Szukaj
Konto

Magdalena Okraska: Busik jest konieczny

Magdalena Okraska: Busik jest konieczny
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Magdalena Okraska
Busik to konieczność w kraju przeoranym wsteczną „transformacją” komunikacji publicznej. To często absolutnie jedyny – oprócz prywatnego auta i własnych nóg – środek lokomocji, który zabierze nas na daleką wieś, ale i do miasta powiatowego pozbawionego od 1992 roku kolei.
Co musisz wiedzieć:
  • Busiki wciąż są podstawowym środkiem transportu w wielu miejscach pozbawionych kolei i regularnej komunikacji autobusowej.
  • Ich funkcjonowanie opiera się na improwizacji, nieformalnych zasadach i znajomości lokalnych realiów.
  • Autor pokazuje, że prowincjonalny transport pozostaje zaniedbany, a busiki zastępują państwową komunikację tam, gdzie jej zabrakło.

Z biegiem lat zapomnieliśmy trochę o busikach, bo w większych miastach pojawiła się sprawna komunikacja miejska (czasem nawet darmowa!), niejeden z nas jechał Pendolino (trzeba jednak pamiętać, że łączy ono tylko największe ośrodki). Ci, którzy na co dzień nie stykają się z komunikacją na prowincji – a raczej jej niedoborem lub wręcz brakiem – mogli pomyśleć, że tak jest wszędzie, i że busik odszedł do lamusa czasów słusznie minionych.

Dalsza część artykułu przeznaczona jest dla osób z subskrypcją premium

Ale to nieprawa. Nadal zajmuje należne sobie miejsce na komunikacyjnym piedestale, łącząc „zapadłe” wsie z miastami powiatowymi, których nie umielibyście wskazać na mapie. Funkcjonuje w formie półumownej, jego kursy nie zawsze nawet są umieszczone na słupie przystanku czy nawet utrwalone na papierze. Jest albo go nie ma. Pojedzie albo nie pojedzie. Gdy zmieniane jest miejsce odjazdu, pasażerowie nie są o tym informowani. Trzeba wiedzieć.

 

Uwaga, jadę (albo nie)

Zakup biletu na busik odbywa się z pominięciem najnowocześniejszych środków płatniczych. Busik oczywiście nie posiada także kasy, w rozumieniu okienka z wysuwającą się ręką, gdyż nie posiada żadnej infrastruktury – na dworcach czy przystankach innych przewoźników staje na krzywy ryj, szybko zbiera ludzi i odjeżdża. Kto nie wsiadł, ten biegnie, a kierowca, w zależności od nastroju, widzi go albo nie.

Do busika zmieści się tyle osób, ile jest miejsc, i jeszcze ze trzy. Odjeżdża z kopyta wśród dźwięków radia, gier na telefonach, pokasływania, rozmów. W obficie zapakowanych siatkach i torbach pobrzękują butelki, pachną chleby i zupy na wynos. Ostry zapach perfum walczy z wonią tytoniu, wódki, kebaba, ze słodkim odorkiem papierosa elektronicznego. Kierowca, jeśli jest „użyty”, pamięta, dokąd kto jedzie, budzi śpiących i poproszony zatrzymuje się na przystankach, których nie ma w rozkładzie. To właśnie czynnik ludzki, półumowność tego środka transportu, mrugnięcie okiem do pasażerów. Jedziemy z punktu A do punktu B, stanowimy grupę, czasem nie ma odwrotu od nietypowych rozwiązań. Nikt nie protestuje przeciwko wpuszczaniu do ciepłego wnętrza nowych osób, które będą stały, bo miejsc brak. Wszyscy doskonale rozumieją, że nie zostawimy ich w listopadzie o 17.30 na przystanku w „Waszczowicach”.

Istnieją na mapie Polski miejsca, w których busik jako środek transportu jest codziennym widokiem. Ma pełnoprawną funkcję, na równi z innymi. Jest konieczny, działa w miejsce zlikwidowanego PKS-u czy zamkniętej linii kolejowej, o której młodsi już nawet nie pamiętają, że istniała. Odpowiada na codzienną potrzebę przemieszczenia się pomiędzy dwoma punktami. Póki państwo nie weźmie się porządnie, odgórnie za transport na prowincji, będzie za nią odpowiadał ze swoistym wdziękiem.

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 03.11.2026 06:00
Źródło: Tygodnik Solidarność 44/2026, oprac. Ludwik Pęzioł