Szukaj
Konto

Cezary Krysztopa dla "TS": Trening

01.08.2017 22:00
Cezary Krysztopa dla "TS": Trening
Źródło: Pixabay.com/CC0
Komentarzy: 0
– Tato, czy będziesz ze mną trenował? – zapytał Starszy Syn. – No jasne, synku – odpowiedziałem, z jednej strony ciesząc się, że ma ochotę oderwać się na chwilę od tabletu, a z drugiej nieco niepokojąc tym, co może mieć na myśli. – No to idziemy – odpowiedział, potwierdzając moje najgorsze obawy, że pomimo tego, że dochodziła 22, powinniśmy zrobić coś dokładnie teraz. No ale, jak to się mówi, słowo się rzekło, kobyłka u płota – przyoblekłem rozciągnięty podkoszulek, krótkie spodenki i poszliśmy w ciemną noc trenować.
Cezary Krysztopa

- Tato, poprowadź rozgrzewkę - poprosił, co zabrzmiało nadzwyczaj dorośle i profesjonalnie, a w dodatku mile połechtało tę część mojej miłości własnej, która odpowiada za satysfakcję z bycia ojcem. Poprowadziłem więc rozgrzewkę i pobiegliśmy.

Pierwszy bieg poszedł Synowi tak sobie. Mieliśmy do przebiegnięcia może ze czterysta metrów, ale być może nie biegał wcześniej na dłuższych dystansach, bo wystartował sprintem i spalił się po stu metrach. - Synku, musisz rozkładać siły - tłumaczyłem. - Nie biegnij od razu najszybciej jak potrafisz, biegnij wolniej, żeby przebiec dłuższy dystans. Możesz też zastosować pewną taktykę, na przykład biegnąc najpierw wolniej, przekonać rywala o tym, że jesteś słabszy, jednocześnie zachowując siły na ostatni odcinek, na którym on będzie bardziej zmęczony, dzięki czemu łatwiej go pokonasz. Albo utrzymywać stały dystans z przodu, jeśli jesteś pewien swojej przewagi. - Dobrze, tato - odpowiedział. - Będę stosował taktykę.

Udzieliłem mu jeszcze całego mnóstwa bardziej i mniej potrzebnych rad. A to żeby nie szurał nogami, kiedy biegnie, bo się w ten sposób bardziej hamuje, niż rozwija prędkość, a to żeby postarał się uspokoić oddech, ponieważ im bardziej jest chaotyczny, tym szybciej się męczy, a to żeby nie pił za dużo wody, bo będzie mu bulgotała w brzuchu, a to żeby przycisnął mocno miejsce, w którym dostał kolki, dzięki czemu będzie mógł dobiec do mety, a to żeby uważał na dołki w nierównej gruntowej drodze, których po ciemku nie było specjalnie widać. Można powiedzieć, że w sensie amatorsko-pedagogicznym byłem w swoim żywiole.

I tak zeszło nam kilka wieczorów wspólnych treningów. Wreszcie któregoś wieczora Starszy Syn zarządził zawody, w których oczywiście obowiązkowo musiałem wziąć udział. Przyoblekłem tradycyjny podkoszulek, poprowadziłem rozgrzewkę i pobiegliśmy. Dopóki biegliśmy równym truchtem, byłem głęboko przekonany o swojej przewadze. Dla pewności wybiegłem nawet trochę do przodu. Biegłem tak sobie i rozmyślałem nad kolejnymi radami, których mu udzielę. Musiałem przegapić moment, kiedy przed samym końcem przyspieszył, minął mnie i... wygrał. - Ufff, dzięki tato - wydyszał - że dałeś mi fory.
Dopiero po chwili odpowiedziałem: - To znaczy... yyy, tego, no bardzo proszę synku, bardzo proszę.

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (29/2017) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 01.08.2017 22:00