerażenie"
Pornograficzna, pedofilska i zoofilska wystawa. Skandal w gmachu Rady Europy

Chwile grozy w PE. Braun utknął w "szklanej pułapce"
Le Pen: nie będziemy mieli trudności z utworzeniem rządu

Macron krytykowany z powodu deklaracji udziału w Mszy papieskiej: Nie będę się tam oddawał praktykom religijnym


